RODMToruń

SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ






BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA
SIERPIEŃ 2017

31.08.2017 Misja UNIFIL w Libanie wydłużona

Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych jednomyślnie podjęła decyzję o wydłużeniu misji ONZ w Libanie. Sama debata przebiegała dość burzliwie. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Izrael, nie szczędziły krytyki odnośnie misji UNIFIL (Tymczasowe Siły Zbrojne ONZ w Libanie; United Nations Interim Force in Lebanon) i jej działań w kierunku rozbrojenie lub powstrzymania zbrojeń organizacji Hezbollah.

Misja UNIFIL została utworzona w 1979 r. w celu patrolowania granicy izraelsko-libańskiej. Po wojnie z 2006 r., określanej mianem II wojny libańskiej, między Izraelem a Hezbollahem mającym swoje bazy na południu Libanu, mandat Tymczasowych Sił ONZ został rozszerzony o działania zmierzające do usunięcia z południowych obszarów libańskich instalacji wojskowych oraz uzbrojenia innego niż ten należący do sił rządowych.

Dla Waszyngtonu Hezbollah jest organizacją terrorystyczną, lecz w obecnej sytuacji trudno ją ignorować. Posiada bardzo duże wpływy w Libanie, jest w sojuszu z Iranem i wspiera reżim Bashara al-Assada w toczącej się od kilku lat syryjskiej wojnie domowej. Jak sama stwierdziła amerykańska ambasador przy ONZ, Nikki Haley, nowa rezolucja francuskiego autorstwa musi dotyczyć o wiele szerszych działań, niż te, które miały miejsce do chwili obecnej.


Źródło: Flaga Hezbollahu,
https://www.hate-speech.org/hezbollah-at-a-crossroads/, [dostęp dn. 31.08.2017]; Photo: AgfaPhoto GmbH, Flickr, CC BY 2.0.

Jej zdaniem, poparcie dla Hezbollahu przez Iran skutkowało zgromadzeniem olbrzymiego arsenału poza kontrolą władz libańskich. Tym samym, zdaniem Amerykanów, ta organizacja terrorystyczna ma szykować się do wojny, zapewne przeciwko państwu izraelskiemu.

Nowa rezolucja ONZ nie wiele zmienia w sposobie funkcjonowania sił UNIFIL, lecz wyraźnie w niej zaznaczono, że celem ma być takie działanie, które uniemożliwi wykorzystanie zajętego obszaru do „wrogich działań”. Natomiast na sekretarzu generalnym Antonio Guterresie nałożono obowiązek wdrożenia takich mechanizmów, które skutkować będą zwiększeniem efektywności i widoczności sił międzynarodowych, przykładowo poprzez dodatkowe patrole lub inspekcje.

Sam Hezbollah broni prawa do posiadania broni w razie konieczności obrony Libanu przez agresorami. Liban natomiast wielokrotnie oskarżał Izrael o naruszenie własnej przestrzeni powietrznej. Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest niezwykle skomplikowana i takież były negocjacje nad nową rezolucją w ONZ.

29.08.2017 Izrael oskarża Iran

Premier Izraela Benjamin Netanyahu oskarżył Iran o przygotowanie w Syrii placów pod instalację nowych precyzyjnie kierowanych pocisków. Izraelski polityk stwierdził, że irańscy przywódcy chcą przekształcenia Syrii w „wielki mur”, którego celem ma być zniszczenie Izraela.

W obecnie trwającej syryjskiej wojnie domowej, Iran podjął decyzję o wspieraniu prezydenta Bashara al-Assada wraz z libańskim Hezbollahem. Netanyahu wypowiedział natomiast swoje oskarżenia podczas wizyty sekretarza generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, António Guterres w Jerozolimie, który niedługo ma spotkać się z przywódcami Autonomii Palestyńskiej. Ma to zapewne wywrzeć nacisk na Guterresa, gdyż siły pokojowe ONZ w Libanie miały zatrzymać dostawy broni dla Hezbollahu, a mają z tym problemy.

Izraelski premier nie podał żadnych szczegółów odnośnie irańskich projektów budowy rakiet w Syrii. Co ważne, Netanyahu dodał, że nie będzie akceptacji dla takich działań, co może sugerować zaangażowanie większe niż dotychczas w syryjską wojnę domową.

Jak dodaje BBC, dwa tygodnie temu izraelska firma zajmująca się satelitami, ImageSat International opublikowała zdjęcia, które miały dowodzić rzekomych irańskich projektów budowy fabryk pocisków na terytorium Syrii. Jej zdaniem, obiekty w Wadi Jahannam mają być podobne do fabryki pocisków położonej niedaleko stolicy Iranu, Teheranie. Państwo irańskie do tej pory nie skomentowało tych oskarżeń, ale powszechnie wiadomo, że władze tego kraju nawołują do zlikwidowania Izraela.

29.08.2017 Niebezpieczny ruch Pjongjangu

Jak możemy przeczytać na stronie BBC, premier Japonii, Shinzo Abe, nazwał „bezprecedensowym zagrożeniem” fakt wystrzelenia przez Koreę Północną pocisku balistycznego, który to przeleciał przez japońskie terytorium. Sam pocisk został wystrzelony we wczesnych godzinach rannych 29 sierpnia 2017 r. czasu koreańskiego. Przeleciał on, co uznaje się za pogwałcenie prawa międzynarodowego, nad terytorium wyspy Hokkaido, a następnie uderzył w taflę Oceanu Spokojnego.

Jako odpowiedź na ten niebezpieczny ruch reżimu w Pjongjangu, w najbliższych dniach zbierze się Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Już od pewnego czasu na Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną nakładane były sankcje w związku z programem jądrowym oraz kolejnymi testami rakiet średniego i dalekiego zasięgu. Nigdy jednak wcześniej żaden z pocisków balistycznych nie przeleciał nad terytorium innego państwa. Podobne wydarzenia z 1998 r. i 2009 r. dotyczyły urządzeń satelitarnych, a nie broni mogącej przenosić ładunek nuklearny. Według BBC, pocisk przeleciał odległość 2 700 kilometrów zanim rozbił się na trzy części i wpadł do Pacyfiku. Prawdopodobnie był to test nowej rakiety Hwasong-12 średniego zasięgu.

Co ważne, test północnokoreańskiej rakiety nastąpił tuż po zakończeniu wspólnych amerykańsko-japońskich ćwiczeń wojskowych odbywających się na Hokkaido, oraz w trakcie wspólnych manewrów USA i Korei Południowej. Pjongjang uznaje tego typu ćwiczenia wojskowe za prowokację i zapowiedź ewentualnej inwazji. Japoński premier zaapelował do mieszkańców Hokkaido o schronienie się, zaś prezydent Korei Południowej Moon Jae-in nakazał przeprowadzenie pokazowego bombardowania z użyciem czterech ciężkich bombowców.

28.08.2017 Bliskie porozumienie chińsko-indyjskie ws. granic

Jak podaje agencja Reutera, ministerstwo spraw zagranicznych Indii poinformowało w dniu dzisiejszym o możliwości szybkiego rozwiązania kryzysu granicznego z Chinami. Na spornym obszarze himalajskiej granicy, od dwóch miesięcy wojska obu stron prowadzą sporadycznie starcia. Jest to najpoważniejszy kryzys chińsko-indyjski od kilku dziesięcioleci.

Wstępnie podano, że zarówno Chiny, jak i Indie, zgodziły się co do tego, że dla dobra przyszłych relacji należy rozdzielić siły zbrojne ze spornego obszaru. Decyzja zapadła zaledwie miesiąc przed planowanym szczytem grupy państw BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki). Gospodarzem będzie premier Republiki Indii, Narendra Modi.

Do najpoważniejszych starć dochodziło na płaskowyżu Doklam, niedaleko granic Indii i jej sojusznika Bhutanu, oraz Chin. Zdaniem agencji Reutera, obie strony zgodziły się co do tego, że obecną sytuację kryzysową należy rozwiązać za pomocą dyplomatycznych metod. Większość komentatorów uważa te deklaracje za dobry znak, pamiętając o wojnie granicznej obu państw w 1962 r. oraz posiadaniu przez nie broni masowego rażenia.

Rzeczniczka ministerstwa spraw zagranicznych Hua Chunying potwierdziła, że Hindusi wycofali swoich żołnierzy, natomiast chińskie wojska dalej będą patrolować Doklam, co może sugerować ewentualne ustępstwa ze strony Indii. Długość kwestionowanej granicy, która stanowi powód niesnasek między państwami to 3,5 tysiąca kilometrów. Oprócz Indii i Chin, roszczenia terytorialne wysuwa Bhutan. Ostatni kryzys spowodowany był napływem chińskich żołnierzy do Doklam.

26.08.2017 Stany Zjednoczone nakładają sankcje na Wenezuelę

Jak informuje BBC, w dniu wczorajszym amerykański prezydent Donald Trump nałożył sankcję na Wenezuelę w związku z przeciągającym się kryzysem politycznym i przypadkami śmiertelnymi starć między służbami bezpieczeństwa, a protestującymi obywatelami.

Decyzja amerykańskiego przywódcy ma na celu zmuszenie prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro do zmiany prowadzonej polityki. Sankcje mają w pierwszej kolejności dotyczyć blokowania wenezuelskich państwowych firm naftowych przed sprzedażą obligacji do USA i w ten sposób wpływać na wewnętrzny dług. Decyzja skutkuje już zamknięciem znajdującej się w USA firmy Citgo Petroleum, która jest zależna od potentata handlu ropą w Wenezueli, należącego do państwa, Petróleos de Venezuela S.A. (PDVSA).

Prezydent Maduro, już po decyzji Trumpa o nałożeniu sankcji, udał się do państwowej telewizji, gdzie poinformował, że te działania spowodują jedynie zatrzymanie eksportu ropy naftowej do USA i tym samym uderzą w ten kraj. Wenezuelski przywódca potępił Stany Zjednoczone uznając, że sankcje to „nielegalny akt agresji”. Jak sam stwierdził: „Wenezuela nigdy nie podda się żadnej władzy imperialnej”. Największe koszty, zdaniem Maduro, poniosą sami Amerykanie poprzez utratę wielu stanowisk pracy oraz zmniejszenie wpływów z inwestycji. Utrata amerykańskiego rynku dla wenezuelskiego prezydenta jest niestraszna, gdyż towar który płynął do USA, teraz zostanie wysłany do innych odbiorców.

Minister spraw zagranicznych Wenezueli, Jorge Arreaza stwierdził, że Waszyngton swoją „niecywilizowaną polityką”, próbuje „promować kryzys humanitarny”. Natomiast wenezuelskie państwo padło ofiarą fałszywych informacji o rzekomym olbrzymim kryzysie gospodarczym.

Już od dłuższego czasu amerykańska administracja nazywa Maduro dyktatorem. Decydując się na nałożenie sankcji podkreślono, że wenezuelski prezydent ma celowo uniemożliwiać dostawy leków i żywności do określonych obszarów kraju. Natomiast ostatnie wybory do konstytuanty miały „zasadniczo złamać legalny porządek konstytucyjny”. Obecnie amerykańscy politycy odrzucają pomysł o zbrojnej interwencji, którą niedawno zasugerował sam prezydent Trump. W wyniku protestów od kwietnia 2017 r., śmierć poniosło już ponad 120 osób. Niedobory leków i żywności są codziennością, pomimo posiadania dużych złóż ropy (źródło: BBC).

25.08.2017 Tragedia w Jemenie

Wojna domowa w Jemenie, która trwa od marca 2015 r., pochłonęła już co najmniej 10 tysięcy ofiar. To samo w sobie jest tragedią. Dziś trzeba jednak dopisać kolejny rozdział. W wyniku zbombardowania obszaru Faj Attan, na obrzeżach stolicy Sany, zginęło 12 osób, z czego połowa to dzieci poniżej 10 roku życia.

Zdaniem świadków, samoloty bombardujące należały do szerokiej koalicji przewodzonej przez Arabię Saudyjską. Wspiera ona rząd centralny kierowany przez prezydenta Abd Rabbuha Mansura Hadi’ego. Celem jest zdławienie powstania zorganizowanego przez rebeliantów z Huti, mających wsparcie Iranu.

Atak powietrzny zrównał z ziemią dwa budynki. Natychmiast z pomocą ruszyli ratownicy oraz okoliczni mieszkańcy, którzy spod gruzów wydobyli ciała dzieci. Powodem ataku na Faj Attan był fakt, że to Huti kontrolują stolicę kraju. Uznany przez społeczność międzynarodową rząd Hadi’ego ma swoją siedzibę na południu Jemenu. Północ jest w rękach Huti i sprzymierzonego z nimi byłego prezydenta Ali Abd Allaha Saliha.

To nie pierwszy przypadek wykorzystania przez Arabię Saudyjską i jej sojuszników samolotów przeciwko celom cywilnym Zaledwie dwa dni temu nalot na hotel w stolicy zabił co najmniej 30 osób. Organizacja Narodów Zjednoczonych zapowiedziała już przeprowadzenie własnego niezależnego śledztwa w tej sprawie (agencja Reutera).

25.08.2017 Starcia zbrojne w Mjanmie

Jak informuje agencja Reutera, powołując się na źródła wojskowe w Republice Związkowej Mjanmy, w stanie Rhakine doszło dziś do zmasowanego ataku rebeliantów. Ich celem były 24 posterunki policji oraz baza wojskowa. Zginąć miało 21 napastników oraz 11 członków sił bezpieczeństwa (1 żołnierz i 10 policjantów).

Walki na terenie Mjanmy toczą się już od dłuższego czasu z różnym nasileniem. Najwięcej starć ma miejsce na zachodzie kraju. Jednak od października 2016 r. datuje się ich znaczące nasilenie. W tle są oskarżenia rządu o łamanie praw człowieka podczas prowadzonych operacji militarnych.

Głównym powodem tych starć jest powstanie wywołane przez muzułmańską grupę etniczną o nazwie Rohingja. Zamieszkuje ona głównie stan Rhakine (dawniej: Arakan) i liczebnie szacuje się na ponad milion osób. Za dzisiejszymi atakami stoją bojownicy z ARSA, czyli Armii Zbawienia Rohingja z Arakanu (Arakan Rohingya Salvation Army), którzy w specjalnym oświadczeniu przyznali się do tego i ostrzegli przed dalszymi działaniami zbrojnymi.

Według większości komentatorów, wojskowy reżim w Mjanmie najdotkliwiej mieli odczuć muzułmańscy mieszkańcy tegoż państwa. Ponad milion Rohingja permanentnie mają być prześladowani, a ich prawa człowieka na każdym kroku są łamane. Do zeszłego roku działania ARSA były nieznaczne, a i skład osobowy formacji szacowano na 500 bojowników.


Źródło: Stan Rakhine (Arakan) w Republice Związkowej Mjanmy,
http://theconversation.com/life-in-limbo-the-rohingya-refugees-trapped-between-myanmar-and-bangladesh-71957, [dostęp dn. 25.08.2017]; Rakhine state in Myanmar. Panonian/Wikimedia, CC BY.

Obecne nasilenie może sugerować, że mamy do czynienia z organizacją o sporym potencjale, który winien być traktowany jak formacja powstańcza reprezentującą całą wspólnotę etniczną. Oliwy do ognia mogły dolać same władze Mjanmy, które pod koniec 2016 r. i na początku 2017 r. przeprowadziły szeroką akcję wojskową o znamionach pacyfikacji.

Co ciekawe, w oficjalnym oświadczeniu armii Mjanmy potwierdzono atak, lecz jednocześnie celowo podano, że Rohingja to intruzi z Bangladeszu. Może to sugerować planowane akcje odwetowe. Tej wspólnocie etnicznej odmawia się obywatelstwa w Mjanmie, a operacja wojskowa z przełomu 2016 r./2017 r. skutkowała ucieczką do Bangladeszu 87 tysięcy przedstawicieli Rohingja – wielu już wcześniej opuściło swoje domy. Zdaniem Organizacji Narodów Zjednoczonych wydarzenia te miały znamiona zbrodni przeciwko ludzkości.

24.08.2017 Korea Północna rośnie w siłę…

Jak podaje BBC, powołując się na Koreańską Centralną Agencję Prasową KCNA (jedyną państwową agencję informacyjną w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, zwanej potocznie Koreą Północną), w dniu dzisiejszym doszło do inspekcji przywódcy państwa Kim Dzong Una w Akademii Nauk Obronnych. W jej trakcie, zupełnie „przypadkowo”, ukazano projekty dwóch wcześniej nieznanych typów rakiet mogących przenosić broń masowego rażenia. To nie pierwsza taka sytuacja, gdy północnokoreański komunistyczny reżim prezentuje nowe zdobycze technologiczne, na które świat reaguje ze strachem.

Zdjęcia zaprezentowane przez KCNA przedstawiają wcześniej nieznane projekty pocisków Hwasong-13 oraz Pukguksong-3. Pierwszy z nich, zdaniem specjalistów, jest klasyfikowany do międzykontynentalnego balistycznego pocisku rakietowego ICBM, który może razić cele odległe o ponad 5 500 kilometrów. Drugi natomiast to pocisk balistyczny typu woda-ziemia, który może być wystrzelony z okrętu podwodnego. W obu przypadkach, biorąc pod uwagę obecne trudne relacje amerykańsko-północnokoreańskie, jest to wyraźny sygnał o wzroście militarnego znaczenia Pjongjangu oraz coraz większy niepokój wśród amerykańskich strategów.

Nikt nie ma wątpliwości, że ten „kontrolowany przeciek”, miał na celu danie do zrozumienia USA, że Korea Północna nie da się zastraszyć. Niektórzy już mówią, że to kolejna groźba pod adresem Stanów Zjednoczonych i jej przywódcy Donalda Trumpa. Poza tym, zdjęcia wyszły na jaw w trzecim dniu wspólnych ćwiczeń wojskowych o kryptonimie Ulchi Freedom Guardian, w których biorą udział wojska Korei Południowej oraz Stanów Zjednoczonych. Na półwyspie koreańskim robi się naprawdę gorąco…

W tle tego międzynarodowego kryzysu są krytyczne opinie o prezydencie Trumpie. Analitycy podkreślają, że za wyjątkiem ostrzeżeń i słownych gróźb, amerykański przywódcy nie ma nic do zaoferowania. Wyraźnie próbował do niedawna przerzucić odpowiedzialność za stabilność w Azji Południowo-Wschodniej na Chiny, lecz nie zaoferował nic w zamian. Dziennikarze zastanawiają się, dlaczego Pekin miałby próbować wpływać na Pjongjang i grać na rzecz interesów Waszyngtonu, skoro ten nie chce zaoferować czegokolwiek Chińczykom. Przy tym międzynarodowym chaosie korzysta jedynie Korea Północna, która rośnie w siłę…

22.08.2017 Nowa amerykańska strategia wobec Afganistanu

Jak podaje agencja Reutera, amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson zaczął wywierać silniejszą presję na rząd w Pakistanie, by ten przestał wspierać afgańskich talibów. Pakistańskie władze, które uznają Stany Zjednoczone za kluczowego partnera strategicznego, konsekwentnie odrzucają oskarżenia o udzielanie jakiegokolwiek wsparcia dla islamskich fundamentalistów. Wydaje się, że jest to celowy zabieg Tillersona, by Islamabad wzmógł działania przeciwko talibom. To doniesienie medialne pojawia się zaledwie dzień po tym, jak amerykański przywódca Donald Trump ogłosił nową strategię wobec Afganistanu. Armia Stanów Zjednoczonych ma mocniej zaangażować się w afgańskie zmagania z religijnymi ekstremistami.

Sekretarz Tillerson miał wyraźnie dać do zrozumienia swoim pakistańskim rozmówcom, że wiele fundamentalistycznych organizacji, na czele z talibami, może swobodnie funkcjonować na terytorium Pakistanu. Jeśli Islamabad nie chce stracić przywilejów związanych z sojuszem z najpotężniejszym państwem na świecie, będąc jednocześnie poza Paktem Północnoatlantyckim NATO, ma zrobić wszystko by ekstremiści nie czuli się tak swobodnie jak dotychczas na pakistańskiej ziemi. Jednocześnie Tillerson miał dodać, że stabilny Pakistan leży w interesie Ameryki i Europy, a fakt posiadania broni jądrowej, w obecnej sytuacji, budzi raczej obawy – ma istnieć prawdopodobieństwo przejęcia głowic przez talibów.

W dniu wczorajszym, w oficjalnym oświadczeniu Donald Trump potwierdził przypuszczenia o wzmożeniu działań przeciwko fundamentalistom islamskim w Afganistanie. Nie określił jednak, jak bardzo amerykańska obecność w tym państwie zostanie zwiększona. Dodał jednak, że zamiast skupianiu się na budowie państwa, jak to robili poprzednicy, obecna strategia ma opierać się na „zabijaniu terrorystów”. Ostatecznym celem ma być zwycięstwo i unikniecie błędów z Iraku.

Komentatorzy i dziennikarze szacują, że Waszyngton jest skłonny wysłać dodatkowe 4 tysiące żołnierzy. Jednocześnie zwracają uwagę na słowa samego Trumpa, który zasugerował, że po militarnym wysiłku jest możliwe zawarcie akceptowalnego porozumienia z talibami. Zwalczane ma być głównie Państwo Islamskie oraz Al-Ka’ida, a tym samym między organizacjami ekstremistycznymi zostałby wbity klin.

21.08.2017 Angola przed wyborami parlamentarnymi

Na dzień 23 sierpnia 2017 r. zaplanowano wybory parlamentarne w Republice Angoli. Od momentu uzyskania niepodległości w 1975 r., ta była kolonia portugalska jest rządzona przez jedną formację: Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli MPLA. Według większości komentatorów, najbliższe wybory niewiele zmienią.

Taka sytuacja rzecz jasna nie podoba się opozycji, która oskarża rządzących o manipulacje i brak przejrzystości procesu wyborczego. W celu zminimalizowania rzekomego oszustwa, opozycja zapowiedziała uruchomienie własnego programu komputerowego, który ma podać prawidłowe wyniki wyborcze.

Na nieprawidłowości w procesie wyborczym skarżą się dwie główne partie opozycyjne: Narodowy Związek na rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli UNITA, na czele z Isaíasem Samakuvą, oraz Szeroka Konwergencja na rzecz Ocalenia Angoli – Koalicja Wyborcza CASA-CE pod przewodnictwem Abela Chivukuvuku. Obecnie przewodniczącym MPLA jest minister obrony João Lourenço. Zgodnie z angolańskim systemem politycznym, lider zwycięskiej formacji zostaje nowym prezydentem kraju.

Jak informuje agencja Reutera, specjalny program komputerowy został zaprezentowany dziś w siedzibie CASA-CE. Wyniki mają zostać podane w oparciu o dane zebrane przez partyjnych delegatów. Taki przedstawiciel ma być w każdym lokalu wyborczym. Tym samym, formacja opozycyjna chce podać wyniki wyborcze jeszcze zanim zrobi to państwowa komisja. Ze strony przedstawicieli samej Komisji nie padł żaden komentarz odnośnie zastrzeżeń do procesu wyborczego.

Nawet jeśli opozycja nie pokona MPLA, to na naszych oczach widzimy jakościową zmianę na angolańskiej scenie partyjnej. Dotychczas dominantami były dwie formacje: rządzący z Ludowego Ruchu Wyzwolenia Angoli, oraz „wiecznie drudzy” z UNITA. Te dwie partie przez długie lata prowadziły nie tylko spór polityczny, ale także czynnie uczestniczyły w wojnie domowej. CASA-CE natomiast powstała tuż przed wyborami w 2012 r., ale według ostatnich sondaży ma dość poparcia, by zdegradować UNITA. Ta formacja cieszy się poparciem głównie młodych, którzy najmocniej odczuwają obecny kryzys gospodarczy. To może zwiastować jakościową zmianę w Angoli.

20.08.2017 Nowa ofensywa siła irackich

W przemówieniu telewizyjnym, premier Iraku Haider al-Abadi poinformował o rozpoczęciu nowej dużej operacji militarnej przeciwko islamskim fundamentalistom.

Celem jest odbicie z rąk Państwa Islamskiego jednego z ostatnich miast będącego w rękach dżihadystów: Tal Afar. Jak stwierdził premier al-Abadi, fundamentaliści mogą wybrać między kapitulacją a śmiercią.

Wybór Tal Afar ze względów strategicznych wydaje się naturalny. Po odbiciu Mosulu w lipcu 2017 r., miasto to położone jest tylko 55 km na wschód i wydaje się łatwym celem. Iracka armia jest w tym rejonie skoncentrowana i nie związana walkami na innym froncie.

Tal Afar jest w rękach islamskich fundamentalistów od 2014 r. i w większości zamieszkane przez szyitów. Poza tym, jak podkreśla BBC, położone jest na głównej drodze między Mosulem a pograniczem iracko-syryjskim. Przez lata była to ważna arteria między ekstremistami z Iraku oraz z Syrii.

BBC potwierdziło, że od kilku dni trwają masowe bombardowania pozycji Państwa Islamskiego w okolicach Tal Afar. Premier Iraku natomiast poinformował o rozpoczęciu operacji naziemnej. Samoloty rozrzuciły nad otoczonym miastem ulotki zapowiadające nadchodzącą bitwę.

Tal Afar od południu jest oblegane przez siły rządowe oraz lokalną szyicką milicję, natomiast od północy przez kurdyjskich Peszmergów (oddziały kurdyjskie).

Oblicza się, że w mieście może przebywać około 1500-2000 bojowników Państwa Islamskiego, natomiast większość mieszkańców (49 tysięcy) uciekło w okresie, gdy trwała dziewięciomiesięczna bitwa o Mosul.


Źródło: Pozycje stron walczących w Syrii i Iraku z kwietnia 2017 r.,
http://www.aljazeera.com/indepth /interactive/2017/04 /map-isil-syria-iraq- 170413092750456.html, [dostęp dn. 20.08.2017]; CC BY SA.

20.08.2017 Paul Kagame po zaprzysiężeniu

Dnia 4 sierpnia 2017 r. odbyły się w Rwandzie wybory prezydenckie. Po raz trzeci zwyciężył Paul Kagame. Przy frekwencji wynoszącej ponad 98%, zdobył on 98,79% ważnie oddanych głosów. Drugie miejsce zajął politycznie niezależny Philippe Mpayimana (0,73%), zaś trzeci był główny kontrkandydat prezydenta, Frank Habineza z Demokratycznej Partii Zielonych (0,48%). Kagame stoi na czele Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego.

Ceremonia zaprzysiężenia odbyła się w stolicy kraju, Kigali, na Amahoro National Stadium. Obecnych było wielu przywódców państw afrykańskich. Prezydent Kagame podziękował za społeczne zaufanie. Jednocześnie wyraził krytykę w związku z rzekomą próbą ingerencji w sprawy wewnętrzne Rwandy.

Według obserwatorów Unii Afrykańskiej, wybory miały charakter uczciwy i nie można zarzucić im braku przejrzystości. Inną opinię wyraziły organizacje chroniące prawa człowieka. Ich zdaniem za największy problem właśnie zakończonych wyborów należy uznać ograniczenia dla wolności słowa oraz brak swobody dla działalności politycznej.

W inauguracyjnej przemowie Kagame podziękował również kontrkandydatom za udział w wyborach i doprowadzenie do sytuacji, gdzie większość obywateli poszła do urn. Wszystkie oddane głosy, zdaniem rwandyjskiej głowy państwa, były głosami na Rwandę. Zarówno Habineza oraz Mpayimana uznali, że głosowanie nie było uczciwe i odrzucili oficjalnie podane wyniki.

Prezydent Kagame objął najwyższy urząd w Rwandzie w 2000 r. Wcześniej przez sześć lat był wiceprezydentem. W 2015 r. odbyło się kontrowersyjne referendum konstytucyjne. Zgodnie z wprowadzonymi zmianami, Kagame mógł ubiegać się o trzecią kadencję. Formalnie obecny prezydent może pozostać na najwyższym stanowisku aż do 2034 r.

19.08.2017 Libańska operacja w Syrii

Jak podaje agencja Reutera, dziś rano rozpoczęła się wojskowa operacja Libanu przeciwko Państwu Islamskiemu kontrolującemu część libańsko-syryjskiego pogranicza. Główne siły zostały wysłane w kierunku miasteczka Ras Baalbek. Wykorzystano do tego helikoptery, artylerię i rakiety. Natomiast od strony syryjskiej, na fundamentalistów islamskich uderzyły jednostki szyickiej grupy Hezbollah. Ekstremiści z Państwa Islamskiego musieli wycofać się na pozycje umiejscowione w górskich jaskiniach.

Od 2013 r. syryjskie siły zbrojne prezydenta Bashara al-Assada wraz z libańskimi szyickimi formacjami Hezbollahu operowały w Górach Kalamun w celu wyparcia islamskich fundamentalistów. Chodziło głównie o oczyszczenie drogi z Damaszku do Hims oraz zabezpieczenie granicy libańsko-syryjskiej. Ze strategicznego punktu widzenia uderzenie armii libańskiej od strony Libanu na pogranicze obu państw, oraz Hezbollahu z terytorium syryjskiego, wydaje się logiczne. Jednakże Liban oficjalnie zaprzecza, by obie operacje były z sobą skoordynowane.

Jednakże, jeśli zwrócimy uwagę na fakt dużej pomocy Stanów Zjednoczonych dla Libanu, możemy zrozumieć niechęć do ogłaszania wspólnych projektów wojskowych. Waszyngton nie jest zwolennikiem rządów al-Assada w Syrii, zaś Hezbollah (popierany przez Iran) uznaje za organizację terrorystyczną.

Agencja Reutera powołuje się jednak na jedną z wypowiedzi lidera Hezbollahu, Sayyeda Hassana Nasrallaha, który zasugerował pewną koordynację działań. Faktem jest, że na tym froncie islamscy fundamentaliści ponoszą ostatnio serię porażek. W tle jest los cywili, w większości sunnitów, którzy przed Hezbollahem uciekają do Liban.

19.08.2017 Katastrofy naturalne w Sierra Leone i Demokratycznej Republice Kongo

Jak podaje agencja Reutera, tylko w ostatnich dniach dwie katastrofy naturalne pochłonęły setki ofiar w Sierra Leone i Demokratycznej Republice Kongo. W tle pojawiają się poważne pytania o zdolność struktur państwowych w radzeniu sobie z sytuacjami kryzysowymi.

Według anonimowej informacji pracownika kostnicy, w minionym tygodniu pochowano 461 ofiar lawiny błotnej, która porwała wiele domów na obrzeżach stolicy kraju, Freetown. Wciąż trwa akcja poszukiwacza. Tragedię powiększa fakt, że wśród ofiar jest 156 dzieci. Trzeba dodać, że władze Sierra Leone do tej pory nie potwierdziły informacji o liczbie ofiar. Czerwony Krzyż natomiast poinformował, że wśród zaginionych jest wciąż 600 osób, a akcja ratunkowa skupia się już tylko na wydobyciu ciał spod zwałów błota. Wielu komentatorów zauważa, że jest to kolejna tragedia, która dotknęła byłą brytyjską kolonię. Zaledwie rok temu skończyła się trwająca dwa lata epidemia Eboli. Kosztowała ona życie ponad 4 tysięcy obywateli. Dwa dni temu prezydent Ernest Bai Koroma wziął udział w pogrzebie ofiar lawiny błotnej. Ze względu na upały i proces rozkładu ciał, zmarli zostali pochowani w zbiorowej mogile. Pogrzeb miał miejsce na tym samym cmentarzu, na którym pochowano wielu, którzy zmarli z powodu epidemii Eboli. Zdaniem służb istnieje poważne ryzyko wybuchu kolejnej epidemii. Ciała wciąż są wydobywane.

Osunięcie się ziemi w Demokratycznej Republice Kongo mogło spowodować śmierć ponad 200 osób. Do zdarzenia doszło niedaleko wsi Tora, nad jeziorem Alberta. Osuwisko mogło powstać na skutek trzęsienia ziemi. Teren, na którym doszło do tragedii, znane jest z aktywności sejsmicznej. Ponieważ jest to obszar górzysty, akcja ratunkowa jest niezwykle utrudniona. Komentatorzy podkreślają, że w tej części Afryki będzie dochodzić do podobnych wydarzeń. Lasy są coraz bardziej przetrzebiane, a lokalne społeczności osiedlają się na zboczach wzgórz. Jeśli dodamy aktywność sejsmiczną, łatwo o tragedię.

17.08.2017 Kryzys dyplomatyczny na linii Pretoria – Harare

Do nietypowej sytuacji doszło ostatnio na południu kontynentu afrykańskiego. Pierwsza Dama Zimbabwe, 52-letnia Grace Mugabe została oskarżona o napaść na modelkę w hotelu w Johannesburgu. Pani Mugabe miała w tym celu użyć kabla elektrycznego. Ponieważ zaistniało podejrzenie skorzystania przez Pierwszą Damę Zimbabwe z immunitetu dyplomatycznego i opuszczenia Republiki Południowej Afryki RPA, południowoafrykańska policja została postawiona w stan gotowości, by do tego nie dopuścić. Ponadto, obecnie w Pretorii przebywa 93-letni prezydent Zimbabwe, Robert Gabriel Mugabe. W stolicy RPA odbywa się właśnie szczyt państw regionu. To wszystko komplikuje i tak trudne relacje bilateralne.

Od lat stosunki RPA z Zimbabwe są trudne. Republika Południowej Afryki jest niewątpliwie liderem w tej części kontynentu afrykańskiego. Inne państwa już od dłuższego czasu nasilają presję na Pretorię, by ta wpłynęła na prezydenta Mugabe. Od początku istnienia niepodległego Zimbabwe krajem rządzi jedna osoba i jego polityczne zaplecze: Robert Gabriel Mugabe. Skutek tego jest taki, że Zimbabwe klasyfikuje się do państw upadłych. Gospodarka przeżywa permanentny kryzys, a zasady demokratyczne praktycznie nie istnieją. W konsekwencji do RPA emigrowało 3 miliony obywateli Republiki Zimbabwe. Pretoria ma naprawdę duży problem z tym, co począć ze swoim północnym sąsiadem.

Oficjalnie Grace Mugabe posługuje się immunitetem dyplomatycznym, choć akt oskarżenia nie został wystawiony. Minister sprawiedliwości RPA, Fikile Mbalula potwierdził jednak, że Pierwsza Dama Zimbabwe wciąż przebywa w Republice Południowej Afryki. Jak podaje agencja Reutera, 20-letnia modelka Gabriella Engels miała zostać pobita kablem przez Grace Mugabe w jednym z hotelowych pokoi, gdzie czekała na jednego z synów prezydenta Mugabe. Sama Grace Mugabe miała przedwczoraj pojawić się w sądzie i odpowiedzieć na zarzuty Engels, lecz nie przybyła. Stąd decyzja o obstawieniu posterunków granicznych i uniemożliwieniu ucieczki z RPA.

Media w Republice Południowej Afryki bardzo podekscytowały się tym skandalem. Natomiast władze w RPA unikają dziennikarzy i nie odpowiadają na pytania. Nie ma też oficjalnego stanowiska ministerstwa spraw zagranicznych.

17.08.2017 Zamach terrorystyczny w Barcelonie

Minęło zaledwie kilka godzin od wydarzeń w hiszpańskiej Barcelonie, w związku z czym nie ma pełnych informacji, lecz jednego możemy być pewni: mamy do czynienia z zamachem terrorystycznym.

Kilka faktów możemy jednak potwierdzić. Terroryści wykorzystali samochód dostawczy i wjechali w tłum pieszych przechadzających się jedną z najpopularniejszych ulic tego katalońskiego miasta: Las Ramblas. Owa aleja była popularna nie tylko wśród turystów, ale także policjantów oraz przedstawicieli lokalnych władz. Nieoficjalnie kilkadziesiąt osób zostało rannych a 13 - niestety zginęło. Samochód dostawczy poruszał się wzdłuż ścieżki dla pieszych, co możemy zaliczyć do celowego działania, mającego razić jak najwięcej osób. Władze katalońskie potwierdziły, że doszło do aresztowania dwóch osób.

Na stronie internetowej BBC możemy przeczytać, że hiszpańskie media podają informacje o strzelaninie, która miała miejsce wcześniej. Co najmniej jedna osoba miała zginąć, a do zdarzenia doszło w Sant Just Lesvern, na obrzeżach Barcelony. Nie ma jednak pewności, że oba zdarzenia są z sobą powiązane.

Policja hiszpańska podała do publicznej wiadomości dane osobowe mężczyzny, który wynajął samochód dostawczy wykorzystany w ataku terrorystycznym. Chodzi o niejakiego Drissa Oubakira. Do końca nie jest jasne, czy ten 20-letni Marokańczyk jest zamieszany w akt terroru, czy jego dokumenty zostały tylko skradzione.

Jak do tej pory, do ataku przyznało się niesławne Państwo Islamskie. Nie ma jednak bezpośrednich dowodów na to, że napastnicy byli „żołnierzami” Państwa. Za wcześnie jest na potwierdzenie tych faktów.

16.08.2017 Hakainde Hichilema wolny

Lider opozycji w Zambii, Hakainde Hichilema został zwolniony z więzienia, gdzie przebywał od kwietnia 2017 r.

Prokuratorskie zarzuty dotyczyły rzekomego spiskowania w celu obalenia rządu. Sam Hichilema wraz z pięcioma innymi osobami został aresztowany po tym, jak jego konwój, którym się poruszał, nie ustąpił miejsca innemu, należącemu do prezydenta Zambii, Edgara Lungu.

Sędzia sądu najwyższego Charles Chanda, podczas wygłaszania decyzji o wypuszczeniu Hichilemy stwierdził, że zwolnienie ma charakter warunkowy i jest związany z zakończeniem postępowania prokuratorskiego Ostrzegł, że lider opozycji może w każdej chwili zostać ponownie aresztowany za to samo przestępstwo, jeśli pojawią się dodatkowe okoliczności.

Niektórzy komentatorzy podkreślają, że za zwolnieniem Hichilemy stoi sam prezydent Lungu, który chce poprawić sytuację Zambii na arenie międzynarodowej. Kraj ten jest pod presją innych państw południowoafrykańskich. Krytyka na politykę Lungu pojawiła się, gdy zambijski przywódca zadecydował o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w lipcu 2017 r.


Źródło: Prezydent Edgar Lungu,
https://www.africametro.com/southern-africa/ zambia/zambia-suspends-48-opposition-mps- snubbing-president-lungus-speech, [dostęp dn. 16.08.2017]; Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 4.0 International License.

Tuż po zwolnieniu, Hakainde Hichilema w samochodzie przy otwartym dachu pojechał do siedziby swojej partii, United Party for National Development UPND. Po drodze machał do swoich zwolenników, a przed siedzibą UPND wezwał władze Zambii do zwolnienia innych działaczy politycznych. Stwierdził, że wciąż nie czuje się wolny, a system prawny w państwie się załamał.

Sytuacja polityczna w Zambii znacznie się pogorszyła po wyborach prezydenckich i parlamentarnych z 11 sierpnia 2016 r. Wtedy to Front Patriotyczny prezydenta Lungu zwyciężył z UPND Hichilemy. W następnych miesiącach wzmogły się represje wobec opozycji, a obecna głowa państwa sięga po coraz to nowe uprawnienia dające mu niemal nieograniczoną władzę.

16.08.2017 Niebezpiecznie na pograniczu chińsko-indyjskim

Do nietypowego zdarzenia doszło na pograniczu Republiki Indii i Chińskiej Republiki Ludowej, wzdłuż wschodniej części Himalajów, o którą spór oba kraje prowadzą. Zdaniem władz hinduskich, miało dojść do obustronnego obrzucenia się kamieniami przez żołnierzy obu stron. Ranni są zarówno po stronie chińskiej, jak i hinduskiej. Według Indii, żołnierze z Chin mieli przekroczyć granicę, natomiast zdaniem Pekinu do naruszenia terytorium sąsiada nie doszło. Trudno stwierdzić kto ma rację, gdyż oba kraje roszczą pretensję do tego obszaru.

Do zdarzenia miało dojść w pobliżu solnego jeziora Pangong, położonego na pograniczu. Co ważne, to nie jedyny sporny teren między Indiami i Chinami. Spór toczony jest również o Doklam, położony na pograniczu trzech państw: Bhutanu, Chin i Indii.

Według źródeł hinduskich, na które powołuje się m. in. BBC, żołnierze z Indii mieli zostać zmuszeni do utworzenia „ludzkiego łańcucha”, by uniemożliwić Chińczykom nielegalne przekraczanie granicy. Odpowiedź Pekinu była jednoznaczna: nie mogło dojść do przekroczenia granicy Indii, gdyż rzeczone terytorium nie należy do państwa hinduskiego.

Sami Hindusi podkreślają, że do podobnych incydentów dochodzi bardzo często na całej długości spornej granicy obu państw.

Ministerstwo spraw zagranicznych Chin wydało oficjalne oświadczenie, w którym czytamy, że Indie muszą wycofać cały personel oraz sprzęt z chińskiego terytorium. Podkreślono, że do incydentu doszło na ziemi chińskiej i to Chiny są ofiarami. Natomiast zdaniem Indii nie została ostatecznie wyznaczona linia demarkacyjna między oboma państwami, a zatem trudno mówić o przekroczeniu granicy. Z tego powodu, by nie dopuścić do podobnych incydentów w przyszłości, Hindusi proponują ostateczne uregulowanie tej kwestii, poprzez wyznaczenie ostateczne linii granicznej.


Źródło: Sporne obszary między Indiami, Chinami i Pakistanem,
http://theinternationalpostmagazine.com /30/05/2015/frontpage/china-india-.../, [dostęp dn. 16.08.2017]; CC-by-sa Arun Ganesh, National Institute of Design Bangalore.

15.08.2017 Iran grozi zerwaniem umowy o ograniczeniu badań nuklearnych

Kiedy w 2015 r. podpisywano z Islamską Republiką Iranu porozumienie w sprawie ograniczenia dla programu nuklearnego, wszyscy spodziewali się, że międzynarodowa atmosfera się polepszy. Sytuacja jednak nadal jest wciąż daleka od stabilizacji.

Podczas nadawanej na żywo sesji irańskiego parlamentu, prezydent kraju Hassan Rouhani stwierdził, że jeśli Stany Zjednoczone podejmą decyzję o nałożeniu jakichkolwiek nowych sankcji, to porozumienie z 2015 r. zostanie zerwane „w ciągu kilku godzin”. Zdaniem irańskiego przywódcy, skoro Amerykanie chcą powrotu do polityki sankcji, to Teheran wróci do programu nuklearnego w zdecydowanie bardziej zaawansowany sposób, niż to było wcześniej.

Zdaniem prezydenta Hassana Rouhani’ego, nowe sankcje nałożone przez Stany Zjednoczone poważnie naruszają zapisy porozumienia z 2015 r. Wtedy to tzw. Grupa P5+1 (USA, Rosja, Chiny, Francja, Wielka Brytania, Niemcy), czyli pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych wraz z Republiką Federalną Niemiec, wynegocjowała warunki ograniczenia dla irańskiego programu nuklearnego w zamian za zawieszenie nałożonych sankcji.

Przedstawicielka Stanów Zjednoczonych przy ONZ, ambasador Nikki Haley stwierdziła, że nałożone nowe sankcje nie mają nic wspólnego z programem nuklearnym, ale ze wspieraniem terroryzmu, łamaniem praw człowieka czy testowaniem nowych typów rakiet. Waszyngton jest zaniepokojony testami nowych pocisków Iranu mogącymi umieścić na orbicie okołoziemskiej satelity. Zdaniem Amerykanów taka technologia może również posłużyć do przenaszania pocisków nuklearnych. Iran zaprzecza konsekwentnie tym oskarżeniom.


Źródło: Prezydent Hassan Rouhani,
http://thefifthcolumnnews.com/2017/05/hassan-rouhani-wins-second-term-as-irans-president/, [dostęp dn. 15.08.2017]; By Erfan Kouchari – CC BY 4.0, Wikimedia Commons.

14.08.2017 Klęska głodu w Demokratycznej Republice Konga

Liczne organizacje pozarządowe oraz specjaliści zajmujący się bezpieczeństwem żywnościowym ostrzegają, że liczba osób dotkniętych klęską głodu w Demokratycznej Republice Konga obecnie osiąga poziom 7,7 miliona osób i jest największy w tym państwie od ponad dekady.

Jak możemy przeczytać w artykule agencji Reutera, w ostatnim czasie liczba osób mających problem z dostępem do żywności powiększyła się o 1,8 miliona. Ma to być spowodowane wzrostem przemocy w takich prowincjach jak Kasai czy Tanganika. Tylko z Kasai w ostatnim czasie zmuszonych do opuszczenia swych domów zostało 1,4 miliona mieszkańców. Również w Afryce mamy do czynienia z kryzysem migracyjny, na który nakłada się humanitarny.

Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa FAO, ale także wiele innych zajmujących się kwestią wyżywienia, ostrzega przed groźbą klęski głodu. Już teraz 1,5 miliona mieszkańców Demokratycznej Republiki Konga ma permanentny problem z dostępem do żywności. Klęska głodu w krótkim czasie może objąć zdecydowanie więcej osób. Na razie sytuacja klasyfikowana jest jako „nagła”, w pięciostopniowej skali. Osiągnięcie następnego poziomu będzie świadczyło o zanotowanych przypadkach śmierci głodowej.

Według dostępnych statystyk, trudna sytuacja wewnętrzna spowodowała, że nawet 3,8 miliona mieszkańców analizowanego państwa znajduje się obecnie poza granicami ojczyzny. Większość z nich przebywa w Burundi, Republice Środkowoafrykańskiej oraz w Sudanie Południowym. Co ważne, klęska głodu została już ogłoszona w Sudanie Południowym, Nigerii, Jemenie oraz w Somalii.

14.08.2017 Zamach w stolicy Burkina Faso

W stolicy Burkina Faso, Wagadugu doszło do zamachu terrorystycznego zorganizowanego przez islamskich fundamentalistów. Do zdarzenia doszło w środku nocy w jednej ze znanych restauracji. Liczbę ofiar szacuje się na 18 zabitych oraz kilkudziesięciu rannych.

Jak donosi agencja Reutera, jednym z zamordowanych jest obywatel francuski. Informację tę potwierdził minister spraw zagranicznych Francji, Jean-Yves Le Drian. W oświadczeniu możemy przeczytać, że Le Drian omówił sytuację w Burkina Faso ze swoim odpowiednikiem, jednocześnie nie podano do publicznej wiadomości personaliów zabitego Francuza.

Francuskie media dużo miejsca poświęcają ostatniemu atakowi islamistów w Burkina Faso. To zapewne spowodowało zainteresowanie sytuacją w tym afrykańskim państwie przez najwyższych rangą polityków we Francji. Prezydent Emmanuel Macron kilka godzin po ataku rozmawiał z prezydentem Burkina Faso, Roch’em Marc’iem Kabore, w celu omówienia bieżącej sytuacji. Francja już jakiś czas zobowiązała się do wsparcia Afryki, zwłaszcza swoich dawnych kolonii, w walce z coraz silniejszym ugrupowaniami fundamentalistycznymi.

13.08.2017 Wzrost napięcia na linii Waszyngton – Pjongjang

Od jakiegoś czasu rośnie napięcie między Stanami Zjednoczonymi a Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną, którą potocznie określa się mianem Korei Północnej. Przyczyną tego jest program zbrojeń realizowany przez komunistyczny reżim w Pjongjang. Najwięcej jednak obaw budzą przeprowadzane testy broni atomowej oraz rakiet dalekiego zasięgu.

W ostatnim czasie napięcie na linii tych dwóch państw osiąga pewien niebezpieczny poziom. Na razie wszystko przebiega na drodze mało dyplomatycznych wypowiedzi. Świat jednak zastanawia się, na ile górnolotne, patetyczne i niebezpieczne słowa, mogą zostać przekute w czyny.

W jednym z artykułów, BBC powołuje się na słowa dyrektora amerykańskiego wywiadu CIA, Mike’a Pompeo, który stwierdził, że bezpośredniego zagrożenia wojną nuklearną nie ma. Jednocześnie dodał, że należy spodziewać się dalszych testów broni masowego zagrożenia przez Koreę Północną. Ostrzegł, że tak zwana „strategiczna cierpliwość” Waszyngtonu się skończyła. Tym też tłumaczy zaskakujące słowa prezydenta Donalda Trumpa, który zagroził Pjongjangowi „ogniem i wściekłością”.

Dyrektor Mike Pompeo dodał, że jest pewny, iż komunistyczny dyktator Kim Dzong Un nie zaprzestanie kolejnych testów z bronią masowego rażenia, gdyż jest to forma prowadzenia polityki zagranicznej. Wraz z kolejnymi eksplozjami i wystrzelonymi rakietami dalekiego zasięgu Korea Północna jest coraz bliżej granic Stanów Zjednoczonych i przez to zagrożenie nieodpowiedzialnymi działaniami jest tak duże.

Lipcowe testy nowych rakiet przeprowadzonych przez Koreę Północną zaalarmowało amerykańskie siły zbrojne. Okazało się wtedy bowiem, że od tego momentu zagrożony jest nie tylko Półwysep Koreański, ale także amerykańskie stany: Hawaje i Alaska. Obecnie narasta niemalże wojenna retoryka obu stron. Pjongjang zagroził ostrzelaniem terytorium zależnego od Stanów Zjednoczonych, wyspy Guam na Pacyfiku, na której to znajduje się bardzo ważny port wojskowy mogący obsługiwać nawet lotniskowce. Prezydent Trump zapowiedział, że jeśli cokolwiek stanie się z Guam, odpowiedź militarna będzie natychmiastowa.

12.08.2017 Niewygodne referendum Kurdów

Kurdowie z Iraku na 25 sierpnia zaplanowali przeprowadzenie referendum nad niepodległością autonomicznego regionu kurdyjskiego. Stany Zjednoczone właśnie zwróciły się do nich o odłożenie tego politycznego ruchu.

Wielomilionowy naród Kurdów, zamieszkujący terytorium m. in.: Turcji, Syrii, Iranu i Iraku od lat walczy o utworzenie własnego państwa: Kurdystanu. Nie było to możliwe, ze względu na brak zgody regionalnych potęg oraz odpowiedniej międzynarodowej atmosfery. Sytuacja zmieniła się wraz ze wzrostem znaczenia niesławnego Państwa Islamskiego. Wtedy to Kurdowie zaczęli być traktowani jak sojusznicy w walce z międzynarodowym terroryzmem.

Utrata wpływów i terytorium przez Państwo Islamskie, oraz słabość Iraku, pozwoliła na powstanie autonomicznych terytoriów zarządzonych przez Kurdów. Na ich czele stanął Massoud Barzani. Ostatnim etapem uzyskania statusu państwa miało być referendum niepodległościowe.

W rozmowie telefonicznej, Massoud Barzani miał usłyszeć od amerykańskiego sekretarza obrony Rexa Tillersona wniosek o odłożenie referendum na czas nieokreślony. Zdaniem Amerykanów, ten polityczny ruch mógłby „odwrócić uwagę od pilniejszych spraw”, czyli walki z islamskimi fundamentalistami. Sami Kurdowie, w tym prezydent Barzani, nie dali jasnej odpowiedzi, czy przełożą referendum, ale w oświadczeniu możemy przeczytać, że oczekują jakichś gwarancji na przyszłość (agencja Reutera).

Istotne jest, że Kurdowie walczą o oderwanie terytoriów należących do Turcji, Iraku, Iranu i Syrii. Stany Zjednoczone obawiają się, że w tak trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, otwarcie nowego frontu walki o Kurdystan uniemożliwi stabilizację tego obszaru.Dotyczsy to szczególnie Turcji, która jest członkiem NATO. Poza tym, od pewnego czasu widoczne jest zbliżenie Turcji i Rosji. Stany Zjednoczone do tej pory chętnie wspierały Kurdów i obawiają się utraty wpływów w państwie tureckim. Stąd zapewne wniosek o odłożenie referendum i nie „denerwowanie” Turków.

12.08.2017 Trudne położenie Kuwejtu

Jak podała agencja Reutera, władze Kuwejtu aresztowały właśnie 12 osób, wcześniej zaocznie skazanych, za szpiegostwo na rzecz Islamskiej Republiki Iranu oraz islamskiej organizacji szyickiej o nazwie Hezbollah.

Sprawa ma związek ze specjalną operacją militarną, która miała miejsce dwa lata temu. Wtedy to odkryto magazyny broni oraz materiałów wybuchowych, świadczących o planowanych działaniach terrorystycznych. Od tego momentu relacje między szyitami a sunnitami stały się bardzo napięte. W 2015 r., po wspomnianej operacji, Kuwejt oskarżył 25 swoich obywateli oraz jednego Irańczyka o planowanie działań ekstremistycznych. Miały to być - zdaniem prokuratury - „działania wrogie” wobec państwa.

Po dwóch latach procesu, jedną osobę skazano na śmierć, a pozostałe na wieloletnie więzienie. W międzyczasie, sąd najwyższy Kuwejtu zawiesił wykonywanie kary śmierci. Części osadzonym karę zamieniono na wyższe wyroki więzienia, a niektórym wyrok zmniejszono. Obywatel Iranu oraz 13 innych oskarżonych zostało osądzonych zaocznie w związku z niemożnością ich zatrzymania. Irańskie władze odrzucały kategorycznie wszelkie oskarżenia o działania przeciwko Kuwejtowi.

Sam Kuwejt znajduje się w trudnej sytuacji geopolitycznej. Na swoim terytorium ma dużą liczebnie mniejszość szyicką. Jednocześnie ten mały kraj, położony jest między dwoma potężnymi sąsiadami: szyickim Iranem i sunnicką Arabią Saudyjską. W swojej polityce musi uwzględniać te właśnie czynniki.

09.08.2017 Powyborcze niepokoje w Kenii

Niestety sprawdziły się przewidywania, że zakończone wczoraj głosowanie spowoduje wybuch politycznej przemocy w Kenii. Zdaniem opozycji system informatyczny komisji wyborczej miał zostać „zhakowany” i w konsekwencji wyniki odpowiednio zmanipulowano. Oskarżenia te skutkowały wystąpieniem części obywateli i starciami ze służbami porządkowymi.

Zdaniem samej komisji wyborczej, nie ma żadnych podstaw do stwierdzenia, że dane w systemie informatycznym zostały podmienione na korzyść walczącego o reelekcję prezydenta Uhuru Kenyatty.

Natomiast główny kontrkandydat obecnej głowy państwa, Raila Odinga już zakomunikował, że nie uzna ostatecznych wyników wyborów, gdyż są poważne zastrzeżenia co do rzetelności procesu liczenia głosów.

Większość komentatorów zwraca uwagę, że w związku z raptownymi wybuchami społecznego niezadowolenia, istnieje poważna obawa powtórzenia scenariusza sprzed 10 lat, kiedy to śmierć poniosło 1 100 osób, a domy opuściło kilkaset tysięcy mieszkańców. Są już potwierdzone informacje o ofiarach śmiertelnych. Na stronie internetowej BBC, która powołuje się na źródła pochodzące od kenijskiej policji, w Nairobi dwie osoby zginęły od policyjnych kul. Rzekomo protestujący, uzbrojeni w maczety, mieli skierować się w stronę kordonu policyjnego, kiedy wydano rozkaz strzelania. W mieście Kisumu, uważanego za twierdzę opozycji, śmierć poniosły kolejne dwie osoby. Zdaniem policji protestujący mieli zaatakować siedzibę lokalnego biura wyborczego, gdzie przeliczano oddane wczoraj głosy. W odpowiedzi policja użyła broni.

Według częściowych wyników wyborów prezydenckich, prezydent Kenyatta prowadzi w wyścigu o najwyższy urząd i powinien zwyciężyć w pierwszej turze. Wczorajsze wybory miały wykazać kto będzie kolejnym prezydentem Kenii, jak również, nowych członków parlamentu oraz reprezentantów w samorządzie terytorialnym.

09.08.2017 Atak na żołnierzy we Francji

Jak donosi BBC, francuska policja po dramatycznym pościgu była zmuszona oddać strzały w kierunku mężczyzny podejrzewanego o poranny atak na żołnierzy w Paryżu. Do zdarzenia doszło na północy Francji. Mężczyzna został ranny od postrzału. Policji udało się go zatrzymać.

Wszystko zaczęło się we wczesnych godzinach porannych, gdy w patrol żołnierzy wjechał nieznany sprawca raniąc sześciu z nich, lecz na szczęście nikogo nie zabijając. Do ataku doszło niedaleko bazy wojskowej w Levallois-Perret, na przedmieściach francuskiej stolicy. Prokuratura zdecydowała o zakwalifikowaniu czynu jako próby zabójstwa mającego znamiona ataku terrorystycznego.

Według dziennikarzy, podczas próby zatrzymania BMW, ranny miał zostać jeden policjant. Strzały w kierunku auta padły niedaleko miasteczka Marquise, położonego w pobliżu portu w Boulogne. Sam podejrzany ma być w wieku około 30 lat.

W ciągu zaledwie ostatniego półrocza to kolejny atak terrorystyczny we Francji. Kilka dni temu na Wieżę Eiffla próbował wedrzeć się mężczyzna uzbrojony w nóż i wykrzykujący islamskie hasła religijne. Podczas przesłuchania miał przyznać, że chciał zabić francuskiego żołnierza. W czerwcu zastrzelono mężczyznę, który przy użycia młotka zaatakował policjanta w pobliżu Katedry Notre-Dame. Natomiast w kwietniu zginął napastnik odpowiedzialny za zastrzelenie policjanta w pobliżu Champs-Elysees. Francja już od dłuższego czasu jest na celowniku religijnych fundamentalistów w związku z zaangażowaniem tego państwa w walce z międzynarodowym terroryzmem.

08.08.2017 Jacob Zuma utrzymał stanowisko

Prezydent Republiki Południowej Afryki Jacob Zuma w tajnym głosowaniu w parlamencie nad wotum nieufności zwyciężył. Do końca jednak nie było pewne, jak zagłosują członkowie rządzącego Afrykańskiego Kongresu Narodowego ANC. Opozycja południowoafrykańska po cichu liczyła, że tajne głosowanie doprowadzi do sytuacji, że część deputowanych opowie się przeciw Zumie.

Od dłuższego już czasu prezydent RPA swoją polityczną aktywność skupia na odrzucaniu coraz to nowych korupcyjnych oskarżeń. Jednak w ostatnim głosowaniu, aż 198 deputowanych poparło Zumę, a 177 było za udzieleniem wotum nieufności. Wynik doprowadził do tego, że parlamentarzyści ANC po głosowaniu zaczęli tańczyć i śpiewać.

Jak podaje BBC, po tajnym głosowaniu prezydent Zuma stwierdził, że parlamentarzyści zadecydowali „poprawnie”, a techniczne sztuczki nie doprowadzą do tego, by Kongres stracił większość na rzecz opozycji. Faktem jednak jest, że część deputowanych z ANC zagłosowała przeciw Zumie.

Jacob Zuma objął urząd w 2009 r. i od początku jest postacią kontrowersyjną. Liczne oskarżenia o wykorzystywanie publicznych pieniędzy do pomnażania osobistego majątku, czy zbliżenie do bogatej rodziny Gupta, wykorzystującej koneksje do załatwiania własnych interesów, to tylko część najgłośniejszych oskarżeń.

08.08.2017 Kenia po wyborach powszechnych

Zakończyły się właśnie wybory powszechne w Kenii. Obywatele wybierali przedstawicieli do parlamentu, jak również kolejną głowę państwa – i to właśnie wybory prezydenckie interesują większość komentatorów. Dotychczasowy prezydent Uhuru Kenyatta walczy o reelekcję.

Według szczątkowych wyników, Kenyatta ma dużą szansę na utrzymanie najwyższego stanowisku. Według komisji wyborczej, po przeliczeniu ponad połowy wrzuconych do urn kart do głosowania, na dotychczasowego przywódcę Kenii oddano 55% głosów. Jego główny rywal Raila Odinga uzyskał wynik na poziomie 44%. Prezydent Kenyatta walczy o drugą kadencję.

Wielu komentatorów w sposób szczególny spoglądało na Kenię w ciągu ostatnich kilku godzin. Podczas wyborów powszechnych w 2007 r. doszło do masowych wystąpień społecznych, które kosztowały życie ponad 1 100 osób, a około 600 tysięcy obywateli musiało opuścić swoje miejsce zamieszkania.

Według dostępnych informacji, sam proces wyborczy przebiegał spokojnie i nie doszło do większych niepokojów. Zarówno politycy, jak i urzędnicy, zaapelowali do obywateli o zachowanie spokoju i cierpliwe czekanie na ostateczne wyniki głosowania.

Jak podaje BBC, w niektórych komisjach wyborczych potworzyły się takie kolejki, że trzeba było wydłużyć czas na oddanie głosu, by wszyscy zainteresowani mogli to zrobić. Nie obyło się jednak bez problemów takich jak: brak listy osób uprawnionych do głosowania czy brak zasięgu umożliwiającego przesłanie ostatecznych wyników w danym obwodzie do centrali. Są też niepotwierdzone doniesienia o starciach w rejonie Kilifi i śmierci jednej osoby.

Zgodnie z prawem, zwycięzca wyborów prezydenckich musi otrzymać co najmniej 50% ważnie oddanych głosów oraz minimum 25% poparcie w 24 z 47 kenijskich prowincjach. W przeciwnym wypadku konieczna jest druga tura wyborów między dwoma kandydatami, którzy uzyskali najlepsze rezultaty.

07.08.2017 Mauretania po kontrowersyjnym referendum

Dnia 5 sierpnia 2017 r. odbyło się w Mauretanii referendum ogólnokrajowe nad zmianami w ustawie zasadniczej. Opozycja polityczna podjęła decyzję o bojkocie całego procesu. Za najbardziej kontrowersyjne zmiany uznano zniesienie izby wyższej parlamentu.

Głównym inicjatorem pomysłu odwołania się do obywateli w powszechnym głosowaniu był prezydent Mauretanii, Mohamed Ould Abdel Aziz. Zdaniem opozycji, właśnie przegłosowane zmiany pozwolą głowie państwa na nieskrępowane niczym rządy. Sama decyzja o rozpisaniu referendum zapadła po tym, jak właśnie mauretański Senat, czyli izba wyższa parlamentu, nie zgodził się na pakiet ustrojowych propozycji prezydenta. W konsekwencji Aziz zdecydował o glosowaniu powszechnym nad przyszłością Senatu.

Według oficjalnie opublikowanych wyników, frekwencja w referendum wyniosła niecałe 54%, co znaczy, że około 746 tysięcy osób uprawnionych do głosowania poszło do urn. Z tego, ponad 85% obywateli poparło projekt zmian w konstytucji autorstwa prezydenta Aziza.

Opozycja już ogłosiła, że doszło do „wyborczej farsy”. Jej zdaniem, obecny prezydent Mauretanii, który doszedł do władzy w wyniku zamachu w 2008 r., w kolejnym roku wygrał wybory, a sukces wyborczy powtórzył w 2014 r., zamierza jeszcze przez wiele lat rządzić krajem.


Źródło: Nowa flaga Mauretanii
https://commons.wikimedia.org/wiki/File: Flag_of_Mauritania_(2016_proposal).svg, [dostęp dn. 07.08.2017]; This file is made available under the Creative Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication.

Konstytucja jednak zabrania pełnienia najwyższego państwowego urzędu przez więcej niż dwie kadencje. Stąd pomysł, by znieść Senat i rozszerzyć uprawnienia władzy samorządowej. Obecnie nie ma żadnych przeszkód, by Aziz dokonał kolejnych zmian w ustawie zasadniczej. Według opozycji, następna poprawka może dotyczyć zniesienia ograniczeń do pełnienia prezydenckiego urzędu przez jedną osobę.

Nie należy spodziewać się jednak, jakiejś ostrej reakcji społeczności międzynarodowej. Prezydent Aziz uważany jest za sprzymierzeńca Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, oraz za sojusznika w walce z islamskimi fundamentalistami w Afryce.

Co ciekawe, w tym samym referendum rozstrzygnięto przyszłość flagi Mauretanii. Do obecnej dołożono dwa czerwone paski, mające symbolizować krew rozlaną podczas walk o niepodległość, które były prowadzone z Francją.

06.08.2017 Wielka Brytania gotowa zapłacić za Brexit?

Jak donosi gazeta Sunday Telegraph, powołująca się na trzy niezależne źródła z kręgów związanych z negocjacjami Londynu z Brukselą, Wielka Brytanii jest skłonna zapłacić 40 miliardów euro za wyjście kraju ze struktur Unii Europejskiej. Brytyjski rząd nie skomentował tych doniesień.

Same negocjacje „rozwodowe” są objęte tajemnicą. Co jakiś jednak czas możemy przeczytać, zapewne „kontrolowane”, przecieki. Jednym z nich miało być twarde stanowisko Brukseli odnośnie spłacenia przez Londyn 60 miliardów euro wcześniejszych zobowiązań handlowych. Według dziennikarzy, odpowiedzią na to ma być propozycja Wielkiej Brytanii, która oznacza płacenie przez trzy lata, czyli do momentu faktycznego Brexitu w marcu 2019 r., 10 miliardów euro rocznie oraz spłacenie reszty już po wyjściu z UE, a co ważne, również po podpisaniu umowy handlowej regulującej trudne kwestie między Londynem a Brukselą.

Według Sunday Telegraph, brytyjscy negocjatorzy zastanawiają się nad odpowiedzią wobec 60-miliardowego ultimatum Brukseli. Premier Theresa May miała przez długi czas twardo optować za kwotą 30 miliardów euro. Stąd pomysł kompromisowy o 40 miliardach, ale nie wiadomo jak na to zareaguje Unia Europejska.

Głównym negocjatorem Brexitu po stronie Wielkiej Brytanii jest David Davis. Potwierdził on, że Londyn respektuje swoje zobowiązania, lecz nie odniósł do pytań odnośnie żądań płatności „z góry”, które sugeruje UE. Brytyjski minister spraw zagranicznych Boris Johnson stwierdził, że jeśli Bruksela będzie wymuszać jakieś płatności to „może sobie na to czekać do sądnego dnia”.

06.08.2017 Zjednoczenie opozycji w Zimbabwe

Jak podają media, opozycja w Zimbabwe czyni starania, by zjednoczyć się w walce przeciwko dominantom na tamtejszej scenie politycznej. Od momentu uzyskania niepodległości z rąk Wielkiej Brytanii w 1980 r., krajem rządzi Robert Gabriel Mugabe oraz jego partyjne zaplecze: Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe – Front Patriotyczny ZANU-PF.

Lider głównej formacji opozycyjnej o nazwie Ruch na rzecz Demokratycznej Zmiany MDC, Morgan Tsvangirai ogłosił publicznie, że porozumiał się z innymi opozycjonistami, by w nadchodzących wyborach prezydenckich stawić czoło Mugabe, który niedawno obchodził 93 urodziny. MDC powstał w 1999 r. i na mocy wewnętrznego porozumienia kształtował wraz z ZANU-PF rząd w latach 2009-2013. Jednakże błędy polityczne i konflikty wewnętrzne skutkowały osłabieniem MDC w postaci rozłamów. Tak było w 2005 r. i 2014 r. – po przegranych wyborach.

Jednym z polityków Ruchu na rzecz Demokratycznej Zmiany, który w 2005 r. odszedł z tej formacji jest Welshman Ncube. Drugim jest Tendai Biti, który podobny krok uczynił w 2014 r. Obaj porozumieli się z Tsvangirai – w zamian za poparcie dla lidera MDC w wyborach prezydenckich, znajdą miejsce na listach wyborczych do parlamentu.

W stolicy Zimbabwe, Harare porozumienie z MDC podpisali również liderzy mniejszych formacji politycznych: były generał Agrippa Mutambara oraz Jacob Ngarivhume. W konsekwencji ma powstać szeroka koalicja przeciwko Mugabe i ZANU-PF.

W kwietniu 2017 r. Tsvangirai porozumiał się z byłą wiceprezydent i sojuszniczką Mugabe do 2014 r., Joice Mujuru, lecz ten sojusz jest bardzo kruchy – zarówno lider MDC, jak Mujuru mają silną osobowość i bardzo chcieliby obalić Mugabe.


Źródło: Morgan Tsvangirai
http://www.mo.be/interview/de-eu-sancties-tegen-zimbabwe-hebben-hun-doel-gemist-morgan-tsvangirai, [dostęp dn. 06.08.2017]; World Economic Forum (CC BY-NC-SA 2.0).

05.08.2017 Paul Kagame trzeci raz wygrał wybory prezydenckie w Rwandzie

Dotychczasowy prezydent Rwandy, Paul Kageme, który piastuje najwyższy wybieralny urząd w tym afrykańskim państwie od 17 lat, wygrał zdecydowanie wybory prezydenckie. Według szczątkowych wyników wyborczych, uzyskał on 98% poparcia społecznego. Głosy, które zostały do przeliczenia, nie zmienią w żadnym stopniu ostatecznego rezultatu.

Dla Kagame będzie to trzecia kadencja, co było możliwe po krytykowanych zmianach w ustawie zasadniczej w 2015 r. Przez społeczność międzynarodową traktowany jest jako ten polityk, który rządzi twardą ręką, ale przyniósł Rwandzie – po tragicznych wydarzeniach ludobójstwa w 1994 r. – polityczną i gospodarczą stabilność. Jednak w ostatnim czasie pisze się o nim jak o autokracie, który łamie zasady państwa demokratycznego, swobody obywatelskie i prawa człowieka.

Większość głównych działaczy opozycyjnych obecnie przebywa poza granicami kraju, ze strachu przed gniewem Kagame. Sam prezydent po ogłoszeniu własnego zwycięstwa przysiągł, że uczyni wszystko, by wzrost gospodarczy dalej utrzymać.

Kontrkandydaci w ostatnich wyborach prezydenckich zakwestionowali uczciwość procesu wyborczego. Oświadczenia takie złożyli Frank Habineza z Demokratycznej Partii Zielonych, oraz niezależny partyjnie Philippe Mpayimana. Społeczna działaczka Diane Shima Rwigara, która chciał wystartować w wyborach, została zdyskwalifikowana przez komisję wyborczą.


Źródło: Prezydent Paul Kagame
http://theconversation.com/rwanda-paul-kagame-is-in-line-to-stay-in-office-until-2034-53257, [dostęp dn. 05.08.2017]; UN Photos/Flickr, CC BY-NC-ND.

Jak podaje BBC, pozostałe osiem partii istniejących w Rwandzie poparło Kagame. Sam prezydent przed wyborami miał mówić, że to tylko formalność. Kadencja rwandyjskiej głowy państwa trwa siedem lat. Kagame został prezydentem w 2000 r. po rezygnacji Pasteura Bizimungu, a wcześniej przez sześć lat był wiceprezydentem i ministrem obrony.

05.08.2017 Sukces Jemenu w walce z fundamentalistami islamskimi

Jak donosi BBC, siły rządu w Jemenie, wspierane przez Stany Zjednoczone oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie, wyparły z największych miast prowincji Shabwa fundamentalistów islamskich zrzeszonych w organizacji Al-Ka’ida Półwyspu Arabskiego (Al-Qaeda in the Arabian Peninsula AQAP).

Prowincja Shabwa położona jest na południu Jemenu i od początku jemeńskiej wojny domowej w 2015 r. była terenem walk między religijnymi ekstremistami, siłami rządowymi oraz rebeliantami z ruchu Huti.

Należy podkreślić, że zdaniem Amerykanów – operująca w Jemenie Al-Ka’ida Półwyspu Arabskie – należy do najbardziej radykalnych i najgroźniejszych skrzydeł terrorystycznej formacji afgańskiej: Al-Ka’ida. AQAP skorzystała z okazji i włączyła się do wojny domowej w Jemenie toczącej się między rządem a rebeliantami. Co ciekawe, na tym obszarze operują również siły Państwa Islamskiego (ISIS), które jest raczej rywalem niż sojusznikiem Al-Ka’idy.

Zarówno Jemeńczycy, jak i Amerykanie, ogłosili wielki sukces w związku z przejęciem kontroli nad miastami w prowincji Shabwa. Jednakże dziennikarze z BBC podkreślają, że do większych walk nie doszło, a fundamentaliści po prostu oddali teren, który nie mogli obronić, wycofując się w góry. To by sugerowało, że podobnie jak w Somalii, wojna domowa jeszcze długo będzie się toczyć.


Źródło: Mapa Jemenu,
https://commons.wikimedia.org/wiki/ File:Governorates_of_Yemen_named.svg, [dostęp dn. 05.08.2017]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported license. This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 Generic, 2.0 Generic and 1.0 Generic license.

04.08.2017 Kryzys korupcyjny w Etiopii

Państwowa telewizja Ethiopian Broadcasting Corporation (EBC) poinformowała oficjalnie, że minister finansów Alemayehu Gujo został aresztowany. Jest to najwyższy urzędnik państwowy, który został doprowadzony do aresztu w związku z aferą korupcyjną przetaczającą się przez Etiopię.

W związku z prowadzonym śledztwem, w ciągu ostatnich dwóch tygodni zatrzymano kilkadziesiąt osób. Oprócz ministra aresztowano dyrektora generalnego Ethiopian Roads Authority, Zayeda Woldegabriela.

Tuż przed aresztowaniem Alemayehu, zebrała się Izba Przedstawicieli Ludowych Etiopii – jedna z dwóch izb Federalnego Zgromadzenia Parlamentarnego – która wygasiła immunitet ministra. Wcześniej miano aresztować około 40 osób pracujących w ministerstwie finansów i gospodarki, stołecznej agencji rozwoju budownictwa, państwowej firmie Ethiopian Sugar Corporation oraz wspomnianej Ethiopian Roads Authority.

Samo śledztwo dotyczy defraudacji miliardów Birr etiopskich – 1 PLN to około 6,5 ETB. Obecne działania etiopskich organów sprawiedliwości dotyczące przeciwdziałania korupcji mają związek z masowymi wystąpieniami Etiopczyków w 2015 r. i 2016 r. Wtedy to, obywatele protestowali przeciwko łamaniom praw człowieka, jak i prowadzonej polityce. Obywatelski gniew skupił się na zagranicznych firmach oraz krajowych prowadzących działania eksportowe. Po tych wydarzeniach rząd przyznał, że miały miejsce nadużycia, a zyski z eksportu były źle rozdzielane.

04.08.2017 Watykan zaniepokojony sytuacją Wenezueli

Jak informuje na stronie internetowej agencja Reutera, Watykan przesłał pismo do prezydenta Wenezueli i rządu o zawieszenie wybranego niedawno nowego ciała ustawodawczego o nazwie zgromadzenie konstytucyjne. Poza tym zaapelowano do służb bezpieczeństwa, o ograniczenie stosowania przemocy wobec protestującej, co ma związek z rosnącą liczbą przypadków śmiertelnych.

Zdaniem Sekretarza Stanu Stolicy Apostolskiej, ostatnie wybory do konstytuanty wzmagają polityczne napięcie w Wenezueli. W takiej atmosferze przyszłość ma być niepewna. Prezydent Nicolas Maduro zdecydował się na wybranie nowego ciała ustawodawczego, którego zadaniem ma być wypracowanie nowej ustawy zasadniczej, kiedy stracił większość w parlamencie. Wraz z wyborem członków zgromadzenia konstytucyjnego, dotychczasowi deputowani, w większości z opozycji, tracą mandat.

Watykan wyraził również zaniepokojenie przypadkami śmiertelnymi starć między protestującymi zwolennikami opozycji, a siłami bezpieczeństwa. W wyniku demonstracji, które przetaczają się przez Wenezuelę od czterech miesięcy, zginęło co najmniej 120 obywateli. Watykan wezwał do poszanowania praw człowieka oraz obowiązującej konstytucji.

Zdaniem prezydenta Maduro, wybrani 30 lipca 2017 r. członkowie nowego zgromadzenia konstytucyjnego mają pełną legitymację, by reprezentować naród i zastąpić dotychczasowych parlamentarzystów. W nowym ciele większość stanowią zwolennicy obecnej głowy państwa.


Źródło: Prezydent Nicolas Maduro
http://www.americasquarterly.org/content/why-venezuelas-nicolas-maduro-doesnt-look-finished-quite-yet, [dostęp dn. 04.08.2017]; Eneas De Troya (Flickr) Dec. 5, 2016 CC by 2.0.

02.08.2017 Rwanda przed wyborami

W ostatnim dniu kampanii prezydenckiej w Rwandzie, główny kandydat opozycji Frank Habineza zapowiedział utworzenie specjalnego trybunału po wyborach, który zbadałby przypadki pojawiąjących się więźniów politycznych. Jego przeciwnikiem jest urzędujący prezydent Paul Kagame. Wybory odbędą się 4 sierpnia 2017 r.

Obecna głowa państwa formalnie pełni urząd od 2000 r., kiedy to zrezygnował Pasteur Bizimungu. Następnie Kagame wygrał wybory w 2003 r. i 2010 r. Wcześniej przez 6 lat był wiceprezydentem. Zgodnie z konstytucją jedna osoba może pełnić najwyższy urząd przez dwie kadencje, ale obecnemu prezydentowi udało się przeforsować zmiany do ustawy zasadniczej w kontrowersyjnym referendum z 2015 r. Wtedy to, aż 98% (?) obywateli miało poprzeć poprawki do konstytucji pozwalające Kagame ubiegać się o trzecią i kolejne kadencje. Wielu komentatorów podejrzewa, że mogło dojść do fałszerstwa.

Sam Kagame ceniony jest za wprowadzenie Rwandy w proces wzrostu gospodarczego i politycznej stabilności po tragicznym roku 1994, kiedy to miało miejsce ludobójstwo – konflikt Hutu-Tutsi. Jednakże działacze opozycyjni oskarżają go o łamanie swobód obywatelskich. Wielu politycznych przeciwników ginęło w niejasnych okolicznościach, a niektórzy dostali wieloletnie kontrowersyjne wyroki więzienia. Faktem jest, że Kagame jest najsilniejszym politykiem w Rwandzie, posiada szerokie poparcie społeczne i jest mało prawdopodobne, by przegrał głosowanie.

02.08.2017 Prezydent Trump podpisał ustawę o sankcjach przeciwko Rosji

Jak podkreśla agencja Reutera, amerykański prezydent Donald Trump miał niechętnie podpisać ustawę o obłożeniu Federacji Rosyjskiej nowymi sankcjami. Ma to związek z kontrowersyjną polityką Moskwy względem Krymu i Donbasu oraz rzekomymi próbami ingerencji w wybory prezydenckie w USA, które miały miejsce w 2016 r. Rosja już uznała ten ruch za wojnę handlową i zniweczenie wszelkich szans na polepszenie bilateralnych relacji.

Zaczęło się od tego, że zdecydowana większość deputowanych zaakceptowała projekt ustawy nakładające dodatkowe sankcje m. in. na Rosję. Zarówno izba niższa (Izba Deputowanych), jak i wyższa (Senat) przegłosowały akt prawny. Kongresmeni duża większością poparli projekt, który wymagał już tylko podpisu głowy państwa. Prezydent złożył parafkę właśnie dzisiaj, chociaż nie krył, że czyni to niechętnie.

Amerykański przywódca Donald Trump, podczas ogłaszania decyzji o zatwierdzeniu ustawy dodał, że prawodawcy pomylili kompetencje, a kreowanie polityki zagranicznej leży w gestii prezydenta. Jego zdaniem, on sam lepiej pokierowałby relacjami z innymi rządami, niż Kongres.

Rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew, na swoim profilu na popularnym portalu społecznościowym Facebook stwierdził, że właśnie zatwierdzone sankcje to „wojna handlowa na pełną skalę”, a administracja Trumpa w tej kwestii miała wykazać się „całkowitą bezsilnością”.

Na uwagę zasługuje fakt, że w tym samym dokumencie oprócz Rosji, sankcjami objęto Koreę Północną oraz Iran. Jednakże już dziennikarze zadają publicznie pytania, na ile sam Trump będzie konsekwentny w swych działaniach. Czy za podpisaniem nowej ustawy pójdą czyny i czy amerykańskie organy państwowe będą egzekwować nowe prawo? W samym akcie znalazły się zapisy umożliwiające Kongresowi powstrzymanie Trumpa przez łagodzeniem praktycznych skutków wprowadzania w życie właśnie przyjętych zapisów prawnych, lecz prezydent nie ukrywał, że nowe prawo jest wadliwe, co może sugerować próby obejścia tychże przepisów.



2017

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2016

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU




facebook