RODMToruń

SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ






BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA
WRZESIEŃ 2017

18.09.2017 Rosyjski projekt rozmieszczenia sił pokojowych ONZ na wschodzie Ukrainy odrzucony

Agencja informacyjna TASS, powołując się na słowa ambasadora Federacji Rosyjskiej przy Organizacji Narodów Zjednoczonych (Vasily Nebenzia; Василий Алексеевич Небензя) podała, że Stany Zjednoczone oraz Ukraina odrzuciły projekt rozmieszczenia sił pokojowych w Donbasie. Miały one wesprzeć obserwatorów wysłanych przez Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.

Jak podaje zaś agencja Reutera, we wrześniu 2017 r. prezydent Rosji, Władimir Putin, kilkukrotnie sugerował możliwość rozmieszczenia na wschodzie Ukrainy sił pokojowych ONZ. Ich celem miało być wsparcie obserwatorów z OBWE oraz zapewnienie pokoju i bezpieczeństwa w tej części ukraińskiego państwa. Toczący się od 2014 r. konflikt pochłonął życie co najmniej 10 tysięcy osób. Starcia toczone są między regularną armią ukraińską, a separatystami nieoficjalnie wspieranymi przez Moskwę.

Rosyjski przywódca sugerował, że siły pokojowe ONZ winny zostać rozmieszczone wzdłuż obecnej linii frontu, między regularnymi siłami zbrojnymi a separatystami. Dodał, że zakres działań mógłby zostać poszerzony o inne ziemie, na których obserwacyjną misję prowadzą wysłannicy OBWE.

Dnia dzisiejszego ambasador Vasily Nebenzia został poinformowany przez USA i Ukrainę, że nie będą one dalej pracować nad rosyjskim projektem rezolucji, gdyż jest do niej zbyt wiele zastrzeżeń. Zarówno Waszyngton, jak i Kijów, nie odrzucają kategorycznie pomysłu rozmieszczenia sił pokojowych, lecz postulują objęcie zasięgiem działań głównie obszary zajęte przez separatystów – w domyśle wzdłuż „starej” granicy rosyjsko-ukraińskiej.

18.09.2017 Chińsko-rosyjskie ćwiczenia morskie w pobliżu Korei Północnej

Jak donosi agencja Reutera, Federacja Rosyjska oraz Chińska Republika Ludowa rozpoczęły właśnie wspólne ćwiczenia morskie w pobliżu wybrzeża Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej KRL-D, zwanej potocznie Koreą Północną. To komunistyczne państwo budzi olbrzymi niepokój w związku z prowadzonymi testami broni jądrowej oraz rakiet średniego i dalekiego zasięgu, mogącymi przenosić broń masowego rażenia.

Napięcie wokół poczynań Pjongjangu narasta w związku z coraz częstszymi testami nowych typów broni i rakiet. Podkreśla się, że obecna aktywność Moskwy i Pekinu jest ściśle związana z faktem zbliżającego się posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych RB ONZ. Jest wielce prawdopodobne, że głównym tematem rozmów będzie nierozsądna polityka Korei Północnej oraz projekty kolejnych sankcji.

Co ważne, dnia 15 września 2017 r. reżim w Korei Północnej przeprowadził kolejny test rakiety, która zakończyła się największą jak do tej pory eksplozją jądrową. Ta szósta z kolei demonstracja siły z użyciem broni masowego rażenia zdecydowanie uzmysłowiła wielu światowym przywódcom, jak wielkim zagrożeniem dla poczucia zbiorowego bezpieczeństwa jest Pjongjang.

Agencja informacyjna Xinhua poinformowała, że wspólne ćwiczenia morskie chińsko-rosyjskie odbędą się na akwenie wodnym obejmującym obszar od Zatoki Piotra Wielkiego niedaleko portu we Władywostoku, w pobliżu granicy Rosji z Koreą Północną, do Morza Ochockiego, na północ od Japonii. Oficjalnie oba państwa nie potwierdziły związku ćwiczeń z kryzysem koreańskim. Są to drugie chińsko-rosyjskie ćwiczenia morskie w tym roku. Pierwsze miały miejsce na Morzu Bałtyckim.

W wywiadzie dla czasopisma „The New York Times”, premier Japonii Shinzo Abe wezwał społeczność międzynarodową do pozostania zjednoczoną w obliczu narastającego kryzysu koreańskiego. Jego zdaniem tylko wtedy można dojść do takich rozwiązań, które zapewnią światu bezpieczeństwo. Jest to ważne zwłaszcza teraz, gdyż Pjongjang nieraz groził Stanom Zjednoczonym i Japonii, a obecnie posiada militarne zdolności zaszkodzenia swoim wrogom.

16.09.2017 Konflikt etniczny w Etiopii

Jak donosi BBC, w regionie administracyjnym we wschodniej Etiopii o nazwie Somali (silny separatyzm somalijski: Ogaden), dochodzi ostatnio do niepokojących przypadków przemocy etnicznej. Co najmniej kilka tysięcy osób zostało zmuszonych do opuszczenia swych domów. Dwie wspólnoty etniczne toczą między sobą starcia na wschodzie Etiopii: Somalijczycy oraz Oromowie.

Tylko w ostatnich dniach, co najmniej kilkadziesiąt osób zginęło w wyniku starć na terenie etiopskich regionów Oromia i Somali. Według Adisu Arega, rzecznika regionalnego rządu Oromii, liczba ofiar wynosi 18 osób. Większość z nich to Somalijczycy (2/3). Natomiast władze regionu Somali podają, że co najmniej 30 Somalijczyków zginęło tylko w mieście Awaday, położonym w regionie Oromia.

Etniczne starcia spowodowały ucieczkę około 30 tysięcy obywateli, z których większość schronić się miała na stadionie lub posterunku policji w mieście Harar. Lokalne władze wysłały oficjalną prośbę do władz centralnych o pomoc w zagwarantowaniu odpowiedniej opieki nad uciekinierami.

Etiopia już od dłuższego czasu przeżywa trudne chwile. Rok 2016 minął pod znakiem antyrządowych protestów. Skutkiem tego było wprowadzenie stanu wyjątkowego, który został zniesiony stosunkowo niedawno, gdyż w lipcu 2017 r. Sytuacja w regionie Oromia została opanowano, lecz etniczne starcia na pograniczu Oromii i Somali są coraz intensywniejsze.


Źródło: Etiopia – publicystyczny przewodnik,
https://www.thebureauinvestigates.com/stories/2011-08-03/ethiopia-the-definitive-guide, [dostęp dn. 16.09.2017]; This work is licensed under a Creative Commons Attribution-NonCommercial-NoDerivs 3.0 Unported License.

Jak podkreśla BBC, etniczny kryzys narasta szczególnie po wydarzeniach z lutego i marca 2017 r. Wtedy to tzw. paramilitarna grupa o nazwie „Liyu Police”, nieoficjalnie wspierana przez region Somali, dokonała najazdu na dystrykt Negele Borena położony na południu Oromii. Śmierć poniosło kilkaset osób. Oromowie oskarżają „Liyu Police” o permanentne łamanie praw człowieka. Somalijczycy odrzucają te oskarżenia, jednocześnie zarzucając władzom regionu Oromia o sprzyjanie Frontowi Wyzwolenia Oromo, który został uznany przez rząd etiopski za organizację terrorystyczną.

15.09.2017 Katar gotowy do negocjacji w celu zakończenia regionalnego kryzysu dyplomatycznego

Podczas wizyty w stolicy Republiki Federalnej Niemiec, Berlinie, emir Kataru stwierdził, że jest gotów usiąść do stołu negocjacyjnego w celu zakończenia konfliktu dyplomatycznego, w którym pogrążyły się państwa położone w pobliżu Zatoki Perskiej. Kryzys trwa od czerwca 2017 r.

Państwo Katar, które jest monarchią absolutną na czele z emirem, zajmuje nieco ponad 11,5 tysiąca kilometrów kwadratowych. Liczbę ludności szacuje się na około 2 milionów. Obecnie emirem jest szejk Tamim bin Hamad al-Thani, który przebywa właśnie w Berlinie, gdzie spotkał się z kanclerz Angelą Merkel.

Kryzys dyplomatyczny między Katarem a Arabią Saudyjską, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem oraz Egiptem rozpoczął się 5 czerwca 2017 r. Wtedy zerwane zostały wszelkie relacje dyplomatyczne i handlowe. Katar oskarżany jest o wykorzystywanie zysków ze sprzedaży skroplonego gazu ziemnego w celu wspierania ekstremistycznych islamskich organizacji terrorystycznych oraz Iranu. Islamska Republika Iranu jest uważana za najważniejszego rywala dla Arabii Saudyjskiej. Oba państwa rywalizują o przywództwo w świecie arabskim. Katar jest największym na świecie dostawcą skroplonego gazu ziemnego i zaprzecza wszelkim oskarżeniom.

Jak dodaje agencja Reutera, tydzień temu była szansa na przełom. Saudyjski książę i następca tronu Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud rozmawiał telefonicznie z emirem Kataru, lecz krótko później Arabia Saudyjska zawiesiła dialog podkreślając, że w katarskiej informacji medialnej doszło do „zniekształcenia faktów”.


Źródło: Emir Kataru Tamim bin Hamad al-Thani,
https://www.egypttoday.com/Article/2/6141/Online-revolt-in-Gulf-against-Qatar%E2%80%99s-terrorist-sponsorship, [dostęp dn. 15.09.2017]; CC via Wikimedia Commons.

14.09.2017 Lucia Topolansky nowym wiceprezydentem Urugwaju

República Oriental del Uruguay, czyli Urugwaj, od wczoraj ma nową wiceprezydent. Jest nią senator, żona byłego prezydenta José Alberto „Pepe” Mujica Cordano, który pełnił stanowisko w latach 2010-2015, i pierwsza kobieta na tym stanowisku: Lucía Topolansky Saavedra. Ma polskie korzenie ze strony ojca.

Wiceprezydent Topolansky objęła urząd po rezygnacji poprzednika, Jose Sendica, w związku z oskarżeniami korupcyjnymi. Zgodnie z istniejącym w Urugwaju systemem politycznym, nowym wiceprezydentem powinien zostać senator, który w wyborach powszechnych zdobył największą liczbę głosów.

W ostatnim głosowaniu najpopularniejszy był eks-prezydent Mujica, który ze względów prawnych nie mógł ponownie objąć urzędu, będącego częścią władzy wykonawczej. Z tego powodu stanowisko wiceprezydenta przypadło senatorowi, który miał drugi z kolei wynik. Okazało się, że padło na żonę Mujici, Lucię Topolansky.


Zgodnie z konstytucją wiceprezydent przewodzi pracom władzy ustawodawczej, czyli dwuizbowemu Zgromadzeniu Powszechnemu (Asamblea General): Izbie Reprezentantów (Cámara de Diputados) i Senatowi (Cámara de Senadores).

Od 2005 r. Urugwajem rządzi lewicowa partia o nazwie: Frente Amplio, co znaczy Szeroki Front. Feruje on program oparty na państwie opiekuńczym. Sam Mujica zyskał popularność oddając znaczną część swego uposażenia. Dziennikarze z BBC podkreślają, że by on nazywany „najbiedniejszym prezydentem na świecie”.

Zarówno Mujica, jak i jego żona Lucia Topolansky, byli członkami lewicowej partyzantki o nazwie Tupamaros w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX w. Za to, nowa wiceprezydent została uwięziona i spędziła w odosobnieniu 13 lat, gdzie była też torturowana. W 1971 r. była jedną z 38 osadzonych kobiet, które zorganizowały słynną ucieczkę z więzienia Carcel Cabildo. Kilka miesięcy później została ponownie schwytana i resztę kary odbyła w izolatce. Sama niewiele opowiada o swojej partyzanckiej przeszłości, ale nieoficjalnie podkreśla się jej strzeleckie umiejętności.

14.09.2017 Zapad-2017

Federacja Rosyjska oraz Republika Białorusi rozpoczęły właśnie wspólne manewry wojskowe pod nazwą Zapad-2017. Skala tychże ćwiczeń z użyciem najnowocześniejszego sprzętu militarnego niedaleko granic Paktu Północnoatlantyckiego NATO, budzi spore kontrowersje.

Jak podkreślają dziennikarze z BBC, właśnie rozpoczęte wspólne białorusko-rosyjskie manewry to największe tego typu wydarzenie od 2014 r., kiedy to na Półwyspie Krymskim Moskwa zorganizowała podobne ćwiczenia, a było to już po krytykowanej przez społeczność międzynarodową aneksji Krymu.

Według rosyjskiego ministerstwa obrony narodowej liczba zaangażowanych żołnierzy w Zapad-2017 ma wynieść 12 700 osób. Jednak zdaniem państw członkowskich NATO, jest więcej niż pewne, że Rosja wyśle większy personel militarny, by pokazać jaką siłą dysponuje. W końcu w tych manewrach chodzić ma o demonstrację własnej potęgi.

Manewry wojskowe właśnie rozpoczęte odbywają się głównie na terenie Białorusi z użyciem ciężkiego sprzętu pancernego i lotnictwa. Również marynarka wojenne bierze w nich udział. Rosyjska flota bałtycka została zmobilizowana w portach położonych w Obwodzie Kaliningradzkim.

Zaniepokojenie właśnie rozpoczętymi manewrami wyraził prezydent Ukrainy, Petro Poroszenko. Stwierdził on, że należy je traktować jako ewentualna zapowiedź inwazji na ukraińskie państwo. W końcu rosyjskie „Zapad” oznacza „Zachód”. Ukraiński przywódca podkreśla, że na wschodzie kraju, w Donbasie, wciąż trwają potyczki między armią państwową a separatystami, co znacząco utrudnia wprowadzenie w życie wszystkich zapisów porozumienia mińskiego z 2015 r. Społeczność międzynarodowa od dawna oskarża Moskwę o sprzyjanie separatystom w postaci dostaw sprzętu i zapasów, lecz Rosja odrzuca oskarżenia potwierdzając jednocześnie, że rosyjscy „ochotnicy” mogą brać udział w „wewnętrznym kryzysie ukraińskim”.

W tym miejscu należy podkreślić, że szczyt NATO w Warszawie z 2016 r. podjął decyzję o rozmieszczeniu czterech międzynarodowych batalionów na tzw. „wschodniej flance” Sojuszu, czyli w Polsce, Litwie, Łotwie i Estonii. Poza tym, Sojusz kontroluje przestrzeń powietrzną trzech „państw nadbałtyckich”. Jeśli dodamy do tego fakt, że w pobliżu „wschodniej flanki” organizowany jest Zapad-2017, to zrozumiałym jest powód obecnego zaniepokojenia.

11.09.2017 Starcia al-Shabaab z somalijskimi siłami zbrojnymi

Jak podają światowe agencje informacyjne, w Somalii, niedaleko granicy z Kenią, doszło do starcia islamskich fundamentalistów z somalijskimi siłami zbrojnymi. Ekstremiści mieli dokonać ataku na bazę wojskową oraz posterunek policji. Źródła lokalne podają, że co najmniej 8 żołnierzy zginęło.

W mieście Beled Hawa, fundamentaliści mieli wykorzystać samochód wypełniony materiałami wybuchowymi w celu staranowania bramy wjazdowej do bazy wojskowej, a następnie dokonać zmasowanego ataku lądowego. Zdaniem ekstremistów, zginąć miało co najmniej 10 żołnierzy.

Od ponad dekady somalijskie władze zmagają się z ekstremistami spod znaku al-Shabaab. Organizacja ta przeprowadziła w tym czasie szereg zamachów terrorystycznych na terenie m. in. Somalii i Kenii. Unia Afrykańska, wspierana przez Organizację Narodów Zjednoczonych, wysłała do tego afrykańskiego państwa siły liczące 18 tysięcy żołnierzy, by wesprzeć rząd centralny.

Według źródeł BBC, w wyniku ataku na bazę wojskową ranni zostali również cywile, w nieznanej liczbie. Podczas wycofywania się bojowników islamskich, doszło do ataku na posterunek policji oraz do wysadzenia masztu telefonicznego.

11.09.2017 Akhtem Chiygoz skazany

Jeden z liderów Tatarów krymskich, wiceprzewodniczący Mejlis, czyli krymskiego parlamentu tatarskiego, Akhtem Chiygoz, został skazany na osiem lat pozbawienia wolności przez Federację Rosyjską. Sąd uznał, że oskarżony był winien zorganizowania nielegalnego protestu. Demonstranci sprzeciwiali się działaniom Moskwy, które polegały m. in. na aneksji Krymu oraz popierali nowe władze na Ukrainie.

Skazany miał w krytycznym 2014 r. zorganizować protest popierający tymczasowe władze na Ukrainie po przewrocie, który związany był z kijowskim Majdanem. W tym samym czasie doszło do kontrmanifestacji. W wyniku starć między demonstrantami dwie osoby zginęły.

Adwokat skazanego powiedział, że sam wyrok jest niezgodny z prawem i będzie szukał procesowych możliwości ekstradycji Chiygoza na Ukrainę, gdzie zapewne żadne konsekwencje prawne go nie czekają. Co ważne, w 2016 r. Rosja podjęła decyzję o rozwiązaniu tatarskiego parlamentu Mejlis, który to został zalegalizowany przez Ukrainę w 1999 r. Składał się on z 33 członków. Zdaniem Rosji, Mejlis to organizacja ekstremistyczny. Społeczność tatarska na Krymie stanowi 12% mieszkańców półwyspu.

W 2014 r. po ucieczce z Ukrainy prezydenta Wiktora Janukowycza, rosyjskie władze nieoficjalnie wsparły prorosyjskich separatystów, a następnie zaanektowały półwysep krymski. Lider Tatarów, Mustafa Dżemilew, uciekł z kraju, jak i wielu jego pobratymców. Zdaniem BBC, kilku członków tatarskiej społeczności zaginęło.

10.09.2017 Epidemia cholery w Demokratycznej Republice Kongo

Jak podała Światowa Organizacja Zdrowia WHO, już ponad 500 osób zmarło w wyniku rozprzestrzeniającej się epidemii cholery w Demokratycznej Republice Konga. Sytuacja w tym państwie jest o tyle niepokojąca, że wciąż toczące się konflikty zbrojne uniemożliwiają podjęcie skutecznych działań mogących uratować wiele istnień.

W Kongu – niestety - co jakiś czas, wybuchają epidemie przenoszone drogą kropelkową. Jak podkreśla agencja Reutera, jest to spowodowane ciągłymi problemami z dostępem do czystej wody oraz wręcz tragiczne warunki sanitarne. Obecna epidemia cholery dotyka co najmniej kilka obszarów miejskich, w tym stolicę Kinszasę.

Dodatkowym problemem jest konflikt zbrojny, który toczy się w regionie o nazwie centralne Kasai. Walki skutkowały do tej pory olbrzymim problemem migracyjnym. Co najmniej 1,4 miliona mieszkańców zostało zmuszonych do opuszczenia swych domów. Z jednej strony narażeni są oni na zarażenie cholerą. Z drugiej, ta migracyjna fala może roznieść chorobę po nie tylko po całym Kongo, lecz regionie Afryki Środkowej.

Według WHO potwierdzonych przypadków śmiertelnych jest 528, a 20 z 26 prowincji jest bezpośrednio zagrożona wybuchem epidemii. Od końca lipca notuje się 1 500 nowych przypadków z potwierdzoną diagnozą cholery. W sumie można mówić o 24 tysiącach zachorować. WHO ma czynić co w mocy, by zahamować rozwój epidemii.

10.09.2017 Kolejne spięcie w relacjach amerykańsko-irańskich

Nie od dziś wiadomo, że stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Islamską Republiką Iranu nie należą do najlepszych. Jednym z powodów jest obecność amerykańskiej marynarki wojennej na wodach Zatoki Perskiej. Dla Iranu, który dąży do bycia liderem w świecie arabskim, jest to sytuacja nie do zniesienia.

Irańska agencja informacyjna Tasnim podała do wiadomości, że doszło do incydentu na wodach Zatoki Perskiej. W pobliże irańskiej łodzi rybackiej miał pojawić się amerykański okręt wojenny. Natychmiast w rejon została wysłana jednostka nawodna marynarki Iranu. Po „wysłaniu sygnału ostrzegawczego” Amerykanie mieli się wycofać. Następnie łódź rybacka została odholowana na brzeg przez irańską jednostkę marynarki. Do zdarzenia miało dojść niedaleko strategicznej dla morskiego transportu cieśniny Ormuz.

Amerykanie w oficjalnym stanowisku odmówili komentarza argumentując, że do takiego zdarzenia nie doszło. Według Dowództwa Sił Morskich Stanów Zjednoczonych NAVCENT, patrolowiec typu Cyclone o nazwie USS Tempest miał usłyszeć dnia 6 września 2017 r. sygnał wezwania o niebezpieczeństwie od niewielkiej łodzi położonej 75 mil morskich od stanowiska okrętu. Wezwanie pomocy miał odebrać też inny okręt: Nordic Voyager, który był bliżej. Okręt USS Tempest zaproponował pomoc, ale Nordic Voyager zapewnił, że sam da sobie radę. W tym właśnie momencie miały pojawić się w pobliżu irańskie okręty wojenne. Według Amerykanów USS Tempest oraz Irańczycy nie zbliżyli się do siebie na odległość rozumianą jako kontakt w środowisku morskim.

Relacje amerykańsko-irańskie pogorszyły się po objęciu urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa. Teheran podjął decyzję o podpisaniu porozumienia ograniczającego nuklearne ambicje Iranu w zamian za zniesienie uciążliwych sankcji. Zdaniem nawet Waszyngtonu, Irańczycy respektują zapisy porozumienia, ale nie „ducha” umowy. Stąd działania na rzecz wzmożenia presji na Iran. Jest rzeczą oczywistą, że w tle są sprzeczne interesy w toczących się wojnach w Syrii i Iraku, oraz krytykowany rozwój badań irańskich rakiet balistycznych.

08.09.2017 Katalońskie referendum pod znakiem zapytania

Jak podaje BBC, Trybunał Konstytucyjny Królestwa Hiszpanii podjął decyzję o zablokowaniu uchwały parlamentu Katalonii odnośnie zaplanowanego na przyszły miesiąc referendum niepodległościowego. Zdaniem sędziów potrzeba więcej czasu na zbadanie, czy samo referendum jest zgodnie z hiszpańską konstytucją.

Pomimo decyzji Trybunału o zawieszeniu referendum, liderzy Katalonii podali do wiadomości, że głosowanie i tak się odbędzie. Wierzą, że mieszkańcy tego hiszpańskiego regionu dojrzeli do poparcia projektu niepodległościowego. Samo referendum zostało zaplanowane na dzień 1 października 2017 r. Kataloński parlament przyjął uchwałę o rozpisaniu referendum niepodległościowego zaledwie przedwczoraj.

Premier Hiszpanii, Mariano Rajoy stwierdził, że jest zmuszony do złożenia apelacji. Jego zdaniem tylko uznanie referendum za nielegalne, kończy obecny polityczny kryzys. Jak sam powiedział, jest to „nie do zniesienia akt nieposłuszeństwa”.

Katalonia jest położona na północnym-wschodzie Hiszpanii i należy do jednego z najbogatszych regionów Królestwa, który już posiada szeroką autonomię. Dla katalońskich przywódców to jednak za mało. Ich zdaniem, społeczeństwo dorosło na tyle, by samodzielnie decydować o swojej przyszłości oraz ma istnieć powszechne poparcie dla aktu secesji. Decyzja sędziów niczego nie zmienia.


Źródło: Mapa Katalonii,
http://www.polgeonow.com/ 2013/02/catalonia-europes- newest-nation.html, [dostęp dn. 08.09.2017]; Map by Evan Centanni, based on this map by Mutxamel. License: CC BY-SA.

Kilka godzin później, lokalny parlament przyjął przejściowe ramy prawne funkcjonowania w przypadku zwycięstwa secesjonistów w referendum. Prokurator generalny w Hiszpanii, José Manuel Maza zapowiedział, że przeciwko parlamentarzystom katalońskim glosującym za rozpisaniem referendum podjęte zostaną odpowiednie działania prawne.

07.09.2017 Egipt blokuje Human Rights Watch

Dzień po tym, jak międzynarodowa organizacja Human Rights Watch, broniąca praw człowieka, opublikowała raport oskarżający egipskie władze o akceptowanie sytuacji stosowania tortur w więzieniach, jej strona internetowa w Egipcie jest niedostępna.

Jak stwierdził Joe Stork, zastępca dyrektora ds. praw człowieka na Bliskim Wschodzie – jest to jedna z komórek w Human Rights Watch – egipskie władze konsekwentnie miały odrzucać oskarżenia o stosowanie tortur w więzieniach. Na wszystkie zapytania w tej kwestii miały odpowiadać, że zarejestrowane przypadki były odosobnione, nieakceptowalne i dotyczyły pojedynczych strażników nadużywających posiadaną władzę. Według Storka zebrano dość materiału dowodowego, by móc oskarżyć egipskie władze o przyzwalanie na tego typu procedery.

Jak podaje agencja Reutera, w raporcie pod tytułem „Robimy nierozsądne rzeczy”, opartym na zeznaniach 19 byłych więźniów oraz rodzinie jeszcze jednego uwięzionego, władze Egiptu miały permanentnie stosować takie metody jak: areszt bez kontaktu z najbliższymi czy prawnikami, uprowadzenia i przetrzymywanie bez podania przyczyny, tortury, etc.

Według egipskiego ministerstwa spraw zagranicznych raport jest nierzetelny. Ma skupiać się na pojedynczych przypadkach, a nie docenia dotychczasowych sukcesów. Te zaś mają być znaczące. Tylko w ostatnich latach miano poprawić ochronę praw człowieka w sposób istotny.

Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Ahmed Abu Zeid stwierdził, że raport Human Rights Watch to kolejny element celowego zniesławiania Egiptu, a sama organizacja ma być znana z tego typu praktyk. Ma ona być jedynie przedmiotem sponsorów oraz działać na rzecz interesów innych podmiotów stosunków międzynarodowych. W maju 2017 w Egipcie zablokowano takie znane w świecie arabskim serwisy informacyjne jak Al Jazeera, czy Huffington Post Arabic. W sumie niedostępnych portali informacyjnych i społecznościowych ma być około 430.

07.09.2017 Chiny popierają działania przeciwko Korei Północnej

Jak podaje agencja Reutera, Chińska Republika Ludowa podjęła dziś decyzję o poparciu działań Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ przeciwko Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej. Ma to związek z niedawno przeprowadzoną kolejną próbą rakiet balistycznych zdolnych do przenoszenia broni masowego rażenia. Światowa opinia publiczna coraz bardziej jest zaniepokojona mało racjonalnymi działaniami Pjongjangu.

Pekin, ustami ministra spraw zagranicznych Wang Yi, wyraźnie dał do zrozumienia, że to Organizacja Narodów Zjednoczonych winna podjąć odpowiednie działania mogące wpłynąć na komunistyczny północnokoreański reżim. Jednocześnie podkreślono, że nie należy odrzucić możliwości wypracowania rozwiązania kryzysu w drodze rozmów i negocjacji.

Reżim w Pjongjangu odrzuca wszelkie oskarżenia o bycie zagrożeniem dla międzynarodowego pokoju. Zdaniem Korei Północnej to Stany Zjednoczone mają wywierać nielegalną presję i dążyć do zbrojnej konfrontacji. W odpowiedzi na kolejne testy broni jądrowej oraz rakiet średniego i dalekiego zasięgu, Waszyngton apeluje do Rady Bezpieczeństwa ONZ, by ta wprowadziła embargo na północnokoreańską ropę naftową, wyroby tekstylne i inne produkty przynoszące temu państwu zyski. W projekcie rezolucji amerykańskiego autorstwa możemy przeczytać propozycję zamrożenia aktywów Kim Dzong Una, zakaz podróżowania dla przywódcy państwa oraz zatrudniania robotników z Korei Północnej. Ze względu na fakt, że to Chiny są najważniejszym partnerem gospodarczym dla Pjongjangu, skuteczność jakichkolwiek sankcji zależna jest od postawy Pekinu.

Presja ze strony Stanów Zjednoczonych na innych członków społeczności międzynarodowej wyraźnie wzrasta wraz z kolejnymi testami rakiet mogących przenosić broń atomową. Ostatni z nich, który miała miejsce 3 września 2017 r. (szósty z kolei w tym roku), był największy ze wszystkich. Jeśli dodamy do tego udane testy rakiet dalekiego zasięgu, to uzyskamy obraz państwa mogącego swym arsenałem zagrozić nie tylko najbliższym sąsiadom, ale także bezpośrednio amerykańskim celom umiejscowionym na terytorium kontynentalnych USA. Nic dziwnego, że Waszyngton uznaje Pjongjang za największe obecnie zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju.

06.09.2017 Raport ONZ w sprawie Syrii

Specjalna komisja Organizacji Narodów Zjednoczonych przez ostatnie miesiące badała przypadki aktów przemocy i naruszeń prawa międzynarodowego w ogarniętej wojnie domową Syrii. Właśnie ogłoszony został raport z wyników śledztwa.

Bez żadnej wątpliwości stwierdzono, że lotnictwo syryjskie wierne rządowi w Damaszku w kwietniu 2017 r. przeprowadziło nalot lotniczy z użyciem broni chemicznej. Samoloty Su-22 miały na miasto Khan Sheikhoun zrzucić bojowy gaz trujący o nazwie Sarin. W sumie cztery razy miano atakować ten cel. Co najmniej 83 osoby zginęły na miejscu. Wybór celu nie był przypadkowy. Wspomniane miasto było kontrolowane przez rebeliantów walczących z władzą prezydenta Bashara al-Assada. Zdaniem Damaszku sam atak z użyciem Sarinu został sfingowany i nie ma nic z tym wspólnego.

W tym samym raporcie możemy przeczytać oskarżenia wobec amerykańskiego lotniczego zaangażowania w syryjską wojnę domową. W marcu 2017 r. podczas nalotu na muzułmański kompleks religijny w Jinah miało dojść do złamania prawa międzynarodowego. W wyniku zbombardowania meczetu śmierć poniosło co najmniej 38 cywili. Według śledczych ONZ, Amerykanie nie zachowali dostatecznej ostrożności i przeprowadzili atak pomimo świadomości możliwych strat wśród postronnych osób, nie zaangażowanych w wojnę domową. USA odpowiada konsekwentnie na te zarzuty, że meczet był wykorzystywany przez islamskich fundamentalistów jako obiekt wojskowy. Natomiast śmierć jednego cywila ma być „proporcjonalna” do wyboru celu i jego znaczenia.

06.09.2017 Protesty w Togo

Jak możemy przeczytać w artykule zamieszczonym na internetowej stronie BBC, co najmniej dziesiątki tysięcy osób przemaszerowało ulicami stolicy Togo, Lome. Protestowali oni przeciwko prezydentowi kraju, Faure Gnassingbé.

Według komentatorów są to największe protesty od wielu lat. Władze podjęły decyzję o ograniczeniu dostępu do Internetu, by uniemożliwić obywatelom umawianie sią na „nielegalne zebrania”. Działania te okazały się jednak nieskuteczne, a fala społecznego zaangażowania jest zdaniem wielu oszałamiająca.

W chwili obecnej Internet wciąż działa bardzo powoli, a portale społecznościowe są blokowane. W samej stolicy dostęp do globalnej sieci jest praktycznie niemożliwy. Rzecznik rządu Gilbert Bawara stwierdził w wywiadzie dla lokalnej stacji radiowej, że wciąż obowiązuje „zakaz internetowy”, co jego zdaniem jest dozwolone w najbardziej rozwiniętych krajach, gdzie w pewnych przypadkach władza ma prawo kontroli telekomunikacji.

Prezydent Faure Gnassingbé objął urząd w 2005 r. po śmierci ojca, Gnassingbé Eyadema, który rządził przez blisko 38 lat.


Źródło: Prezydent Togo Faure Gnassingbé,
https://www.cath.ch/newsf/le-president- du-togo- recu-par-le-pape/, [dostęp dn. 06.09.2017]; Photo:Agencia Brasil/ Wikimedia Commons/CC BY 3.0 BR

Protestujący wprost domagali się zakończenia epoki „dynastii Gnassingbé”. Rządowa propozycja, która ma wprowadzić limit dwóch kadencji dla jednej osoby obejmującej najważniejszy urząd państwowy, wcale nie uspokoiła sytuacji w kraju.

Protesty objęły nie tylko stolicę, ale wiele miast w całym Togo. Kolejne wystąpienia zostały zaplanowane na czwartek, 7 września. Organizatorami większości antyprezydenckich zgromadzeń jest opozycja oraz niezależne organizacje społeczne. Według Amnesty International tylko w Logo maszerowało 100 tysięcy obywateli, którzy śpiewali „Wolne Togo”. Podczas ostatnich sierpniowych protestów zginęło dwóch demonstrantów, a 13 zostało rannych.

05.09.2017 Kryzys w Mjanma

Jak podaje BBC, pogłębia się kryzys w Republice Związku Mjanmy między oficjalną władzą a członkami muzułmańskiej wspólnoty etnicznej - Rohingya. Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych, tylko w ciągu ostatnich 24 godzin, granicę z Bangladeszem miało przekroczyć ponad 35 tysięcy uchodźców. Od 25 sierpnia, czyli od początku nowej fali przemocy w Mjanmie, ze stanu Rakhine uciekło 123 tysiące przedstawicieli wspomnianego ludu.

Konflikt między władzą, a Rohingya wybuchł po tym, jak zaatakowanych zostało kilka posterunków granicznych. W odpowiedzi nastąpiła operacja wojskowa na szeroką skalę. Skutkiem były masowe migracje i porzucanie własnych domów ze strachu przed przemocą. Lud muzułmański Rohingya to etniczna mniejszość w Mjanmie, która nie utożsamia się z własnym państwem. Od lat cierpi na liczne akty przemocy ze strony władz państwowych.

Wojsko oficjalnie tłumaczy swoje działania koniecznością zaprowadzenia porządku na obszarach kontrolowanych przez wojowników z ludu Rohingya. Obie strony oskarżają się nawzajem o łamanie prawa. Trudno potwierdzić wszystkie doniesienia o zbrodniach, gdyż dostęp do stanu Rakhine jest utrudniony.

W oficjalnym oświadczeniu ONZ możemy przeczytać, że w ostatnim czasie nastąpił nagły wzrost liczby uchodźców. To powoduje, że kryzys humanitarny będzie narastał. Już pojawiają się problemy aprowizacyjne. Dwa obozy wybudowane przez Organizację zostały zapełnione, a uchodźcy zaczynają zajmować obszary do tego się nie nadające. ONZ zaapelowało do społeczności międzynarodowej o przekazanie szybko 18 milionów dolarów amerykańskich w celu zapewnienia środków na ważne potrzeby mogące uratować życie.

Zdecydowana większość zarejestrowanych uciekinierów udała sią do Bangladeszu. Według ONZ trzeba też pamiętać o kilkunastotysięcznej grupie uchodźców, którzy znaleźli schronienie na obszarach przygranicznych i nie widnieją w żadnych rejestrach. Oprócz tragedii osób, które przez trudną sytuację zostali zmuszeni do opuszczenia swych domów, należy podkreślić fakt toczących się starć na obszarze stanu Rakhine. Nieoficjalnie buddyjscy mieszkańcy tego stanu mają uciekać na południe przed przemocą.

Minister spraw zagranicznych Indonezji, Retno Marsudi, po spotkaniu z liderem Mjanmy, Aung San Suu Kyi stwierdził, że: „Organy bezpieczeństwa muszą natychmiast zlikwidować wszelkie formy przemocy oraz zapewnić pomoc humanitarną i rozwojową w długim i krótkim okresie”. Premier Bangladeszu Sheikh Hasina już poinformowała opinię publiczną o tym, że uchodźcy stanowią zbyt duże obciążenie dla państwa. Takie kraje jak Malediwy, Indie, Pakistan czy Malezja próbują naciskać na Mjanmę różnymi sposobami.

04.09.2017 Zbrodnie przeciwko ludzkości w Burundi

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych istnieją dostateczne dowody na potwierdzenie tezy, że w Burundi mogło dojść do przypadków zbrodni przeciwko ludzkości. Sprawcami miały być zarówno siły rządowe, jak i istniejąca opozycja.

Mają istnieć dowody na takie zbrodnie jak zabójstwa, tortury oraz gwałty. Jak podaje BBC, ambasador Burundi przy ONZ, Albert Shingiro miał uznać te doniesienia jako przykład „międzynarodowego spisku” przeciwko temu afrykańskiemu państwu.

Przemoc w Burundi wybuchła w 2015 r., kiedy to prezydent Pierre Nkurunziza zdecydował się ubiegać o trzecią kadencję, co nie spodobało się opozycji. Ponad 400 tysięcy osób zostało zmuszonych do opuszczenia swych domów. W lipcu 2015 r. Nkurunziza zwyciężył wybory prezydenckie przy całkowitym ich bojkocie ze strony opozycji w Burundi.

W wywiadzie dla BBC, Francoise Hampson, jeden z trzech śledczych zajmujących się w imieniu ONZ trudną sytuacją w Burundi stwierdził, że potwierdzone nadużycia kwalifikowane jako zbrodnie przeciwko ludzkości obejmują: „arbitralne zatrzymania i aresztowania, pozaprawne zabójstwa różnego typu, tortury, okrutne, nieludzkie, poniżające zachowanie, gwałty i przypadki przemocy seksualnej”.


Źródło: Prezydent Burundi Pierre Nkurunziza,
https://www.liportal.de/ burundi/geschichte-staat/, [dostęp 04.09.2017]; Pierre Nkurunzia bei der ALDEPAC 2010 (Conference) Bujumbura, Burundi, (CC BY-NC-SA 2.0).

Szef międzynarodowej komisji, Fatsah Ouguergouz oficjalnie potwierdził, że większość zbadanych przypadków należy sklasyfikować jako zbrodnie przeciwko ludzkości. W dużej liczbie spraw za naruszeniami praw człowieka stały jednostki podległe oficjalnej władzy w Burundi. Dokument został oparty na zeznaniach ponad 500 świadkach, którzy uciekli za granicę. Za aktami przemocy mają stać również bojówki opozycji.

Autorzy raportu wzywają Międzynarodowy Trybunał Karny do zajęcia się tymi zbrodniami. Co ważne, Burundi pod koniec 2016 r. podjęło decyzję o wycofaniu się z prac i spod jurysdykcji Trybunału.

04.09.2017 Niemcy po przedwyborczej debacie

Republika Federalna Niemiec wchodzi w ostatnią prostą kampanii wyborczej. Jesteśmy właśnie po telewizyjnej debacie, w której starli się najważniejsi niemieccy politycy. Zasiadająca na stanowisku kanclerza, liderka chadeków, Angela Merkel musiała zmierzyć się z ostrą retoryką lansowaną przez kandydata na kanclerski urząd z ramienia socjaldemokratów, Martina Schultza.

Według przedwyborczych sondaży przygotowanych przez specjalizujące się w tym firmy, już od kilku miesięcy przewaga koalicji CDU/CSU (Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej/Unii Chrześcijańsko-Społecznej w Bawarii) nad SPD (Socjaldemokratyczną Partią Niemiec) jest na tyle stabilna, że same wybory nie powinny sprawić większej niespodzianki. Wszystko wskazuje na to, że urzędująca od 12 lat na stanowisku kanclerza, Angela Merkel ponownie będzie się cieszyć ze zwycięstwa.

Liderowi niemieckich socjaldemokratów współtworzących wielką koalicję rządową z CDU/CSU, byłemu przewodniczącemu Parlamentu Europejskiemu, Martinowi Schulzowi pozostało jedynie przyczynić się do zmniejszenia różnicy sondażowej do liderów wyborczego wyścigu. Nic więc dziwnego, że jego taktyka na debatę polegała na mocnych słownych atakach na Merkel. Jednym z najważniejszych tematów była migracyjna polityka obecnej kanclerz.

Według serwisu informacyjnego Spiegel online, kanclerz Merkel w tej ostatniej przedwyborczej debacie telewizyjnej poradziła sobie najlepiej. Poprzednie trzy miała zdecydowanie przegrać. Oprócz kwestii migracyjnej, sporo miejsca poświęcono kwestiom społecznym, takim jak polityka społeczna, cięcia podatkowe czy bezrobocie.

03.09.2017 Jedna z ostatnich niezależnych gazet w Kambodży zostaje zamknięta

Jak podaje BBC, jedna z ostatnich niezależnych gazet w Kambodży, Cambodia Daily zostaje zamknięta. Powodem jest rządowy nakaz zapłacenia olbrzymich opłat podatkowych. Gazeta ta znana była z ostrych komentarzy skierowanych przeciwko rządowi.

Kwota, którą gazeta musi zapłacić, oscyluje w granicach 6,3 miliona dolarów amerykańskich. Co ciekawe, zaledwie kilka dni temu lider opozycji, Kem Sokha został aresztowany pod zarzutem zdrady. To sugeruje, że rząd czyni starania by osłabić wszelką opozycję w kraju, czy wręcz ją zneutralizować.

Lider opozycji, Kem Sokha został oskarżony o spiskowania z obcokrajowcami przeciwko własnej ojczyźnie. Według brytyjskich dziennikarzy, działania te są skierowane przeciwko ostatnim opozycyjnym punktom w kraju.

Liderem państwa od ponad trzydziestu lat jest premier Hun Sen. W jednym z wywiadów miał rzecz, że w przypadku niezapłacenia przez Cambodia Daily podatku, dziennikarze („złodzieje”) winni się „spakować i wyjechać”. Sen to jeden z byłych przywódców Czerwonych Khmerów.


Źródło: Premier Kambodży Hun Sen,
https://www.obserwatorfinansowy.pl /tematyka/ makroekonomia/kambodza- rozwoj-gospodarczy- wymusi-kolejne-reformy/, [dostęp dn. 03.09.2017]; CC By-SA WEF.

Obecne działania rządu w Kambodży, wpisują się w szerszą praktykę walki z mediami zdominowanymi przez kapitał zagranicznymi. Oprócz Cambodia Daily, o niejasności podatkowe oskarżone zostały takie niezależne i pozarządowe środki masowego przekazu, zdominowane przez amerykański kapitał, jak Radio Free Asia czy Voice of America.

Już od dłuższego czasu niezależne media w Kambodży oskarżały rząd o łamanie praw człowieka czy korupcję. Po ostatnich działaniach władz, w analizowanym państwie zabraknie dziennikarzy patrzących rządzącym na ręce.

01.09.2017 Wybory prezydenckie w Kenii nieważne

Dnia 1 września 2017 r. Sąd Najwyższy w Kenii stwierdził nieważność wyborów prezydenckich, które miały miejsce 8 sierpnia. Tym samym, wyborcy pójdą ponownie do urn w przeciągu najbliższych 60 dni. Decyzję ogłosił przewodniczący Sądu, David Maraga.

Same wybory były spokojne i nie doszło do większych incydentów. O drugą kadencję ubiegał się prezydent Uhuru Kenyatta. Jego głównym kontrkandydatem był Raila Odinga. Według oficjalnych wyników na głowę państwa padło nieco ponad 54%ważnie oddanych głosów, co pozwoliło ogłosić zwycięstwo już po pierwszej turze. Na Odingę zagłosowało niecałe 45% obywateli, którzy zdecydowali pójść do urn.

Główny zarzut opozycji, która kontestowała wyniki wyborów, polegał na podkreśleniu nieszczelności systemu informatycznego. Przed Sądem argumentowano, że umożliwiał on manipulacje. Nie miało być żadnych zabezpieczeń przez ewentualnym włamaniem do systemu i ewentualnym podmienieniem danych. Dodatkowo Odinga po ogłoszeniu sentencji stwierdził, że nie miał żadnej wiary w członków komisji wyborczej.

Dziennikarze z BBC podkreślają, że jest to pierwszy przypadek na kontynencie afrykańskim, gdy anulowano wyniki wyborów prezydenckich. Należy zauważyć, że starcia między zwolennikami opozycji a siłami bezpieczeństwa po wyborach z 8 sierpnia kosztowały życie co najmniej 16 osób. Prawnik prezydencki stwierdził po ogłoszeniu decyzji Sądu, że miała ona charakter bardzo polityczny, ale Kenyatta ją uszanuje.


Źródło: Raila Odinga oraz Uhuru Kenyatta,
http://forums.ssrc.org/kujenga-amani/2017/08/04/special-issue-kenyas-2017-presidential-elections/#.Wakr5FFpyUk, [dostęp dn. 01.09.2017]; CC BY SA 2.0 oraz CC BY NC SA 2.0. (Dean Calma IAEA i UNEP).

Sędzia Maraga wydając decyzję o anulowaniu głosowania podkreślił, że wybory odbyły się niezgodnie z panującą konstytucją. Dwóch z sześciu sędziów zgłosiło zdania odrębne. Po ogłoszeniu anulowania wyników wyborów, zwolennicy opozycji świętowali przed gmachem Sądu, jak również w miastach, które są uważane za opozycyjne twierdze.

01.09.2017 FARC partią polityczną

Na naszych oczach zmienia się sytuacja polityczna w Kolumbii. Trwająca ponad pięćdziesiąt lat wojna domowa zakończyła się rok temu podpisaniem porozumienia pokojowego w Hawanie przez prezydenta Juana Manuela Santosa Calderóna oraz dowództwo FARC-EP (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii – Armia Ludowa; Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – Ejército del Pueblo). Obecnie najważniejsza formacja partyzancka, przez wielu traktowana jako organizacja terrorystyczna, przechodzi radykalną metamorfozę.

Oficjalnie dnia 1 września 2017 r. FARC-EP przekształciły się w cywilną partię polityczną. Zmieniona została nazwa oraz opublikowano nowe logo. Sam akronim pozostał, lecz zmieniono znaczenie. Teraz przez FARC należy rozumieć: Alternative Revolutionary Force for the Common People, co znaczy „Alternatywne Siły Rewolucyjne dla Zwykłych Ludzi”. Jako symbol nowej partii i zarazem logo zaadaptowano czerwoną różę.

Partyzantka FARC-EP zakończyła działania zbrojne w czerwcu 2017 r., co było elementem procesu pokojowego. Od tego momentu następował etap rozbrojenia. Kolejną fazą przekształceń jest trwający w tym tygodniu zjazd ponad 1 200 delegatów w stolicy kraju Bogocie, na którym to podjęto decyzję o przekształceniu w partię polityczną, wybór logo oraz wystawieniu kandydatów w wyborach powszechnych w 2018 r. Na mocy porozumienia pokojowego partia FARC ma zagwarantowane miejsca w parlamencie (źródło: BBC).


Źródło: Rebelianci z FARC,
http://www.neontommy.com/news/2013/08/peace-talks-between-farc-colombian-government-moving-slowly-havana, [dostęp dn. 01.09.2017]; FARC rebels in Colombia/via Flickr Creative Commons.



2017

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2016

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU




facebook