SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ






BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA
PAŹDZIERNIK 2017

31.10.2017 Stany Zjednoczone przeciwko rezolucji ONZ wzywającej do zniesienia embarga na Kubę

Jak podaje agencja Reutera, Stany Zjednoczone zamierzają zagłosować przeciwko rezolucji Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ wzywającej do zniesienia gospodarczego embarga nałożonego na Kubę kilka dekad temu. Jeszcze niedawno, Waszyngton wstrzymywał się od głosu podczas tego typu inicjatyw na forum międzynarodowym. Ciekawić musi zmiana prowadzonej polityki przez Stany Zjednoczone.

Pani Ambasador Stanów Zjednoczonych przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, Nikki Haley ma zagłosować przeciwko rezolucji, którą od 26 lat przedkładają na forum ONZ władze w Hawanie. Jak stwierdziła rzeczniczka amerykańskiego Departamentu Stanu, Heather Nauert, decyzja ta ma związek z nową polityką prezydenta Donalda Trumpa wobec Kuby, która to skupiać się ma na promowaniu praw człowieka i demokracji.

Przez 24 lata, Waszyngton konsekwentnie odrzucał możliwość zniesienia embarga jakie sam nałożył na komunistyczną Kubę. Sytuacja zmieniła się politycznie w 2015 r., kiedy to oficjalnie obie stolice nawiązały stosunki dyplomatyczne, a ambasady ponownie zostały otwarte. Dobre relacje przełożyły się na wstrzymanie od głosu nad rezolucją w 2016 r. Teraz Waszyngton ponownie zamierza utrzymać embargo, pomimo faktu, że nie doszło do żadnych znacznych zmian w polityce Kuby.

Jednak napięcia całkowicie nie zniknęły. Niedawno prezydent Trump poinformował opinię publiczną o rzekomych działaniach władz kubańskich, które miały mieć wpływ na zdrowie 24 dyplomatów pracujących w amerykańskiej ambasadzie w Hawanie. Chodzi głównie o wciąż niewytłumaczone doniesienia o niezidentyfikowanym sprzęcie nadającym określone dźwięki mogące mieć wpływ na samopoczucie.

Sama rezolucja ONZ nie ma większego znaczenia na gruncie prawnym, lecz olbrzymie na polu polityki. Formalnie tylko Kongres Stanów Zjednoczonych może znieść embargo nałożone na Kubę ponad pół wieku temu.

30.10.2017 Kryzys humanitarny w Kasai

Agencja Organizacji Narodów Zjednoczonych – Światowy Program Żywności WFP, poinformowała właśnie, że ponad 3 miliony osób zagrożonych jest głodem w ogarniętej konfliktem prowincji Kasai w Demokratycznej Republice Konga. Jednocześnie wydano odezwę o międzynarodową pomoc i wsparcie w celu uniknięcia kryzysu humanitarnego.

Zdaniem Organizacji w przypadku nie udzielenia pomocy zginąć w ciągu najbliższych miesięcy może nawet kilkaset tysięcy dzieci. Konflikt w Kasai tlił się od dawna, lecz wybuchł ze wzmożoną siłą w sierpniu 2016 r. po tym, jak w starciach z kongijskimi siłami bezpieczeństwa zginął lokalny lider określany mianem Kamuina Nsapu (tradycyjny tytuł). Później powstała formacja militarna o tej samej nazwie, która stanowi trzon rebelii Od tego czasu ponad 1,5 miliona osób zostało zmuszonych do opuszczenia swych domostw, a w starciach zginęło około 3 tysięcy.

Dyrektor wykonawczy WFP, David Beasley określił sytuację w Kasai jako "katastrofalną". Dodał, że pracownicy agencji działający na miejsca potwierdzają przypadki spalonych domostw oraz skrajnie niedożywionych dzieci. Obecnie WFP posiada zaledwie 1% środków potrzebnych na zapewnienie żywnościowej pomocy potrzebującym.

30.10.2017 Uhuru Kenyatta ponownie wybrany na prezydenta Kenii

Jak podaje BBC, wszystko wskazuje na to, że urzędujący prezydent Uhuru Kenyatta wygrał drugą turę wyborów prezydenckich w Kenii. Same wybory zostały skrytykowane przez wielu działaczy opozycyjnych, w tym kontrkandydata Raila Odingę, który wycofał się z wyścigu o najważniejszy urząd w państwie i zaapelował do swoich zwolenników o bojkot.

Według oficjalnie ogłoszonych wyników wyborczych, dotychczasowy prezydent Uhuru Kenyatta zdobył 98% oddanych głosów, przy stosunkowo niskiej frekwencji rzędu 39%. Komentatorzy podkreślają, że mała społeczna aktywność podczas właśnie zakończonej kampanii przedwyborczej spowodowana została wyraźnym konfliktem personalnym między prezydent, a liderem opozycji. Innym aspektem jest wezwanie Odingi do bojkotu samego procesu wyborczego.

Sierpniowa druga tura wyborów prezydenckich został uznana za nieważna przez Sąd Najwyższy w związku z licznymi nieprawidłowościami. Nie oskarżono wtedy jednak nikogo o celowe działania zmierzające do manipulowania podczas liczenia głosów. Co ciekawe, w 25 okręgach wyborczych, które uważane są za twierdze opozycji, samo głosowanie zostało zawieszone. Komisja wyborcza poinformowała, że wyniki z tych okręgów nie miałyby wpływy na ostateczny wynik wyborczy w skali kraju. Opozycja ma teraz siedem dni na podjęcie decyzji, czy będzie przed wymiarem sprawiedliwości dowodzić nieprawidłowości mogących mieć wpływ na ostateczne wyniki.

Lider opozycji Raila Odinga podjął decyzję o bojkocie drugiej tury wyborów prezydenckich, w związku z nieprzeprowadzeniem koniecznych zmian mogących nadać przejrzystości całemu procesowi wyborczemu. Jego zdaniem, nie dokonano reform w komisji wyborczej, która miała mieć najwięcej na sumieniu w kontekście rzetelności ogłoszonych wyników drugiej tury.

Dziennikarze już informują o starciach policji ze zwolennikami Odingi. Od momentu ogłoszeniu wyników anulowanej sierpniowej drugiej tury wyborów prezydenckich, zginąć miało w starciach co najmniej 50 osób.

29.10.2017 Wybory parlamentarne w Islandii

Dnia 28 października 2017 r. odbyły się w Islandii przedterminowe wybory parlamentarne. Oficjalne wyniki nie zostały jeszcze ogłoszone, lecz wszystko wskazuje na to, że po skandalu, który wstrząsnął islandzką sceną polityczną, rządy centroprawicowe przejdą do historii.

Wstępne dane pokazują, że najbliższa przyszłość Islandii wiąże się z młodą liderką opozycji i lewicową koalicją rządową. Zaledwie w styczniu 2017 r. Bjarni Benediktsson objął stanowisko premiera rządu, co było skutkiem koalicyjnego porozumienia po wyborach z 2016 r. Wygląda na to, że zwycięstwo i być może parlamentarną większość przejmie liderka lewicowego Ruchu Zieloni-Lewica, Katrin Jakobsdottir.

Islandia to państwo położone na wyspie o tej samej nazwie oraz kilku pomniejszych. Na ponad 103 tysiącach kilometrów kwadratowych mieszka około 335 tysięcy osób. Kiedy w 2008 r. wybuchł kryzys finansowy, Islandia odczuła to bardzo mocno. Przez następne lata trwała próba odbudowy gospodarki. Częściowo to się udało poprzez postawienie na turystykę, co okazało się dobrym krokiem. Boom turystyczny przyniósł państwu gospodarczą stabilizację.

W styczniu 2017 r. została zawarta centroprawicowa koalicja w składzie: Partia Niepodległości Bjarni'ego Benediktssona, liberalna Świetlana Przyszłość oraz centrowe Odrodzenie (Viðreisn). Skandal wybuchł we wrześniu 2017 r. kiedy to wyszło na jaw, że ojciec premiera Benediktssona podpisał list rekomendacyjny o zatarcie skazania dla osoby winnej przestępstwa pedofilii. Sam wniosek został uznany, co w następstwie spowodowało zerwanie koalicji przez liderów Świetlanej Przyszłości argumentujących, że doszło "naruszenia zaufania".

Jest to kolejny skandal polityczny, który wstrząsa Islandią. Poprzedni premier Sigmundur David Gunnlaugsson pogrążył się wraz z odtajnieniem dokumentów kancelarii podatkowej i prawnej w Panamie (afera Panama Papers), sugerujących korzystanie przez islandzkiego szefa rządu z dobrodziejstw rajów podatkowych.

29.10.2017 Prezydent Tajwanu z wizytą na Hawajach

Jak donosi agencja Reutera, prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen rozpoczęła oficjalną wizytę na Hawajach, należących do Stanów Zjednoczonych. Niemal natychmiast oficjalny protest wystosowały władze Chińskiej Republiki Ludowej, które uznają Tajwan za zbuntowaną prowincję, a nie niepodległe państwo.

Prezydent Tsai Ing-wen swoją podróż rozpoczęła od zwiedzenia monumentu upamiętniającego atak Japonii na bazę w Pearl Harbour w 1941 r. Jednakże głównym celem wizyty przywódczyni Tajwanu jest dyplomatyczne spotkanie z liderami innych państw, które uznawane są za sojuszników Tajwanu.

Od lat status Republiki Chińskiej na Tajwanie stanowi poważną rysę na relacjach chińsko-amerykańskich. Pekin nigdy nie wyrzekł się możliwości użycia siły przeciwko, jej zdaniem, zbuntowanej prowincji. Prezydent Tsai Ing-wen wpierw udała się na Guam i Hawaje, by następnie złożyć oficjalne wizyty w Tuvalu, na Wyspach Salomona i Wyspach Marshalla.

Przywódczyni Tajwanu wielokrotnie podkreślała, że jej celem jest utrzymanie pokojowych relacji z Chinami, lecz uczyni wszystko, by zagwarantować bezpieczeństwo państwa. Stany Zjednoczone natomiast, jak zawsze w tej sytuacji, podkreślają nieoficjalny i prywatny charakter wizyty prezydent Tajwanu. Za niecałe dwa tygodnie z wizytą w Pekinie zawita prezydent USA, Donald Trump.


Źródło: Prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen,
http://www.infobarrel.com/ Notable_ Living_ Hakka_People, [dostęp dn. 29.10.2017]; Credit: Creative Commons.

28.10.2017 Były prezydent Gwatemali postawiony w stan oskarżenia

Sędzia w Gwatemali podjął decyzję o tym, że były prezydent tego państwa zostanie postawiony w stan oskarżenia i stanie przed sądem w związku z olbrzymim skandalem korupcyjnym, który wstrząsnął politycznie całym krajem. Otto Pérez Molina był prezydentem Gwatemali w latach 2012-2015. Po tym, jak wybuchł korupcyjny skandal, 2 września 2015 r. gwatemalski parlament podjął decyzję o pozbawieniu immunitetu Otto Péreza Molinę, a ten dzień później złożył rezygnację z pełnionych obowiązków głowy państwa.

Skandal jaki wybuchł w 2015 r. był olbrzymim wstrząsem dla Gwatemalczyków, którzy masowo wychodzili na ulice i protestowali. Skutkiem była rezygnacja Moliny oraz jego aresztowanie. Wśród zatrzymanych jest również była wiceprezydent Gwatemali w latach 2012-2015, Roxana Baldetti. Akt oskarżenia obejmuje kilkadziesiąt osób i dotyczy przyjmowania korzyści majątkowych w zamian za pomoc w unikaniu opłat celnych.

Zarówno były prezydent, jak i była wiceprezydent, nie przyznają się do winy. Jednak według sędziego Miguela Ángela Gálveza, który ogłaszał decyzję o rozpoczęciu procesu, wszystko wskazuje na to, że oskarżeni nie tylko wiedzieli o procederze, lecz przyjmowali milionowe łapówki w zamian za pomoc.


Źródło: Były prezydent Otto Pérez Molina,
https://mg.globalvoices.org/2015/09/04/73975/, [dostęp dn. 28.10.2017]; Ny marik-ity takelaka ity dia efa voapetraka Creative Commons Attribution 3.0.

Ponadto, byłego prezydenta oskarżono o kradzież, nielegalne wzbogacanie się oraz oszustwo. Natomiast Roxana Baldetti może jeszcze spodziewać się rozprawy przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości w związku z oskarżeniem o branie udziału w handlu kokainą i sprowadzeniem jej do USA w latach 2010-2015. Wniosek o ekstradycję został już przekazany władzom Gwatemali.

Co ciekawe, następcą Otto Péreza Moliny został były komik Jimmy Morales, który zwyciężył wybory prezydenckie z hasłem: "Ani skorumpowany, ani złodziej".

28.10.2017 Niepodległa Katalonia (?)

Europa wstrzymała oddech. Na naszych oczach Królestwo Hiszpanii przeżywa kryzys związany z dążeniami secesjonistycznymi władz Katalonii. Zarówno Unia Europejska, jak i Stany Zjednoczone, zapowiedziały uznanie tylko władzy w Madrycie. Nie rozwiązuje to jednak zasadniczego problemu: rysy w społeczeństwie hiszpańskim, która będzie trudna do zapomnienia. Wielu dziennikarzy wprost zapowiada możliwość wybuchu wojny domowej. Sytuacja jest rozwojowa.

Jak podaje BBC, zdymisjonowany wczoraj przez hiszpańskie władze centralne w Madrycie, przewodniczący Generalitat de Catalunya, Carles Puigdemont wezwał do "demokratycznej opozycji" wobec rządów bezpośrednich wprowadzonych w Katalonii. System administracyjny w Hiszpanii skutkował wypracowaniem w przeszłości rozwiązań, które przyznawały historycznym częściom państwa szerokich autonomii. Decyzja o ogłoszeniu deklaracji niepodległości przez Katalonię, skutkowała zawieszeniem jej autonomii i przejściem do systemu rządów centralnych, kierowanych przez Madryt.


Źródło: http://www.kolotv.com/content/news/More-than-760-injured-by-police-in-Spain-448948733.html, [dostęp dn. 28.10.2017]; Photos: Andrew Moore and Day Donaldson via MGN, CC BY-SA 2.0.

Carles Puigdemont skrytykował decyzję władz centralnych o zawieszeniu katalońskiej autonomii. Jednocześnie obiecał kontynuowanie prac nad budową wolnego państwa. Z odezwą do Katalończyków o prowadzenie działań o charakterze "demokratycznej opozycji" wystąpił w lokalnej telewizji w sobotę popołudniu. Zaledwie dzień po tym jak lokalny parlament przegłosował jednostronną deklarację niepodległości, a rząd centralny w odpowiedzi zawiesił autonomię.

Władze w Madrycie niemal natychmiast przeszły do działań mających na celu zapewnienie terytorialnej integralności. Minister spraw wewnętrznych zawiesił w obowiązkach katalońskich oficerów policji i przejął kontrolę nad tym rodzajem służb publicznych. Premier Mariano Rajoy rozwiązał zaś lokalny parlament i usunął ze stanowiska Puigdemonta, oraz rozpisał nowe wybory w Katalonii na grudzień br. Formalnie prerogatywy władz autonomii zostały przekazane w ręce wicepremiera, którym jest Soraya Saenz de Santamaria.

W tle tej politycznej zawieruchy są mieszkańcy Hiszpanii, którzy tłumnie biorą udział w demonstracjach za i przeciw niepodległej Katalonii.

25.10.2017 Rozmowy koalicyjne w Austrii

Nie opadł jeszcze kurz po ostatnich wyborach parlamentarnych w Austrii, a to europejskie państwo wchodzi w nowy etap: rozmów koalicyjnych, których efektem ma być powstanie nowego rządu większościowego.

Wybory do władzy ustawodawczej w Austrii miały miejsce 15 października 2017 r. Frekwencja wyniosła 80%, a do zdobycia były 183 miejsca w izbie niższej austriackiego parlamentu o nazwie: Rada Narodowa (Nationalrat). Do ciała ustawodawczego dostali się przedstawiciele pięciu list wyborczych. Austriacka Partia Ludowa ÖVP zwyciężyła uzyskując 31,5% głosów i 62 mandaty. Drugie miejsce zajęła Socjaldemokratyczna Partia Austrii SPÖ (26,9% - 52 miejsca w parlamencie), zaś trzecie eurosceptyczna i skrajnie prawicowa Wolnościowa Partia Austrii FPÖ (26%; 51 deputowanych). Swoich przedstawicieli w Radzie Narodowej ma również liberalny Neos – Nowa Austria i Forum Liberalne (5,3%; 10 deputowanych) oraz socjalliberalna Lista Petera Pilza (4,4%; 8 deputowanych).

W związku z wygraną ÖVP, to liderowi tej formacji, 31-letniemu Sebastianowi Kurzowi powierzono misje utworzenia rządu. Ponieważ jego partia nie zdobyła wymaganej większości, konieczny jest partner do stworzenia gabinetu koalicyjnego. Jak donosi BBC, lider austriackich konserwatystów zaprosił do rozmów Wolnościową Partię Austrii. Ma to mieć związek z podobnym programem, a zwłaszcza poglądami na kontrolę migracji oraz cięcia podatkowe.

Większość komentatorów zwraca uwagę, że ruch Kurza pozwoli skrajnej prawicy powrócić do rządu po ponad dekadzie bycia na marginesie życia politycznego. Dodaje się jednak w prasowych doniesieniach, że Kurz zastrzegł proeuropejskość rządu. Nie od dziś wiadomo, że FPÖ jest bardzo sceptyczna wobec Unii Europejskiej. Ostatnia kampania przedwyborcza była w sumie jednotematyczna, skupiona na kryzysie migracyjnym i krytyce polityki Brukseli.

Możliwości koalicyjne są obecnie skromne. ÖVP może liczyć tylko na skrajną prawicę lub socjaldemokratów, z którą tworzyła koalicyjny rząd niedawno, lecz ten rozpadł się wiosną i nie ma tendencji powrotu do tego. Kurz bardzo chciałby stabilny rząd większościowy, lecz nie odrzuca myśli o mniej komfortowej sytuacji z rządem mniejszościowym.

25.10.2017 Kryzys polityczny w Kenii

Pogłębia się kryzys polityczny w Kenii po tym, jak w sierpniu 2017 r. Sąd Najwyższy unieważnił wyniki wyborów prezydenckich w związku z licznymi nieprawidłowościami mogącymi mieć wpływ na ostateczny wynik. Ponowne glosowanie, w którym obywatele wybiorą prezydenta państwa ma się odbyć w dniu jutrzejszym, w czwartek 26 października 2017 r.

Jak podaje BBC, David Maraga będący przewodniczącym Sądu Najwyższego oraz głównym sędzią w kenijskim wymiarze sprawiedliwości stwierdził, że nie ma możliwości zebrania składu sędziowskiego, który zająłby się ewentualną zmianą terminu ponownych wyborów prezydenckich, o co wzywał lider opozycji i kontrkandydat obecnego prezydenta, Raila Odinga. Na uwagę zasługuje fakt, że wypowiedź ta pada na dzień po tym, jak postrzelono ochroniarza zastępczyni Maragi. Wiceprzewodnicząca Sądu Najwyższego Philomena Mwilu jest obecnie "niedostępna" i unika kontaktu z dziennikarzami.

Należy przyjąć, że jutrzejsze wybory na prezydenta Kenii odbędą się bez względu na zastrzeżenia. Lider opozycji Raila Odinga już zapowiedział bojkot, argumentując to faktem, że nic nie uległo zmianie i nieprawidłowości będą dale występować. W anulowanych wyborach z 8 sierpnia 2017 r. zwyciężył obecny prezydent Uhuru Kenyatta, który uzyskał ponad 54% głosów. Jego kontrkandydat zaś blisko 45% poparcia.

Prezydent Kenyatta stwierdził wprost, że bez względu na wszystko wybory muszą jutro się odbyć. Odinga wniósł do Sądu Najwyższego wniosek o przełożenie głosowania, lecz potrzebne kworum to pięciu sędziów. Jak stwierdził Maraga, jego zastępczyni "nie jest w stanie stawić się w sądzie", inny w związku z leczeniem wyjechał poza granice kraju, dwóch kolejnych również nie było w stanie przybyć do pracy a jeden spóźnił się na lot do stolicy. Tym samym brakować miało kworum do rozpatrzenia wniosku Odingi o przesunięcie terminu wyborów.

Zdaniem przedstawiciela komisji wyborczej, brak rozprawy przed Sądem Najwyższym to tożsame z brakiem przeciwskazań do przeprowadzenia wyborów. W odpowiedzi zwolennicy opozycji wyszli na ulicę w całym kraju i rozpalone zostały w różnych miejscach ogniska na drogach.


Władze ogłosiły dziś święto, by obywatele zdążyli dotrzeć do miejsc, gdzie zostali zarejestrowani jako wyborcy. Odinga już nawołuje do buntu, gdyby wybory się jednak odbyły. W stolicy zaplanowana została manifestacja, na którą policja zgody nie wydała. Jutro może być w Kenii gorąco.

Źródło: Raila Odinga i Uhuru Kenyatta,
http://forums.ssrc.org/ kujenga-amani/2017/08/04/special-issue- kenyas-2017- presidential- elections/#. WfB7TYgwjIU, [dostęp dn. 25.10.2017]; Photos by Dean Calma/IAEA and UNEP, respectively. Taken on December 7, 2009, and May 26, 2016, respectively. Photos have been cropped and placed side-by-side. CC BY-SA 2.0 and CC BY-NC-SA 2.0, respectively. Original photos available: https://www.flickr.com/ photos/iaea_ imagebank/ 4168045227/ and https://www.flickr. com/photos/ unep/ 26655627363/.

23.10.2017 Wizyta Rexa Tillersona w Iraku

Dnia 23 października 2017 r. z wizytą w stolicy Iraku, Bagdadzie, przybył amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson. Jak podaje agencja Reutera, jednym z tematów, który poruszył iracki premier Haider al-Abadi była obecność paramilitarnych jednostek na terytorium Iraku wspieranych przez Iran.

Sam Rex Tillerson jeszcze na kilka godzin przed wizytą w Bagdadzie wzywał iracki rząd do rozpuszczenia Sił Mobilizacji Ludowej (język angielski: The Popular Mobilization Forces; język arabski: الحشد الشعبي‎‎, Al-Hashd Al-Sha'abi), która zrzesza ponad 40 formacji paramilitarnych. Premier al-Abadi jednoznacznie odrzucił taką ewentualność. Siły Mobilizacji Ludowej w ostatnich miesiącach zaangażowane były w walce z Państwem Islamskim zarówno w Iraku po stronie rządu centralnego, jak i w Syrii, gdzie popierały reżim Bashara al-Assada. W ostatnich dniach ta koalicja formacji paramilitarnych brała aktywny udział w odbiciu miasta Kirkuk z rąk walczących o utworzenie własnego państwa, Kurdów. Premier al-Abadi wyraźnie dał do zrozumienia, że Siły Mobilizacji Ludowej stanowią część irackich sił zbrojnych, i nie są symbolem rosnącej roli Iranu w regionie.

Zdaniem Stanów Zjednoczonych, Siły Mobilizacji Ludowej są kierowane przez Teheran. Stąd liczne działania zmierzające do zniweczenia planu utworzenia sojuszu regionalnego opartego na bliskiej relacji Iraku i Iranu. Nie od dziś wiadomo, że stosunki amerykańsko-irańskie są co najmniej chłodne. Wizyta Tillersona w Bagdadzie ma miejsce zaledwie dzień po tym, jak iracki premier spotkał się z saudyjskim królem w Rijadzie.

Niepokój Amerykanów budzi Asaib Ahl al-Haq, szyicka formacja zbrojna, która stanowi najsilniejszą część koalicji o nazwie: Siły Mobilizacji Ludowej, i jest finansowana oraz kontrolowana przez Iran. Dąży ona nie tylko do zniszczenia Państwa Islamskiego, ale także do zmuszenia USA do opuszczenia irackiej ziemi.

Innym ważnym tematem, który został poruszony w rozmowie to kwestia niepodległego Kurdystanu. Iracki rząd nie ukrywa, że dąży do jedności terytorialnej i nie zgodzi się na powstanie państwa Kurdów. Amerykański sekretarza wezwał obie strony do pogłębionego dialogu. Kurdowie ostatnio ogłosili, że Irak gromadzi ciężki sprzęt i przygotowuje się do zbrojnej rozprawy.

22.10.2017 Wybory prezydenckie w Słowenii

Dnia 22 października 2017 r. odbyły się wybory prezydenckie w Słowenii. Wszystko wskazuje na to, że konieczna będzie druga runda, by wskazać ostatecznego zwycięzcę.

O reelekcję walczył obecny prezydent państwa Borut Pahor. Od początku liczył on łatwe zwycięstwo już w pierwszej turze i objęcie najważniejszego w państwie urzędu na kolejne pięć lat. Jak widać przeliczył się. Będzie musiał spotkać się z kontrkandydatem w drugiej turę, która odbędzie się 12 listopada 2017 r.

Według danych Państwowej Komisji Wyborczej, po przeliczeniu 99% oddanych głosów, na obecnego prezydenta zagłosowało 47,1% uprawnionych.

Z wynikiem 25% do drugiej tury zakwalifikował się burmistrz niewielkiego miasta Kamnik, aktor i komik, Marjan Šarec. Co ciekawe, sondaże tuż po wyborach dawały zwycięstwo w pierwszej turze Pahorowi.

Frekwencja ostatecznie wyniosła 43,5%. Faworytem w drugiej rundzie jest obecny prezydent, choć wszystko może się zdarzyć.

Należy podkreślić, że rola prezydenta w systemie politycznym Słowenii jest ceremonialna i nie wiąże się z poważnymi prerogatywami. Jednak w tle rywalizacji dwóch najważniejszych kandydatów jest słabe siódme miejsce kandydatki partii rządzącej, minister edukacji Maji Makovec Brenčič (było dziewięciu kandydatów).

Rządząca Partia Nowoczesnego Centrum premiera Miro Cerara w przyszłym roku będzie walczyć o utrzymanie władzy w wyborach powszechnych do parlamentu. Wynik Brenčič (1,7%) to zły prognostyk na przyszłość.

Co ciekawe, do drugiej tury wyborów prezydenckich dostali się kandydaci nie popierani przez żadną dużą partię polityczną. Obecny prezydent to dawny lider socjaldemokratów, były premier a także model, który obecnie startował jako niezależny kandydat. Natomiast Šarec na


Źródło: Prezydent Słowenii Borut Pahor
, https://pl.wikipedia. org/wiki/ Plik: Borut_Pahor _2014.jpg, [dostęp dn. 22.10.2017]; Images taken from www.mo.gov.si and www.slovenskavojska.si can be used under the terms of the Creative Commons Attribution 3.0-license.

22.10.2017 Tajemnicza śmierć amerykańskich żołnierzy w Nigrze

Jak podaje agencja Reutera, kilku amerykańskich senatorów próbowało w ostatnich dniach dowiedzieć się, dlaczego w zasadce w Nigrze w ostatnim miesiącu zginęło czterech żołnierzy USA. Okazało się, że Biały Dom albo nie ma informacji, albo ukrywa je z nieznanych przyczyn. Kongresmeni nie ukrywają, że chcieliby się więcej dowiedzieć o amerykańskiej obecności wojskowej w Afryce Zachodniej.

W oddzielnych wywiadach telewizyjnych, republikański senator Lindsey Graham oraz lider Demokratów w Senacie, Chuck Schumer potwierdzili, że popierają starania senatora Johna McCaina o uzyskanie informacji z Pentagonu odnośnie zasadzki Państwa Islamskiego ISIS w Nigrze, co było bezpośrednią przyczyną śmierci czterech amerykańskich żołnierzy. Według Grahama zaskoczeniem dla wielu senatorów była skala zaangażowania USA w walce z islamskimi fundamentalistami w Afryce Zachodniej. Tylko w Nigrze może obecnie przebywać nawet do tysiąca żołnierzy.

Sekretarz obrony USA, Jim Mattis przed specjalną komisją senacką potwierdził, że Stany Zjednoczone zmieniają strategię walki z terrorystami i przesuwają swoje zainteresowanie na kontynent afrykański. Jednak zdaniem niektórych deputowanych, kolejny front walki w nowym państwie może okazać się początkiem klęski.

22.10.2017 Wybory w Japonii

W niedzielę 22 października 2017 r. odbywająją się wybory powszechne do japońskiego parlamentu. Komentarze dziennikarzy skupiają się na dwóch elementach. Po pierwsze, spodziewanej niskiej frekwencji w związku z huraganem, który przechodzi przez kraj. Po drugie, prawdopodobne wielkie zwycięstwo obecnego premiera Shinzo Abe, który oprócz tego, że byłby najdłużej piastującą osobą stanowisko szefa rządu, to jeszcze może uzyskać większość pozwalającą na rewizję pacyfistycznej konstytucji.

Według wstępnych danych sondażowych opublikowanych po zamknięciu komisji wyborczych (dane wzięte ze strony agencji Reutera) rządząca Partia Liberalno-Demokratyczna Shinzo Abe prawdopodobnie wprowadzi 310 deputowanych do 465 osobowego parlamentu (niższej izby). Jeśli dane się potwierdzą, formacja polityczna uzyska wymagane 2/3 większości pozwalające na swobodne kształtowanie zasad ustrojowych. Premier Abe objął urząd w 2012 r. i prawdopodobnie utrzyma stanowisko na kolejną trzyletnią kadencję. Ostateczne wyniki mają zostać podane do publicznej wiadomości w dniu jutrzejszym.

Za sukcesem lidera Partii Liberalno-Demokratycznej stoi polityczna koncepcja zwana "Abenomics". Oznacza ona poluzowanie polityki pieniężnej, odpowiednia polityka fiskalna oraz program stabilizacyjny połączony z reformami strukturalnymi. Po zwycięskich wyborach Abe zapewne będzie kontynuował ten kurs.

Najbardziej jednak ciekawą kwestią pozostaje znamienny artykuł 9 konstytucji, która ustanowiła w Cesarstwie Japonii podstawy pacyfizmu. Sama ustawa zasadnicza została państwu japońskiemu narzucona przez Stany Zjednoczone po przegranej II wojnie światowej. Wspomniany zapis konstytucyjny zabraniał posiadania przez Japonię własnej armii. Po latach dokonano jedynie drobnego poluzowania zapisu i poprzez reinterpretację uznano, że nie ma powodu, by nie utrzymywać sił zdolnych do skutecznej samoobrony. Premier Abe nie ukrywał jednak, że w związku z dość kontrowersyjną polityką Korei Północnej należałoby dokonać rewizji konstytucji. Przeciwnicy obawiali się, że "porzucenie" artykułu 9 doprowadzi do wysłania wojsk poza granicę kraju, co przy posiadaniu takiego strategicznego sojusznika jak Stany Zjednoczone nie byłoby abstrakcją. W wywiadzie telewizyjnym Abe zapowiedział, że nie rezygnuje z zapowiedzi rewizji artykułu 9, lecz nie natychmiast, a po konsultacjach i szerokim poparciu dla tejże inicjatywy.

18.10.2017 "Nowa era" dla Chin

Rozpoczął się właśnie zjazd delegatów Komunistycznej Partii Chin, który ma charakter zamknięty. W jego trakcie ma zostać wybrany przewodniczący partii/prezydent Chińskiej Republiki Ludowej, oraz obrany kurs państwa na najbliższe lata. Według większości komentatorów pozycja dotychczasowego przywódcy Xi Jinpinga w ostatnim czasie umocniła się i zapewne zostanie obrany na następną kadencję.

Przykładowo, BBC sporo miejsca poświęca temu wydarzeniu. Powołując się na słowa Xi Jinping, podkreślona została wizja przyszłości kraju. Jak sam prezydent stwierdził, Chiny wchodzą w "nową erę" i w tym świecie winny "zająć centralne miejsce". Podkreślony został skok gospodarczy jaki miał miejsce, a co za tym idzie "sukces socjalizmu z chińskimi elementami". Tym samym miała powstać alternatywa dla dominujących modeli, "nowy wybór dla innych państw". Jednocześnie w swojej ponad trzygodzinnej przemowie Xi Jinping odrzucił możliwość przyjęcia jakichkolwiek "zachodnich" rozwiązań ustrojowych czy społecznych, zwłaszcza w kontekście obecnie istniejącego kryzysu demokracji. Przy okazji ostrzegł członków partii przed wszelkimi separatyzmami, które mogą osłabić państwo.


Źródło: Xi Jinping,
http://eu. eot.su/2017/06/09/xi -jinping -china -and-india -need- to-focus -on -cooperation/, [dostęp dn. 18.10.2017]; author: kremlin.ru, license: CC BY 4.0.xxx

Zjazd delegatów Komunistycznej Partii Chin odbywa się raz na pięć lat i jest ważnym wydarzeniem obserwowanym przez pozostałe państwa na świecie. W sumie przybyło ponad 2 tysiące osób, które będą obradować przez najbliższe pięć dni. Siły porządkowe zostały postawione w stan gotowości, w celu zagwarantowania bezpieczeństwa delegatom.

Prezydent Xi Jinping objął urząd w 2012 r. i od tego czasu Chińska Republika Ludowa przeżywa gospodarczy rozkwit. Z drugiej strony, zdaniem analityków państwo coraz bardziej upodabnia się do scentralizowanego autorytaryzmu z cenzurą i więzionymi działaczami społecznymi, prawnikami, etc.

16.10.2017 Najkrwawszy od 2007 r. zamach w Mogadiszu

Szybko rośnie liczba ofiar zamachu bombowego w stolicy Somalii, Mogadiszu. Według doniesień medialnych już teraz można mówić o 276 zabitych. Liczba rannych jest znaczna, a stan ich ciężki, stąd liczba ofiar może ulec zmianie.

Z pomocą medyczną przybył już turecki samolot, który na leczenie do Turcji ma zabrać 40 osób. Rozmach zamachu terrorystycznego jest największy od 2007 r., czyli od powstania fundamentalistycznej organizacji islamskiej al-Shabab. To ona odpowiada za większość tego typu działań w wewnętrznie rozbitej Somalii.

Jak do tej pory żadna organizacja oficjalnie nie przyznała się do zorganizowania i przeprowadzenia tego aktu terroru. Jednak prezydent państwa Mohamed Abdullahi Mohamed już oskarżył o to al-Shabab, nazywając czyn "ohydnym atakiem". Tuż po ataku, w niedzielne popołudnie zebrały się tłumy mieszkańców Mogadiszu, by zaprotestować przeciwko działaniom ekstremistów.

Bomba wybuchła na bardzo ruchliwym skrzyżowaniu w centrum somalijskiej stolicy. Zniszczeniu uległy okoliczne hotele, budynki administracji rządowej oraz restauracje. Już 111 ciał, które zostały zidentyfikowane, rodzina pochowała. Pozostałe 165 zostanie zapewne pochowane w zbiorowej mogile. Najwięcej osób zginęło na skutek zawalenia się hotelu Safari, spod gruzów którego wciąż wydobywane są ciała ofiar.

16.10.2017 Starcia w Kirkuk

Media masowe skupiają się na doniesieniach odnoszących się do zwalczania fundamentalistów islamskich, zrzeszonych w ISIS (tzw. jak Państwo Islamskie). Obszar kontrolowany przez tych właśnie ekstremistów z dnia nadzień radykalnie się zmniejsza. Nie zakończyły się jeszcze walki z bojownikami ISIS, a już mamy zapowiedź nowego frontu walk.

Jak donosi BBC, siły zbrojne rządu centralnego Iraku z siedzibą w Bagdadzie przejęły kontrolę nad ważnymi obszarami położonymi w pobliżu miasta Kirkuk, który położony jest na spornym obszarze z tzw. Kurdystanem. Teren ten był do tej pory formalnie częścią Iraku. Jakiś czas temu został zajęty przez Państwo Islamskie, a następnie odbity przez kurdyjskich bojowników dążących do utworzenia własnego państwa. Niedawno odbyło się w Kurdystanie referendum niepodległościowe, które zostało skrytykowane przez najważniejszych światowych graczy.

W specjalnym oświadczeniu, iracka armia poinformowała o zajęciu bazy wojskowej K1, pola ze złożami gazu i ropy naftowej, zwanego Baba Gurgur oraz biura spółek państwowych zajmujących się wydobyciem i eksportem wspomnianych złóż naturalnych. Peszmergowie, czyli kurdyjscy bojownicy, mieli z wspomnianego obszaru wycofać się bez walki, choć pojawiają się doniesienia o starciach na południu od miasta. Premier Iraku, Haider al-Abadi nie ukrywał od początku, że nie uznaje wyników referendum niepodległościowego obszarów będących pod kontrolą Kurdów, i domagał się jego unieważnienia.

Jak dodaje BBC, premier al-Abadi wprost stwierdził, że obecnie prowadzona operacja wojskowa ma za zadanie zajęcie Kirkuku. Cel jest oczywisty: zachować jedność kraju po przeprowadzonym nielegalnym referendum. Oprócz bazy wojskowej, biur firm, oraz pola Baba Gurgur ze złożami, opanowano kluczowe mosty, drogi i węzła komunikacyjne.

Rzecznik Peszmergów, gen. bryg. Bahzad Ahmed w wywiadzie dla Associated Press potwierdził, że doszło do walk, w wyniku których zniszczono co najmniej pięć samochodów terenowych Humvee należących do jednostek armii irackiej. Najcięższe walki miały toczyć się na południe od Kirkuku, gdzie zginąć miało wielu cywili. AFP potwierdziło śmierć dwóch osób w wyniku ostrzału artyleryjskiego.

15.10.2017 Historyczne wybory w Kirgistanie (?!)

Nie zakończyły się jeszcze wybory w Kirgistanie, a już w mediach określane są one mianem historycznych. Nie z powodu przemian wewnętrznych, czy zakończenia jakiegoś konfliktu. Tylko w związku z nieprzewidywalnością dotyczącą wyniku ostatecznego.

Dwóch kandydatów ma szansę na zwycięstwo w przeprowadzanych dziś wyborach prezydenckich. Obecnie głową państwa Republiki Kirgistanu jest Ałmazbek Atambajew, który kończy sześcioletnią kadencję. Reprezentuje on Socjaldemokratyczną Partię Kirgistanu, której kandydatem w dzisiejszych wyborach jest Sooronbai Jeenbekov – były premier państwa od kwietnia 2016 do sierpnia 2017 r.

Jego głównym kontrkandydatem jest partyjnie niezależny Omurbek Babanov, który również pełnił kilka lat temu urząd premiera państwa, a obecnie jest znanym biznesmenem.

Według większości komentatorów wybory powinny być wolne i sprawiedliwe, lecz zastanawiać muszą doniesienia o pewnych nieprawidłowościach i naruszeniach prawa wyborczego, które dopuszczali się kandydaci i ich komitety. Zwłaszcza było to widoczne w okresie kampanii przedwyborczej.


Źródło: Prezydent Kirgistanu Ałmazbek Atambajew,
http://iphronline.org/kyrgyzstan -challenges -facing -civil -society -20160606.html, [dostęp dn. 15.10.2017]; Photo by eurodialog / CC BY.

Kirgistan to państwo położone w Azji Centralnej powstałe w wyniku rozpadu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Na powierzchni liczącej blisko 200 tysięcy kilometrów kwadratowych mieszka ponad 6 milionów osób.

Obecnie wybierany jest piąty z kolei prezydent państwa. Co ciekawe, dwóch pierwszych zostało zmuszonych do ustąpienia w wyniku społecznych rewolucji: Askar Akajew w 2005 r. i Kurmanbek Bakijew w 2010 r. Trzecim prezydentem była Roza Otunbajewa, która pełniła urząd tymczasowo, w celu przeprowadzenia w spokoju procesu wyborczego.

Obecne wybory mają zakończyć się historycznym i pokojowym przekazaniem władzy, po raz pierwszy w historii kraju. Zgodnie z konstytucją, osoba wybrana na prezydenta pełni urząd przez jedną sześcioletnią kadencję.

Nie obyło się jednak bez pewnych niedociągnięć. Władze Kirgistanu oskarżały sąsiedni Kazachstan o próbę ingerencji i wpływania na sam proces wyborczy. Według prezydenta Atambajewa, Astana miała niezgodnie z prawem wspierać niezależnego kandydata i biznesmena Babanova. Relacje obu państw są obecnie chłodne, a Kazachstan w odpowiedzi na oskarżenia wzmocnił kontrolę na granicy.

13.10.2017 Kłopoty prezydenta Jacoba Zumy

Nad prezydentem Republiki Południowej Afryki RPA, Jacobem Zumą znów pojawiły się "czarne chmury". Sąd Najwyższy podtrzymał decyzję sądu niższej instancji o utrzymaniu setek zarzutów korupcyjnych wobec Zumy z czasów, gdy nie był jeszcze południowoafrykańską głową państwa.

W kwietniu 2009 r. prokuratura krajowa podjęła decyzję o uchyleniu zarzutów wobec Jacoba Zumy, co umożliwiło ubieganie się o najwyższy urząd państwie. Oskarżony wielokrotnie odrzucał wszystkie zarzuty. Ostatecznie w tym samym roku został obrany na prezydenta Republiki Południowej Afryki.

Sprawa o umorzenie oskarżeń korupcyjnych utknęła jednak na długie lata w sądzie. Ostatecznie w kwietniu 2016 r. zapadł wyrok o uchyleniu decyzji prokuratury. Co ciekawe, apelację złożyli sam Zuma, jak i organ odpowiadający za ściganie przestępców: National Prosecuting Authority (NPA).

Sędzia Lorimer Leach, który rozpatrywał apelację stwierdził, że postawa NPA jest "nieracjonalna". Organ ten został powołany w celu ścigania m. in. przestępstw o charakterze korupcyjnym. Sam Zuma jest podejrzany o branie udział w nielegalne działania, które dotyczą rządowych transakcji zbrojeniowych na koszt 2 miliardów euro (około 30 miliardów randów). Decyzja Sądu Najwyższego była jednomyślna. Już pojawiają się głosy, że Zuma może skorzystać z przysługujących mu możliwości i uchylić niekorzystny wyrok w oparciu o Trybunał Konstytucyjny.


Źródło: Prezydent Jacob Zuma,
http://politicsandpolicy.org/article/ parliamentary-responses- south-african- state-nation- address-debate- or-debasement, [dostęp dn. 13.10.2017]; Photo from Creative Commons By Matt Guerrieri, Global Paradigm Fellow in South Africa.

13.10.2017 Ostrzejszy ton amerykańskiego prezydenta wobec Iranu

Jak podaje agencja Reutera, amerykański prezydent Donald Trump przedstawi właśnie dziś nową strategię wobec Islamskiej Republiki Iranu. Jej celem ma być wzmocnienie wadliwej – zdaniem przywódcy USA – umowy ograniczającej irański program rozwoju broni jądrowej oraz znaczne osłabienie wpływów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, poprzez odcięcie możliwości finansowania przez niego różnych organizacji na Bliskim Wschodzie.

Najważniejsze elementy nowej strategii mają zostać przedstawione podczas specjalnego wystąpienia Donalda Trumpa w Białym Domu. Jak sam prezydent stwierdził niedawno: "Nadszedł czas, by świat przyłączył się do nas, żądając od Iranu skończenia z dążeniem do śmierci i zniszczenia".

Według wstępnych doniesień, amerykański przywódca ma dać wyraźnie do zrozumienia, że nie uznaje by Iran respektował zapisy międzynarodowego porozumienia o ograniczeniu programu rozwoju broni jądrowej wynegocjowanego w 2015 r., za administracji Baracka Obamy.

Według agencji Reutera, nowa strategia ma obejmować renegocjowanie porozumienia w ten sposób, by utrudnić rozwój broni jądrowej, działania zmierzające do objęcia obostrzeniami irańskiego programu badań nad rakietami balistycznymi oraz ograniczenie wpływów w regionie, które rzekomo do tej pory destabilizowały sytuację na Bliskim Wschodzie.

Iran do tej pory zaprzeczał, by jej program jądrowy miał charakter ofensywny. Podkreślał, że intencją nie jest zdobycie broni masowego rażenia.

Ogłoszenie przed administrację D. Trumpa nowego planu dla Iranu, skutkowało przychylnymi głosami ze strony republikańskich senatorów. Dwaj z nich: Bob Corker i Tom Cotton, zaproponowali zmiany w umowie jądrowej z Iranem. Chodzi głównie o takie ograniczenie programu, by w przypadku zdobycia przez Teheran możliwości wybudowania broni jądrowej w okresie krótszym niż jeden rok, nakładane były automatycznie sankcje.

12.10.2017 USA i Izrael wycofują się z UNESCO

Jak podaje agencja Reutera, Stany Zjednoczone oraz Izrael podjęły decyzję o opuszczeniu Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Oświaty, Nauki i Kultury UNESCO. Powodem tego mają być rzekome uprzedzenia i negatywne nastawienie wyrażane przez władze wyspecjalizowanej organizacji ONZ wobec państwa izraelskiego.

Decyzja USA i Izraela została podjęta po tym, jak Waszyngton oskarżył UNESCO o jawne i niczym nie skrępowane antyizraelskie nastawienie. Ten fakt to spory cios dla agencji ONZ, która ma olbrzymi wpływ w ratowanie kulturowego dziedzictwa ludzkości. Stany Zjednoczone do 2011 r. gwarantowały ponad 20% budżetu wspomnianej organizacji Narodów Zjednoczonych.

Rzeczniczka amerykańskiego departamentu stanu, Heather Nauert w specjalnym oświadczeniu stwierdziła, że: "Ta decyzja nie została podjęta w sposób łatwy i odzwierciedla obawy Stanów Zjednoczonych odnośnie zaległych płatności w UNESCO, koniecznością fundamentalnej reformy organizacji oraz kontynuowaniem antyizraelskich uprzedzeń". Kilka godzin po amerykańskim oświadczeniu, podobną decyzję podjął Izrael ustami premiera kraju, Benjamina Netanyahu. Nazwał on decyzję USA mianem "odważnej i moralnej". Dyrektor generalna wyspecjalizowanej organizacji ONZ, Irina Bokova wyraziła jedynie rozczarowanie i podkreśliła stratę dla "multilateralizmu".

Stany Zjednoczone wstrzymały finansowanie UNESCO w 2011 r., kiedy to przyznano status pełnoprawnego członka Autonomii Palestyñskiej. Na 194 członków, tylko 14 było przeciwko przyjęciu Palestyńczyków w poczet członków. Roczne składki rzędu 80 milionów dolarów amerykańskich to poważna strata. Obecnie dług USA wobec organizacji to ponad 500 milionów.

Problem Palestyny od lat jest zarzewiem konfliktu na Bliskim Wschodzie. Izrael od pewnego czasu oskarżał UNESCO o rzekome podsycanie tegoż sporu, zwłaszcza po przyznaniu niedawno kilku zabytkom będących w posiadaniu Palestyńczyków statusu światowego dziedzictwa UNESCO. Były one położone niedaleko żydowskich grobowców patriarchów, co zostało przez Izrael uznane za przejaw antysemityzmu.

11.10.2017 Niestabilnie na półwyspie koreańskim

W związku z dość nieodpowiedzialną polityką Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej (Korea Północna), polegającą na testach broni jądrowej oraz rakiet średniego i dalekiego zasięgu, Stany Zjednoczone oraz Republika Korei (Korea Południowa) podjęły decyzję o wspólnym zorganizowaniu kolejnych ćwiczeń wojskowych.

Media masowe zanotowały jeden fakt z tego wydarzenia. Wspólny przelot samolotów wojskowych obu państw biorących udział w ćwiczeniach. Dwa amerykańskie bombowce bojowe B-1B oraz dwa południowokoreańskie myśliwce F-15K przeprowadziły serię ataków pozorowanych z użyciem rakiem powietrze-ziemia na wodach należących do Korei Południowej.

Większość komentatorów podkreśla, że te działania tylko podwyższą napięcie jakie istnieje na półwyspie koreańskim. Tylko w ostatnim miesiącu Pjongjang wystrzelił dwie rakiety, które przeleciały nad terytorium Japonii – sojusznika USA – oraz szósty z kolei test broni jądrowej, masowego rażenia.

Jak podaje BBC, samoloty wystartowały z terenu amerykańskiej bazy położonej na wyspie Guam, skąd poleciały w kierunku półwyspu koreańskiego. Przeleciały nad terytorium Korei Południowej i wystrzeliły rakiety w kierunku celów ćwiczebnych umiejscowionych na Morzach Żółtym i Wschodniochińskim. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Republika Korei, nie ukrywają, że ich celem jest wzmożenie presji na Pjongjang.

W ostatnich tygodniach relacje USA z Koreą Północną są bardzo napięte. Amerykański przywódca Donald Trump niedawno odniósł się do działań Kim Dzong Una, określając je jako "samobójcze". W odpowiedzi, północnokoreański lider stwierdził, że uczyni wszystko, by "oswoić umysłowo obłąkanego amerykańskiego ramola".

11.10.2017 Węgiersko-ukraiński konflikt językowy

Narasta dyplomatyczny konflikt między Ukrainą a Węgrami. Sprawa dotyczy nowego prawa ukraińskiego, które ogranicza możliwość nauczania w szkołach języków mniejszości etnicznych i narodowych. Nowe przepisy dotkną sporą liczbę Węgrów mieszkających na Zakarpaciu.

Minister spraw zagranicznych Węgier, Peter Szijjarto już zapowiedział, że w tej konfliktogennej kwestii odwoła się do instytucji Unii Europejskiej. Sprawa jest na tyle poważna, że Węgier nie zawaha się poruszyć kwestii podpisanej umowy stowarzyszeniowej i przeglądu zapisów tam zawartych.

Na Zakarpaciu, geograficznym obszarze zwanym też Ukrainą Zakarpacką lub Rusią Węgierską, mieszkać może nawet 150 tysięcy osób przyznających się do węgierskich korzeni. Nowa, krytykowana przez Budapeszt, ustawa wprowadza obowiązkowy język ukraiński na poziomie szkół średnich, natomiast w szkołach podstawowych nie zmienia się nic. Ostre słowa Szijjarto padły po spotkaniu z lokalną społecznością. Rząd Węgier przeznacza spore fundusze na węgierskie szkoły położone na Zakarpaciu. Jego zdaniem nowe prawo ma naruszać zapisy Umowy o Stowarzyszeniu UE-Ukraina.

Krytyczne wobec nowej ustawy są również rządy Polski, Rosji i Białorusi. Zwłaszcza Moskwa, która nie uznaje reżimu w Kijowie, mocno oprotestowała nowe przepisy. Ukraińscy przywódcy natomiast uważają, że nie doszło do złamania powszechnie obowiązujących standardów i o opinię wystąpili do Rady Europy.

10.10.2017 Rosja oskarża Stany Zjednoczone o celowe spowalnianie działań przeciwko fundamentalistom islamskim

Jak podaje agencja Reutera, ministerstwo obrony Federacji Rosyjskiej oskarżyło Stany Zjednoczone o celową redukcję ataków lotniczych przeciwko islamskim fundamentalistom. Ma mieć to związek z wspólnie prowadzoną operacją mającą na celu odbicie z rąk religijnych ekstremistów prowincji Dajr az-Zaur w Syrii. W skład sił biorących udział w tej akcji oprócz wojsk reżimu syryjskiego Bashara al-Assada, wchodzą jednostki rosyjskie.

Rzecznik ministerstwa obrony Rosji, gen. Igor Konashenkov stwierdził w wywiadzie, że z jakiegoś powodu Stany Zjednoczone tylko wdają walkę z Państwem Islamskim. W kontekście wspólnej operacji syryjsko-rosyjskiej mającej na celu zajęcie prowincji Dajr az-Zaur mają być rzekome ograniczone działania na terytorium Iraku. To zaś miało dać możliwość bojownikom Państwa Islamskiego na przegrupowanie i okopanie się na wschodnim brzegu rzeki Eufrat.

Gen. Konashenkov głośno zastanawiał się, czy za decyzją Pentagonu nie stoi chęć zajęcia tego obszaru przez rebeliantów wspieranych przez amerykańską koalicję, kosztem reżimu w Damaszku. Z innej strony zadaje pytanie, czy przypadkiem USA nie chcą zmusić fundamentalistów islamskich do wyjścia z Iraku i zniszczenia ich przy użyciu tyko lotnictwa rosyjskiego. Jako przykład podaje miasto al-Mayadin, które omal nie zostałoby zajęte przez syryjskie siły zbrojne, gdyby nie napływ bojowników z sąsiedniego państwa irackiego.


Źródło: Zniszczone miasto Azas w Syrii,
https://cas.uab.edu/humanrights/ 2017/04/07/ failed-syria-response- chemical-attack- yrian-civilians/,
[dostęp dn. 10.10.2017]; Creative Commons, Christiaan Triebert.

09.10.2017 Liberia przed wyborami

Na dzień 10 października 2017 r. zaplanowane zostały wybory powszechne w Republice Liberii. Obywatele w głosowaniu powszechnym wybiorą nowego prezydenta oraz deputowanych do niższej izby parlamentu: Izby Deputowanych. Być może będą to pierwsze od 73 lat wybory, które pozwolą na pokojowe przekazanie władzy.

Po okresie destabilizacji i wojny, w październiku 2005 r. nową głową państwa została powszechnie lubiana i szanowana Ellen Johnson Sirleaf, licząca obecnie 78 lat. Objęła ona urząd w styczniu 2006 r., a za postawę i działania na rzecz odbudowy kraju i pokoju, została uhonorowana pokojową nagrodą Nobla pięć lat później. W 2011 r. powtórzyła sukces wyborczy i ponownie została obrana na prezydenta Liberii.

W Liberii prezydenta wybiera się w dwóch turach wyborczych. Do pierwszej swoje kandydatury zgłosiło aż 20 osób. W przypadku nie uzyskania wymaganej większości, dwóch kandydatów z najlepszymi wynikami spotka się w drugiej rundzie. Sama kampania wyborcza, jak określa ją agencja Reutera, była "hałaśliwa i kłótliwa". Jednak nie doszło do żadnych aktów przemocy. Stąd powszechna nadzieja na tranzycję bez zbędnego rozlewu krwi.


Źródło: Pani Prezydent Liberii Ellen Johnson Sirleaf, zdjęcie z 2013 r.,
http://blogs.lse.ac.uk/ africaatlse/2017/09/06/ is-liberias-sirleaf-really- standing-up-for-women/,
[dostęp dn. 09.10.2017]; Photo Credit: Africa Progress Panel via Flickr CC BY 2.0.

Wkład E. J. Sirleaf w odbudowę kraju po wojnie domowej – która zakończyła się w 2003 r. – jest olbrzymi. Od czasu objęcia przez nią urzędu, gospodarka kraju zwiększyła wszystkie wskaźniki czterokrotnie. Przyjmuje się, że za "czarne dni" nad Liberią odpowiada były prezydent tego kraju, Charles Taylor, który odsiaduje karę dożywotniego pozbawienia wolności za zbrodnie przeciwko ludzkości, w więzieniu w Wielkiej Brytanii. Był to pierwszy w historii przypadek skazania przez międzynarodowy trybunał przywódcy państwa od czasu sławetnych wyroków norymberskich.

Zdaniem komentatorów obywatele mają jednak nadzieję, że zmiana na szczytach władzy przyniesie poprawę ich losu. Liberia pozostaje najbiedniejszym państwem świata, przez który niedawno przetoczyła się epidemia Eboli.

Obecnie za najpoważniejszych kandydatów, mających duże szanse na drugą turę, uznaje się wiceprezydenta Josepha Nyuma Boakai'a z Unity Party i aktywnego polityka, byłego piłkarza Georgea Weaha z Congress for Democratic Change.

07.10.2017 Prezydent Robert Mugabe żyje, lecz walka o sukcesję trwa

Prezydent Republiki Zimbabwe, Robert Gabriel Mugabe, który obecnie ma 93 lata, rządzi państwem twardą ręką od początku niepodległego bytu w 1980 r. Ta dawna brytyjska kolonia o nazwie Rodezja Południowa, po latach perturbacji uzyskała niezależny byt, zaś jej pierwszym premierem był wspomniany R. Mugabe (po kilku latach został prezydentem). Kraj nazywany "spichlerzem Afryki" obecnie sam cierpi na niedobory żywności i innych podstawowych materiałów pierwszej potrzeby.

Prezydent R. Mugabe ma jednak za sobą wspólnotę etniczną o nazwie Shona, która liczy około 65% obywateli Zimbabwe. Tym samym, bez względu na podjęte działania, każde wybory przywódca państwa, jak również jego polityczne zaplecze o nazwie: Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe – Front Patriotyczny ZANU-PF, wygrywają bez większych problemów.

Ostatnie informacje o problemach zdrowotnych wiekowego przywódcy Zimbabwe skutkowały doniesieniami o rosnących rysach w samym ZANU-PF. Jak podaje BBC, pierwsza dama Grace Mugabe oskarżyła zwolenników wiceprezydenta Emmersona Mnangagwy o to, że mieli grozić przeciwnikom jego sukcesji utratą życia.

Obecnie, według większości komentatorów, ZANU-PF przeżywa najpoważniejszy kryzys w swojej historii, która może skutkować rozpadem samej formacji politycznej.


Źródło: Pierwsza dama Zimbabwe Grace Mugabe,
http://www.khmertimeskh.com/ 5082487/ mugabe-denies-model-assault/,
[dostęp dn. 07.10.2017]; A file photo shows Grace Mugabe. Wiki Commons CC BY-SA.

Nie są to jednak informacje potwierdzone. Faktem jednak jest, że zarówno Grace Mugabe, jak i Emmerson Mnangagwa, walczą o to, by w przypadku śmierci wiekowego prezydenta być naturalnym następcą. Żelazny elektorat w postaci Shona to gwarant wyborczego sukcesu każdego z pretendentów sukcesji po Mugabe.

Wyraźny podział w ramach rządzącej partii jest widoczny od sierpnia, kiedy to wiceprezydent poinformował o próbie otrucia go. Sojusznicy Emmersona Mnangagwy natychmiast oskarżyli rywali wiceprezydenta z ZANU-PF o zamach, choć sam E. Mnangagwa odstąpił krótko później od publicznego roztrząsania tej kwestii. W Zimbabwe każde działania zmierzające do rozbicia wewnętrznego partii są źle odbierane. Wiceprezydent E. Mnangagwa wtedy ogłosił, że jest wierny prezydentowi Mugabe.

Ciekawie brzmią okoliczności rzekomego otrucia wiceprezydenta. Zdaniem jego zwolenników miał on spożyć lody z firmy, która należy do pierwszej damy. W nich miała znajdować się trucizna. Gdy wiceprezydent źle się poczuł, został natychmiast przewieziony na leczenie do Republiki Południowej Afryki RPA. Grace Mugabe odrzuciła wszystkie oskarżenia.

Ostatnio inny wiceprezydent Zimbabwe, Phelekezela Mphoko oskarżył E. Mnangagwę o "destabilizację" kraju. Dodał, że to nie trucizna, lecz "nieświeże jedzenie" było powodem złego samopoczucia w sierpniu. Wydawać się może, że pozycja Grace Mugabe rośnie. Należy pamiętać, że za ostatnie 40 lat zwycięstw Roberta Mugabe stał właśnie wiceprezydent E. Mnangagwa. Tym samym w Zimbabwe nikt nie ma takiej pozycji, by mógł czuć się niezagrożonym.

07.10.2017 Wiec poparcia dla hiszpańskiej jedności w Madrycie

Nie ucichły jeszcze kontrowersje w związku z nieuznawanym referendum niepodległościowym w Katalonii, a władze centralne przechodzą do politycznej i propagandowej kontrofensywy. W stolicy Hiszpanii, Madrycie, dziesiątki tysięcy obywateli wzięło udział w demonstracji na rzecz jedności państwa.

Również w katalońskiej Barcelonie mieszkańcy wyszli na ulice. Większość protestujących przywdziała białe stroje i wymachiwał transparentami z takimi hasłami jak: "Hiszpania jest lepsza niż jej przywódcy", czy "Porozmawiajmy".

Obecne polityczne perturbacje już skutkują pogarszającą się sytuacją gospodarczą w samej Katalonii. Wiele firm przeniosło swoje siedziby do bardziej stabilnych części Hiszpanii. Jak podaje BBC, Fundacja Caixa kontrolująca największy bank w kraju zadecydowała o przeniesieniu siedziby głównej do Palma de Mallorca na Balearach.

Dzisiejsze protesty zapewne są ściśle związane z zaplanowaną na wtorek, 10 października 2017 r., przemową lidera Katalończyków i zwolennika secesji, Carlesa Puigdemonta. Pojawiają się głosy, że w swojej przemowie może zawrzeć znamienne słowa o ogłoszeniu niepodległości Katalonii.

Pomimo pewnych nieprawidłowości i ostrej akcji policji, która podczas zajmowania lokali wyborczych i przejmowania urn z głosami raniła ponad 900 osób, ponad 43% Katalończyków wzięło udział w nieuznawanym przez rząd centralny referendum niepodległościowym. Około 90% osób biorących udział w głosowaniu opowiedziało się za secesją.


Źródło: Nieformalna flaga niepodległej Katalonii,
http://www.kalb.com/content/ news/Catalonias-disputed- independence-referendum-and-Spains- response--449271083.html,
[dostęp dn. 07.10.2017]; Photo: Andrew Moore / CC BY-SA 2.0 / Day Donaldson / CC BY 2.0 / MGN.

Przedstawiciel hiszpańskiego rządu centralnego w Katalonii, Enric Millo wczoraj oficjalnie przeprosił za brutalność jaką wykazali się funkcjonariusze. Słowa te wypowiedział wśród rannych w trakcie referendum. Jednocześnie podważył oficjalnie podawaną w mediach liczbę rannych, a za okoliczności wydarzeń oskarżył katalońskich liderów nawołujących do secesji oraz rozpisujących nielegalne głosowanie. Rannych zostało zdaniem E. Millo również 33 policjantów.

Rzecznik prasowy rządu hiszpańskiego, Iñigo Méndez de Vigo również przeprosił za działania policji. Dodał, że uzdrowieniem sytuacji może być rozpisanie nowych wyborów samorządowych w Katalonii.

Politycznie sytuacja w Katalonii jest napięta. Przemowa Carlesa Puigdemonta przed katalońskim parlamentem została zaplanowana na najbliższy wtorek o godzinie 18:00 czasu miejscowego. Wcześniej jednak hiszpański Trybunał Konstytucyjny zawiesił sesję parlamentu, która miała zacząć się w poniedziałek, w związku z podejrzeniem ogłoszenia jednostronnej deklaracji niepodległości. Kryzysu końca nie widać.

04.10.2017 Coraz bliższe relacje turecko-irańskie

Jak donosi agencja Reutera, dzisiejsze spotkanie przywódców Turcji i Iranu wyraźnie wskazuje na zbliżenie tych dwóch państw. Zwłaszcza w kontekście problemu Kurdów walczących o uzyskanie prawa do posiadania własnego państwa. Według wielu komentatorów, kurdyjskie działania mogą otworzyć nowy front walk w tej części świata.

Najwyższy Przywódca Islamskiej Republiki Iranu, Ajatollah Ali Chamenei odbył dziś spotkanie z prezydentem Turcji, Tayyipem Erdoganem. Obaj liderzy mieli okazję do rozmowy w irańskiej stolicy, Teheranie. Jednym z głównych poruszanych tematów było niedawno przeprowadzone referendum niepodległościowe w irackich regionach kontrolowanych przez społeczność kurdyjską.

Relacje turecko-irańskie były tradycyjnie chłodne, głównie ze względów religijnych choć również chodziło o kwestie geopolityczne. O ile Turcję zamieszkują głównie sunnici, o tyle Iran szyici. To skutkowało nienajlepszymi stosunkami. Co ważne, Turcja jest jednym z ważniejszych graczy w ramach Paktu Północnoatlantyckiego NATO.

Sytuacja w relacjach irańsko-tureckich zmieniła się wraz ze wzrostem niepodległościowych tendencji wśród Kurdów. U obu przywódców narasta obawa, że akt secesyjny dokonany przez mniejszość kurdyjską w Iraku, może doprowadzić do podobnych działań wśród tejże diaspory w Turcji i Iranie

Jak stwierdził sam Ajatollah Ali Chamenei: "Turcja i Iran muszą poczynić niezbędne działania przeciwko niedawno przeprowadzanemu głosowaniu... Bagdad natomiast powinien przedsięwziąć odpowiednie środki... trzeba podjąć poważne i szybkie decyzje (…) głosowanie za secesją przez irackich Kurdów to akt zdrady wobec całego regionu i zagrożenie dla jego przyszłości".

Na chwilę obecną, zarówno Turcja, jak i Iran, wyraziły skłonność przystąpienia do irackiego projektu sankcji wobec regionów opanowanych przez zwolenników utworzenia Kurdystanu. Ostatnio miały miejsce wspólne ćwiczenia wojskowe iracko-turecko-irańskie. Wcześniej turecki przywódca Erdogan oraz prezydent Iraku, Hassan Rouhani wydali wspólną deklarację o wspólnych działaniach przeciwko kurdyjskiemu separatyzmowi. Zarówno w Iraku, jak i w Syrii.

02.10.2017 Kamerun w obliczu rozpadu

Jak donosi BBC, co najmniej osiem osób zginęło w wyniku protestów w Kamerunie. Żołnierze mieli otworzyć ogień z broni palnej w kierunku demonstrantów, którzy wznosili niepodległościowe hasła w anglojęzycznej części państwa. Podziały wewnętrzne sięgają czasów kolonialnych, gdy państwa europejskie dzieliły między sobą Afrykę bez zwracania uwagi na jakiekolwiek podziały etniczne na kontynencie.

Protesty został zorganizowane w 56 rocznicę włączenia anglojęzycznych regionów do państwa kameruńskiego. Burmistrz miasta Kumbo powiedział dziennikarzom, że pięć spośród zastrzelonych osób to więźniowie, którzy próbowali ucieczki po tym, jak wybuchł pożar. W tym właśnie więzieniu przebywa wciąż wiele osób zatrzymanych po zeszłorocznych protestach w tym regionie.

Kamerun został na początku wyścigu o afrykańskie kolonie, skolonizowany przez Niemców, lecz w późniejszym okresie obszar ten podzielili między sobą Francuzi i Brytyjczycy. W konsekwencji, kiedy Kamerun jednoczył się w 1961 r. w skład państwa wchodziła część anglojęzyczna i francuskojęzyczna. Od samego początku istnienia niepodległego kraju, obywatele używający angielskiego języka oskarżali współobywateli francuskojęzycznych o dyskryminację (źródło: BBC).

Jak zaznaczył burmistrz Kumbo, gdzie odbyły się najintensywniejsze manifestacje, Donatus Njong Fonyuy, w różnych częściach miasta rozwieszono secesjonistyczne flagi. Protestujący mieli domagać się podziału kraju i uznania niepodległości ich części.

W mieście Douala doszło zaś do kontrmanifestacji. Demonstranci ogłosili poparcie dla rządu centralnego oraz sprzeciw wobec jakimkolwiek podziałom. Władze obawiając się rozrostowi ideom secesjonistycznym, jakiś czas temu zakazały publicznych zebrań i ograniczyły możliwość podróżowania w części anglojęzycznej Kamerunu. Większość komentatorów podkreśla, że początkowo demonstranci żądali tylko uszanowania językowej niezależności, a obecnie secesji. Tym samym sytuację należy uznać za rozwojową.

02.10.2017 Przemoc i katalońskie referendum niepodległościowe

W dniu wczorajszym, 1 października 2017 r. odbyło się referendum niepodległościowe w Katalonii - hiszpańskiego regionu autonomicznym. Największym przeciwnikiem rozpisania głosowania był rząd centralny z siedzibą w Madrycie. Bez względu na wynik głosowania, światowa opinia publiczna z wczorajszego dnia zapamięta jedno: przemoc, niespotykaną w kraju demokratycznym i milczenie Unii Europejskiej.

Zdaniem lidera ruchów secesjonistycznych w Katalonii, Carlesa Puigdemonta, Katalończycy w wyniku referendum zyskali pełne prawo do samodzielności i samowładności. Jak podkreślił, nawet kontrowersyjność przeprowadzonego referendum nie daje nikomu prawo do stosowania przemocy, jako środka zaradczego na tendencje secesjonistyczne. Jego zdaniem, przy frekwencji wynoszącej ponad 42% i poparciu przez większość głosujących niezależności Katalonii, drzwi do jednostronnej deklaracji niepodległości pozostają otwarte. Jak Puigdemont stwierdził: "W tych dniach nadziei i cierpienia Katalończycy wygrali prawo do niezależnego państwa w formie republikańskiej".

Od samego początku hiszpański rząd podkreślał, że nie uzna wyników referendum, a w przypadku uporu lokalnych władz i organizacji, możliwe jest zawieszenie samej autonomii katalońskiej. Referendum odbyło się, pomimo negatywnej opinii samego Trybunału Konstytucyjnego Hiszpanii.


Źródło: Mapa Hiszpanii i Katalonii,
http://www.polgeonow.com /2017/09/what-is-catalonia -independence-vote.html, [dostęp dn. 02.01.2017]; Map by Evan Centanni, based on this map by Mutxamel. License: CC BY-SA.

Światowa opinia publiczna z dnia wczorajszego zapamięta jednak bezpardonowy przykład przemocy ze strony służb bezpieczeństwa. Według BBC, nawet 900 osób mogło zostać rannych podczas przepychanek. Służby bezpieczeństwa wkraczały do lokali wyborczych i przejmowały druki, które miały być użyte do oddania głosu w kontrowersyjnym referendum.

Hiszpański premier Mariano Rajoy stwierdził, że Katalończycy zostali "nabrani" i tylko dlatego wzięli udział w referendum. Inaczej frekwencja byłaby zdecydowanie niższa. Do urn poszło 2,2 miliona mieszkańców Katalonii, z 5,3 miliona uprawnionych. Około 90% głosujących opowiedziało się za niepodległością – według katalońskich władz 750 tysięcy głosów zostało przejętych przez służby centralne i nie ma sposobności ich przeliczenia.



2017

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2016

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU




facebook