SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ






BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA
GRUDZIEŃ 2018

26.12.2018 Demokratyczna Republika Kongo DRK przed kluczowymi wyborami

Już 30 grudnia 2018 r. odbędą się wybory prezydenckie w Demokratycznej Republice Konga DRK. Do głosowania jeszcze nie doszło, a już pojawiają się kontrowersje. Kongijscy urzędnicy wyborczy zapowiedzieli, że komisje wyborcze w trzech miastach, które zazwyczaj były bastionem opozycji, nie będą otwarte, a same wybory na tym obszarze zostaną przesunięte aż do marca 2019 r.

Trzy miasta zostaną wykluczone z wyborów, lecz trzeba zauważyć, że są ku temu powody. Dwa miasta na wschodzie – Beni i Butembo – od sierpnia zmagają się z epidemią Eboli. Niestety daleko jest od stabilnej sytuacji. Władze nie radzą sobie z sytuacją humanitarną i istnieją obawy, że długie kolejki przed urnami wyborczymi to świetna pożywka dla wirusa Ebola. Natomiast w zachodnim mieście Yumbi dochodzi do coraz częstszych i coraz bardziej krwawych starć o podłożu etnicznym. Tylko w zeszłym tygodniu zginąć miało nawet 100 mieszkańców.

Władze w tym przypadku też podkreślają, że nie radzą sobie i do kolejnych aktów przemocy dochodzić może. Również na obszarach wiejskich w pobliżu Beni planowane jest opóźnienie głosowania do marca przyszłego roku.


Źródło: Prezydent Joseph Kabila,
https://www.mo.be/ en/ analysis/ kabila- his-way- out, [dostęp dn. 26.12.2018]; CC BY-ND 2.0.

Co ciekawe, komisja wyborcza kontrolowana przez rząd w Kinszasie zapowiedziała, że na pozostałym obszarze państwa wybory odbędą się zgodnie z planem, czyli 30 grudnia 2018 r. Wyniki mają zostać ogłoszone 15 stycznia 2019 r., a do zaprzysiężenia ma dojść już trzy dnia później – nie wiadomo jak liczone byłyby głosy na obszarach, gdzie wybory odbyłyby się w marcu 2018 r.

W oficjalnym oświadczeniu Centralna Komisja Wyborcza podkreśliła zagrożenie epidemiologiczne związane z wirusem Ebola, oraz groźbę aktów o charakterze terrorystycznym. Co ważne, ustępujący prezydent Joseph Kabila, który w wyścigu wspiera byłego ministra spraw wewnętrznych Emmanuela Ramazani’ego Shadarę, obawia się opozycji, a właśnie Beni i Butembo wraz z okolicznymi terenami, traktowane są jako bastiony przeciwników jego silnej władzy. Główny kandydat opozycji, Martin Fayulu ostrzega przed odkładaniem wyborów ma tych obszarach. Jego zdaniem to próba odebrania mu szansy na uzyskanie dobrego wyniku, a nawet zwycięstwa.

Wybory prezydenckie miały odbyć się już w 2016 r., lecz były wielokrotnie odkładane z powodu nieudolności władz i licznymi czynnikami destabilizującymi. Nawet ostatnia data (23 grudzień 2018 r.) została przesunięta o tydzień z powodu opóźnienia w rozdysponowaniu kart do głosowania i materiałów wyborczych. Wielu krytyków sytuacji w DRK podkreśla, że w ten sposób Kabila chciał jak najdłużej pozostać u steru władzy i szukał dobrego kandydata, którym mógłby z tylnego siedzenia kierować.

23.12.2018 Somalijska organizacja al-Shabab idzie na wojnę z Państwem Islamskim

Jeszcze niedawno pisało się, że wpływy Państwa Islamskiego rosną z dnia na dzień. Plany utworzenia kalifatu obejmowały spore obszary kilku kontynentów, a poszczególne lokalne ugrupowania fundamentalistyczne ogłaszały lojalność wobec sławnej organizacji IS/ISIS. Wydaje się, że te czasy prosperity minęły.

Do mediów masowych trafiło 42-minutowe nagranie rzecznika al-Shabab, Ali Mohamuda, znanego jako „Ali Rage”. Możemy w nim usłyszeć wypowiedzenie wojny Państwu Islamskiemu i nawoływania do zniszczenia wpływów tejże formacji na terenie Somalii. Mohamud wypowiadał się w imieniu lidera islamskiej ekstremistycznej organizacji terrorystycznej al-Shabab.

Jak stwierdził rzecznik al-Shabab, Państwo Islamskie to „śmiertelna choroba” i „rak”, których oskarża o „zepsucie trwające dżihadu w Somalii”. Prawdopodobnie powodem tego wystąpienia jest zwiększona aktywność IS w kruchym somalijskim państwie po przegranych bataliach w Iraku i Syrii. W ostatnich miesiącach Panstwo Islamskie stało się bardzo aktywne w Somalii, co powoduje, że wpływy zaczyna tracić al-Shabab. Obecnie obie skrajne formacje są w stanie wojny i należy spodziewać się krwawych ataków na członków konkurencji, co może skutkować również ofiarami cywilnymi.

23.12.2018 Ostatnie urodzinowe wystąpienie japońskiego cesarza

Obywatele Cesarstwa Japonii mieli okazję po raz ostatni usłyszeć urodzinowe wystąpienie swego cesarza Akihito. Tego 85-letniego władcy słuchało ponad 80 tysięcy osób. W kwietniu 2019 r. monarcha oficjalnie ogłosi swoją abdykację. W emocjonalnym wystąpieniu Akihito podkreślił, że niezmiernie się cieszy, iż jego rządy upłynęły pod znakiem pokoju, a kraj nie zaangażował się w żadną wojnę. Podziękował oczywiście swej małżonce, Michiko.

Abdykacja Akihito jest pierwszym tego typu aktem od prawie 200 lat w historii Cesarstwa Japonii. Już od pewnego czasu podkreślało się zły stan zdrowia monarchy, zwłaszcza po operacji serca i zwycięskiej walce z nowotworem. Jego zastępcą zostanie najstarszy syn, Naruhito. Akihito jest cesarzem od stycznia 1989 r., i okres ten już określany jest mianem ery Heisei, co znaczy „osiągnięcie pokoju” po japońsku.

W swoim krótkim wystąpieniu Akihito złożył kondolencje tym Japończykom, którzy stracili bliskich w serii katastrof naturalnych, które nawiedziły Japonię w minionym roku.

Formalnie rola japońskiego cesarza w systemie politycznym jest ceremonialny i nie dzierży on realnej władzy. Jednak jego wpływ na społeczeństwo okazał się niezwykle silny, wielu podkreśla jego działania na rzecz uświadomienia obywatelom roli, jaką Japończycy odegrali w czasie drugiej wojny światowej, właśnie za rządów jego ojca Hirohito. Jego przeprosiny skierowane do Chin, czy Korei Południowej, spowodowały skrajne i negatywne opinie ze strony japońskiej prawej sceny partyjnej.


Źródło: Akihito i Michiko,
https://commons. wikimedia. org/ wiki/ File: Emperor_ Akihito_ Empress_ Michiko_ and_ Yasuyoshi_ Umehara_ cropped_ 1_ Emperor_ Akihito_ Empress_ Michiko_ and_ Yasuyoshi_ Umehara_ 20120727.jpg, [dostęp dn. 23.12.2018]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution 2.0 Generic license.

Cesarz Akihito w swoim przemówieniu odniósł się również do bieżących sporów politycznych odnoszących się do kwestii przyjmowania migrantów. Społeczeństwo japońskie się starzeje i zaczyna być odczuwalny niedobór siły roboczej. Cesarz był zwolennikiem zniesienia restrykcyjnego prawa i otworzenia rynku pracy dla pracowników spoza Japonii.

22.12.2018 Nikaragua na drodze ku autorytaryzmowi?

Jak podaje agencja Reutera, policja w Nikaragui dokonała nalotu na biura ostatniego opozycyjnego nadawcy telewizyjnego „100% Noticias” oraz aresztowała jego dyrektora. Prawdopodobnie w ten sposób rząd Daniela Ortegi rozprawia się z krytykami jego władz oraz przekształca państwo w nie-demokrację autorytarną. „100% Noticias” była ostatnią niezależną i całodobową siecią informacyjną w Nikaragui. Sporo miejsca antenowego poświęcano kryzysowi politycznym, który ogarnął tenże kraj. Uważa się, że obecne polityczne perturbacje, to największy kryzys od zakończenia wojny domowej w latach osiemdziesiątych XX w.

Rząd Ortegi różnymi sposobami próbował zaradzić przeciągającym się antyprezydenckim protestom. Ostatni sposób to zamknięcie ust niepokornym dziennikarzom. Dyrektor „100% Noticias”, Miguel Mora sugerował już jakiś czas temu, że otrzymywał pogróżki i w związku z tym ukrywał się w biurach nadawcy.

Nikaraguański wymiar sprawiedliwości szukał sposobu, by zamknąć usta niepokornym, lecz do tej pory nie miał punktu zaczepienia. Teraz znalazł: Mora został oskarżony o szerzenie nienawiści, a przez to prokuratorzy nakazali zamknięcie i Mory, i „100% Noticias”. Wcześniej rząd Ortegi nakazał dostawcom telewizji kablowej i satelitarnej, zawieszenie sygnału niepokornej stacji informacyjnej.

W zeszłym tygodniu podobne działania policji dotknęły Carlosa Fernando Chamorry, syna byłej prezydent w latach 1990-1997, Violety Chamorro. Chamorra zajmował się wydawaniem internetowej edycji gazety Confidencial oraz kilku programów telewizyjnych. Policja natomiast przeprowadziła nalot na biura oraz zajęła sprzęt.

Sytuacja w Nikaragui jest coraz trudniejsza. Co najmniej 322 osoby zginęły w trakcie protestów, gdzie doszło do starć ze służbami porządkowymi, a ponad 500 zostało aresztowanych. W zeszłym tygodniu dwie międzynarodowe komisje ds. praw człowieka, badające przypadki przemocy, zostały wydalone z kraju. W sumie już 10 organizacji pozarządowych straciły wszystkie posiadane aktywa, gdyż znalazły się na czarnej liście prowadzonej przez rząd – rzekomo te aktywa miały służyć w celu zorganizowania zamachu stanu.

22.12.2018 Talal bin Abdulaziz Al Saud nie żyje

Nie żyje Talal bin Abdulaziz Al Saud, saudyjski książę, zwolennik reform w Arabii Saudyjskiej. Miał 87 lat i już od dłuższego czasu ciężko chorował. O śmierci poinformował sąd wspomnianego państwa.

Książe Talal bin Abdulaziz Al Saud był uważany za postać kontrowersyjną. Gdy w latach sześćdziesiątych XX w. domagał się wraz z innymi książętami reform konstytucyjnych w saudyjskiej monarchii, oficjalne władze cofnęły ważność jego paszportu, co skutkowało koniecznością życia na emigracji. Wtedy związał się z „arcywrogiem” saudyjskiego państwa, przywódcą Egiptu, Gamalem Abdelem Naserem.

Książe wrócił do kraju w 1964 r., kiedy to na tronie zasiadł reformistycznie nastawiony władca, Fajsal ibn Abd al-Aziz Al Su’ud.

Formalnie w 2011 r. zrezygnował z pracy w Radzie, której głównym zadaniem było nadzorowanie królewskiej sukcesji w Arabii Saudyjskiej.

Znany był ze swego postępowego podejścia w kontekście praw kobiet. Dążył do przyznania im uprawnień w zakresie wykonywania prac dotychczas zarezerwowanych dla mężczyzn oraz działał na rzecz zniesienia zakazu prowadzenia pojazdów przez płeć żeńską.

Był również zwolennikiem zmniejszenia wydatków zbrojeniowych.


Źródło: Talal bin Abdulaziz Al Saud,
https://en.wikipedia. org/ wiki/ Talal_ bin_ Abdulaziz_ Al_ Saud#/ media/ File: Talal_ bin_ Abdulaziz_ Al_ Saud.jpg, [dostęp dn. 22.12.2018]; Public domain.

17.12.2018 Tanzańska demokracja zagrożona…

Partie opozycyjne w Tanzanii ostro protestują przeciwko planowanej nowej ustawie o partiach politycznych. Ich zdaniem, cel nowelizacji jest jeden: osłabienie opozycji i ugruntowanie pozycji rządzącej Partii Rewolucji (Chama Cha Mapinduzi), która rządzi nieprzerwanie od uzyskania przez to afrykańskie państwo niepodległości.

Partia Rewolucji posiada większość parlamentarną i może swobodnie kształtować ustawy według własnego mniemania. Głosowanie nad wspomnianym projektem ma się odbyć w przyszłym miesiącu. Opozycja wezwała deputowanych do odrzucenia jej w całości. Wiele zastrzeżeń budzi propozycja rejestrowania partii politycznych w nowych warunkach i przy zastosowaniu nowych kryteriów. Dla wielu to sposób na wyeliminowanie legalnej konkurencji.

Inną interesującą kwestią jest rozdzielenie pojęć „partia polityczna” i „grupa nacisku”. W nowej ustawie te dwa aspekty nie mogą się zetknąć – żadna partia nie może prowadzić działalności typowej dla grupy nacisku. Jednak szerokie definiowanie tych pojęć powoduje, że zwykła polityczna działalność może zostać uznana za akt nielegalny, według uznania organów odpowiedzialnych za wdrożenie nowych przepisów. Zgodnie z ustawą, przez „grupę nacisku” lub „grupę aktywistów” należy rozumieć „grupę ludzi, która wpływa na opinię publiczną lub działania podejmowane przez rząd w interesie określonej sprawy”. Prawnie można to intepretować jako zakaz prowadzenia aktywności politycznej, kampanii wyborczej i generalnie prowadzenie polityki przez opozycję – tak twierdzą opozycjoniści.

Nowe prawo sankcjonuje taki polityczny twór jak koalicja, lecz to do właściwego ministra należałoby dookreślenie, co przez to należy rozumieć. Stąd podejrzenie opozycji, że odpowiedni członek rządu mógłby być stronniczy.

Zakazano również finansowania partii politycznych przez czynniki zewnętrzne – to podoba się opozycji, gdyż partia rządząca otrzymywała przez lata potężne wsparcie finansowe ze strony Komunistycznej Partii Chin.

Wysokie kary grożą członkom partii za działalność o charakterze milicyjnym. Poza tym, organ rejestrujący partii zyskałby potężny mechanizm antydemokratyczny polegający na monitorowaniu i kontrolowaniu wewnętrznych wyborów we wszystkich zarejestrowanych formacjach politycznych. Natomiast wszelka aktywność o charakterze edukacyjnym musi uzyskać wpierw zgodę odpowiedniego urzędnika cywilnego w danej jednostce administracyjno-terytorialnej. Stąd właśnie strach o przyszłość tanzańskiej demokracji.

17.12.2018 Coraz gorzej w relacjach saudyjsko-amerykańskich

Światowe media rozpisują się dziś nad coraz gorszymi relacjami bilateralnymi Arabii Saudyjskiej i Stanów Zjednoczonych. Jest to spowodowane m. in.: sprzecznymi interesami obu państwa na obszarze bliskowschodnim.

Saudyjczycy dziś z dużą rezerwą odnoszą się do swojego amerykańskiego sojusznika. Jest to spowodowane niedawnym głosowaniem w Senacie, gdzie Kongresmeni opowiedzieli się za wycofaniem zaangażowanych USA w Jemenie. Obecnie toczy się tam wojna domowa między rządem centralnym, posiadającym saudyjskie wsparcie, a rebeliantami.

Amerykańscy senatorzy obwiniali również następcę tronu Arabii Saudyjskiej, Mohammeda Bin Salmana o współudział w zamordowaniu znanego dziennikarza i krytyka władz, Jamala Khashoggi’ego.

Dla Saudyjczyków było to poważne naruszenie zasad, na których oparta jest dotychczasowa dobra współpraca obu państw. Wielu z nich uznało to za przejaw „ingerencji” w wewnętrzne sprawy oparty na „nieprawdziwych zarzutach”.

Analitycy podkreślają, że rezolucja Senatu ma charakter symboliczny i raczej nie stanie się wektorem przyszłej polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. O wiele ważniejsze jest jednak to, co to oznacza dla polityki krajowej w Ameryce. Nie od dziś wiadomo, że administracja Donalda Trumpa i część kongresmenów nie darzą się sympatią. Tym samym, rezolucja Senatu może być traktowana jako „żółta karta” wobec polityki administracji prezydenta względem Arabii Saudyjskiej. Prawnicy podkreślają, że wspomniana rezolucja jest pierwszą w historii USA, gdy jedna z izb parlamentu powołując się na zapisy: 1973 War Powers Act, zdecydowała o wycofaniu sił zbrojnych z toczącego się konfliktu.

Arabia Saudyjska zaangażowała się w jemeńską wojnę domową po stronie rządu centralnego, a przeciwko rebeliantom spod znaku zajdyckiego ugrupowania rebelianckiego Huti. Saudyjczycy otrzymali w swych działaniach potężne wsparcie logistyczne i wywiadowcze ze strony Waszyngtonu.

Natomiast o Khashoggim stało się głośno, gdy ten dziennikarz pracujący dla „Washington Post” i posiadający amerykańską rezydenturę, zaginął po tym jak wszedł do budynku saudyjskiej ambasady w Ankarze, w Turcji, 2 października 2018 r. – jak się okazało został tam zamordowany, a o akt ten jest posądzany właśnie następca tronu w Arabii Saudyjskiej.

16.12.2018 Turcja na politycznym zakręcie

Już od pewnego czasu Turcji nie po drodze z dotychczasowymi sojusznikami z Paktu Północnoatlantyckiego NATO, w tym ze Stanami Zjednoczonymi. Do tej pory uważało się, że Ankara i Waszyngton tworzą silny układ. Jednak sprzeczne interesy w ramach toczącej się syryjskiej wojny domowej doprowadziły do niespotykanego wcześniej napięcia w bilateralnych relacjach.

Konflikt w Syrii trwa od 2011 r. i tylko formalnie jest to wojna domowa. Różne państwa zaangażowały się, realizując własne partykularne interesy na obszarze bliskowschodnim. W toczącej się wojnie rebelia wybuchła przeciwko reżimowi Bashara al-Assada. Turcja zaangażowała się po stronie rebeliantów, przeciwko rządowi centralnemu w Damaszku, a także czyni starania, by zniszczyć kurdyjskie enklawy na północy Syrii. Co ważne, Kurdowie są traktowani przez USA za sojuszników w walce z Państwem Islamskim, a to automatycznie powoduje animozje na linii Waszyngton-Ankara.

Minister spraw zagranicznych Turcji, Mevlut Cavusoglu podczas konferencji prasowej w Katarze, gdzie właśnie przebywa z oficjalną wizytą stwierdził, że Ankara byłaby skłonna uznać al-Assada za sojusznika, gdyby ten wygrał w pełni demokratyczne wybory.

Jeszcze w 2011 r. wydawało się, że losy al-Assada, którego rodzina blisko 50 lat rządzi Syrią, są przesądzone. Bez międzynarodowego wsparcia, nie radził sobie z rebelią. Jednak wsparcie, które w późniejszym okresie udzieliły mu Rosja i Iran, skutkowało zmianą sytuacji na froncie. Turcja, która po nieudanym zamachu w 2016 r., coraz bardziej przypomina państwo autorytarne rządzone przez prezydenta Erdogana, w ostatnim czasie mocno zbliżyła się do Rosji. Stąd nie może dziwić fakt, że Turcy zmieniają postępowanie i teraz, tak jak Rosja, są skłonne uznać władzę al-Assada w Syrii.

Co ciekawe, rosyjskie działania są nie tylko coraz bardziej agresywne w sferze polityki i dyplomacji, ale i skuteczne. Moskwa ze swoimi wpływami wkracza na obszar, który do tej pory zarezerwowany był dla NATO i USA. Największy amerykański sojusznik w NATO (Turcja) i największy nienatowski sojusznik Ameryki (Filipiny – prezydent Rodrigo Duterte) coraz głośniej podkreślają potrzebę znalezienia się w nowej konfiguracji, gdzie coraz mocniejsza staje się właśnie Federacja Rosyjska.

15.12.2018 Australia uzna Zachodnią Jerozolimę za stolicę Izraela

Premier Australii, Scott Morrison zapowiedział, że jego rząd zamierza uznać Zachodnią Jerozolimę za stolicę państwa Izrael. Tym samym, zostanie wykonany podobny krok do tego, który uczyniły Stany Zjednoczone, za co zostały skrytykowane przez wielu członków międzynarodowej społeczności.

Australijski premier dodał jednak, że nie zamierza przenosić ambasady z Tel Awiwu, dopóki nie zostanie osiągnięte porozumienie pokojowe między zwaśnionymi Żydami i Palestyńczykami. Zdaniem Morrisona również palestyńska stolica winna zostać usytuowana w spornym starożytnym mieście.

Nie od dziś wiadomo, że status Jerozolimy to najbardziej zapalny punkt w toczącym się konflikcie izraelsko-palestyńskim. Morrison za swoją deklarację już został skrytykowany w rodzimej Australii przez opozycję. Lider Partii Pracy, Bill Shorten zapowiedział, że jeśli wygra przyszłoroczne wybory parlamentarne, to zmieni decyzję obecnego szefa rządu.

Ta deklaracja już kosztowała Australię pogorszeniem relacji z jednym z sąsiadów. Indonezja – z najludniejszym muzułmańskim narodem na świecie – zerwała właśnie trwające rozmowy bilateralne w sprawie umowy handlowej.

Morrison jest w trudnej politycznej sytuacji. Uważa się, że dzięki temu zagraniu z jednej strony zyska przychylność australijskich Żydów, a z drugiej, dzięki rozróżnieniu na Wschodnią i Zachodnią Jerozolimę, nie doprowadzi do międzynarodowego spięcia. Poprzednik Morrisona, Malcolm Turnbull był przeciwny uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela.

Jak do tej pory deklarację uznania nowej izraelskiej stolicy wyraziły Paragwaj i Gwatemala, lecz Paragwajczycy po zmianie rządu wycofali się już z tych zapowiedzi.


Źródło: Premier Scott Morrison,
https://commons .wikimedia. org/wiki/ File:01_ Scott_ Morrison_ 2016.jpg, [dostęp dn. 15.12.2018]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution 4.0 International license

W grudniu 2017 r. członkowie Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ zagłosowały za uchwałą uznającą amerykański akt o statusie Jerozolimy jako stolicy Izraela za nieważny i wymagający anulowania.

15.12.2018 Kryzys polityczny na Sri Lance

Sri Lanka pogrąża się w politycznym kryzysie. Niespodziewanie siedem tygodni po zaprzysiężeniu na urząd premiera rezygnację ogłosił Mahinda Rajapaksa. Stało się to podczas oficjalnej uroczystości w swoim domu. Ten były prezydent Sri Lanki zdecydował się na tenże krok oficjalnie po to, by „zapewnić stabilność narodową”.

Od blisko dwóch miesięcy trwa walka o władzę między skłóconymi politykami. Taka sytuacja nie sprzyja politycznej stabilności samego państwa. Wszystko zaczęło się w październiku 2018 r., kiedy prezydent Maithripala Sirisena zwolnił z urzędu szefa ówczesnego rządu, Ranila Wickremesinghe’go. Na jego miejsce powołał właśnie Rajapaksę, który teraz zrezygnował. Przyjmuje się, że w najbliższym czasie ponownie Ranil Wickremesinghe zostanie nowym premierem.

Rzecznik byłego premiera, Harin Fernando już zapowiedział, że jutro do godziny 10 rano czasu miejscowego, Wickremesinghe powinien zostać zaprzysiężony i tym samym zakończyć ma się kryzys polityczny, który już przyniósł ciężkie straty chociażby gospodarce.

W tle personalnego sporu, toczył się prawny odnoszący do kompetencji głowy państwa. Po tym jak Sirisena zdymisjonował szefa rządu, rozwiązał parlament i zarządził przedterminowe wybory, w listopadzie 2018 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że prezydent działał nielegalnie przekraczając własne kompetencje. Nie miał prawa zdaniem sędziów skrócić kadencję parlamentu, aż o dwa lata. Wickremesinghe cały czas utrzymywał, że jest premierem i nie zamierza ustępować.

Dochodziło również do scen gorszących, jak fizyczne przepychanki oraz przemoc fizyczna w gmachu parlamentu, gdzie deputowani nie szczędzili słów oraz pięści. Natomiast sam kryzys był bacznie obserwowany przez społeczność międzynarodową.

Mahinda Rajapaksa był prezydentem Sri Lanki w latach 2005-2015, zaś wojna domowa z separatystycznymi rebeliantami z organizacji Tamilskie Tygrysy toczyła się do 2009 r. Obie strony oskarżane były o poważne naruszenia praw człowieka. Zginęły tysiące niewinnych cywili.


Źródło: Prezydent Maithripala Sirisena,
https://commons. wikimedia. org/wiki /File: Maithripala_ Sirisena_ 2017.jpg, [dostęp dn. 15.12.2018]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution 2.0 Generic license.

Natomiast Ranil Wickremesinghe cieszy się poparciem zwykłej większości parlamentarnej. W ostatnią środę deputowani przegłosowali wotum zaufania wobec niego i z tego powodu nie zamierzał odpuszczać batalii o szefowanie rządem. Historia sporu między trojką wspomnianych polityków jest bardzo długa – już nieraz Sirisena, Rajapaksa i Wickremesinghe zmieniali sympatie i raz tworzyli sojusze, a innym razem zwalczali się nawzajem.

12.12.2018 Turcy szykują kolejną ofensywę

Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan zapowiedział, że w najbliższym czasie rozpocznie kolejną ofensywę na północy Syrii przeciwko kurdyjskiej milicji wspieranej przez Stany Zjednoczone. Działania takie mogą jeszcze bardziej zaszkodzić bilateralnym relacjom na linii Ankara-Waszyngton.

Kurdyjska milicja o nazwie: Powszechne Jednostki Samoobrony, posiadająca wsparcie USA, jest przez Turków traktowana jako organizacja terrorystyczna. Wzrost znaczenia Kurdów podczas toczącej się syryjskiej wojny domowej doprowadziło do zaangażowania się sił zbrojnych Turcji w tymże konflikcie. W 2016 r. Erdogan posłał wojsko do Syrii, by zniszczyć kurdyjskie enklawy na północy tegoż państwa. YPG do dnia dzisiejszego kontroluje spore obszary syryjskiego terytorium.

Dzisiaj w tej kwestii wypowiedział się sam prezydent Erdogan, który zaznaczył, że jego celem jest oczyszczenie obszarów na wschód od rzeki Eufrat od organizacji terrorystycznych spod znaku YPG. Tym samym zapowiedział znacznie większe zaangażowanie tureckich sił zbrojnych, niż to miało do tej pory miejsce. Jednocześnie dodał, że nie chce w żaden sposób zagrozić amerykańskim żołnierzom, którzy w sile około dwóch tysięcy, stacjonują na północy właśnie Syrii.

Zdaniem Turcji YPG to przedłużenie Partii Pracujących Kurdystanu PKK, którzy dążą do utworzenia autonomii z tureckich ziem zamieszkanych przez Kurdów. Ewentualna silna pozycja YPG na pograniczu turecko-syryjskim, mogłaby zdaniem Ankary, dać wiatr w żagle PKK i doprowadzenie do tego, że na tym obszarze powstałoby silne i niezależne państwo.

Amerykanie zupełnie inaczej spoglądają na ten problem. Wspierają i współpracują z YPG w ramach koalicji z Syryjskimi Siłami Demokratycznymi SDF. Głównym ich celem jest unicestwienie Państwa Islamskiego, które stało za licznymi aktami terroru. Turcy nie ukrywają rozgoryczenia polityką Waszyngtonu.

Ostre słowa Erdogana padły po tym, jak wczoraj Pentagon ogłosił plan wzniesienia stanowisk obserwacyjnych w celu zapobieżenia ewentualnych starć między Turkami, a Kurdami. Amerykanie obawiają się, że wzrost napięcia między Turcją, a YPG/SDF, może doprowadzić do zatrzymania ofensywy przeciwko ISIS.

12.12.2018 Atak terrorystyczny w Strasburgu

Francuskie miasto Strasburg było wczoraj wieczorem świadkiem ataku terrorystycznego. Zamachowiec otworzył ogień do bezbronnych cywili. Tuż przed tym miał wykrzyczeć znane islamskie stwierdzenie: „Allahu Akbar”. Do zdarzenia doszło w trakcie popularnego jarmarku bożonarodzeniowego.

Paryski prokurator Rémy Heitz poinformował, że dwie osoby poniosły śmierć w centrum miasta, a kolejne zwłoki odnaleziono we wschodniej części Strasburga. Aż dwanaście osób zostało rannych, z czego połowa jest w stanie ciężkim.

Zamachowiec został zidentyfikowany jako Chérif Chekatt, przebywał już w więzieniu, gdzie miał opinię radykała islamskiego. Ma 29 lat, wczoraj uzbrojony był w pistolet oraz nóż, zaś z miejsca uciekł zwykłą taksówką. Przesłuchany później kierowca potwierdził, że rozmawiał z zamachowcem, który chwalił się swymi czynami. Wiceminister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez spekuluje, że napastnika może już we Francji nie być. Zwiększono ochronę kluczowych miejsc w państwie, zaś policji przyznano dodatkowe uprawnienia.

Zamachowiec urodził się w Strasburgu. Był znany wcześniej policji, która umieściła go na liście obserwacyjnej „fiche S”, obejmującej osoby podejrzewane o sprzyjanie radykalnym fundamentalistycznym ugrupowaniom. We Francji, Niemczech i Szwajcarii był 27 razy skazywany za różne przestępstwa, co skutkowało długim okresem odsiadki. Do tej pory nie popełnił żadnego wykroczenia związanego z religijnym ekstremizmem.

11.12.2018 Protesty w Albanii

Jak podaje agencja Reutera, w Albanii na ulice wyszli studenci, by zaprotestować przeciwko polityce socjalistycznego premiera Edi’ego Ramy. Zazwyczaj demonstracje organizowane są przez partie polityczne, lecz tym razem ruch jest całkowicie oddolny. Studenci żądają, by rząd wywiązał się z obietnicy poprawy systemu edukacji oraz zainteresowanie się sytuacją ekonomiczną żaków.

Na chwilę obecną protest jest „kolorowy i pokojowy”. Studenci wyrażają w ten sposób niezadowolenie wobec niespełnionych obietnic premiera kraju. Propozycja Ramy o wielostronne rozmowy została odrzucona. Protestujący podkreślają, że najpierw żądania muszą zostać spełnione, a następnie można przystąpić do stołu negocjacyjnego.

Studenci domagają się między innymi: podwojenia budżetowego dofinansowania uniwersytetów, odpowiednio większą reprezentację studentów w organach decyzyjnych zajmujących się szkolnictwem wyższym, dodatkowe fundusze na badania, czy rządowy program zakwaterowania, który obecnie jest na niskim poziomie.

11.12.2018 Rosyjskie samoloty bojowe w Wenezueli

Opinia publiczna, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, została zelektryzowana doniesieniami o obecności powietrznych sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej na terenie Wenezueli. Chodzi o ponaddźwiękowe bombowce strategiczne Tu-160, które mogą przenosić broń masowego rażenia.

O tym fakcie poinformowały zarówno rządy Wenezueli, jak i Rosji. Bombowce po przebyciu ponad 10 tysięcy kilometrów wylądowały na lotnisku Maiquetia, niedaleko wenezuelskiej stolicy Caracas. Mowa jest o rozmieszczeniu tychże sił na wenezuelskiej ziemi, której lewicowy rząd prezydenta Nicolas Maduro uważany jest za najzacieklejszego wroga amerykańskiej administracji. Rosyjskie samoloty pojawiły się krótko po rozmowie Maduro z rosyjskim przywódcą, Władimirem Putinem.

Wenezuela przeżywa w ostatnim czasie poważne problemy. Jej gospodarka jest na skraju załamania. Wielu komentatorów zauważa, że dla Maduro sojusz z Putinem to ostatnia deska ratunku. Obecnie Rosja inwestuje potężne środki finansowe w przemysł naftowy oraz wojskowy. Wenezuela to członek Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową OPEC.

Samoloty Tu-160 są zdolne do przebywania odległości około 12 tysięcy kilometrów bez konieczności międzylądowania i ponownego tankowania. Mogą również przenosić broń atomową krótkiego zasięgu.


Źródło: Nicolas Maduro i Władimir Putin, październik 2017 r.,
https://commons.wikimedia.org /wiki /File: Vladimir_ Putin_ and_ Nicol%C3%A1s_ Maduro_ (2017-10-04).jpg, [dostęp dn. 11.12.2018]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution 4.0 International license.

Amerykański Sekretarz Stanu Mike Pompeo już wyraził zaniepokojenie rozmieszczaniem rosyjskich sił na kolejnych obszarach kuli ziemskiej. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odrzucił krytykę ze strony państwa, które jego zdaniem mogłoby wykarmić pół Afryki tylko za pieniądze wydawane w ramach budżetu obronnego. Rosjanie potwierdzili, że dwa bombowce doleciały do Wenezueli w towarzystwie dwóch innych samolotów, lecz nie sprecyzowali jak długo pozostaną w Wenezueli, czy przenoszą pociski oraz jaki jest cel misji.

10.12.2018 Armenia po wyborach

Jak podaje BBC, zdecydowane zwycięstwo we wczorajszych wyborach parlamentarnych w Armenii odniósł polityczny blok obecnego premiera Nikola Pashinyana. Według komisji wyborczej zdobył ponad 70% ważnie oddanych głosów. To potężny zastrzyk politycznego poparcia, który daję swobodę rządów podczas następnej kadencji.

Nikol Pashinyan to dziennikarz, który został bardzo popularnym politykiem. To on stał za kwietniową rewolucją, która przyniosła mu popularność oraz władzę. Odsunięty od rządów został wtedy Serż Sarkisjan, który jako prezydent uzyskał desygnację na premiera przez rządzącą partię, co miało związek ze zmianą systemu politycznego (z prezydenckiego na parlamentarny) oraz końcem drugiej dozwolonej kadencji głowy państwa. Sarkisjan nie chciał oddać władzy i po zakończeniu dziesiątego roku prezydentury wolał objąć urząd szefa rządu, co w nowym systemie oznaczałoby ponownie dzierżenie steru władzy.

Media podają, że frekwencja była stosunkowo niska – zaledwie 49%. Jednak blok Pashinyan ma swobodną większość, by przeforsować reformy gospodarcze oraz program walki z korupcją. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie ogłosiła, że wybory były uczciwe, lecz wielu komentatorów zwraca uwagę, że oszustwa i kupowanie głosów były powszechne, a przez to społeczny mandat z czasów rewolucji kwietniowej został zniweczony.

Według oficjalnych danych, centrowa koalicja o nazwie Mój Krok, w skład której wchodzi partia Pashinyana „Umowa Cywilna”, zdobyła 70,4% ważnie oddanych głosów. Drugie miejsce zajęła Kwitnąca Armenia pod kierunkiem oligarchy Gagika Tsarukyana z wynikiem 8%. Natomiast trzecia była prozachodnia i liberalna Jasna Armenia, która otrzymała 6% głosów.


Źródło: Nikol Pashinyan,
https://commons.wikimedia.org/ wiki/File: Vladimir_ Putin_ and_ Nikol_Pashinyan_ (2018-06-13)_ 01_(cropped ).jpg, [dostęp dn. 10.12.2018]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution 4.0 International license.

Zgodnie z ustawą zasadniczą prób wyborczy wynosi 5%, a 30% miejsc w parlamencie zagwarantowanych jest dla opozycji.

Pashinyan, który wielokrotnie sugerował chęć zbliżenia z UE i USA nie ukrywał, że będzie chciał utrzymać dalsze dobre relacje z najpotężniejszym graczem w regionie, czyli z Rosją. Armenia to dawna republika radziecka, na terenie której wciąż stacjonują rosyjskie wojska. W państwie tym położonym na Zakaukaziu mieszka 3 miliony osób.

10.12.2018 Francja w ogniu społecznego niezadowolenia

Media masowe podają dziś, że po kilku tygodniach społecznego niezadowolenia polegającego na ostrych starciach ze służbami bezpieczeństwa na ulicach francuskich miast, prezydent Emmanuel Macron ma zamiar spotkać się z przedstawicielami związków zawodowych oraz organizacji pracodawców. Po tygodniach niepokojów społecznych jest to dobry ruch, lecz dlaczego dopiero teraz….

Do spotkania ma dojść dziś, a po nim francuski przywódca wygłosi orędzie do narodu, by przedstawić kierunki dalszych prac oraz narzędzia jakie zostano wdrożone, by przeciwdziałać dalszym niepokojom ulicznym. W ciągu ostatnich czterech tygodni przez Francję przeszły protesty, których rozmach wielu zaskoczył.

Za początek wybuchu społecznego niezadowolenia uznaje się zapowiedź podwyżki cen paliwa, lecz w toku demonstracji pojawiły się inne tematy, które rozpalały i tak wysoką temperaturę niezadowolenia. W pierwszej kolejności chodziło oczywiście o wysokie koszty życia we Francji. Przyjmuje się, że Macron będzie chciał wprowadzić szereg zabezpieczeń socjalnych, by nie dopuścić do przeciągania się społecznego kryzysu.

Według danych francuskiego ministerstwa spraw wewnętrznych, tylko wczoraj na ulice francuskich miast wyszło 136 tysięcy demonstrantów. Ponad 1,2 tysiąca osób zostało zatrzymanych w związku z niepokojami. Demonstrantów z charakterystycznym elementem ubrania okrzyknięto wcześniej „żółtymi kamizelkami”. Tylko w Paryżu protestowało 10 tysięcy osób, które wybijały okna w sklepach, rabowały co się dało i paliły samochody. Minister finansów Bruno Le Maire określił te wydarzenia mianem „katastrofy dla przedsiębiorstw”.



2018

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2017

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2016

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU




facebook