SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ






BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA
PAŹDZIERNIK 2018

29.10.2018 Pogłębia się kryzys polityczny na Sri Lance

Kryzys polityczny na Sri Lance wymyka się spod kontroli. Jak podaje BBC, ochroniarz niedawno zdymisjonowanego ministra miał wystrzelić w kierunku tłumu, który przeprowadzał akurat demonstracje. Jedna osoba zginęła od odniesionych obrażeń.

W minionym tygodniu prezydent Maithripala Sirisena zdecydował o zdymisjonowaniu całego rządu oraz rozwiązaniu parlamentu. Zdaniem części polityków, ta akcja była niezgodna z obowiązującą ustawą zasadniczą. Głowa państwa poszła jednak dalej i mianowała na nowego premiera: Mahindę Rajapaksę, który został usunięty z urzędu prezydenta w 2015 r. przez samego Sirisenę. Tym samym sytuacja staje się coraz bardziej chaotyczna.

Co ważne, dotychczasowy premier Ranil Wickramasinghe uważa, że Sirisena nie miał prawa tak postępować, odmówił ustąpienia, dalej urzęduje w siedzibie szefa rządu, a także zapowiada odwołanie się do parlamentarnej większości, gdzie rzekomo może liczyć na wystarczające poparcie. Dwuwładza staje się faktem.

Do strzelaniny doszło, gdy zdymisjonowany minister Arjuna Ranatunga, który odpowiadał za sprawy związane z ropą naftową, próbował wejść do swojego biura w Ceylon Petroleum Corporation. Protestujący blokowali wejście, gdy ochroniarz oddał strzały. W sumie hospitalizowano trzy osoby, z których jedna zmarła. Ochroniarz został aresztowany, a znany były kapitan drużyny krykieta, Ranatunga był chroniony przez policję.


Źródło: Prezydent Maithripala Sirisena,
https://commons. wikimedia. org/wiki /File: Maithripala_ Sirisena.jpg, [dostęp dn. 29.10.2018]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution 2.0 Generic license.

Prezydent Sirisena podejmując decyzję o zdymisjonowaniu rządu Wickramasinghe i rozwiązaniu parlamentu zaznaczył, że od trzech lat narastały spory, które negatywnie wpływały na efektywność egzekutywy. Poza tym, niektóre działania miały być szkodliwe dla gospodarki Sri Lanki. Prezydent oskarżał również premiera, że ten miał stać za próbą jego zabicia. Premier-elekt Mahinda Rajapaksa zaznaczył, że zamierza wraz z nowym początkiem, rozpocząć proces demokratyzacji życia politycznego.

29.10.2018 Niemcy na rozdrożu

Dzisiejsze nagłówki niemieckich gazet są w dość alarmującym tonie. Ma to związek z kolejnymi regionalnymi wyborami. Tym razem mieszkańcy Hesji wybierali swoich przedstawicieli do parlamentu tegoż landu. Zarówno chadecy, jak i socjaldemokraci, nie mają powodu do radości.

Obecnie na poziomie federalnym (centralnym) Republiką Federalną Niemiec rządzi „Wielka Koalicja”, w skład której wchodzi Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna CDU, Unia Chrześcijańsko-Społeczna w Bawarii CSU oraz Socjaldemokratyczna Partia Niemiec SPD. Szefową rządu jest Angela Merkel. Wybory w landach to niejako testy popularności w regionach, odbywającymi się między ogólnoniemieckimi. W Hesji CDU oraz SPD, pomimo że zachowały pozycję dominującą, to w porównaniu z poprzednimi wyborami straciły po 10% poparcia. To poważna strata wizerunkowa.

Liderka SPD, Andrea Nahles zaznaczyła, że słaby wynik jej partii w Hesji to efekt coraz gorszych notowań rządu federalnego. Niewątpliwie to zwłaszcza socjaldemokraci mają największe powody do zmartwienia, stąd coraz częściej z szeregów tej formacji słyszeć głosy o konieczności zmian. Na przyszły rok zaplanowano „przegląd umowy koalicyjnej” między CDU/CSU, a SPD. Coraz częściej pisze się o kryzysie rządowym grożącym nawet zawaleniem całej koalicji.

O ile hegemoni niemieckiej sceny politycznej liczą straty, o tyle Zieloni świętują awans na miejsce trzecie w Hesji z wynikiem 19,5%. Natomiast skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec AfD, po raz pierwszy wprowadza swoich przedstawicieli do heskiego parlamentu – uzyskała około 12% poparcia.

Wybory w Hesji to kolejny cios dla koalicji rządowej. Zaledwie kilka tygodni temu w Bawarii, CSU zaliczyła olbrzymie straty, niespotykane od około kilku dekad. Poza tym, to kolejne wybory gdzie CDU/CSU i SPD liczą straty, a zyskują Zieloni oraz AfD.

Od pewnego czasu pojawiają się sugestie, że słabnące sondaże mogą zaważyć na przyszłości Merkel. W grudniu mają odbyć się wybory na lidera CDU. Merkel już zapowiedziała, że nie może być Kanclerzem Niemiec, jeśli nie będzie przewodniczącą własnej formacji politycznej.

29.10.2018 Jair Bolsonaro nowym prezydentem Brazylii

Ostatnia brazylijska kampania przedwyborcza była niezwykle emocjonująca. Jednakże, okres kampanijnej gorączki się kończy, a przed nowym prezydentem niełatwe zadania. Musi m. in.: scalić brazylijski naród, podzielony na skutek wyborczej rywalizacji. Według wstępnych danych, nowym przywódcą został Jair Bolsonaro.

Na podstawie danych sondażowych, drugą turę wyborów prezydenckich w Brazylii, która odbyła się w dniu wczorajszym, zwyciężył przedstawiciel prawicy, Jair Bolsonaro. Zdobył on ponad 55% ważnie oddanych głosów. Jest on liderem Partido Social Liberal PSL. Drugim z kolei był Fernando Haddad, który uzyskał blisko 45% poparcia, a wywodzi się on z formacji o nazwie Partia Pracujących PT, o profilu socjaldemokratycznym. Porażka PT, która rządziła od 2003 r. do 2016 r., wpisuje się w generalny trend na kontynencie południowoamerykańskim, sugerujący przechodzenie społecznych preferencji na prawą stronę sceny partyjnej.

Sama kampania przedwyborcza była niezwykle brutalna. Każdy z kandydatów głosił, że ewentualne zwycięstwo przeciwnika, doprowadzi do zniszczenia Brazylii, tak na polu politycznym, jak i gospodarczym. Przyjmuje się, że Bolsonaro wygrał dzięki obietnicom walki z przestępczością oraz korupcją, co uznaje się za największą bolączkę brazylijskiego państwa.

Przez ostatnie dwa lata prezydentem Brazylii był Michel Temer, który wywodził się z prawicy. Przejął on obowiązki głowy państwa po skandalu, który doprowadził do usunięcia z urzędu Dilmy Rousseff, w ramach procedury impeachmentu. Temer jednak jako technokrata nie potrafił sobie zjednać społecznego zaufania. W sondażach był zawsze jednym z najmniej lubianych polityków. Jego popularność sięgała zaledwie 2%, co sugerowało, że obywatele oczekują zmian, lecz nie do końca jasne było, w jakim kierunku mają one iść.

Nowy prezydent ma 63 lata. Jest emerytowanym oficerem sił zbrojnych, członkiem partii PSL. Ta formacja łączy społeczny konserwatyzm z prorynkową polityką. Przyjmuje się, że PSL ma charakter organizacji antyestablishmentowej. Klarowne koncepcje Bolsonaro dały mu przydomek „Trumpa brazylijskiej polityki” – jest on przeciwnikiem aborcji, eutanazji i przyznaniu praw homoseksualnym związkom na równi z tradycyjnymi małżeństwami. Elekt obejmie urząd 1 stycznia 2019 r.



Źródło: Prezydent-elekt Jair Bolsonaro,
https://en.m.wikipedia.org /wiki/ File: Federal_ Deputy_ Jair_Bolsonaro _at_ the_ Brazilian_ Chamber_ of_ Deputies_ (cropped_2).jpg, [dostęp dn. 29.10.2018]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution 2.0 Generic license.

28.10.2018 Spotkanie na szczycie w sprawie konfliktu syryjskiego

Nie od dziś wiadomo, że syryjski konflikt zbrojny tylko w teorii spełnia wymogi „wojny domowej”. Liczbę państw mniej lub bardziej zaangażowanych możemy długo wymieniać. Nie może dziwić, że syryjskie problemy na arenie międzynarodowej są przedyskutowywane bez udziału samych zainteresowanych.

W dniu wczorajszym doszło do spotkania na szczycie, jak się zwykło takowe określać. Liderzy takich państw jak: Rosji, Niemiec, Francji oraz Turcji spotkali się, by przedyskutować możliwości rozwiązania trudnej sytuacji w Syrii. Uznano, że ponad wszystko należy zagwarantować utrzymanie trwałego zawieszenia broni. Elementem tego ma być komisja, która wypracuje szczegóły nowej ustawy zasadniczej. Ma się ona zebrać jeszcze w tym roku kalendarzowym.

Spotkanie przywódców czterech światowych potęg miało miejsce w dniu wczorajszym w tureckim mieście, Stambule. Przyjmuje się, że sam szczyt został zarządzony w związku z coraz to nowymi doniesieniami, odnośnie przypadków łamania zawieszenia broni.

Chwilowy spokój został wymuszony przez społeczność międzynarodową w związku z kolejnymi planami militarnymi rządu centralnego w Damaszku. Już od pewnego czasu rebelianci tracili zajmowany obszar. Sukcesy natomiast święciły wojska rządu usytuowanego w syryjskiej stolicy. Obawa przed ofensywą na ostatnią dużą prowincję, będącą w rękach rebeliantów, i o sytuację kilku milionów niewinnych cywili, była na tyle duża, że zaczęto naciskać na reżim Bashara al-Assada.

W syryjskim konflikcie sprzeczne interesy posiada Moskwa i Ankara. O ile Rosja wspiera reżim al-Assada, o tyle Turcy popierają rebeliantów. Miesiąc temu oba zainteresowane państwa uzgodniły utworzenie zdemilitaryzowanej strefy z prowincji Idlib, która umiejscowiona jest na północnym-wschodzie Syrii.

Wczoraj prezydent Francji, Emmanuel Macron stwierdził, że trzeba uczynić wszystko, by turecko-rosyjskie porozumienie było w pełni respektowane przez wszystkie strony syryjskiego sporu. Tym samym, z Idlib ma zostać usunięta ciężka broń, a rebelianci byliby przeniesieni na inny obszar.

Poza tym, we wspólnym komunikacie Władimira Putina, E. Macrona, Angeli Merkel oraz Recepa Tayyipa Erdogana pojawia się wezwanie o utworzenie przed końcem roku komisji konstytucyjnej.

Zgodnie z propozycjami Organizacji Narodów Zjednoczonych ze stycznia 2018 r., taka komisja liczyłaby 150 członków, gdzie 1/3 nominowałby rząd w Damaszku, 1/3 rebelianci i 1/3 społeczność międzynarodowa ONZ. Obecnie kwestią sporną jest to, jak wielki wpływ na pracę komisji mieliby członkowie nominowani przez Narody Zjednoczone.

28.10.2018 Tajlandia w dobie przemian

Wydaje się, że Królestwo Tajlandii weszło na drogę przemian. W 2014 r. cywilny rząd premier Yingluck Shinawatry został obalony przez juntę wojskową. Pani premier wywodziła się z tajskiej partii o nazwie „Puea Thai Party”, która klasyfikowana była jako centrowa i populistyczna. W związku z oskarżeniami korupcyjnymi, Yingluck Shinawatra zbiegła z kraju w 2017 r., prawdopodobnie do Dunaju. Została następnie zaocznie skazana na pięć lat pozbawienia wolności.

Od 2014 r. działalność polityczna w Tajlandii była zakazana. Jednak miesiąc temu wojskowi, którzy rządzili do tej pory w Tajlandii, zgodzili się na reaktywację sceny partyjnej. Ma to związek z zaplanowanymi w przyszłym roku wyborami powszechnymi. W związku z tym, oczy wszystkich skupione są właśnie na „Puea Thai Party”.

W dniu dzisiejszym kilkuset członków wspomnianej partii zebrało się w stolicy kraju, Bangkoku. Celem spotkania jest wybór nowych władz formacji politycznej. Wybranym liderem został 84-letni Viroj Pao-in, na sekretarza generalnego obrano 64-letniego Phumthama Vechayaychai’ego, zaś przewodniczącym komitetu wykonawczego został 57-letni Sudarat Keyuraphan.


Źródło: Yingluck Shinawatra – zdjęcie z 2017 r.,
https://www.cfr.org /blog/ thailands- enforced- calm- could- collapse -after- yingluck- trial, [dostęp dn. 28.10.2018]; Attribution-NonCommercial-NoDerivatives 4.0 International (CC BY-NC-ND 4.0).

Nowi liderzy zaznaczyli, że teraz czeka ich dużo pracy. Muszą przekonać terenowe struktury do ostatnich zmian oraz wypracować program polityczny na nadchodzące miesiące. Dodali, że ich nominacja na partyjne stanowiska nie oznacza, że stają się automatycznie kandydatami na stanowiska rządowe, w przypadku oczywiście wygranej w wyborach.

Ostatnia dekada w historii Tajlandii jest niezwykle trudna. Polityka została zawłaszczona przez populistów spod znaku „Puea Thai Party” oraz rojalistów wywodzących się z elit wojskowych. Partia „Puea Thai Party” została założona w 2008 r. przez byłego premiera Thaksina Shinawatrę, obalonego dwa lata wcześniej. W wyborach z 2011 r. formacja zwyciężyła, a premierem została siostra Thaksina, Yingluck Shinawatra. Utraciła władzę w wyniku kolejnego wojskowego zamachu stanu z 2014 r.

24.10.2018 Paul Barthélemy Biya wygrał, czyli bez zmian w Kamerunie

Współczesne dzieje afrykańskiego państwa o nazwie Kamerun, wiążą się bez wątpienia z jedną postacią. Paul Barthélemy Biya w latach 1975-1982 był premierem, a od 6 listopada 1982 prezydentem. Ostatnie wybory pokazały, że jego pozycja jest niezagrożona i głową państwa jeszcze długo będzie.

Wybory prezydenckie miały miejsce 7 października 2018 r. Dnia 22 października 2018 r. Rada Konstytucyjna obradująca pod przewodnictwem Clementa Atangany ogłosiła, że zwycięzcą jest Paul Barthélemy Biya, czyli urzędujący prezydent. Sędziowie potwierdzili, pomimo zastrzeżeń opozycji, że Biya uzyskał poparcie na poziomie 71%. Drugie miejsce zajął Maurice Kamto z wynikiem 14% ważnie oddanych głosów. Frekwencja wyniosła nieco ponad 53%, przy blisko 6,7 miliona obywateli uprawnionych do oddania głosu.

Zdaniem sędziów wybory były uczciwe i wolne. Kwestia ta była niezwykle istotna w kontekście zagrożenia dla bezpieczeństwa w tych regionach, gdzie dominuje język angielski. Nie od dziś wiadomo, że w Kamerunie narasta konflikt między obywatelami francuskojęzycznymi, a angielskojęzycznymi.


Źródło: Paul Biya,
https://commons. wikimedia. org/ wiki/ File: Paul_ Biya_ at_ US_ Embassy_ 2006.JPG, [dostęp dn. 24.10.2018].

Zwycięstwo prezydenta Biya było raczej oczekiwane. Ma on obecnie 85 lat i będzie mógł przewodzić Kamerunem, aż do ukończenia 92 roku życia. W Afryce obecnie tylko przywódca Gwinei Równikowej rządzi dłużej aniżeli Biya, a jest nim Teodoro Obiang Nguema Mbasogo.

Rada Konstytucyjna odrzuciła wszystkie 18 skarg złożonych przez kameruńską opozycję. Opozycja podkreślała, że miało dochodzić do prób zastraszania wyborców oraz oszustwa na dużą skalę. Poza tym, w anglojęzycznej części kraju, na skutek głośnych aktów przemocy, część mieszkańców opuściła miejsce zamieszkania. Tym samym, część wyborców pozbawiono możliwości oddania ważnego głosu. Rośnie groźba separatyzmu. Kamto wcześniej ogłosił swoje zwycięstwo, lecz jego szanse pogrzebali sędziowie. Marsze i protesty opozycji były tłumione przez siły porządkowe. Zapewne do momentu zaprzysiężenia Biya, w kraju żyjącym z eksportu kawy i ropy naftowej, nie będzie spokojnie.

23.10.2018 Władze palestyńskie pod ognie krytyki HRW

Konflikt bliskowschodni ma różne oblicza. Z jednej strony, Izrael nie ma w regionie przyjaciół i walczy o własną przyszłość. Z drugiej strony, Palestyńczycy zmagają się z Izraelem o utworzenie własnego państwa. W tle tych konfliktów są losy zwykłych ludzi. Organizacja Human Rights Watch podała, że palestyńskie władze silną ręką rządzą, a ewentualne protesty są zduszane za pośrednictwem bezprawnych zatrzymań i tortur.

Zdaniem HRW, zarówno Fatah na Zachodnim Brzegu Jordanu, jak i Hamas w Strefie Gazy, mają dość brutalnie rozprawiać się z krytykami swojej władzy. Organizacja swój raport oparła na zeznaniach świadków, którzy mają potwierdzać, że rywalizujące palestyńskie frakcje „ustanowiły machiny represji, aby zmiażdżyć każdy sprzeciw”.

Organa bezpieczeństwa mają zatrzymanych bić, szykanować oraz narażać na inne sytuacje stresowe. Wiele osób miało zostać aresztowanych, a wśród nich krytyczni wobec władz dziennikarze, uczestnicy pokojowych demonstracji czy osoby prowadzące profile społecznościowe o politycznym nastawieniu. Liderzy mają nadużywać przepisy o znieważaniu funkcjonariuszy publicznych.

Co ważne, często na obszarach zarządzanych przez Fatah, gros działań skierowanych jest przeciwko zwolennikom Hamasu. W Strefie Gazy, co oczywiste, wygląda to zgoła odwrotnie. HRW zaapelowała o wtrzymanie pomocy dla Fatah i Hamasu, oraz pociągnięcie do odpowiedzialności winnych. Obie oskarżone strony odrzuciły oskarżenia. Zdaniem HRW przeciąganie się tego stanu rzeczy wadzi o zarzut zbrodni przeciwko ludzkości.

23.10.2018 Chiny otworzyły najdłuższy most na świecie

Prezydent Chińskiej Republiki Ludowej ChRL, Xi Jinping oficjalnie otworzył najdłuższy most na świecie. Nastąpiło to w dniu dzisiejszym, dziewięć lat od rozpoczęcia budowy. Most łączy Hongkong, Makau i miasto Zhuhai. Liczy wraz z drogami dojazdowymi 55 kilometrów.

Jak na tak dużą inwestycję, opóźnienie wyniosło tylko trzy lata, lecz związane to było z kwestiami bezpieczeństwa. Zginęło aż, 18 robotników zatrudnionych przy budowie. Całość kosztowała 20 miliardów dolarów amerykańskich i robi olbrzymie wrażenie. Już jutro usługi transportowe, w sposób ograniczony, mają zostać uruchomione.

Most został zbudowany z wykorzystaniem najnowocześniejszej techniki. Ma wytrzymać zarówno trzęsienia ziemi, jak i tajfuny. Wykorzystana stal wystarczyłaby na postawienie 60 Wież Eiffla. Około 30 kilometrów mostu łączy dwa brzegi Rzeki Perłowej. W celu zapewnienia przepływalności, wybudowano dwie sztuczne wyspy, które służą jako wloty tunelu. Blisko 7 kilometrów mostu zostało przekształcone w tunel pod rzeką.

Właśnie otwarty most to element ambitnego planu stworzenia Greater Bay Area, łączącego Hongkong, Makau i 9 miast położonych na południu Chin. Tenże obszar zamieszkuje obecnie 68 milionów osób.

Most ma skrócić czas podróży z Hongkongu do Zhuhai z czterech godzin do 30 minut. Jednak część analityków zwraca uwagę, że projekt tylko częściowo będzie dostępny dla zwykłych obywateli. Tym samym koszt inwestycji i jej utrzymania może nigdy się nie zwrócić, zaś sama budowa ma charakter maskotki potwierdzającej potęgę Pekinu.

22.10.2018 Polityczne konsekwencje zamordowania Jamala Khashoggi’ego

Sprawa prawdopodobnie zamordowanego na polityczne zlecenie dziennikarza Jamala Khashoggi’ego – a według ostatnich danych rzeczywiście zamordowanego – to bez wątpienia nie tylko dramat rodziny i najbliższych, lecz poważny kryzys polityczno-dyplomatyczny. Już nie tylko chodzi o to, że dziennikarz był torturowany i zabity na terenie saudyjskiego konsulatu położonego w Turcji, ale także o to, że za tym aktem mogła stać królewska rodzina rządzącą jednym z najpotężniejszych państwa arabskich.

Minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej, Adel al-Jubeir wpierw zaprzeczał, by dziennikarzowi coś się stało dnia 2 października 2018 r. na terenie saudyjskiego konsulatu w Stambule, a następnie pod wpływem międzynarodowej presji przyznał, że Jamal Khashoggi nie wyszedł z budynku żywy. Saudyjski szef dyplomacji w ostatnim wywiadzie dla Fox News nie tylko przyznał, że dziennikarza zamordowano, lecz zaznaczył fakt nielegalnych działań służb wywiadowczych. Podkreślił, że w tej sprawie agenci postawili się ponad władzą i dokonali aktu morderstwa na własną rękę. Tym samym, wśród komentatorów pojawia się informacja, że al-Jubeir chce wybielić z zarzutów saudyjskiego następcę tronu, księcia Muhammada ibn Salmana ibn Abd al-Aziza Al Su’uda.

Minister dodał, że był to wielki błąd, iż agenci wpierw zamordowali Khasgoggi’ego, a następnie nieudolnie ukrywali tenże fakt. Sprawa ta już spowodowała napięcia na linii Turcja-Arabia Saudyjska. Również saudyjski sojusznik, Stany Zjednoczone krytycznie odniosły się do poczynań Rijadu – zabity dziennikarz był znanym felietonistą „the Washington Post”.

Arabia Saudyjska to największy eksporter ropy naftowej oraz poważny gracz w świecie arabskim. Sekretarz Skarbu USA, Stephen Mnuchin zaznaczył, że obecna retoryka Rijadu to dobry, acz niewystarczający krok, zaś sugestie wprowadzenia sankcji są co najmniej przedwczesne. Krytykę wobec saudyjskich władz już wyraziły takie kraje jak Niemcy, Francja i Wielka Brytania.



Źródło: Zamordowany Jamal Khashoggi,
https://zh.wikipedia.org/wiki/File:Jamal_ Khashoggi _in _ March_ 2018_ (cropped).jpg, [dostęp dn. 22.10.2018]; (CC BY 2.0).

20.10.2018 Parlament Macedonii za zmianą nazwy państwa

Dwie trzecie deputowanych parlamentu macedońskiego zagłosowało za zmianą ustawy zasadniczej. 80 na 120 członków ciała legislacyjnego opowiedziało się za takimi zmianami, które sankcjonowałyby czerwcowe porozumienie z Grecją, a jego głównym elementem jest zmiana nazwy państwa.

Jednym z najważniejszych hamulców przystąpienia Macedonii do struktur Unii Europejskiej i Paktu Północnoatlantyckiego NATO była Grecja. Te dwa państwa poróżniła kwestia nazewnictwa. Ateny nie zgadzały się, aby ich północni sąsiedzi używali nazwy Macedonia. Twierdziły, że tak nazywa się geograficzny region, który leży na ich terytorium. Uznanie sąsiada za Macedonię mogłoby w przyszłości doprowadzić do sytuacji, gdy pojawiłyby się terytorialne roszczenia. Poza tym, z macedońską nazwą wiąże się spuścizna Aleksandra Wielkiego, co zdaniem Grecji winno być utożsamiane tylko z ich historią i kulturą.

Jednakże polityczna sytuacja nie jest jasna. Macedońskie referendum z zeszłego miesiąca pomimo, że zwycięskie dla zwolenników umowy z Grecją i zmiany nazwy na Północna Macedonia, było nieważne ze względu na zbyt niską frekwencję. Głosowanie w parlamencie ma przedłużyć żywot umowy z Grecją. W Macedonii na rzecz zmian powstała nietypowa koalicja rządu z opozycją, która grozi kryzysem gabinetowym. Wielu opozycjonistów, którzy wcześniej rządzili ma zarzuty prokuratorskie. Sytuacja polityczna się zagęszcza.

Na arenie międzynarodowej obowiązuje tymczasowa nazwa: Była Jugosłowiańska Republika Macedonii FYROM.

20.10.2018 Starcia migrantów z policją na pograniczu meksykańsko-gwatemalskiej

Od kilku dni światowe media interesowały się losem kilkuset migrantów, którzy podążali w kierunku granicy meksykańsko-amerykańskiej. Wśród głównie uciekinierów z Hondurasu, były kobiety i dzieci. Gdy sprawa stała się głośna, Amerykanie powzięli polityczne środki, by zabezpieczyć się przed napływem nielegalnej imigracji.

Według dostępnych danych, w dniu wczorajszym kilkaset osób dotarło do południowej granicy Meksyku. Osobom tym częściowo udało się sforsować gwatemalskie ogrodzenie, lecz na tak zwanej ziemi niczyjej spotkali meksykańskich policjantów, z którymi się starli. Prezydent USA, Donald Trump już podziękował Meksykowi za działania mające na celu powstrzymanie tej fali nielegalnej imigracji. Wcześniej amerykański przywódca zagroził użyciem wojska, gdyby karawana uciekinierów nie zmieniła celu podróży.

Zdaniem Sekretarza Stany, Mike’a Pompea obecna sytuacja osiągnęła apogeum kryzysu. Gdy migranci zaczęli rzucać kamieniami, policja meksykańska użyła gazu łzawiącego. Część migrantów usiadła na moście granicznym, inni zawrócili, a jeszcze inna grupa wskoczyła do rzeki granicznej. Większość pozostała w gwatemalskim mieście przygranicznym Tecún Umán.

18.10.2018 Abd er-Rahman Suwar ad-Dahab nie żyje

W wieku 84 lat zmarł były prezydent Sudanu, Feldmarszałek Abd er-Rahman Suwar ad-Dahab. Był leczony w szpitalu w Rijadzie, Arabia Saudyjska. Sudański wojskowy był piątym z kolei prezydentem Sudanu; od 6 kwietnia 1985 r., do 6 maja 1986 r.

Zmarły były prezydent urodził się w mieście Al-Ubayyid. Ukończył Sudańską Akademię Wojskową, a następnie kształcił się poza granicami. Stało się o nim głośno, gdy w 1984 r. został mianowany głównodowodzącym wojsk oraz ministrem obrony przez ówczesnego prezydenta Dżafara Muhammada an-Numajri’ego. Rok później, na skutek protestów społecznych związanych z wojną na południu i próbą islamizacji kraju, obalił przywódcę, który zapewnił mu awans. Utworzył Tymczasową Radę Wojskową na czele której stał.

Abd er-Rahman Suwar ad-Dahab przeszedł do historii jako jedyny wojskowy, który dobrowolnie oddał władzę wybranemu cywilnemu rządowi. Wybory z 1986 r. uważane są za ostatnie demokratyczne, które odbyły się Sudanie. W 1986 r. premierem został Sadiq al-Mahdi, a prezydentem Ahmad Ali Al-Mirghani. Przeciągająca się wojna domowa, konflikt religijny oraz polityczny, skutkowały kolejnym zamachem w 1989 r., i rządami Omara Hassana Ahmada al-Bashira, które trwają do dnia dzisiejszego.

Zmarły były prezydent zostanie pochowany w islamskim świętym mieście w Arabii Saudyjskiej, Medynie.



Źródło: Abd er-Rahman Suwar ad-Dahab,
https://www.middleeastmonitor.com /20181018- ex- sudan- president -al- dahab- dies-a ge-83/, [dostęp dn. 18.10.2018]; Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 4.0 International License.

18.10.2018 Czy Stany Zjednoczone zamkną swoją południową granicę?

Jednym z poważnych problemów, z którym próbuje sobie poradzić obecnie Unia Europejska jest kwestia nielegalnej imigracji z obszarów objętych konfliktami militarnymi oraz kryzysami humanitarnymi. Chodzi głównie o Bliski Wschód i Północną Afrykę. Należy jednak pamiętać, że również najpotężniejsze państwo na świecie – Stany Zjednoczone – ma coraz większy problem z naporem migrantów z Ameryki Łacińskiej. Wydaje się, że cierpliwość prezydenta Donalda Trumpa zaczyna się kończyć.

Dzisiejsze środki masowego przekazu zelektryzowała informacja o ewentualnej możliwości użycia siły przez Waszyngton, w celu zamknięcia południowej granicy USA, która jest dzielona z Meksykiem. Decyzja ta ma ściśle wiązać się z medialnymi doniesieniami o około 3 tysiącach migrantów z Salwadoru, Hondurasu i Gwatemali, którzy mają kierować się na północ w celu przekroczenia amerykańsko-meksykańskiej granicy.

Gdy tylko pojawiły się sugestie, że kolejna grupa migrantów z Ameryki Łacińskiej ucieka przed przemocą i biedą do Ameryki, prezydent Donald Trump wpierw zagroził obcięciem środków pomocowych dla wspomnianych trzech państw. Poza tym, zażądał od Meksyku uszczelnienia własnej granicy. Ze względów geograficznych to właśnie przez meksykański kraj przechodzą masy migrantów.

Według BBC, w latach 2016-2017 pomoc pieniężna dla rządu w Hondurasie wyniosła około 175 milionów dolarów amerykańskich. Obcięcie pomocy byłoby poważnym ciosem dla władz tegoż państwa, które boryka się z różnymi problemami wewnętrznymi.

Prezydent Donald Trump własną kampanię wyborczą oparł na problemie nielegalnej imigracji. Co ważne, już 6 listopada 2018 r. mają odbyć się wybory do Kongresu. Jeśli chodzi o kryzys migracyjny, Republikanie są za uszczelnieniem granic. Odwrotnie natomiast Demokraci, którzy liczą, że dzięki tej retoryce, przejmą kontrolę na Kapitolu.

16.10.2018 Amerykański atak na jedną z siedzib al-Shabaab

W specjalnym oświadczeniu armia Stanów Zjednoczonych poinformowała, że przeprowadziła precyzyjny atak lotniczy na domniemaną siedzibę sił Harakat al-Shabaab al-Mujahideen, znaną jako al-Shabaab, w miejscowości Harardere, w środkowej części Somalii. Miało zginąć nawet 60 bojowników tej ekstremistycznej organizacji islamskiej.

Amerykanie w oświadczeniu dodali, że precyzja ataku była tak duża, że żaden cywil nie miał zostać nawet rannym. Atak lotniczy miał miejsce w Somalii, w porozumieniu i współpracy z tym afrykańskim państwem. Uznaje się, że lotnicza operacja była największą od listopada 2017 r., kiedy to zginęło około 100 fundamentalistów islamskich.

Sama organizacja al-Shabaab nie skomentowała tych doniesień jeszcze. Faktem jednak jest, że ma ona ścisłe powiązania z niesławną Al-Kaidą, a przez to stała się celem dla amerykańskiej wojny z międzynarodowym terroryzmem. Wiele państw zaangażowanych jest w walce z fundamentalizmem i ekstremizmem religijnym, który destabilizuje duże obszary Afryki.

Agencja informacyjna Associated Press podała, że tylko w tym roku USA wykonały ponad tuzin ataków lotniczych w Somalii, w tym z użyciem wysokospecjalistycznych dronów. Wzięcie na celownik somalijskich terrorystów zostało podjęte przez Prezydenta Donalda Trumpa w marcu 2017 r. Ta sama agencja podkreśla, że Amerykanie obawiają się interwencji lądowej w Somalii, co ma związek z kiepskimi doświadczeniami z 1993 r., kiedy to przeprowadzana operacja zakończyła się niepowodzeniem i śmiercią amerykańskich żołnierzy.

W 2011 r. bojownicy al-Shabaab zostali wyparci z Mogadiszu i dużych miast dzięki misji wojskowej zorganizowanej przez Unię Afrykańską. Nie zakończyło to jednak konfliktu zbrojnego.

Harardere natomiast to miasto portowe, które było jednocześnie bazą operacyjną somalijskich piratów, którzy szczyt aktywności świętowali w latach 2009-2011. Do dziś tenże port miał status centrum piractwa w całym regionie Afryki Wschodniej.

15.10.2018 Kryzys migracyjny dotyka Stany Zjednoczone (?)

Jak podaje agencja Reutera, około półtora tysiąca obywateli Hondurasu, którzy podróżują głównie samochodami, udaje się w kierunku granicy Stanów Zjednoczonych. Obecnie mają przebywać na terytorium Gwatemali. Wielu Honduran ucieka przed biedą oraz przemocą, która dotyka ich własny kraj.

Większość uciekinierów rozpoczęła długi marsz ubywając przed przemocą, która roztoczyła się na miastem San Pedro Sula w Hondurasie. Co ciekawe, doniesienia prasowe o tej masowej ucieczce zostały upublicznione krótko po tym, jak wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Mike Pence wezwał inne kraje Ameryki Środkowej o wszczęcie takich procedur, które zatrzymałyby marsz tysięcy migrantów w kierunku Ameryki.

Amerykańska ambasada w Hondurasie wydała pismo, w którym wyraża obawy o los migrantów, wśród których jest wiele kobiet i dzieci. Ponadto zaznaczono, że miano Honduranom dać fałszywą nadzieję na swobodne przekroczenie granicy, co nie jest możliwe przy obecnym stanie prawnym. Poza tym, zdaniem Amerykanów sytuacja w Hondurasie ulega powolnej poprawie i nie ma powodu siać paniki wśród samych obywateli.

Rząd Hondurasu również wydał oświadczenie, w którym wyraża żal, że dochodzi do sytuacji ucieczki obywateli. Zwłaszcza, że część z nich ma być celowo wprowadzana w błąd licząc na swobodne przekraczanie granicy i lepsze życie w Ameryce. Rząd Meksyku natomiast zaapelował o rozsądek i powtórzył informację, że wnioski wizowe składa się w konsulatach, a nie na granicy.

Co ciekawe, wiele organizacji chroniących prawa człowieka pomaga uciekinierom z Hondurasu, lecz czasami nie przekazują pełnych informacji. Sytuacja w Hondurasie jest trudna. Blisko 2/3 obywateli żyje w nędzy, a w kraju bezkarnie grasują grupy zorganizowane wymuszające haracz i zastraszające mieszkańców. W Ameryce Środkowej i Południowej już od pewnego czasu da się zaobserwować „wędrówkę ludów”, którzy głównie szukają miejsce na spokojne i bezpieczne życie. Ponieważ Stany Zjednoczone są wciąż traktowane jak „raj na ziemi”, automatycznie państwo to staje się celem dla tysięcy migrantów.

15.10.2018 Niemieccy konserwatyści wygrali w Bawarii, ale radości nie ma…

Unia Chrześcijańsko-Społeczna w Bawarii CSU, polityczna sojuszniczka i parlamentarno-rządowa koalicjantka Unii Chrześcijańsko-Demokratyczna Niemiec CDU, zwyciężyła wybory do ustawodawczego ciała w południowym landzie Niemiec: Bawarii. Jednak tenże sukces ma smak niemalże porażki, a rządowa stabilność na poziomie ogólnoniemieckim jest daleka od ideału.

Obecnie rząd Republiki Federalnej Niemiec RFN tworzy tak zwana Wielka Koalicja w składzie: CDU-CSU-SPD. Obok niemieckich chadeków, do rządu przystąpili członkowie Socjaldemokratycznej Partii Niemiec SPD. Wielkim obciążeniem Kanclerz Angeli Merkel była decyzja o „polityce otwartych drzwi”, czyli wpuszczeniu do RFN około miliona migrantów od 2015 r. Większość z nich przybyła z obszarów ogarniętych konfliktami militarnymi bądź ekonomicznymi, głównie na Bliskim Wschodzie i z Afryki Północnej.

Według dostępnych danych, wczorajsze wybory w Bawarii zwyciężyła CSU, lecz osiągnęła najgorszy wynik od 70 lat. Natomiast SPD straciła połowę stanu posiadania w porównaniu z poprzednimi wyborami. Tym samym, taktyka socjaldemokratów się nie powiodła: rosnąca różnica zdań między CDU a CSU, odnośnie prowadzonej polityki wobec napływających migrantów, miała SPD przynieść korzyści, co się nie stało.

Co ważniejsze, zdaniem wielu komentatorów wczorajsze głosowanie można wręcz potraktować jako formę rozliczenia rządzącej Wielkiej Koalicji. Tym samym, Bawarczycy rządowi Angeli Merkel dali, co najmniej, żółtą kartkę. SPD, która współtworzy rząd centralny, a w bawarskich wyborach straciła 10% poparcia w porównaniu z poprzednim głosowaniem, już zastanawia się nad trwałością sojuszu z Merkel.

Socjaldemokraci szli do ogólnokrajowych wyborów z września 2017 r. z hasłem „nie dla Wielkiej Koalicji”. Wielu członków wciąż czuje się rozgoryczonych decyzją liderów o zawarciu przymierza z CDU-CSU. W tamtym momencie obiecano „niezadowolonym”, że po dwóch latach nastąpi przegląd wyników prac koalicyjnego rządu i ma zapaść decyzja, czy kontynuować współpracę z chadekami.

Za dwa tygodnie wybory w Hesji i już wielu zastanawia się, jak bardzo partie rządowe stracą w tym niemieckim landzie. Na razie zyskują tylko Związek 90/Zieloni i antyimigrancka Alternatywa dla Niemiec AfD, co budzi coraz większe obawy niemieckich elit.

14.10.2018 Wielki protest w Berlinie

Według wstępnych wyliczeń nawet 100 tysięcy Niemców mogło wczoraj wylec na ulicę Berlina, by zaprotestować przeciwko szerzącej się ksenofobii oraz coraz potężniejszej skrajnej prawicy na scenie partyjnej. Wiec został zorganizowany przez organizacje chroniące prawa człowieka, lecz frekwencja miała ich niezwykle zaskoczyć.

W ostatnich latach rosło znaczenie antyimigranckiej formacji o nazwie Alternatywa dla Niemiec AfD. W zeszłorocznych wyborach parlamentarnych, nie tylko wprowadzili deputowanych do ciała ustawodawczego, ale po utworzeniu rządowej Wielkiej Koalicji przez chadeków i socjaldemokratów, Alternatywa stała się główną formacją opozycyjną w Republice Federalnej Niemiec RFN. Według ostatnich sondaży jest wielce prawdopodobne, że AfD uzyska w lokalnych wyborach w Bawarii tak silny status, że bawarscy konserwatyści utracą swobodną większość.

Większość protestujących wykrzykiwało hasła poświęcone prawom człowieka oraz tolerancji, szczególnie w stosunku do imigrantów. Kryzys migracyjny już od kilku lat dotyka państwa członkowskie Unii Europejskiej. Sposób w jaki sobie poradzić z tym kryzysem, poróżnił poszczególne kraje europejskie.

Przyjmuje się, że prowadzona od 2015 r. polityka otwartych drzwi przez kanclerz Angelę Merkel, oraz przybycie około miliona migrantów, skutkowało wzrostem popularności skrajnej prawicy, np.: AfD, zwłaszcza we wschodnich Niemczech. Nie tak dawno skrajni nacjonaliści zorganizowali w Chemnitz i innych miastach kontrowersyjne wiece.

Unia Chrześcijańsko-Społeczna w Bawarii CSU rządzi nieprzerwanie w tym niemieckim landzie od 1957 r., tylko raz będąc zmuszona do zawarcia koalicji z liberalną partią o nazwie: Wolna Partia Demokratyczna FDP. Jednak ostatnie sondaże pokazują, że CSU traci poparcie, zaś zyskuje FDP. Dzisiejsze wybory w Bawarii już określane są mianem historycznych ze względu na znaczny ubytek poparcia dla CSU. Oczekiwane wieczorem wyniki ukażą jak duża jest to strata i z kim będzie można, lub nie, utworzyć lokalny rząd w bawarskim landzie.

14.10.2018 Kryzys dyplomatyczny wokół Arabii Saudyjskiej

Światowe agencje prasowe zelektryzowała dziś informacja o możliwym bojkocie ważnej konferencji międzynarodowej zorganizowanej przez Arabię Saudyjską, zaś stronami bojkotującymi ma być Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Biorąc pod uwagę fakt, że Saudyjczycy są uważani za najważniejszego partnera szeroko pojmowanego „Zachodu”, to obecna sytuacja może realnie zmienić konfigurację sojuszy w regionie Zatoki Perskiej.

Ewentualna decyzja o bojkocie jest analizowana przez Londyn i Waszyngton w związku ze zniknięciem znanego saudyjskiego dziennikarza, Jamala Khashoggi’ego. Zaginiony ostatni raz był widziany w konsulacie saudyjskim w Stambule dnia 2 października 2018 r. Zdaniem Turcji dziennikarz mógł zostać zamordowany przez członków wywiadu nasłanego przez rząd w Rijadzie. Saudyjczycy odrzucają oskarżenia, zaś Donald Trump zapowiedział ukaranie Arabii Saudyjskiej, gdyby zarzuty okazały się prawdziwe. Jamal Khashoggi znany był ze swego krytycznego stosunku do poczynań Rijadu.

Już część uczestników konferencji inwestycyjnej w Rijadzie, zwanej „Davos na pustyni”, zrezygnowało w związku z kontrowersjami wokół zaginięcia dziennikarza. Udział wycofali lub nie potwierdzili przybycia: amerykański sekretarz skarbu oraz brytyjski minister ds. międzynarodowego handlu. Oficjalnie gospodarzem konferencji jest Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud, następca saudyjskiej tronu.

W tle jest też napięcie dyplomatyczne na linii Turcja – Arabia Saudyjska. Saudyjski minister spraw wewnętrznych książę Abd al-Aziz ibn Su’ud ibn Najif ibn Abd al-Aziz Al Su’ud zapewnił, że dla Rijadu odkrycie prawdy jest kluczowe. Minister spraw zagranicznych Turcji, Mevut Cavusoglu wystosował pismo, w którym zaapelował o udostępnienie terytorium konsulatu celem przeprowadzenia śledztwa – na razie bez odpowiedzi.

Prezydent USA, Donald Trump skrytykował Rijad, gdyby ten okazał się odpowiedzialny za zaginięcie lub śmierć dziennikarza, lecz dodał, że kontrakty wojskowe zostaną utrzymane. Zaznaczył, że gdyby Saudyjczycy nie kupili sprzętu od Ameryki, to kupiliby od Chin bądź Rosji, a przez to Ameryka sama by się ukarała.

11.10.2018 Nietypowy protest w Etiopii

Do nietypowego zdarzenia doszło w Federalnej Demokratycznej Republice Etiopii. Oto w stolicy państwa, Addis Abebie doszło do protestu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że protestującymi byli żołnierze zawodowi i kierowali się do biura szefa rządu, Abiy’a Ahmeda.

Sytuacja na początku była niejasna. Na kilka godzin Internet był niedostępny, a główne drogi wyłączone z ruchu. W pewnym momencie żołnierze wkroczyli do biura premiera. Ten zaś wpierw okazał gniew, gdyż część z umundurowanych członków armii była uzbrojona. Następnie nakazał żołnierzom, w liczbie kilkudziesięciu, wykonanie „karnych” pompek, które z nimi wykonał. Protestujący domagali się podwyżek.

Wydaje się, że kryzys, który mógł poważnie naruszyć poziom bezpieczeństwa kraju, został dość szybko opanowany.

Jak podaje BBC, wszystko rozpoczęło się wczoraj rano czasu miejscowego, kiedy żołnierze zaczęli gromadzić się w tej części miasta, gdzie znajduje się prezydencki pałac. Mniej więcej, co drugi miał przy sobie karabin Kałasznikow lub broń snajperską. Co oczywiste, straż broniąca pałacu nie wpuściła ich z powodu posiadanej broni. Drogi już wtedy były zablokowane. Do dzielnicy rządowej zostali wpuszczeni dopiero wtedy, gdy sami się rozbroili. Nie ma informacji jak duże podwyżki, zadowoliłyby protestujących.

Zdaniem części ekspertów, podwyżki to był tylko pretekst, zaś sytuacja rozwiązana została dzięki dobrej intuicji premiera. Pojawiają się spekulacje, że za akcją żołnierzy, którą wywiad nie przewidział, mogła stać grupa oficerów sprzeciwiających się reformom szefa rządu. Ahmed został premierem w kwietniu 2018 r. i od tamtego czasu zaczął zmieniać model prowadzonej polityki, jak i reformować samą armię. Premier obiecał przeanalizowanie wysokości żołdu, ale zaznaczył trudną sytuację w kraju, czego pokłosiem było obniżenie m. in. pensji urzędników.


Źródło: Premier Etiopii Abiy Ahmed,
https://pl.wikipedia.org/ wiki/ Abiy_ Ahmed_ Ali#/ media/ File: The_ state_ visit_ of_ Reuven_ Rivlin_ to_ Ethiopia,_ May_2018_ (6810)_ (cropped).jpg, [dostęp dn. 11.10.2018]; CC BY-SA 3.0.

11.10.2018 Sierra Leone nie pożyczą od Chin pieniędzy na nowe lotnisko

Rząd Sierra Leone podjął właśnie decyzję o zerwaniu umowy pożyczki 400 milionów dolarów amerykańskich od Chińskiej Republiki Ludowej ChRL na wybudowanie lotniska

Mamamah, które miało być umiejscowione niedaleko stolicy kraju Freetown.

Przyjmuje się, że za decyzją stały dwie kwestie. Po pierwsze, umowa została podpisana przez byłego już prezydenta kraju Ernesta Bai Koromy, który w marcu 2018 r. przegrał wybory. Po drugie, już od pewnego czasu Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy IMF ostrzegają, że kolejne chińskie inwestycje na kontynencie afrykańskim skutkują coraz większym zadłużeniem i uzależnieniem od Chin poszczególnych krajów Afryki. Zbyt szybki wzrost zadłużenia może wkrótce okazać się katastrofalny i spowodować niemożność wywiązania się ze zobowiązań finansowych.

Minister lotnictwa Sierra Leone, Kabineh Kallon potwierdził zerwanie umowy dodając, że nowe lotnisko byłoby ukończone w 2020 r., lecz nie jest bezwzględnie konieczne, zaś w to miejsce nastąpi odnowienie obecnego portu lotniczego. Urzędujący prezydent Julius Maada Bio oprócz renowacji obecnego portu Lungi zamierza usprawnić komunikację stolicy z resztą części kraju. Jednocześnie Sierra Leone i ChRL zapewniły, że zerwanie umowy nie zmieni dobrych obecnie relacji bilateralnych.

Jest faktem, że obecnie Chiny są największym infrastrukturalnym inwestorem w Afryce. W tej materii Pekin przewyższa łącznie Bank Światowy, Afrykański Bank Rozwoju, Unię Europejską, G8 i parę innych światowych organizacji. Z jednej strony, chińska gospodarka potrzebuje dostaw surowców naturalnych, których Afryka posiada znaczne zasoby. Z drugiej stronny, spirala zadłużenia szybko rośnie, co grozi gospodarczym uzależnieniem. Niedawno rząd Zambii zaprzeczał, aby musiał oddawać w chińskie ręce część państwowych spółek w związku z niewypłacalnością, lecz spekulacje już się pojawiają. Zdaniem Chin, Afryka ma olbrzymie zadłużenie, lecz to nie Pekin jest jej największym wierzycielem.

10.10.2018 Przed kolejnym szczytem Kima z Donaldem

W dniu wczorajszym amerykański prezydent Donald Trump zapowiedział, że jest skłonny po raz kolejny spotkać się z przywódcą komunistycznej Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej KRLD, zwanej potocznie Koreą Północną, lecz dopiero po wyborach do Kongresu USA, które odbędą się 6 listopada 2018 r.

Przywódca najpotężniejszego państwa na świecie, o możliwość spotkania z Kim Dzong Unem został zapytany tuż przed odlotem do stanu Iowa, gdzie odbędzie się partyjny wiec. Jak sam stwierdził, nie może teraz wybyć z kraju, gdyż trwa kampania przedwyborcza. Dodał jednak, że poczyniono znaczne postępy w dotychczasowych negocjacjach i oczekuje już kolejnego spotkania z liderem do niedawna najbardziej izolowanego państwa na świecie.

Oprócz kwestii praw człowieka i komunizmu w skrajnej odmianie, międzynarodowe zaniepokojenie budziły plany Pjongjangu dotyczące przekształcenia kraju w imperium nuklearne. Kolejne testy broni masowego rażenia oraz rakiet średniego i dalekiego zasięgu, mogące przenosić pociski, aż na amerykańskie terytorium, doprowadziło do politycznej eskalacji i presji ze strony Waszyngtonu. Kolejno nakładane sankcje dyplomatyczne i gospodarcze skutkowały zmianą retoryki ze strony północnokoreańskiego reżimu.

Prezydent Donald Trump potwierdził, że amerykański Sekretarz Stanu Mike Pompeo w miniony weekend miał okazję rozmawiać z Kim Dzong Unem i padły trzy/cztery możliwe lokalizacje następnego szczytu USA-KRLD. Pompeo potwierdził wspomniane informacje dodając, że celem ostatecznym jest denuklearyzacja całego koreańskiego półwyspu, a możliwość tego realizacji jest już widoczna na horyzoncie.

Pierwszy szczyt Trump-Kim miał miejsce 12 czerwca 2018 r. w Singapurze. Pomimo pewnych ustaleń w następnych tygodniach zapadł impas, gdy Pjongjang nie udostępnił pełnej listy instalacji mogących produkować rakiety i broń masowego rażenia. Kolejny szczyt ma dotyczyć konkretnych rozwiązań denuklearyzacyjnych.

08.10.2018 Brazylia po pierwszej turze wyborów prezydenckich

Zakończyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich w Brazylii. To pierwsze starcie zwyciężył kandydat skrajnej prawicy, Jair Bolsonaro. Nie było to jednak pełne zwycięstwo i musi odbyć się druga tura wyborów prezydenckich. Bolsonaro już zapowiedział, że na ostatniej prostej zamierza zaostrzyć stosowaną retorykę.

Jego przewaga z pierwszej tury, wynosząca aż 17%, nad drugim kandydatem reprezentującym lewicę, Fernando Haddadem, to poważna zmiana w polityce wewnętrznej tego kraju. Brazylia kieruje się na prawą stronę partyjnej sceny, co na południowoamerykańskim kontynencie nie jest normą.

Druga tura wyborów prezydenckich odbędzie się 28 października 2018 r. Haddad ma za sobą poparcie socjaldemokratycznej Partii Pracujących. Natomiast Bolsonaro to reprezentant Społecznej Partii Liberalnej PSL.


Źródło: Jair Bolsonaro, http://blogs.lse.ac.uk/latamcaribbean/2017/11/29/brazils-crisis-of-political-legitimacy-has-opened-the-door-to-rant-and-rave-populist-jair-bolsonaro/, [dostęp dn. 08.10.2018]; Jeso Carneiro, CC BY-BC 2.0.

Jak podaje agencja Reutera, zwolennicy lidera partii PSL nawoływali do zaniechania twardej retoryki, lecz Bolsonaro miał odpowiedzieć, że dalej zamierza mówić o zbrodniach i korupcji, oraz nie zamierza zdradzić swoich ideałów przy pomocy retoryki „Pokoju i Miłości”. W ten sposób odniósł się do kampanii byłego już prezydenta Luiza Inacio Luli da Silvy, który dzięki spokojnej kampanii zwyciężył w 2002 r., a teraz odsiaduje wyrok 12 lat pozbawienia wolności w związku z zarzutami korupcyjnymi.

Widmo zwycięstwa Bolsonaro już skutkowało zwyżką rynku akcyjnego. Gospodarka pozytywnie odnosi się do tego kandydata, który zapowiada reformy. Jednakże, pojawiają się też obawy, że w planach kandydata są takie zmiany, które mogą uderzyć w podstawy demokratyczne państwa. Sam Bolsonaro nie ukrywa, że w walce z wszechobecną przestępczością, policja powinna zabijać przestępców bez sądu, na miejscu.

Sytuacja w parlamencie też jest niejasna. Poziom rozdrobnienia zapewne utrudni zbudowanie spokojnej większości. W sumie 30 partii wprowadziło swoich deputowanych, a PSL stał się drugą siłą parlamentarną w Brazylii.

07.10.2018 Trudne wybory w Bośni i Hercegowinie

Właśnie dziś odbywają się wybory parlamentarne i prezydenckie w Bośni i Hercegowinie. Od ponad dwudziestu lat, kraj ten będący poza strukturami Unii Europejskiej, boryka się głównie z wewnętrznymi podziałami etnicznymi, grożącymi realnym rozpadem państwa.

Bośnia i Hercegowina w obecnym kształcie została ukształtowana na mocy porozumienia pokojowego z Dayton, z 1995 r., który kończył wojnę domową. Konflikt ten trwał trzy lata i pochłonął około 100 tysięcy ofiar – niektóre dane sugerują, że śmierć mogło ponieść dwa razy tyle osób, głównie na skutek czystek etnicznych.

Formalnie analizowane państwo ma bardzo skomplikowaną strukturę wewnętrzną, gdyż Bośnia i Hercegowina jest federacją składającą się z Republiki Serbskiej oraz Federacji Bośni i Hercegowiny (chorwacko-muzułmańska), a także Dystryktu Brczko. W dzisiejszych wyborach obywatele zdecydują, kto zostanie prezydentem (a jest ich w sumie do wyboru pięciu na różnych poziomach), a kto premierem (tych zaś będzie czternastu).

Na szczycie systemu jest federacyjny prezydent, lecz każda z części etnicznych kraju ma prawo wybrać po jednym, stąd: Chorwat, Bośniacki muzułmanin oraz Serb – razem trzyosobowa prezydencja.

Kampania przedwyborcza jasno pokazała, że główna oś podziału w Bośni i Hercegowinie oparta jest na podziałach etnicznych. Obywatele wybiorą trójosobową prezydencję federacji, członków dwuizbowego parlamentu oraz egzekutywę i legislatywę w dwóch częściach składowych kraju. W Republice Serbskiej do obsadzenia są stanowiska prezydenta, dwóch wiceprezydentów oraz członków parlamentu.


Źródło: Mapa Bośni i Hercegowiny,
https://pl.wikivoyage.org/ wiki/ Bo%C5%9 Bnia_i_ Hercegowina# /media /File: Bosnia_a nd_ Herzegovina _CIA_ map_ PL.png, [dostęp dn. 07.10.2018]; Domena publiczna.

W chorwacko-muzułmańskiej federacji do wybrania jest prezydent, dwóch zastępców oraz dwuizbowy parlament, a także władze kantonów, czyli jednostek terytorialnych.

Co ważne, kiedy liderzy wykorzystują etniczne podziały jako polityczny oręż, gospodarka jest w złym stanie, a nią już niewielu się interesuje. Bezrobocie sięga 20%, a wśród młodych obywateli to jest już ponad 50%. Około 5% populacji wyjechało, głównie do Unii Europejskiej, za lepszą perspektywą i zarobkami. Pracujący zaś w Bośni i Hercegowinie zarabiają około 400 euro miesięcznie. Na dodatek, dwa lata temu Trybunał Konstytucyjny unieważnił część wyborczego prawa, a parlament nie dokonał potrzebnych zmian. Może się okazać, że wybory będą nieważne. Należy też pamiętać, że są politycy – zwłaszcza w serbskiej części – domagający się secesji. Sytuacja staje się coraz trudniejsza.

07.10.2018 Wybory na Łotwie

W dniu wczorajszym zakończyły się wybory parlamentarne na Łotwie. O zwycięstwo walczyły głównie dwie partie o różnych poglądach dotyczących przyszłości kraju – prorosyjska i proeuropejska – oraz dwie formacje mniejsze. Zwyciężyli zwolennicy bliższych relacji z Moskwą.

Zarówno sondaże powyborcze, jak i dane cząstkowe z prawie wszystkich komisji liczących wyniki, dają zwycięstwo partii: Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda” (Sociāldemokrātiskā partija "Saskaņa" SDPS), a na jej czele stoi Nils Ušakovs. Klasyfikowana jest jako lewa strona sceny partyjnej i nie ukrywa, że chroni interesy rosyjskiej mniejszości mieszkającej na Łotwie. Według danych z godziny 10 (7 października 2018 r.) głosowało na nią ponad 166 tysięcy uprawnionych do głosowania, co stanowi blisko 20% ważnie oddanych głosów. Według BBC, taki wynik powinien SDPS dać 24 mandaty w 100-osobowym parlamencie. Jednocześnie podkreślone zostało, że partia ta może porozumieć się z populistami i konserwatystami, a przez to mieć odpowiednią większość, pozwalającą na utworzenie rządu. Lider SDPS, który jest jednocześnie burmistrzem miasta stołecznego Ryga, już zakomunikował, że bez jego formacji nie uda się utworzyć żadnego rządu.

Czwarte miejsce zajęła koalicja wyborcza o nazwie: „Rozwój za!”. W jej skład weszły takie duże formacje jak centroprawicowy liberalny „Dla Rozwoju Łotwy” (Latvijas attīstībai LA) oraz socjalliberalna partia centrowa „Ruch Za!” (Kustība Par!). uzyskując poparcie nieco ponad 100 tysięcy obywateli, czyli około 12% ważnie oddanych głosów, przez co wprowadzą do parlamentu mniejszą liczbę deputowanych aniżeli SDPS.

Drugą siłą polityczną na Łotwie obecnie staje się formacja KPV LV, czyli „Do kogo należy państwo” (Kam pieder valsts). Określana jest jako partia centrowa, antykorupcyjna, antyestablishmentowa oraz populistyczna, a założył ją kontrowersyjny dziennikarz Artuss Kaimiņš. Zdobyła nieco ponad 14% głosów. Trzecie miejsce w wyborach zajęła centroprawicowa partia o nazwie „Nowa Partia Konserwatynwa” (Jaunā konservatīvā partija JKP).

Do tej pory raczej udawało się nie dopuścić SDPS do władzy, lecz zdaniem wielu obecna sytuacja jest zgoła inna. Dotychczasowa koalicja rządowa premiera Marisa Kucinskisa, składająca się z Zjednoczenia Narodowego „Wszystko dla Łotwy!” – TB/LNNK, Związku Zielonych i Rolników oraz partii Jedność, zdobyła tylko 27% głosów łącznie i raczej trudno jej będzie porozumieć się z innymi formacjami, choć wszystko jest możliwe. Obecny rząd pogrążyły skandale korupcyjne, które były jednym z głównych tematów przedwyborczej kampanii.

Rozmowy koalicyjne potrwają zapewne kilka najbliższych tygodni. Łotwa to członek UE oraz Paktu Północnoatlantyckiego NATO. Na jej terytorium stacjonuje tysiąc żołnierzy Paktu, a ¼ obywateli to członkowie rosyjskojęzycznej mniejszości. Lider SDPS zapowiedział, że chce dobrych kontaktów, tak z Zachodem, jak i Wschodem.

4.10.2018 Stany Zjednoczone idą na starcie z Chińską Republiką Ludową

Po tym, jak w zeszłym tygodniu Prezydent USA, Donald Trump w przemówieniu, którzy wysłuchali inni światowi przywódcy zgromadzeni w gmachu Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ, w dość ostrych słowach skomentował bieżącą politykę Chin, dziś zawtórował mu wiceprezydent Mike Pence. Wszystko wskazuje na to, że Waszyngton zamierza zaostrzyć kurs, wobec chińskiego rządu.

Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Mike Pence, nie szczędził dziś słów krytyki wobec Chińskiej Republiki Ludowej ChRL. Z jednej strony, oskarżył Pekin, że swoimi poczynaniami stanowi poważne zagrożenie dla wolności światowego handlu. Z drugiej zaś strony, zdaniem Pence’a Chiny realnie wpływają na amerykańską opinię publiczną. Miały tak robić podczas ostatnich wyborów prezydenckich, a teraz mogą wpływać na wybór członków Kongresu. Co ciekawe, jeszcze niedawno to Rosję głównie oskarżano o nielegalne wpływanie na amerykańską opinię publiczną, na korzyść ubiegającego się o prezydenturę kilka lat temu, Trumpa.

Pence zauważył, że Chiny „mieszają w amerykańskiej dyplomacji”. Jego zdaniem, poprzez nielegalne działania chcą doprowadzić do sytuacji, gdy prezydentem Ameryki nie będzie Trump.


Źródło: Mike Pence,
https://www.wpr.org/ trump- names- indiana -gov- mike- pence- running- mate, [dostęp dn. 04.10.2018]; Gage Skidmore CC BY-SA 2.0.

Niektórzy komentatorzy już zauważyli, że atak amerykańskiej administracji na Chiny ma miejsce, gdy coraz mocniej oskarża się Trumpa o rzekome związki z rosyjskim wywiadem, który mógł wpływać na ostatnie wybory prezydenckie w USA.

Co ciekawe, kilka godzin przed przemówieniem Pence’a, amerykański Departament Sprawiedliwości, przy współpracy z Holandią i Wielką Brytanią, oficjalnie oskarżył siedmiu rosyjskich szpiegów o celowe działania polegające na internetowym zniesławianiu Partii Demokratycznej, której kandydatka była rywalką Trumpa w wyścigu o najważniejszy urząd. Jak podkreśla agencja AFP, Pence miał te fakty skomentować żartobliwie, że to co robią Rosjanie jest niczym, wobec działań Chińczyków.

Ostatnie werbalne ataki Trumpa i Pence’a mają miejsce zaledwie kilka dni przed wizytą amerykańskiego Sekretarza Stanu, Mike’a Pompeo właśnie w Chinach. Pompeo ma omawiać kwestię dalszych działań wobec marzącej o nuklearnej potędze Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, zwanej potocznie Korea Północną. Może to okazać się trudne.

01.10.2018 „Kaga” w Kolombo

Największy japoński okręt wojenny, śmigłowcowiec Kaga służący do przewozu helikopterów, wpłynął do portu w Kolombo, stolicy Sri Lanki. Jak widać, walka o wpływy w tej części świata, jak i kontrola nad głównymi szlakami morskimi jest nierozstrzygnięta, pomimo mocno ofensywnych działań Chińskiej Republiki Ludowej ChRL.

Cesarstwo Japonii nie ukrywało, że poprzez niskooprocentowane pożyczki dla rządu Sri Lanki, zamierza przekształcić port w Kolombo, w jedno z najważniejszych miejsc przeładunkowych na linii morskiej łączącej Europę-Afrykę-Azję. Jest to odpowiedź na chińskie działania skupione wokół inicjatywy „Jeden pas i jedna droga”, jako odtworzenie Jedwabnego Szlaku we współczesnych warunkach. Tym samym morska rywalizacja chińsko-japońska staje się coraz bardziej widoczna i będzie zapewne rosnąć.

Japonia nie ukrywa, że chce pełnej wolności żeglugi na obszarze Oceanów Indyjskiego i Pacyfiku. Chce przeciwdziałać próbie zawłaszczenia sporych części akwenów przez ofensywną politykę ChRL. W tym samym czasie, Chiny wraz z Filipinami i Indonezją przeprowadzały wspólne ćwiczenia morskie.


Źródło: Śmigłowcowiec Kaga,
https://en.wikipedia.org/ wiki/JS_Kaga# /media/ File:DDH-184_ %E3%81% 8B%E3% 81%8C.jpg, [dostęp dn. 01.10.2018]; CC BY-SA 4.0.

Co ważne, w związku z olbrzymim zadłużeniem Sri Lanka niedawno zgodziła się przekazać Chinom kontrolę nad własnym portem w miejscowości Hambantota. Formalnie Pekin chce pomóc Sri Lance, lecz zdaniem wielu, poprzez pożyczki, Chiny gospodarczo uzależniają od siebie słabszych partnerów. Stąd japońska propozycja, na którą władze w Kolombo patrzą chętnie.

01.10.2018 Protesty w Katalonii

Tysiące osób wyszły na ulicę, by zaprotestować przeciwko rządowi centralnemu w Madrycie. Już od pewnego czasu Katalonia dąży do uniezależnienia, czy wręcz do niepodległości. Protestujący w Barcelonie, i innych miejscach regionu, gdzie blokują drogi oraz tory, chcą w ten sposób zaznaczyć fakt pierwszej rocznicy nieuznawanego referendum niepodległościowego.

W miejscowości Sant Julia de Ramis regionalni liderzy dają okolicznościowe przemowy, zaś obywatele Katalonii coraz głośniej domagają się rozpisania ponownego referendum nad przyszłością Regionu. Zdaniem władz w Madrycie, jak i według sędziów, takie głosowanie byłoby sprzeczne z hiszpańską konstytucją. To właśnie w Sant Julia de Ramis doszło do najostrzejszych starć z policją rok temu. Deputowany do regionalnych władz Roger Torrent zaznaczył, że o 1 października ani nie zapomną, ani nie wybaczą.

W innym miejscu, Girona, protestujący zablokowali tory. Układane były cegły, demonstranci siadali, oraz położona była katalońska flaga. Opony natomiast były umieszczane tak, aby zablokować autostradę. W Barcelonie doszło do protestów zwolenników i przeciwników niezależności Katalonii, lecz do większych incydentów nie doszło.

Według komentatorów podział w Katalonii jest głęboki, ale nie decydujący. Gdyby policzyć zwolenników i przeciwników secesji, to wynik byłby porównywalny. Faktem jest, że secesjoniści są bardziej widoczni i o nich się głównie mówi.

01.10.2018 Iran na wojennej ścieżce

Światowe agencje prasowe podają, że Islamska Republika Iranu wystrzeliła rakiety w kierunku celów położonych na obszarze Syrii, będących pod kontrolą rebeliantów, a walczących z rządem centralnym w Damaszku. Ma to być kara za „niegodziwość”, jaką był atak terrorystyczny podczas wojskowej parady w jednym z irańskich miast. Zginęło wtedy 25 osób, w tym wielu członków elitarnego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Do terrorystycznego ataku z udziałem napastników uzbrojonych w broń palną doszło 22 września br. na południowym-zachodzie Iranu. Dla Irańczyków był to szok. Natychmiast wykorzystano wydarzenie do rzucenia oskarżenia przeciwko państwom położonym w Zatoce Perskiej, które za najważniejszego sojusznika uważają Stany Zjednoczone. Dzisiejszy atak na cele w Syrii, według Teheranu był odpowiedzią na tamten akt terroru przeciwko „terrorystom niewiernym takfiri”. Jako że Iran jest głównie szyicki, jako takfiri określa się sunnitów.

Irańska agencja Fars News pokazała wystrzelone pociski, na których widniały takie napisy jak: „Śmierć Ameryce”, „Śmierć Izraelowi”, czy „Śmierć saudyjskiej rodzinie królewskiej”. Jak podają Stany Zjednoczone, rzeczywiście doszło do ataku, lecz większych szkód nie było. Za cel miano wziąć głownie Syryjskie Siły Demokratyczne wspierane przez USA, które w tym regionie walczą z niesławnym Państwem Islamskim.

Oprócz pocisków typu Zolfaqar i Qiam, w ataku użyto również drony. Cała operacja została wykonana pod kryptonimem „Żelazna Pięść”.

Do ataku terrorystycznego z 22 września już przyznało się Państwo Islamskie oraz Narodowy Ruch Oporu Ahwaz. Jednak zdaniem Teheranu, za atakiem stały takie państwa jak Arabia Saudyjska oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie, które odrzuciły te oskarżenia. Faktem jednak jest, że w regionie trwa rywalizacja między głównymi potęgami, a syryjska wojna domowa to jeden z obszarów, gdzie toczy się walka o dominację. Teheran wspiera reżim Bashara al-Assada.



2018

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2017

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2016

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU




facebook