SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ






BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA
STYCZEŃ 2018

30.01.2018 Bitwa o Aden

Sytuacja w ogarniętym wojną domową Jemenie staje się coraz bardziej dramatyczna. Konflikt ten kosztuje życie wielu cywili, którzy cierpią próbując przeżyć. Już od kilku dni trwa zażarta bitwa o Aden, czyli obecną stolicę państwa. Jak podaje AFP, sukcesy mogą ogłosić tylko separatyści z południa.

Według francuskiej agencji prasowej, prawie wszystkie dzielnice zostały zaatakowane. Dzisiaj natomiast rozpoczęło się oblężenie pałacu prezydenckiego położonego na obrzeżach miasta. Już wczoraj wieczorem, część członków rządu uciekło z miasta do strefy kontrolowanej przez międzynarodową koalicję kierowaną przez Arabię Saudyjską. Saudyjczycy mocno wspierają właśnie rząd centralny. Dziś rano mieli jednak wrócić, po uzyskaniu zapewnienia przez koalicję, że sytuacja jest w sposób wystarczający opanowana.

Znana organizacja charytatywna o charakterze globalnym "Save the Children" poinformowała, że została zmuszona do zaniechania działań. W pobliżu miejsc, gdzie ratowano cywilom życie dochodziło do regularnych potyczek. Zdaniem Czerwonego Krzyża tylko w ciągu ostatnich trzech dni zginęło 36 osób, a liczbę rannych trudno oszacować.


Źródło: Jedno z jemeńskich miast, https://towardfreedom.com/archives/middle-east/in-the-shadow-of-the-arab-spring-yemens-war-continues-with-western-complicity/, [dostęp dn. 30.01.2018]; CC BY-NC-ND/ICRC/W. Al-Absi.

Jak podaje AFP, Saudyjczycy w tej nowej sytuacji szukają porozumienia z częścią rebeliantów na południu Jemenu, dla których rozwiązanie z własnym samorządem w ramach państwa jemeńskiego, może okazać się wystraczające. Kontrolują oni obecnie siedem z ośmiu dzielnic w Adenie. Rijad pośredniczy obecnie w rozmowach z tymi separatystami a rządem centralnym po to, by wzmocnić później militarną presję na rebeliantów z ruchu Huti, którzy mają wsparcie ze strony Iranu.

Sytuacja w samym Adenie dla rządu centralnego jest obecnie trudna. Lojaliści wobec prezydenta Abedrabbo Mansoura Hadi'ego kontrolują tylko dzielnicę Dar Saad, i to nie całą. Pozostali członkowie rządu z premierem Ahmedem bin Dagherem natomiast, znajdują się obecnie w oblężonym pałacu prezydenckim. Sam prezydent przebywa w saudyjskim Rijadzie.

Kiedy separatyści z ruchu Huti rozpoczęli rebelię w 2014 r., szybko posunęli się z północy na południe i zajęli dotychczasową stolicę Sanę. Wtedy to rząd centralny przeniósł się do Adenu, gdzie sprzymierzył się z separatystami z południa zrzeszonymi w Tymczasowej Radzie Południowej STC, którzy nie mieli tak dalekich planów jak Huti. Kiedy jednak doszło do rządowych przetasowań, sytuacja wymknęła się spod kontroli i w niedzielę wybuchły walki, które skutkowały utratą Adenu przez jemeńskie władze.

29.01.2018 Problemy z porozumieniem pokojowym w Kolumbii

Do niespodziewanych wydarzeń doszło w ciągu ostatniego weekendu w Kolumbii. W wyniku trzech zamachów na funkcjonariuszy bezpieczeństwa, zginąć miało 7 policjantów, a 47 kolejnych osób raniono. Rząd oskarżył o to skrajnie lewicową partyzantkę o nazwie Armia Wyzwolenia Narodowego ELN. Skutkiem tego zawieszono rozmowy pokojowe z organizacją.

Do ataków doszło w północnej części kraju. Zdaniem władz za wszystkimi atakami mieli stać właśnie partyzanci ze wspomnianej organizacji. Za faktem, że wszystkie zamachy były autorstwem jednej grupy stoi wspólny cel, czyli funkcjonariusze służb bezpieczeństwa. ELN przyznała się tylko do największego z ataków, lecz odrzucił oskarżenia o zorganizowanie pozostałych dwóch.

Prezydent Kolumbii, Juan Manuel Santos już zaznaczył, że rozmowy pokojowe zostały zawieszone, gdyż istnieje jego zdaniem "brak spójności między słowami i czynami Armii Wyzwolenia Narodowego".

ELN jest uważaną za drugą co do wielkości i wpływów organizację partyzancką, z którą od wielu lat zmaga się rząd centralny w Kolumbii. Za największą uważa się lewicową grupę o nazwie: Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii – Armia Ludowa FARC-EP, która zawarła z kolumbijską władzą porozumienie. Obecnie działacze funkcjonują w ramach zalegalizowanej partii politycznej: Rewolucyjna Alternatywna Siła Ludowa FARC.

Za rozmowy pokojowe, które trwały cztery lata i odbywały się w Hawanie, prezydent Jose Manuel Santos otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla w 2016 r.


Źródło: Partyzanci ELN,
https://www.thedialogue.org/ blogs/ 2017/ 02/ political- challenges- threaten- eln- peace- talks/, [dostęp dn. 29.01.2018]; Silvia Andrea Moreno / Flickr / CC BY-ND 2.0.

28.01.2018 Wybory prezydenckie w Finlandii

Dziś odbyły się w Finlandii wybory prezydenckie. Właśnie zakończona kampania przedwyborcza była wyjątkowa, gdyż pod hasłem równowagi w relacjach zagranicznych. Helsinki usiłują zachować równy dystans między potężnym, acz groźnym sąsiadem Rosją, a Paktem Północnoatlantyckim NATO, na czele ze Stanami Zjednoczonymi USA.

Według informacji podanych przez fińskie ministerstwo sprawiedliwości, wybory zostały rozstrzygnięte już w pierwszej rundzie. Zwyciężył ubiegający się o reelekcję obecny prezydent, Sauli Niinisto, który jest formalnie bezpartyjny.

Zwycięzca uzyskał olbrzymią przewagę nad innymi kandydatami. Prezydent Niinisto uzyskał blisko 63% ważnie oddanych głosów, zaś główny kontrkandydat Pekka Haavisto z Ligi Zielonych tylko nieco ponad 12%.

Obecna głowa państwa po ogłoszeniu wyników wyraziła zaskoczenie. Stwierdził, że musi mocno się zastanowić jak sprostać tak dużemu wsparciu. Formalnie za sprawy zagraniczne odpowiada prezydent, lecz w praktyce jego rola jest mocno ograniczona do funkcji ceremonialnych oraz jako potężny głos doradczy dla rządu.

Znawcy Finlandii podkreślają, że od 1994 r., czyli od wprowadzeniu modelu bezpośrednich wyborów prezydenckich, jeszcze żaden kandydat nie uzyskał wystarczającego poparcia pozwalającego na zwycięstwo w pierwszej turze.

Obecny prezydent uznawany jest wielkiego zwolennika pogłębiania współpracy w ramach Unii Europejskiej. Dla reszty kontynentu było to o tyle ważne, że startowało dwóch innych kandydatów, którzy wyrażali skrajnie antyunijne poglądy: Laura Huhtasaari z Partii Finów oraz Paavo Vayrynen nie posiadający zaplecza partyjnego. Żaden z nich nie uzyskał większego wsparcia niż 7%. Frekwencja wyniosła blisko 70%.


Źródło: Prezydent Sauli Niinisto,
https://commons.wikimedia.org/ wiki/ File: Sauli_ Niinist %C3 %B6 _(cropped).jpg, [dostęp dn. 29.01.2018]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license.

28.01.2018 Protesty opozycji w Rosji

Jak donosi agencja Reutera, doszło dziś do szamotaniny między policją a liderem opozycji Alexei'em Navalnym, podczas protestu przeciwko władzy prezydenta Władimira Putina. Zdaniem działaczy opozycyjnych marcowe wybory prezydenckie zostaną w całości ustawione, a w związku z tym jedyną możliwą reakcją jest bojkot. Alexei Navalny pojawił się na wiecu, by wspierać protestujących i wtedy doszło do szamotaniny.

Według większości komentatorów, ewentualne starcie wyborcze Putina z Navalnym skończyłoby się olbrzymim triumfem obecnego prezydenta, lecz dla Kremla umiejętności wpływania na tłum przez opozycjonistę są dużym problemem. Wszelkie działania, jak i próby wpływania na młodych wyborców za pośrednictwem mediów społecznościowych, są tłumione.

Nie ma pełnych danych, ilu demonstrantów zgromadziło się na wiecach w całym kraju. W Moskwie mogło to być od kilkuset do półtora tysiąca osób. Podkreśla się, że liczba ta jest mniejsza niż poprzednie akcje. Protesty miały też miejsce w Petersburgu, Jekaterynburgu i kilku innych dużych ośrodkach miejskich.

Kiedy wśród protestujących pojawił się Navalny, niemal natychmiast został otoczony przez funkcjonariuszy w hełmach, powalony i przewieziony na posterunek, gdzie po kilku godzinach został zwolniony bez jakichkolwiek zarzutów. Za naruszenie przepisów o demonstracjach grozi 30 dni pozbawienia wolności.

Według niezależnej organizacji OVD-Info, która monituje przypadki stosowania środków aresztowania wobec czynów politycznych, w wyniku dzisiejszych protestów zatrzymano 257 osób.

26.01.2018 Prezydent Donald Trump w Davos

Na takich spotkaniach liderów państw, jak Światowe Forum Ekonomiczne w Davos, oczy wszystkich skupiają się na przywódców tych krajów, które mają status hegemona. Taką postacią jest niewątpliwie Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych. Nic więc dziwnego, że światowe media przykładają wielką wagę do słów, które padają.

Podczas dzisiejszej przemowy D. Trump zaznaczył, że w swoich poczynaniach będzie zawsze stawiał Amerykę na pierwszym miejscu, co nie oznacza, by USA "były same". "Stany Zjednoczone są otwarte dla biznesu", podkreślił. Dodał, że wszelkie nieuczciwe praktyki nie będą tolerowane, a miał na myśli "drapieżne praktyki handlowe". Według komentatorów, zaznaczył w ten sposób jeden z elementem ostatniej kampanii prezydenckiej, gdzie T. Trump obiecał ochronę własnych przedsiębiorców przed zagraniczną konkurencją. Tym samym amerykański przywódca zaprzeczył celowi Davos, czyli promocji współpracy i globalizacji na warunkach wolnorynkowych.

Poza tym, amerykański przywódca odniósł się do pierwszego roku swojej prezydentury, która miała cechować się obniżeniem podatku od osób prawnych, spadkiem stopy bezrobocie i zwiększeniem atrakcyjności USA dla zagranicznych inwestorów. Zachęcał do przenoszenia firm oraz kapitału właśnie do USA, która jest obecnie najatrakcyjniejszym miejscem do tego typu działań. Niektórzy jednak zauważają, że problemem USA jest wciąż niższy wzrost gospodarczy niż planuje amerykańska administracja – poniżej 3% w skali roku.


Źródło: Prezydent Donald Trump,
https://www.geopoliticalmonitor.com/ will -trump -sink -us -pakistan -relations -in -2018/, [dostęp dn. 26.01.2018]; DTrump, cc Flickr Gage Skidmore, modified, https://creativecommons.org.

25.01.2018 Nierozwiązany problem kataloński

Od dłuższego czasu dużym problemem dla rządu centralnego Hiszpanii w Madrycie jest kwestia niepodległości jednego z regionów: Katalonii, ze stolicą w Barcelonie. Ponowne wybory regionalne nie zmieniły wiele. Teraz władze hiszpańskie czynią starania, by liderem rządu regionalnego w Katalonii znów nie został przywódca ruchu separatystycznego, Carles Puigdemont.

Obecnie lider separatystów przebywa na dobrowolnej emigracji w Belgii, gdzie znalazł się po tym jak w październiku 2017 r. został zdymisjonowany ze stanowiska szefa katalońskiego rządu lokalnego. Powodem była prowadzona kampania na rzecz separacji, która zakończyła się nieuznawanym referendum oraz deklaracją niepodległości ogłoszoną przez lokalny parlament.

Formalnie Carles Puigdemont został postawiony w stan oskarżenia. Obwinia się go o działalność wywrotową oraz bunt w Hiszpanii.

Po grudniowych wyborach do władz lokalnych, niedawno wybrany przewodniczący katalońskiego parlamentu wyznaczył właśnie Carlesa Puigdemonta jako jedynego kandydata na stanowisko szefa regionalnego rządu. Hiszpański rząd centralny już wydał ostrzeżenie przed takim ruchem.

Parlament kataloński ma przegłosować kandydaturę Puigdemonta 30 stycznia 2018 r., lecz faktem jest, że formacje dążące do katalońskiej niepodległości mają wystarczającą większość. Stąd wynik głosowania jest do przewidzenia.

Kiedy w październiku 2017 r., premier Hiszpanii Mariano Rajoy podjął decyzję o rozwiązaniu lokalnych struktur samorządowych i wprowadzenie rządów bezpośrednich przez Madryt zapewne liczył, że grudniowe wybory rozwiążą patową sytuację. Niewiele się zmieniło i może to w następnych miesiącach kosztować Hiszpanię bardzo dużo.

Obecnie władze w Madrycie szukają sposobu, by nie dopuścić do wyboru lidera separatystów na szefa katalońskiego rządu. Wydaje się, że czynnik sądowy może być niewystarczający. Innym elementem ma być podkreślenie faktu, że Carles Puigdemont nie może być wybrany, gdyż w momencie przekroczenia granicy hiszpańskiej zostanie natychmiast aresztowany, a tym samym nie może w pełni korzystać ze swoich praw. Sam zainteresowany nie wykluczył, że podczas głosowania będzie chciał być w Barcelonie, pomimo ścisłej kontroli hiszpańskich granic.

25.01.2018 Stany Zjednoczone naciskają na Palestyńczyków

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump podczas swojej wizyty w Szwajcarii zadeklarował, że wstrzyma wszelką pomoc dla Palestyńczyków jeśli liderzy nie będą czynić starania, by zawrzeć ostateczny pokój z państwem Izrael.

Właśnie teraz światowi przywódcy spotkali się w Davos, podczas Światowego Forum Ekonomicznego. W tle głównych uroczystości są zakulisowe spotkania w "cztery oczy". Jedno z nich zebrało przy stole: amerykańskiego przywódcę D. Trumpa oraz izraelskiego premiera Benjamina Netanyahu, Po spotkaniu miała miejsce konferencja prasowa. Zdaniem komentatorów, prezydent dobrze rozpoczął swoje wystąpienie, podkreślając konieczność wypracowania pokoju, lecz dalsze uwagi mogą tylko zaognić już napiętą sytuację w relacjach izraelsko-palestyńskich.

Palestyńczycy mają za złe amerykańskiej administracji, że ta w tym regionalnym konflikcie wyraźnie wspiera Izrael. Ostatnia decyzja D. Trumpa, o uznaniu Jerozolimy za izraelską stolicę oraz przeniesienie ambasady do tego miasta, wyraźnie wzburzyła palestyńskich liderów. Jerozolima stanowi jedno z kluczowych problemów w relacjach izraelsko-palestyńskich. Jest to święte miasto wielu religii i wspólnot. Skutkiem tych nowych wydarzeń było odmówienie spotkania palestyńskich liderów z amerykańskim wiceprezydentem Mike'm Pence'm. To też miało wzburzyć D. Trumpa.

24.01.2018 Zamach bombowy w Bengazi

Jak podaje BBC, co najmniej 27 osób poniosło śmierć na skutek dwóch zamachów bombowych w libijskim mieście, Benghazi. Samochody-pułapki eksplodowały w pobliżu jednego z popularnych meczetów.

Między pierwszą eksplozją, a drugą miało minąć zaledwie kilka minut. Zapewne po to, by zwiększyć liczbę ofiar. Po pierwszej bombie, na miejsce przybyli okoliczni świadkowie, by pomóc lub tylko zobaczyć co się stało. Liczbę rannych szacuje się na około 20-30 osób.

Pierwszy z samochodów eksplodował tuż przed wejściem do meczetu położonym w dzielnicy al-Sleimani, w centrum Benghazi. Akurat w momencie, gdy wyznawcy islamu opuszczali świątynię po modłach. Drugi zaś, po przeciwległej stronie ulicy. Wśród ofiar są również wojskowi. Prawdopodobnie liczba ofiar śmiertelnych wzrośnie. Do tej pory nikt nie przyznał się do zorganizowania zamachów. Zdaniem komentatorów nie byłby to pierwszy zamach w Libii, który nie ma oficjalnego autora.

Od czasu obalenia wieloletniego dyktatora Libii, Muammara Kaddafiego, kraj pogrąża się w kryzysie. Oprócz walki o władzę, silną pozycję mają islamscy fundamentaliści. Formalnie istnieją dwa rządy – na wschodzie i zachodzie – oraz wielu lokalnych watażków, pretendujących do roli "namiestników" pewnych regionów Libii.

W samym Benghazi coraz częściej dochodzi do konfliktów między islamskimi ekstremistami a samozwańczą Libijską Armią Narodową, kierowaną przez gen. Khalifa Haftara. W lipcu 2017 r. gen. Haftar ogłosił pełne wyzwolenie miasta, choć walki i ataki wciąż trwają.


Źródło: Gen. Khalifa Haftar,
https://www.menas.co.uk/ blog/ what- role- for- khalifa- haftar/, [dostęp dn. 24.01.2018]; Magharebia, CC by 3.0.

22.01.2018 George Weah zaprzysiężony na prezydenta Liberii

Były piłkarz George Weah został właśnie zaprzysiężony na nowego prezydenta Republiki Liberii. Podczas uroczystości nie ukrywał wzruszenia. Prezydent G. Weah zasłynął tym, że grał na wielu stadionach w słynnych klubach piłkarskich. Dzisiejsza ceremonia jest pierwszą pokojową i demokratyczną sytuacją, gdy nowo wybrany lider przejmuje urząd bez większych perturbacji od 1944 r.

Podczas oficjalnej uroczystości w stolicy Monrovii, George Weah podziękował swojej poprzedniczce Ellen Johnson Sirleaf za zaprowadzenie pokoju w targanej od lat wojnami domowymi Republice. Prezydent Weah podczas inaugurującej przemowy nie obiecywał żadnych radykalnych reform, a raczej spokojną ewolucję ku "dobrej przyszłości". Jako priorytety swej prezydentury przyjął walkę z korupcję, otwarcie kraju na prywatny biznes oraz gwarancję płac dla sektora budżetowego.

Cała uroczystość miała miejsce na stadionie Samuela Doe w stolicy kraju. Samo wejście na stadion było utrudnione. Tysiące obywateli chciało wziąć udział w zaprzysiężeniu, a przez to potworzyły się olbrzymie kolejki przed stadionem. W sumie zebrało się około 35 tysięcy osób, przed którymi George Weah złożył prezydencką przysięgę. Na trybunach zasiedli prezydenci Sierra Leone, Gabonu oraz Ghany, a także legendarny piłkarz kameruńskiego pochodzenia, Samuel Eto'o. Była również ustępująca prezydent Ellen Johnson Sirleaf, pierwsza kobieta w Afryce wybrana na tak wysoki urząd.

Nowy prezydent Liberii, George Weah urodził się w 1966 r. i wychowywał w stołecznych slumsach. Miał olbrzymi talent piłkarski i już w 1987 r. debiutował w AS Monaco, a następnie grał w takich klubach jak AC Milan, Paris Saint-Germain i Chelsea. W 1995 r. został ogłoszony Piłkarzem Roku według FIFA, czego nie dokonał żaden inny piłkarz z Afryki do tej pory. Ukończył studia wyższe w Stanach Zjednoczonych i po raz pierwszy kandydował na prezydenta w 2005 r., kiedy przegrał z właśnie ustępującą prezydent. W grudniu 2017 r. zwyciężył w drugiej turze wyborów prezydenckich (dane na podstawie artykułu BBC World News).

22.01.2018 Turecka antykurdyjska ofensywa w Syrii trwa

Już trzeci dzień trwa turecka ofensywa zbrojna przeciwko Kurdom kontrolującym znaczną część północno-zachodniej części Syrii. Media w Turcji właśnie podały, że znaczna ilość wiosek położonych przy turecko-syryjskiej granicy zostało przejętych przez postępujące wojska.

Według tureckich doniesień, siły zbrojne Turcji wraz z rebeliantami z Wolnej Armii Syrii walczącymi przeciwko reżimowi Bashara al-Assada, przejęły z rąk Kurdów obszar przygraniczny w regionie Afrin. Turecki przywódca Recep Tayyip Erdogan po rozmowie z władzami Rosji zapowiedział, że nie cofnie się w swoich działaniach, co ma związek z traktowaniem milicji kurdyjskiej – Powszechnych Jednostek Samoobrony YPG – za organizację terrorystyczną bezpośrednio zagrażającą Ankarze. W tym samym wystąpieniu Erdogan stwierdził dwa ciekawe fakty: celem ma być oczyszczenie Afrin z bojowników YPG oraz "pewna" umowa z Rosjanami.

Wspomniane YPG, według władz w Ankarze, ma być blisko związane z Partią Pracujących Kurdystanu PKK. Celem dla tych organizacji jest autonomia lub niepodległość państwa Kurdów: Kurdystanu. YPG zaprzecza związkom z PKK i jest blisko związana sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi przeciwko fundamentalistom islamskim spod znaku Państwa Islamskiego. Tym samym, Waszyngton i Ankara – sojusznicy w ramach Paktu Północnoatlantyckiego NATO – znalazły się na kursie kolizyjnym.

Jak podaje BBC, po trzech dniach ciężkich walk w ręce Turków miały wpaść takie wioski w Afrin jak Shankal, Qorne, Bali i Adah Manli, oraz wiejskie obszary Kita, Kordo i Bibno. Pojawiają się jednak sprzeczne informacje i do końca nie wiadomo jak bardzo Turkom udało się odepchnąć Kurdów od granicy. Bojownicy z YPG nie odnieśli się do tych doniesień, lecz potępili ataki rakietowe, które przyniosły już krwawe żniwo, a odpowiedzialne mają być siły tureckie.

Reżim Bashara al-Assada, wraz z sojusznikami z Egiptu i Iranu, potępili turecką inwazję. Francja zażądała specjalnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ w celu przeanalizowania sytuacji humanitarnej w Syrii oraz tureckich poczynań w Afrin.

21.01.2018 Regularna bitwa w hotel w Kabulu

Jak podaje agencja Reutera, w późnych godzinach w sobotę 20 stycznia 2018 r. doszło do ataku uzbrojonych napastników ubranych w oficjalne mundury sil bezpieczeństwa na Intercontinental Hotel, położony w stolicy Afganistanu, Kabulu. Następnie miały miejsce regularne walki z Afgańskimi Siłami Specjalnymi. Według wstępnych informacji zginęło około 30 osób a wielu innych zostało rannych. Zdaniem dziennikarzy ostateczna liczba ofiar może być znacznie większa.

Rzecznik afgańskiego ministerstwa zdrowia, Wahid Majroh powiedział, że do miejskich szpitali przewieziono 19 ciał, a z tego 6 należy do obywateli innych państw. Pojawiają się doniesienia, że mogło zginąć sześciu Ukraińców oraz jeden Wenezuelczyk. To jak do tej pory, jedyne oficjalne potwierdzenie liczby ofiar. Większość z zabitych to goście i obsługa hotelu, lub członkowie sił bezpieczeństwa. Według rzecznika ministerstwa spraw wewnętrznych, Najiba Danesha, zginęli wszyscy napastnicy, których miało być pięciu. W niedzielę rano, z budynku wciąż wydobywał się dym, który pochodził od szalejącego pożaru.

Już pojawiają się komentarze, że ten atak może być próbą podważenia wiarygodności Afganistanu przez fundamentalistów islamskich. Z drugiej strony należy podkreślić fakt, że niedawno ogłoszone pokonanie Państwa Islamskiego wcale nie znaczy, że ekstremiści stracili zdolność do prowadzenia z sukcesem ataków na terytorium wroga.

Oficjalnie do ataku przyznali się Talibowie. W 2011 r. doszło do identycznego zamachu zorganizowanego przez fundamentalistów islamskich. Specjalne oświadczenie w tej sprawie wystosował rzecznik Talibów, Zabihullah Mujahid. Zdaniem afgańskich władz za atakiem może stać wyspecjalizowana sieć Haqqani, która znana jest z działań partyzanckich i terrorystycznych operacji prowadzonych na obszarze zabudowań miejskich.

To nie jedyny akt terroru, który miał miejsce w ciągu ostatnich dni, choć najbardziej spektakularny. Bezpieczeństwo w Afganistanie stoi pod dużym znakiem zapytania, pomimo wzmożonej pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych od 2017 r., kiedy to wyłożono znaczne sumy pieniędzy na modernizację i szkolenie afgańskich jednostek oraz wzmożono bombardowania pozycji ekstremistów. W prowincji Herat na zachodzie, na skutek wybuchu przydrożnej bomby zginęło osiem osób, a w prowincji Balkh śmierć poniosło 18 członków służby bezpieczeństwa.

20.01.2018 Nowy front w syryjskiej wojnie domowej

Tak jak wielu komentatorów się spodziewało, odebranie islamskim fundamentalistom znacznego obszaru kontrolowanego przez samozwańczy kalifat Państwa Islamskiego, spowodowało tylko chwilowe zatrzymanie pochodu różnych formacji zbrojnych w targanej wewnętrznymi konfliktami Syrii. Syryjska wojna domowa tylko z nazwy ma charakter domowy. Faktem jest, że różne państwa przy okazji chcą załatwić swoje własne interesy.

Jak podają światowe mass media, tureckie samoloty bombardowały pozycje kurdyjskie na północy Syrii. Z jednej strony, jest to oficjalne otwarcie nowej linii frontu, której celem jest powstanie lub zniszczenie koncepcji utworzenia nowego państwa: Kurdystanu. Z drugiej strony, niedawno Stany Zjednoczone ogłosiły projekt stworzenia 30-tysięcznej jednostki wojskowej mającej chronić granicę syryjsko-turecką oraz syryjsko-iracką, składającej się głownie z Kurdów. Projekt ten prezydent Recep Tayyip Erdogan nazwał próbą stworzenia 'amii terroru". Tak jawne antykurdyjskie wystąpienie przez stronę turecką może poważnie narazić na szwank relacje między Ankarą a Waszyngtonem.

Samoloty Turcji uderzyły na kurdyjskie pozycje położone w syryjskim regionie Afrim, który leży przy granicy syryjsko-tureckiej. Celem jest oczywiście wyparcie Kurdów z tego obszaru, których Ankara uważa za terrorystów. Nie ważnym jest, że jeszcze niedawno Kurdowie wraz z Amerykanami walczyli z sukcesem przeciwko Państwu Islamskiemu.

Działania tureckiego lotnictwa trwały przez ostatnie dwa dni, lecz dopiero dziś władze oficjalnie potwierdziły o tym wydarzeniu. Swoje stanowisko wyraziła już Fedracja Rosyjska, która również zaangażowana jest w konflikt po stronie Bashara al-Assada, że nie będzie ingerowała w ten nowy wyraźny spór zbrojny.

Minister spraw zagranicznych Turcji, Mevlut Cavusoglu ogłosił oficjalnie o rozpoczęciu operacji dodając, że wszystkie zaangażowane strony zostały wcześniej poinformowane o zamiarach Ankary. Stany Zjednoczone wyraziły tylko zaniepokojenie na ile działania przyczynią się do zakończenia wojny w Syrii, czy zwiększeniu tureckiego bezpieczeństwa, i dodały, że amerykańskie projekty dotyczą jedynie działań szkoleniowych a nie kreacyjnych nowych jednostek kurdyjskich.


Źródło: Pogranicze syryjsko-tureckie, stan na 20 styczeń 2018, https://warontherocks.com/2017/02/in-syria-turkey-finds-itself-boxed-in-whats-next/, [dostęp dn. 20.01.2018]; CC BY 3.0.


Źródło: Syria i syryjscy sąsiedzi, http://theconversation.com/syria-73754, [dostęp dn. 20.01.2018]; The Conversation/Zenobia Ahmed, CC BY-SA.

20.01.2018 Problemy budżetowe Stanów Zjednoczonych

Kiedy Donald Trump został wybrany na prezydenta najważniejszego państwa na świecie, było od początku wiadomym, że to przywództwo będzie kontrowersyjne. Z jednej strony mamy oczywiste spory związane z niektórymi decyzjami w ramach amerykańskiej polityki zagranicznej okraszone skrajnymi i mało dyplomatycznymi wypowiedziami samego D. Trumpa. Z drugiej strony zaś, coraz głębszy konflikt wewnątrz USA, który obecnie przekształca się w coś, co może być nazwane ustrojowym chaosem.

Właśnie dziś światowe agencje podały, że wyższa izba amerykańskiego Kongresu, Senat, nie uchwaliła budżetu. Skutkiem tego ma być zamknięcie wielu federalnych agencji oraz możliwą utratę pracy przez dużą liczbę urzędników. Zgodnie z prawem, projekt ustawy o finansowaniu rządu federalnego winien uzyskać poparcie ze strony właśnie Senatu. To poparcie powinno być na poziomie 60 senatorów "za" w 100-osobowej izbie wyższej. Ostateczny termin minie 16 lutego na przeforsowanie ustawy i jeszcze wszystko może się zmienić, lecz już liczone są głosy i wszystko wskazuje na to, że projekt nie przejdzie. Według wielu komentatorów, powodem tak ostrego wewnętrznego sporu jest niezgoda między kongresmenami a prezydentem w kontekście takich ważkich kwestii jak migracja czy bezpieczeństwo granic.

Jak podają dziennikarze BBC, zamykanie niektórych federalnych agencji już się rozpoczęło, zaś przedstawiciele dwóch głównych partii politycznych, Partii Republikańskiej, z której wywodzi się obecny prezydent, i Partii Demokratycznej, zaczęli oskarżać się nawzajem o przyczynienie się do tego impasu. Według prezydenta Trumpa winni są Demokraci, wraz z kilkoma Republikanami, dla których interes partyjny jest ważniejszy od krajowego. Co ciekawe, jest to pierwsza tak poważna sytuacja w historii USA, gdy konflikt polityczny skutkuje budżetowym kryzysem i koniecznością zamknięcia niektórych urzędów, zaś co istotne, zarówno Kongres oraz Biały Dom kontrolują Republikanie. W 2013 r. miał miejsce podobny kryzys, który trwał tylko 16 dni.

Tak zwane "zamknięcie rządu" będzie od dziś polegało na tym, że wiele agencji federalnych będzie otwarte, lecz przedsiębiorcy na razie nic nie załatwią. Pracownicy z działów mieszkaniowych, środowiska, edukacji i handlu nie pójdą do pracy, co dotknie połowę urzędników z departamentów skarbu, zdrowia, obrony i transportu. Decyzja zapadła dziś, lecz skutki będą odczuwane już od najbliższego poniedziałku. Sprawy wizowe, paszportowe, muzea, parki narodowe – to będzie prawdopodobnie zamknięte, a to właśnie wywołało społeczny gniew w 2013 r., który doprowadził do kompromisu. Trudno powiedzieć, jak obecne problemy USA się zakończą.

18.01.2018 Trudne relacje jordańsko-izraelskie

Władze Królestwa Haszymidzkiego (Jordanii) poinformowały, że państwo Izrael oficjalnie przeprosiło za incydent, który miał miejsce w lipcu 2017 r. W jego trakcie dwóch Jemeńczyków zostało zastrzelonych przez żydowskiego członka służby bezpieczeństwa. Ten incydent doprowadził do pogorszenia bilateralnych relacji oraz zamknięcia ambasady Izraela w Ammanie.

Agencja prasowa Petra zacytowała rzecznika rządu Mohammada al Momaniego, który poinformował, że izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych wysłało memorandum, gdzie wyraziło żal i ubolewanie oraz przeprosiło za incydent w ambasadzie, a także zapewniło o podęciu odpowiednich kroków prawnych.

Wcześniej Jordania oficjalnie ogłosiła, że nie pozwoli Państwu Izrael na ponowne otworzenie ambasady dopóki winny śmierci dwóch Jemeńczyków nie odpowie za swoje czyny. Jej zdaniem, nawet immunitet dyplomatyczny nie skutkuje bezkarnością.

Tuż po incydencie, członek służby bezpieczeństwa ambasady wykorzystał swój immunitet i wyjechał do Izraela, by uniknąć aresztowania przez jordańskie władze. Krótko później personel ambasady oraz ambasador zostali wycofani do kraju.

Zdaniem władz jordańskich cała sprawa winna być klasyfikowana jako kryminalna. Dwóch nieuzbrojonych Jordańczyków, nastoletni robotnik oraz osoba postronna, mieli zostać zamordowani bez żadnego powodu. Izrael do tej pory twierdził, że nastolatek miał z nieznanych przyczyn zaatakować członka służby bezpieczeństwa. Izraelskie władze uznawały do tej pory to za "akt terrorystyczny".

18.01.2018 Dyplomatyczny kryzys w relacjach rosyjsko-amerykańskich

Jak podaje agencja Reutera, ministerstwo spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej oskarżyło właśnie Stany Zjednoczone o ujawnienie środkom masowego przekazu informacji o dochodach rosyjskich dyplomatów pracujących na amerykańskim terytorium. Rosjanie zażądali ukarania winnych tychże przecieków.

Już w zeszłym tygodniu na stronie internetowej firmy Buzzfeed, będącej amerykańską domeną zajmującą się przekazywaniem informacji online, pojawiły się doniesienia o badaniach prowadzonych przez organy USA a dotyczących relacji rosyjskich urzędników i dyplomatów na przebieg kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych w 2016 r. Władze miały analizować transakcje bankowe z udziałem dyplomatów a wyniki kontroli zostały bezprawnie upublicznione.

W oświadczeniu rosyjskiego ministra spraw zagranicznych możemy przeczytać, że żadne tego typu działanie nie mogłoby się odbyć bez wiedzy i zgody amerykańskiej administracji. Tym samym miało dojść do wtargnięcia na "świętość rachunków" ambasady i personelu chronionego immunitetem dyplomatycznym. Rosjanie dodają, że w upublicznionych materiałach nie ma nic kontrowersyjnego, lecz sposób w jaki zostały przedstawione sugerują, że mogło dochodzić do pewnych niejasności i nieprawidłowości. Z tego powodu ma być trudno mówić o odpowiednich warunkach umożliwiających swobodne funkcjonowanie misji dyplomatycznych Federacji.

17.01.2018 Merera Gudina wolny

Jak podały państwowe media w Etiopii, w ramach szerokiej akcji polegającej na udzieleniu amnestii dużej liczbie skazanych, na wolność wyjdzie lider jednej z formacji opozycyjnej, Merera Gudina. Wszystkie zarzuty jakie były mu stawiane zostaną wycofane na skutek podjętej przez władze właśnie decyzji.

Tuż po wyjściu z więzienia, Merera Gudina zapowiedział, że pozostanie aktywnym politykiem i wezwał rząd, który ma bardzo silną pozycję w państwie, by zostały przeprowadzone "uczciwe negocjacje" z partiami opozycyjnymi, których celem ma być demokratyczna Etiopia. Jak podaje francuska agencja AFP, Gudina to pierwszy znany opozycjonista zwolniony z więzienia, odkąd premier Hailemariam Desalegn, z rządzącego Etiopskiego Ludowego-Rewolucyjnego Frontu Demokratycznego, ogłosił decyzję o amnestii głównie więźniów "politycznych".

Merera Gudina został zatrzymany w 2016 r. za zorganizowanie nielegalnych protestów, knowanie w celu obalenia rządu i terroryzm. Sam wszystkiemu zaprzeczył. Opozycjonista jest przewodniczącym Oromo Federalist Congress, który reprezentuje interesy ludu Oromo. W 2015 r. doszło do dużych antyrządowych protestów, które kosztowały życie wielu ludzi a parlament ogłosił stan wyjątkowy.

Po wyjściu z więzienia Gudina udał się do swego domu, gdzie witało go około tysiąca osób. Demonstranci żądali zwolnienia innych liderów ludu Oromo. Właśnie zwolniony Gudina należy do grupy 528 więzionych osób za wcześniejsze starcia etniczne, których objęła amnestia. Na chwilę obecną więzienie opuściło 115 osób. Nie znana jest data zwolnień innych osób.

17.01.2018 Krwawy zamach bombowy w Nigerii

Jednym z wielkich problemów Nigerii – dużego państwa położonego na zachodzie Afryki – jest fundamentalizm islamski, który niejednokrotnie sięga do terroru jako głównej formy aktywności. Do najważniejszej organizacji terrorystycznych zaliczany jest Boko Haram. Organizacja zasłynęła porwaniem dużej ilości dziewczynek z jednej ze szkół. Ci ekstremiści dążą do utworzenia własnego państwa, gdzie religijne zasady Islamu byłyby obowiązującym prawem.

Jak podaje CNN, nie ma ostatecznych danych odnośnie liczby ofiar, lecz faktem jest, iż doszło do czterech zamachów samobójczych w mieście Maiduguri. Informację potwierdził rzecznik Krajowej Agencji Zarządzania Kryzysowego (National Emergency Management Agency), Abdulkadir Ibrahim. Co najmniej 10 osób miało zginąć, a kolejne 65 zostało rannych.

Do samego zdarzenia doszło na obszarze Muna Garage, położonym na obrzeżach miasta Maiduguri, które jest stolicą stanu Borno, położonym w północno-wschodniej części Nigerii. Jeszcze niedawno stan w dużej części był pod kontrolą ekstremistów z Boko Haram. Jednakże po zmianie taktyki ze strony nigeryjskiego rządu oraz zawarciem sojuszu z sąsiednimi krajami, sytuacja się zmieniła. Utrata terytorium przez ekstremistów spowodowała zmianę ich taktyki i częstszym stosowaniem metod terrorystycznych

15.01.2018 Syryjska wojna domowa wchodzi w nową fazę

Nie ucichły jeszcze strzały po ostatnich walkach z fundamentalistami islamskimi spod znaku Państwa Islamskiego – i zapewne jeszcze długo walki będą trwać – a wszystko wskazuje na to, że syryjski konflikt wchodzi w nową fazę. Państwa zaangażowane w działania zbrojne skrytykowały amerykański pomysł stworzenia 30-tysięcznego korpusu "bezpieczeństwa granicznego" składającego się głównie z sojuszników USA – Kurdów.

Najwięcej uwag do tej propozycji ma Turcja, której przywódca Recep Tayyip Erdogan już zapowiedział "zduszenie" każdej tego typu inicjatywy. Kurdowie walczą głównie w ramach Syryjskich Sił Demokratycznych. Ze względu na chęć stworzenia przez Kurdów własnego państwa, Kurdystanu, Ankara uważa ich za "armię terroru"/organizację terrorystyczną.

Propozycję Waszyngtonu odnośnie chęci stworzenia takiego korpusu granicznego, co było oczywiste, skrytykował syryjski reżim, który nazwał to "rażącym atakiem na suwerenność". Natomiast Rosja zaznaczyła, że takie działania mogą doprowadzić do rozbioru Syrii.

Dzięki olbrzymiej pomocy Stanów Zjednoczonych, głównie poprzez zmasowane naloty lotnicze, rebelianci spod znaku Syryjskich Sił Demokratycznych zyskali olbrzymi obszar, odbierając go z rąk ekstremistów Państwa Islamskiego. W październiku zajęli stolicę samozwańczego kalifatu, Raqqę, obecnie zaś główny marsz sił jest skierowany wzdłuż rzeki Eufrat, na południowy-wschód.

Dzisiaj nastąpiło oficjalne potwierdzenie planu stworzenia Syryjskich Służb Bezpieczeństwa Granicznego. Już ma się szkolić 230 osób. Docelowo połowa z 30-tysięcznego korpusu ma być pochodzenia kurdyjskiego bądź arabskiego, wyselekcjonowanych z obecnych Syryjskich Sił Demokratycznych, zaś druga połowa ma się rekrutować spośród nowych ochotników. Celem ma być zabezpieczenie granicy syryjsko-tureckiej oraz syryjsko-irackiej, a także linii Eufratu odgraniczającej siły proreżimowe od rebeliantów. W ten sposób ma być uniemożliwiony przerzut środków dla fundamentalistów islamskich, wciąż silnych i aktywnych, pomimo utraty przewagi w terenie.

Turcja, która ma sama poważne problemy wewnętrzne w związku z duża diasporą kurdyjską oraz reprezentującą ich interesy Partią Pracujących Kurdystanu PKK, nie może sobie pozwolić na istnienie sił zbrojnych Kurdów syryjskich tuż przy własnej granicy. Stąd taka różnica w pozycji Ankary i Waszyngtonu. Dla Amerykanów, Syryjskie Siły Demokratyczne zdominowane przez milicję kurdyjską o nazwie Powszechne Jednostki Samoobrony YPG to główna strona konfliktu wewnętrznego w Syrii i stąd należy traktować ich bardzo poważnie. Dla Ankary YPG to przedłużenie PKK, a pomysł USA to próba stworzenia "terrorystycznej armii".

14.01.2018 Przedstawiciel Chin nie pojawi się w Vancouver

Jak podaje agencja Reutera, już w najbliższy wtorek 16 stycznia 2018 r. odbędzie się w Vancouver spotkanie przedstawicieli 20 państw świata. Jednym z najważniejszych tematów do dyskusji będzie pozycja Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, zwanej potocznie Koreą Północną, w kwestii testów broni masowego rażenia oraz przeprowadzane w związku z tym testy rakiet średniego i dalekiego zasięgu. Co ciekawe, Chińska Republika Ludowa nie zamierza wysłać swojego przedstawiciela, a pozostaje najważniejszym graczem w regionie.

Samo spotkanie organizują wspólnie Amerykanie oraz Kanadyjczycy. Pojawić się mają ministrowie spraw zagranicznych 20 państw. Sprawa Korei Północnej jest na tyle poważna, że uznano konieczność zgromadzenia przedstawicieli najpotężniejszych krajów, których decyzja o dyplomatycznej i ekonomicznej presji nie zostanie zignorowana przez komunistyczny reżim.

W ostatnim jednak czasie pojawiają się komentarze o zmianie postawy Korei Północnej i pewnym odprężeniu. Niedawno odbyły się pierwsze od dwóch lat rozmowy między Koreańczykami z północy i południa. Reżim z Pjongjangu zdecydował o wysłaniu swoich sportowców do sąsiada. Korea Południowa jest organizatorem najbliższych Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu w lutym 2018 r.

Według Stanów Zjednoczonych, to odprężenie ostatnio odczuwane jest skutkiem międzynarodowej presji zainicjowanej przez właśnie USA. Zdaniem Briana Hooka, dyrektora ds. planowania politycznego w Departamencie Stanu, należy wzmocnić dotychczasowe działania, które są skuteczne, i zmusić reżim do zaniechania dotychczasowych działań.

Rzecznik prasowy ministra spraw zagranicznych Chin, Lu Kang stwierdził, że samo spotkanie jest bezcelowe, gdyż nie obejmuje najważniejsze państwa, które są stronami obecnego kryzysu. Poza tym, do Vancouver zaproszono te kraje, które militarnie były zaangażowane w wojnę koreańską z lat 1950-1953 po stronie Korei Południowej. Wtedy to Chiny wspierały komunistyczny reżim koreański. Tym samym Pekin potępił to zgromadzenie. Rosja również nie weźmie udziału w spotkaniu. Pojawiają się komentarze, że nieobecność chińsko-rosyjska jest odbierana na korzyść Waszyngtonu, który chce pozostać istotnym rozgrywającym w tej części Azji.

13.01.2018 Wybory prezydenckie w Czechach

W dniach 12-13 stycznia 2018 r. (piątek i sobota) w Republice Czeskiej odbyły się wybory prezydenckie. Formalnie zwycięzcą może zostać ogłoszony kandydat, który zdobędzie co najmniej 50% ważnie oddanych głosów. Ponieważ żaden nie uzyskał wymaganego minimum, konieczna będzie druga tura, w której wystartuje tylko dwóch najlepszych pretendentów do najważniejszego urzędu państwowego. Kolejne starcie wyborcze 26 i 27 stycznia 2018 r.

We właśnie zakończonej pierwszej turze najlepszy okazał się dotychczasowy prezydent, walczący o reelekcję 73-letni Milos Zeman. Jak podaje BBC, opierając się na pierwszych powyborczych doniesieniach sondażowych, zdobył on poparcie na poziomie 39%, przy frekwencji wynoszącej około 61%. Drugie miejsce zajął główny kontrkandydat obecnej głowy państwa, Jiri Drahos z poparciem 26,3%.

Obecny prezydent Milos Zeman znany jest ze swoich wyrazistych poglądów oraz prorosyjskiej postawy. Stąd europejskie elity bacznie przyglądają się temu, co dzieje się w Czechach. W komentarzach niektórych dziennikarzy istnieje nadzieja, że wyborcy pięciu innych kandydatów, którzy nie zakwalifikowali się do drugiej tury, poprą Drahosa. Dla Unii Europejskiej jawnie prorosyjskie tendencje oraz poprawienie relacji z Chińską Republiką Ludową przez obecnego prezydenta to problem. Czeski przywódcy jawnie domagał się zniesienia sankcji wobec Moskwy, które zostały nałożone po aneksji Półwyspu Krymskiego oraz zaangażowaniu w ukraińską wojnę domową, a także zaznaczał, że imigranci muzułmańscy nie są zdolni do integracji z Europą. Drahos natomiast nie ukrywa swoich prounijnych poglądów. O ile Zeman szukał głównie poparcia wśród mieszkańców wsi, o tyle Drahos skupiał swoje działania na miastach.

Źródło: Prezydent Milos Zeman, http://blogs.lse.ac.uk/ europpblog/ 2013/01/ 28/ new- czech- president/, [dostęp dn. 13.01.2018]; Credit: Pavel Ševela (CC-BY-SA-3.0).


11.01.2018 Napięcie chińsko-japońskie

Do niepokojącego zdarzenia doszło na Morzu Wschodniochińskim. Chińska fregata przepłynęła w pobliżu wysepki należącej do Cesarstwa Japonii bez wcześniejszej zgody władz japońskich. Skutkowało to wezwaniem ambasadora Chińskiej Republiki Ludowej do ministerstwa spraw zagranicznych w Tokio.

Zdaniem japońskich wojskowych to nie pierwsza tego typu sytuacja. W ostatnich dniach kilkakrotnie miano widzieć łódź przepływającą w pobliżu wysp przynależących do Cesarstwa, lecz dopiero teraz bez żadnych wątpliwości udało się dokonać pełnej identyfikacji jednostki pływającej. Miała ona należeć właśnie do Chin.

Cesarstwo Japonii kontroluję niezamieszkałą wysepkę Senkaku, do której pretensje roszczą również komunistyczne Chiny. Dla władz chińskich sporna wyspa nosi nazwę: Diaoyu. Od zakończenia drugiej wojny światowej różne małe wysepki stanowią punkt zapalny w relacjach chińsko-japońskich. Z jednej strony chodzi oczywiście o prestiż – animozje obu państw są powszechnie znane i podsycane krwawymi dziejami wojennymi – z drugiej o potencjalne złoża gazu i ropy, a z jeszcze innej wyspy te położone są na często uczęszczanych szlakach transportowych. Jeśli dodamy, że chińska gospodarka uzależniona jest materiałów przywożonych z Europy i Afryki kontenerami drogą morską, to zrozumiemy o co trwa gra.


Źródło: Chińsko-japoński obszar sporny, https://www.commondreams.org /views /2013 /11 /28/ playing- chicken-east- china- sea, [dostęp dn. 11.01.2018]; This work is licensed under a Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 License.

Według dziennikarzy brytyjskich z BBC, od dłuższego czasu Pekin sprawdza japońską tolerancję wysyłając różnego rodzaju jednostki nawodne, lecz do tej pory nie były to okręty wojenne typu fregaty, czy łodzie podwodne. Tym samym, chińska polityka wchodzi w nową fazę, bardziej agresywną.

Według Japończyków, chińska fregata oraz prawdopodobnie łódź podwodna przepłynęły w pobliżu ich wyspy, lecz nie przekroczyły linii granicznej. Wezwany został chiński ambasador, któremu wręczono notę, gdzie wyraziła poważne obawy. W odpowiedzi chiński minister spraw zagranicznych Lu Kang stwierdził, że Chiny prowadzą tylko "nadzór japońskiej działalności" a same wyspy przynależą do ChRL. Relacje chińsko-japońskie pogorszyły się w 2012 r., kiedy to Tokio kupiło sporne wyspy od prywatnego właściciela.

10.01.2018 Żołnierze na Wybrzeżu Kości Słoniowej walczą z kolegami po fachu?

Wybrzeże Kości Słoniowej to jedno z najszybciej rozwijających się państw na kontynencie afrykańskim. Swój sukces zawdzięcza temu, że jest największym na świecie producentem kakao. Ten dobry wizerunek został jednak zakłócony zeszłorocznymi buntami w jednostkach wojskowych. Żołnierze w ten sposób domagali się zwiększenia wydatków na armię, w tym na żołd. Obecnie kraj ten przeżywa kolejne trudności.

Jak podała agencja Reutera, minionej nocy doszło do niepokojących i zarazem dziwnych wydarzeń. Żołnierze z bazy wojskowej położonej w drugim co do wielkości mieści Bouake zaatakowali bazę inne jednostki, przejęli kontrolę nad bronią tam się znajdującą oraz podpalili baraki. Powodem wyboru na atak tej bazy był fakt, że stacjonowali tam żołnierze elitarnej jednostki CCDO, których oskarża się o szpiegowanie kolegów po fachu i donoszenie na nich do władz centralnych.

Jeden z liderów atakujących żołnierzy, którzy pragnął pozostać anonimowy, miał dziennikarzom powiedzieć, że doszło do ciężkich starć, a żołnierze CCDO mieli opuścić bazę po wymianie ognia. Rzecznik rządu potwierdził, że doszło do starć, a do Bouake wysłano stu żołnierzy oraz ciężki sprzęt w celu zapewnienia spokoju oraz bezpieczeństwa. Jednostka CCDO to formacja szybkiego reagowania, w składzie której wchodzą zawodowi żołnierze, uzbrojeni żandarmi oraz funkcjonariusze policji.

Wielkim problemem armii Wybrzeża Kości Słoniowej jest fakt, że w jej składzie od zakończenia wojny domowej w 2011 r. są lojaliści wobec rządu centralnego oraz dawni rebelianci. Brak jedności w armii przekłada się na brak stabilności kraju. Właśnie w Bouake dochodziło w zeszłym roku do licznych buntów, które rozlały się na cały kraj i skutkowały awansami i dodatkowymi pieniędzmi na zaspokojenie żołnierskich żądań.

10.01.2018 Niespokojnie w Tunezji

Od niedzieli 7 stycznia 2018 r. trwają w Tunezji antyrządowe protesty. W sumie niepokoje ogarnęły 20 miast tego północnoafrykańskiego państwa. Powodem były nowe podatki oraz podwyżka cen, które zostały wprowadzone z dniem 1 stycznia 2018 r. Ten zastrzyk pieniędzy od zwykłych ludzi władza chce wykorzystać do zmniejszenia deficytu budżetowego oraz zaspokojenie żądań ze strony zagranicznych pożyczkodawców.

Kiedy demonstranci zaatakowali szkołę żydowską, do akcji wkroczyły służby bezpieczeństwa. Jak podało ministerstwo spraw wewnętrznych, aresztowano 237 uczestników antyrządowego zgromadzenia. Jednak główne ataki wściekłego tłumu skierowane były przeciwko budynkom rządowym oraz posterunkom policji.

Dziennikarze z agencji Reutera podkreślają, że Tunezja jest traktowana przez społeczność międzynarodową za jedyny pozytywny skutek Arabskiej Wiosny, która miała miejsce w krajach arabskich w 2011 r. O ile procesy demokratyczne zostały przeprowadzone, o tyle dziewięć kolejnych rządów nie poradziło sobie z problemami gospodarczymi jakie ten kraj dotykają.

W dniu wczorajszym w ponad 20 miastach doszło do starć z policją, a na popularnej turystycznie wyspie Dżerba nieznani sprawcy obrzucili żydowską szkołę koktajlami Mołotowa. Co ciekawe, na tymże obszarze do antyrządowych demonstracji nie doszło. Liczbę rannych policjantów szacuje się na około 50. Pojawiają się głosy, by budżet centralny wsparł najbiedniejszych lecz odpowiedzi ze strony władzy na razie brak.

08.01.2018 Lider separatystów z Kamerunu aresztowany w Nigerii

Jak podały światowe agencje prasowe, w Nigerii prawdopodobnie aresztowany został lider anglojęzycznych Kameruńczyków dążących do oddzielenia partii kraju od większej francuskojęzycznej części. Trzy dni temu, w nigeryjskiej stolicy Abudży miał zostać zatrzymany Sisiku Ayuk Tabe, za udział w tajnym spotkaniu przeciwko rządowi kameruńskiemu.

Oficjalnie nigeryjski Departament Służby Publicznej zaprzeczył, by doszło do aresztowania kameruńskiego działacza separatystycznego. Jeden z naocznych świadków poinformował dziennikarzy, że Tabe miał zostać z hotelu wyprowadzony w towarzystwie piętnastu uzbrojonych mężczyzn. Grupa "Governing Council of Ambazonia", której przewodzi Tabe, wydała oświadczenie, w którym zażądała uwolnienia aktywisty.

Nigeryjska gazeta "Daily Post" opublikowała oświadczenie adwokata zajmującego się prawami człowieka, Femi Falana, który zażądał od prezydenta Nigerii, Muhammadu Buhari'ego, natychmiastowe uwolnienie zatrzymanego. Powołał się tym miejscu na artykuł 20 Afrykańskiej Karty Praw Człowieka i Ludów, który daje prawo do samostanowienia. Zarówno Nigeria, jak i Kamerun, ratyfikowały tenże dokument.

Anglojęzyczni Kameruńczycy uważają, że od lat są dyskryminowani przez rząd centralny oraz francuskojęzyczną większość. W październiku 2017 r. aktywiści z anglojęzycznej części ogłosili jednostronnie autonomię dwóch regionów. Z takimi działaniami całkowicie nie zgadza się kameruński prezydent, Paul Biya. Krótko później doszło do brutalnych starć między służbami bezpieczeństwa a działaczami, co kosztowało już życie kilkadziesiąt osób, w tym policjantów. Liderzy uciekli za granicę, w tym do Nigerii. Liczbę uciekinierów cywili oblicza się na około 40 tysięcy tylko od października.

Wspomniany artykuł 20 Afrykańskiej Karty Praw Człowieka i Ludów brzmi następująco:

"1. Wszystkie ludy będą miały prawo do istnienia (existence - ang.). Będą one miały niekwestionowane i niezbywalne prawo do samostanowienia. Będą one swobodnie określały swój status polityczny oraz będą dążyć do swojego rozwoju gospodarczego i społecznego, zgodnie ze swobodnie wybraną przez siebie polityką.

2. Ludy kolonialne lub uciśnione będą miały prawo wyzwolić się z więzów dominacji poprzez użycie wszelkich środków uznanych przez społeczność międzynarodową.

3. Wszystkie ludy będą miały prawo do wsparcia ze strony Państw - Stron niniejszej Karty w swojej walce wyzwoleńczej przeciwko obcej dominacji, tak politycznej, gospodarczej, jak i kulturalnej".

08.01.2018 Kolejne problemy ludu Rohingya

Lud Rohingya już od dłuższego czasu ma problemy. Najpierw z rządem Republiki Związku Mjanmy, a teraz z Ludową Republiką Bangladeszu. Wiele wskazuje na to, że głównym powodem jest etniczne pochodzenie. Ta mniejszościowa wspólnota etniczna ma charakter muzułmański i nie cieszy się sympatią. Najpierw tysiące musiało uciekać z Mjanmy w związku z etnicznym konfliktem, który już analizowany jest jako akt ludobójstwa. Obecnie kontrowersyjną decyzję podjął Sąd Najwyższy w Bangladeszu. Tylko w 2017 r. z Mjanmy do Bangladeszu miało uciec ponad pół miliona Rohingya.

Jak informuje na swojej stronie internetowej BBC, Sąd Najwyższy w Bangladeszu podjął decyzję o utrzymaniu w mocy ustawy z 2014 r. zakazującej rejestrowania małżeństw mieszanych, jak i między samymi przedstawicielami ludu Rohingya, na terytorium wspomnianego państwa. Ustawa została wprowadzona przez rząd w związku z doniesieniami, że akt zarejestrowania tego typu związków małżeńskich był wykorzystywany do zdobycia obywatelstwa. Władza chciała ukrócić ten proceder. Co ciekawe, większość obywateli Bangladeszu to wyznawcy islamu i nie ma zakazu małżeństw muzułmanina z katoliczką.

Sprawa ustawy trafiła przed oblicze sądu na wniosek jednego z obywateli, którego syn musiał ukrywać się przed policją, gdyż wziął ślub z przedstawicielką ludu Rohingya. Od października miały trwać policyjne akcje pościgowe przeciwko obywatelowi o nazwisku: Shoaib Hossain Jewel. O sprawie doniosły lokalne media. Młody człowiek miał poznać właśnie uciekinierkę z Mjanmy, w domu lokalnego przywódcy duchowego społeczności muzułmańskiej. Kobieta następnie została przeniesiona do obozu przejściowego, a młodzieniec przebył tysiące kilometrów, by ją odnaleźć. Następnie wziął z nią ślub. W tym momencie urzędnicy powołali się na ustawę z 2014 r. Jej uchwalenie związane było z nadużyciami przy wnioskach o obywatelstwo. Według prawa, każdy tego typu związek jest zabroniony, za który grozi do siedmiu lat pozbawienia wolności. Ojciec młodzieńca, Babul Hossain stanął po stronie syna i złożył petycję przeciwko prawu. Sąd odrzucił wniosek i nakazał zapłatę kosztów prawnych.

07.01.2018 Macedońskie aspiracje unijne

Może dziwić, że jest takie państwo na świecie, które ma olbrzymie problemy z własną nazwą. Republika Macedonii ze względu na sprzeciw Grecji, która nie chce by używała słowa Macedonia, na międzynarodowym forum jest określana jako: Była Jugosłowiańska Republika Macedonii, lub angielskim akronimem FYROM. Wydaje się, że w związku z macedońskimi aspiracjami przystąpienia do Unii Europejskiej, ten problem może zostać wkrótce rozwiązany. Bez zgody Grecji, Macedonia częścią UE stać się nie może.

Właśnie premier macedoński zakomunikował, że wieloletni problem dyplomatyczny, związany ze sporem z Grecją, może zostać zażegnany i droga do stania się częścią UE będzie otwarta. Greckie zastrzeżenia dotyczą ewentualnych roszczeń terytorialnych. Na terytorium Grecji znajduje się historyczna kraina o nazwie Macedonia, na północy greckiego państwa. Ewentualne uznanie Republiki Macedonii mogłoby ich zdaniem skutkować w przyszłości próbą rewindykacji granic.

Informację o chęci rozstrzygnięcia sporu o nazwę zapowiedział premier macedoński Zoran Zaev w wywiadzie dla greckiej telewizji.


Źródło: Premier Zoran Zaev,
http://blogs.lse.ac.uk/ europpblog/ 2017/ 06/ 02/ macedonia- has- a- new- government- what- next- for- the- crisis- ridden- state/, [dostęp dn. 07.01.2018]; Credits: Naskotaska90 (CC BY-SA 4.0).

Docelowo konflikt ma być zażegnany do połowy 2018 r. Minister spraw zagranicznych Grecji, Nikos Kotzias również potwierdził chęć załatwienia tej kwestii, co może być dobrym prognostykiem przed spotkaniem ministra z wicepremierem macedońskim, Bujarem Osmanim w najbliższy wtorek, w Atenach.

07.01.2018 Kanclerz Niemiec Angela Merkel za "Wielką Koalicją"

Jak podaje agencja Reutera, niemiecka kanclerz Angela Merkel z optymizmem patrzy na właśnie rozpoczęte rozmowy koalicyjne. Ich celem jest zawarcie koalicji między chadekami a socjaldemokratami. Ten orientalny sojusz nazywany jest "Wielką Koalicją", która rządziła już podczas poprzedniej kadencji parlamentu. Obie strony przed wyborami zarzekały się, że nie chcą już takiej formy współpracy, lecz wyborczy wynik skutkował koniecznością bycia bardziej elastycznym i porozumieniem z dotychczasowym rywalem.

Właśnie rozpoczęła się kolejna tura rozmów koalicyjnych, które zaplanowane zostały na 5 dni. Dnia 24 września 2017 r. odbyły się wybory parlamentarne w Republice Federalnej Niemiec RFN. Zwyciężyła niej Unia chadecka w składzie: Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna CDU oraz Unia Chrześcijańsko-Społeczna w Bawarii CSU. Na jej czele od lat stoi Angela Merkel. Unia CDU/CSU szła do wyborów z nadzieją na zwycięstwo pozwalające na samodzielne rządy. Ku zaskoczeniu wielu zwycięstwo było jednak mniejsze niż w 2013 r. Przy 33% uzyskanych głosów, frakcja wprowadziła 246 deputowanych do Bundestagu. Obecnie w izbie niższej zasiada 709 przedstawicieli narodu niemieckiego.


Źródło: Kanclerz Angela Merkel,
http://www.wkyt.com/ content/ news/ Merkel- regrets- failure- of- talks- on- coalition- 458718053.html, [dostęp dn. 07.01.2018]; Image Source: European People's Party / CC BY 2.0 / MGN.

Drugie miejsce zajęła w wyborach Socjaldemokratyczna Partia Niemiec SPD z nowym liderem, popularnym byłym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Martinem Schulzem, która przy wyniku 20,5% zdobyła 153 mandaty. "Wielka Koalicja" z lat 2013-2017 w składzie CDU/CSU-SPD miała się nie powtórzyć. Z tego powodu, tuż po wyborach pojawiały się komentarze o możliwej "jamajskiej koalicji", w skład której wchodziłyby: CDU/CSU – Związek 90/Zieloni – Wolna Partia Demokratyczna FDP. To jednak się nie udało.

Angela Merkel pełni urząd kanclerz Niemiec od 2005 r. Po dwunastu latach rządzenia w najpotężniejszym gospodarczo państwie Unii Europejskiej zwyciężyła wybory parlamentarne, lecz ma olbrzymie problemy z utworzeniem rządu. Stąd powrót do rozmów z poprzednim koalicjantem i nadzieja na stabilny rząd oraz kanclerski urząd na kolejne cztery lata.

Jednak w samej centrolewicowej SPD są głosy, że po najgorszym wyniku wyborczym od 1933 r. wejście ponownie w skład "Wielkiej Koalicji" to błąd. W partii powstała wewnętrzna grupa o kryptonimie NoGroKo, co ma znaczyć: Nie dla Wielkiej Koalicji. Zdaniem tych polityków, ponowne zbliżenie ku chadeckiej Unii spowoduje jeszcze większy odpływ lewicowych wyborców oraz przyjęcie funkcji głównej partii opozycyjnej przez skrajnie prawicową Alternatywę dla Niemiec AfD. Sam przewodniczący Schulz stwierdził lakonicznie, że partia przystępuje do rozmów konstruktywnie. Zmiana ta miała zostać spowodowana głównie interwencją prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera, polityka wywodzącego się z SPD właśnie.

05.01.2018 Francja nie chce Turcji w Unii Europejskiej

Dziś w Paryżu odbyła się wspólna konferencja prasowa prezydenta Francji, Emmanuela Macrona oraz przywódcy Turcji, Recepa Tayyipa Erdogana. W jej trakcie doszło do paru zgrzytów, jak i nerwowych sytuacji.

Najpierw E. Macron stwierdził wprost, że nie ma szans na przyjęcie Turcji w poczet członków Unii Europejskiej. Jako główny powód podał przypadki łamania praw człowieka, jakie mają mieć miejsce w kraju od czasu nieudanego wojskowego zamachu stanu w 2016 r. Dodał, że trzeba skończyć z hipokryzją, jakoby byłaby szansa na tureckie członkostwo w UE. W odpowiedzi R. Erdogan powiedział, że jegp państwo ma dość ciągłego błagania Brukseli o możliwość akcesu do organizacji międzynarodowej, jaką jest UE.

Poza tym, jeden z dziennikarzy zadał niewygodne pytanie o wcześniejsze doniesienia prasowe, zgodnie z którymi turecki wywiad miał już w 2015 r. wysyłać broń i uzbrojenie dla syryjskiego reżimu. Sam Erdogan zaatakował dziennikarzy, że ten zadając takie pytania staje po stronie Fethullaha Gulena, którego oskarża się o zaaranżowanie spisku, który doprowadził do nieudanego zamachu stanu półtora roku temu.

Jednocześnie sam Macron podkreślił chęć podtrzymywania dobrych relacji z Turcją i być może zamiast członkostwa należałoby jego zdaniem zaproponować partnerstwo, które "zakotwiczyłoby" tureckie państwo w Europie. Prezydent Erdogan stwierdził, że Turcy mają już dość UE i nie skomentował propozycji interlokutora. Obaj prezydenci zapewnili, że ich państwa będą dalej zwalczać międzynarodowy terroryzm oraz niesławne Państwo Islamskie.

05.01.2018 Rosja krytykuje Stany Zjednoczone

Federacja Rosyjska skrytykowała właśnie Stany Zjednoczone za to, że amerykańska administracja postanowiła zwołać nadzwyczajny szczyt Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Tematem była sytuacja wewnętrzna w Islamskiej Republice Iranu w związku z ostatnimi antyrządowymi protestami.

Rosyjski przedstawiciel przy ONZ, Vassily Nebenzia stwierdził, że było to celowe zaangażowanie najważniejszego ciała międzynarodowego w wewnętrzne sprawy Iranu, co na pewno nie przysporzyło zaszczytu samej organizacji. Tak jawnie antyamerykańskie wystąpienie, które padło z ust rosyjskiego dyplomaty, zostało wywołane wypowiedzią przedstawicielki USA w Radzie Bezpieczeństwa. Kilka minut wcześniej, Nikki Haley nawiązując do ostatnich protestów w Iranie skomentowała je mówiąc, że był to "potężny ruch dzielnych ludzi". Ambasador Iranu przy ONZ, Gholamali Khoshroo stwierdził, że Amerykanie celową wykorzystują pozycję stałego członka w Radzie i w ten sposób chcą zaszkodzić irańskiemu państwu.

W wyniku protestów zginąć miało co najmniej 21 osób. Antyrządowe zamieszki wybuchły pod koniec grudnia 2017 r. w związku z zapowiedziami podwyżek cen. Bardzo szybko społeczne niezadowolenie przerodziło się w gniew skierowany przeciwko rządzącym, tak politycznym, jak i duchownym. Potężny w Iranie, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej właśnie poinformował o stłumieniu buntu w kraju.

Poza tym, godne uwagi jest, że wiele państw skrytykowało USA za tak jawne nastawienie wspierające tylko antyrządowych demonstrantów. Przykładowo dla Francji, o wiele ważniejsze jest pełne ratyfikowanie umowy o ograniczeniu badań jądrowych przez Iran, niż wspieranie demonstracji, które nie zagrażały międzynarodowemu bezpieczeństwu.

04.01.2018 Relacje unijno-kubańskie

Jak donosi agencja Reutera, doszło do ważnego spotkania między urzędnikami Unii Europejskiej, a ministrem spraw zagranicznych komunistycznej Kuby, Bruno Rodriguezem. Jest to kolejny gest "starego kontynentu" wobec kubańskiego reżimu. W listopadzie 2017 r. podpisane zostało historyczne i przełomowe porozumienie o współpracy gospodarczej. Wspomniane spotkanie ma pogłębić relacje.

Z ministrem Bruno Rodriguezem spotkała się sama wysoka przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Federica Mogherini. Oboje określili toczący się dialog polityczny oraz podpisaną umowę, nowym rozdziałem w relacjach, który może być korzystny dla wszystkich stron.

W ciągu ostatnich czterech lat, relacje między Unią Europejską, zrzeszającą 28 państw, a Republiką Kuby uległy znacznemu polepszeniu. W tym czasie doszło do kilku spotkań między Rodriguezem a Mogherini, które skutkowały podpisaniem znamiennego porozumienia. Impulsem do tego było oczywiście polepszenie w relacjach między Kubą a Stanami Zjednoczonymi w latach 2015-2016. Krótko później sama Unia zniosła wszystkie sankcje. Podkreśla się jednak, że odprężenie rozpoczęte przez administrację Baracka Obamy, nie jest już tak intensywne od czasu, gdy prezydentem USA został Donald Trump.

Co ciekawe, sama Mogherini podkreśliła, że rozmowy o wspólnych relacjach również otarły się o problem praw człowieka, lecz nie zapomniano o podstawowej zasadzie, polegającej na wspólnym szacunku. W tle jest oczywiście unijna nadzieja, że planowane odejście prezydenta Raula Castro na emeryturę w kwietniu 2018 r., oraz rozpoczęte reformy rynkowe przyspieszą zmiany w samym państwie kubańskim.

Rola Europy w kubańskim rozwoju ostatnich lat jest niebagatelna. Unia Europejska, z takimi krajami jak Włochy, Hiszpania i Francja, to drugi partner w handlu zagranicznym Kuby, a blisko 1/3 turystów pochodzi ze "starego kontynentu". Izolowana do tej pory Republika Kuba ceni sobie europejski rynek, gdyż nie chce być zależna od nikogo: ani od USA, ani od Chińskiej Republiki Ludowej, ani od Federacji Rosyjskiej.

02.01.2018 Weto prezydenta Bułgarii

W zeszłym miesiącu parlament bułgarski przyjął specjalną ustawę wprowadzającą nowe przepisy antykorupcyjne. Od początku szczegółowe zapisy były kontrowersyjne, co skutkowało krytyką ze strony samego prezydenta kraju. Ostatecznie Rumen Radev, głowa państwa bułgarskiego, podjął decyzję o zawetowaniu ustawy.

Prezydent Rumen Radev argumentował swój ruch w postaci weta faktem, że sama ustawa nie będzie najlepszym sposobem na walkę z głównym problemem państwa, jakim jest korupcja. Przepisy mogą być wykorzystywane przez polityków, jako bicz na opozycję. Stąd podejrzenie o nieskuteczności zapisów.

Jednak w tle jest również poziom europejski. Bułgaria właśnie objęła przewodnictwo w Unii Europejskiej. Unijne struktury od dłuższego czasu naciskały, by bułgarskie władze zrobiły coś z tym problemem. Projekt zawetowanej ustawy miał być odpowiedzią na brukselską presję. Weto, bez względu na okoliczności, samo w sobie jest dodatkowym ciosem dla Bułgarii i jednocześnie symbolem nieskuteczności legislacyjnej.

Według różnych opinii, Bułgaria jest jednym z najbardziej skorumpowanych państw, wśród członków Unii Europejskiej. Nowa ustawa antykorupcyjna została przez parlament przyjęta 20 grudnia 2017 r. Czyniono starania, by antykorupcyjne zapisy zostały przyjęte przed przejęciem prezydencji, co nastąpiło 1 stycznia 2018 r.

Prezydenckie weto niektórych zaskoczyło. Sam prezydent stwierdził, że nowe przepisy nie zwalczą korupcji, a mogą wręcz utrudnić walkę z nią. Kontrowersję budzi fakt, że nowa jednostka antykorupcyjna ma mieć szefów wyłanianych przez parlamentarną większość, co może grozić brakiem niezależności politycznej. Ustawa wróci teraz do parlamentu, który może oddalić weto.

01.01.2018 Ofiary protestów w Iranie

Agencja Reutera, powołując się na informacje z irańskiej telewizji państwowej podała, że co najmniej 10 osób zginęło w dniu wczorajszym w wyniku starć z siłami bezpieczeństwa. Ofiary to protestujący przeciwko rządom w Teheranie. Zdaniem irańskich władz, demonstranci mieli być uzbrojeni i próbować przejąć kontrolę nad posterunkami policji oraz bazami wojskowymi. Wszystkie próby miały zostać udaremnione przez służby bezpieczeństwa.

Obecne protesty w Iranie są największymi od 2009 r. Niepokoje ogarnęły wiele miast, w tym szczególnie na wschodzie kraju, a zaangażowanych jest ponad kilkadziesiąt tysięcy osób. Już pojawiają się komentarze, że jest to największe wyzwanie dla obecnie rządzących, a przedłużanie się niepokojów może doprowadzić do jeszcze większej ilości rozlanej krwi. W Internecie można przeczytać nawoływania do dalszych protestów antyrządowych, już w dniu jutrzejszym.

Iran już od pewnego czasu przeżywa trudności wewnętrzne, zwłaszcza w kontekście korupcji i braku pracy. Jednocześnie jest to kraj, który wydobywa znaczne ilości ropy naftowej, co jednak nie przekłada się na zamożność społeczeństwa. Stąd zrozumiała frustracja wśród obywateli, którzy woleliby, aby rząd czynił więcej starań w kontekście tworzenia nowych miejsc pracy, aniżeli angażował się w kosztowne wojny regionalne. Nie od dziś wiadomo, że Iran rywalizuje z Arabią Saudyjską o przywództwo w świecie islamskim. Przejawem tego jest irańskie zaangażowanie w wojny domowe w Syrii, Iraku i Jemenie.

Według danych za 2017 r., poziom bezrobocia wśród najmłodszych obywateli wyniósł ponad 28%. Jeśli dodamy do tego zapowiedzi o podwyżkach cen, to mamy mieszankę wybuchową w postaci tysięcy demonstrantów. I tak też w Iranie się zaczęło. Tuż obok żądań ekonomicznych, szybko pojawiły się polityczne, w postaci wezwań do ustąpienia prezydenta Hassana Rouhaniego oraz duchowego przywódcy Ajatollaha Ali Khameneiego.

Większość protestujących to osoby młode i należy się spodziewać, że władza wykorzysta to, by zaangażować pokolenie pamiętające rok rewolucji 1979, dla których obecnie rządzący są gwarantem bezpieczeństwa. Już kilkaset osób miało zostać aresztowanych w związku z ostatnimi niepokojami.



Źródło: Prezydent Hassan Rouhani,
https://thefifthcolumnnews.com/ 2017/ 05/ hassan- rouhani- wins- second- term- as- irans- president/, [dostęp dn. 01.01.2018]; By Erfan Kouchari – CC BY 4.0, Wikimedia Commons.


Źródło: Ajatollah Ali Khamenei,
https://www.timesofisrael.com/ irans- khamenei- calls- nuclear- arms- use- a- big- sin/, [dostęp dn. 01.01.2018]; photo credit: CC-BY-SA DragonFire1024/Wikipedia.



2018

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2017

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2016

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU




facebook