SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ






BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA
CZERWIEC 2019

30.06.2019 Armia najeżdża biura opozycji w Sudanie



Źródło: Kwietniowe protesty w Sudanie przed siedzibą armii,
http://www. socialistparty. org. uk/ issue/ 1038/ 28996/ 17-04-2019/ sudan- no-t o-rule- of-the- generals, [dostęp dn. 30.06.2019]; photo by Lana Hago/CC.

Jedna z głównych formacji opozycyjnych w Sudanie, oskarżyła siły bezpieczeństwa wierne wojskowym, którzy dzierżą ster władzy, o najazd na ich biura oraz powstrzymanie zorganizowania pokojowych protestów.

Do zdarzenia miało dojść w dniu wczorajszym. Standardowe patrole na ulicach Chartumu szybko zmieniły się w akcje pacyfikacyjne. Opozycja miała zamiar się spotkać, by zaplanować niedzielne – czyli dzisiejsze – protesty.

Opozycja zrzeszona w „Sudanese Professionals Association” (SPA) miała zamiar zorganizować „marsz miliona” po to, by zmusić wojsko do oddania władzy w ręce cywilnego, demokratycznie wybranego, rządu. Akcja pacyfikacyjna odniosła zamierzony skutek. Nie ma doniesień o masowych niedzielnych wystąpieniach w Chartumie.

Republika Sudanu w roku 2019 przeżyła już sporo politycznych trzęsień ziemi. Lutowe ludowe powstanie zmusiło do ustąpienia wieloletniego przywódcę, Omara al-Bashira (Umar Hasan Ahmad al-Baszir). Ten rządził Sudanem nieprzerwanie od 30 czerwca 1989 r. w wyniku zamachu stanu, i w ten sam sposób ją stracił.

Jednak wojsko odmówiło przekazania włazy cywilom, a pokojowe demonstracje z 3 czerwca 2019 r. zakończyły się rozlewem krwi. SPA zapowiedziało zorganizowanie masowych demonstracji właśnie dziś, ale skutecznie opozycję spacyfikowano.

Lider protestujących, Ahmed al-Rabie powiedział agencji AFP, że podczas briefingu prasowego, który miał miejsce wczoraj wieczorem, siły bezpieczeństwa najechały biura SPA. W akcji uczestniczyć miała paramilitarna grupa o nazwie: „Rapid Support Forces”.

Od krwawo zakończonych protestów z 3 czerwca, pomimo mediacji Unii Afrykańskiej i Etiopii, rozmowy między opozycją, a Tymczasową Radą Wojskową nie zostały wznowione. Wyczuwa się napięcie w całym kraju.

30.06.2019 Historyczna krok Donalda Trumpa



Źródło: Od lewej: Donald Trump i Kim Dzong Un,
https://www.valleynewslive. com/ content/ news/ Report- Mongolia- Singapore- final- sites- for- Trump- Kim- Jong- Un- meeting- 481144241. html, [dostęp dn. 30.06.2019]; Photo: DoD / CC BY 2.0 - Photo: KCNA.

Zdaniem wielu komentatorów, doszło dziś do historycznego wydarzenia. Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, jako pierwszy przywódca tegoż państwa przekroczył granicę dotychczasowego arcywroga, czyli Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej KRL-D, zwanej potocznie Koreą Północną. Uczynił to, by spotkać się z przywódcą tego komunistycznego kraju, Kim Dzong Unem.

Rozmowa trwała około 2 godziny i odbyła się w przygranicznej strefie zdemilitaryzowanej, dwóch nieuznających się państw koreańskich. Media obiegły zdjęcia Trumpa i Una, którzy ściskali sobie dłonie przed właściwymi rozmowami.

Jednym z głównych celów amerykańskiej polityki na obszarze Azji Południowo-Wschodniej jest denuklearyzacja półwyspu koreańskiego. Obaj przywódcy uzgodnili dziś, że należy utworzyć specjalne zespoły, który przygotują grunt pod usuwanie broni masowego rażenia.

Dzisiejsze spotkanie jest trzecim z kolei od roku. Dwa poprzednie – ostatnie było w lutym 2019 r. – nie zakończyły się przełomem. Stąd wielu komentatorów raczej nie spodziewa się radykalnego zwrotu w relacjach. Korea Północna łatwo nie rezygnuje z posiadanego arsenału i marzeń o nuklearnej potędze.

Dzisiejsze spotkanie odbyło się z inicjatywy Donalda Trumpa i było organizowane na ostatnią chwilę. Wizyta amerykańskiego przywódcy w Korei Północnej, choć symboliczna i historyczna, była krótka. Obaj liderzy wykazali zadowolenie z kolejnego spotkania i wyrażali gotowość do zapomnienia o „niefortunnej przeszłości” i rozpoczęcia od nowa budowania dobrych, bilateralnych sytuacji.

Jak podaje BBC, po krótkiej wymianie słów i powitaniu po stronie Korei Północnej, obaj przywódcy udali się do budynku Freedom House w Korei Południowej, gdzie w cztery oczy przeprowadzili dyskusję. Przez krótką chwilę w spotkaniu uczestniczył prezydent Republiki Korei, Moon Jae-in – bezprecedensowe spotkanie trójstronne.

Dzisiejsza wizyta Donalda Trumpa jest historyczna, nie dość, że przekroczył granicę obu Korei, to jeszcze uczynił to bez hełmu i kamizelki – tak strefę zdemilitaryzowaną odwiedzali poprzednicy obecnego amerykańskiego przywódcy. Strefa zdemilitaryzowana istnieje od 1953 r., czyli od zakończenia wojny koreańskiej, w której USA wsparły militarnie Koreę Południową.

28.06.2018 Zjednoczone Emiraty Arabskie prawdopodobnie ograniczą obecność wojskową w Jemenie

Jak podaje agencja Reutera, nie są to wciąż potwierdzone dane, ale cztery niezależne źródła z departamentu dyplomacji w Zjednoczonych Emiratach Arabskich ZEA potwierdzają, że państwo to może znacząco ograniczyć swoją obecność wojskową w Jemenie. ZEA to kluczowy sojusznik Arabii Saudyjskiej i najważniejszy partner w wojskowej koalicji kierowanej przez Saudyjczyków. Koalicja ta wspiera jemeński rząd centralny w walce z rebeliantami, tym samym wojna domowa w Jemenie angażuje wiele państw w regionie.

Zjednoczone Emiraty Arabskie mają bać się sytuacji, która szybko w regionie się pogarsza i może bezpośrednio zagrażać ich bezpieczeństwu. Jak powszechnie wiadomo, o przywództwo w świecie arabskim rywalizują dwie regionalne potęgi: Islamska Republika Iranu i Arabia Saudyjska. Innym pewnikiem jest to, że głównym partnerem Saudyjczyków są Stany Zjednoczone. Tym samym, relacje amerykańsko-irańskie w swej naturze narażone są na perturbacje. Jeśli dodamy do tego ambicje irańskie odnośnie posiadania broni masowego rażenia, na co USA się nie zgadzają, to łatwo o eskalację tego naturalnego konfliktu. Obecnie jesteśmy właśnie na etapie mocnego podsycania sporu, co przekłada się na regionalną nerwowość. Zjednoczone Emiraty Arabskie obawiać się mają eskalacji amerykańsko-irańskiego konfliktu i ewentualnego zagrożenia dla ich bezpieczeństwa.

Jedno ze źródeł podało, że Zjednoczone Emiraty Arabskie już wycofało wojska z portu Aden i zachodniego wybrzeża Jemenu, gdzie bronili tych ziem przed rebeliantami Huti, którzy mają silne poparcie ze strony właśnie Iranu. Trzy inne źródła zapewniły dziennikarzy, że władze w Abu Zabi wolą mieć wszystkie siły zbrojne pod ręką, w razie niespodziewanej i niekontrolowanej eskalacji konfliktu amerykańsko-irańskiego.

Przyjmuje się, że te działania to pokłosie ataku na tankowce w regionie Cieśniny Ormuz (Amerykanie oskarżają Iran) oraz zestrzelenia amerykańskiego drona nad wodami międzynarodowymi (tym chwalił się sam Iran).

Oficjalnie władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich podały tylko, że obecne ruchy wojsk nie mają na celu wycofanie się z koalicji i zaangażowania w jemeńską wojnę domową, a tylko naturalnym ich przemieszczeniem. Dodano, że Jemen nie zostanie pozostawiony jako próżnia dla zwiększenia wpływów w regionie przez działania irańskie.

28.06.2018 Zapowiedź odwilży w amerykańsko-chińskiej wojnie handlowej

Relacje handlowe między dwiema potęgami, jakimi bez wątpienia są Stany Zjednoczone i Chińska Republika Ludowa, do najlepszych nie należą. Środki masowego przekazu już obecną sytuację obwołały mianem wojny handlowej. Niespodziewanie, dziś amerykański przywódca, Donald Trump zapowiedział, że zamierza porozmawiać z chińskim przywódcą, Xi Jinpingiem, o obecnym stanie bilateralnych relacji. Wojna handlowa dwóch potęg rzuca cień na wzrost globalny. Trump dodał jednak, że nie zamierza pierwszy występować z jakimikolwiek propozycjami. Wszystko zależy od kierunki, w jakim negocjacje pójdą.

Właśnie teraz odbywa się szczyt 20 najbardziej rozwiniętych państw świata, czyli G20. Do spotkania przywódców doszło w japońskim mieście Osaka, a podczas którego mimochodem spotkali się Donald Trump z Xi Jinpingiem. Oficjalne spotkanie obu przywódców odbędzie się dopiero w dniu jutrzejszym.

Wcześniej doszło zaś do spotkania w miłej atmosferze, wicepremiera Chin, Liu He, oraz amerykańskiego sekretarza skarbu Stevena Mnuchina i Roberta Lighthiza z departamentu handlu. Miały to być podwaliny pod jutrzejsze spotkanie przywódców. Najbardziej Chiny liczą na zelżenie obecnie podwyższonej temperatury relacji, gdyż te odbijają się negatywnie na gospodarkę, tak globalną, jak i krajową.

Dwie największe gospodarki świata uwikłane są w spór handlowy czego wymownym elementem są coraz to nowe taryfy celne nakładane na towary drugiej strony. Jeszcze przed spotkaniem dziennikarze dopytywali, czy Trump zrezygnuje z nałożenia kolejnych ceł na chińskie towary, o wartości 300 miliardów dolarów amerykańskich. Ten zdecydowanie stwierdził, że nie zamierza z niczego rezygnować, ale wszystko zależne jest od stanu przyszłych negocjacji. Do tej pory Amerykanie nałożyli taryfy na towary o wartości ponad 250 miliardów dolarów amerykańskich, co spotkało się z identyczną odpowiedzią ze strony Pekinu. Jeśli Trump nie wycofa się z zapowiedzi rozszerzenia katalogu towarów objętych cłami, niemal cały eksport z Chin do USA będzie obłożony takowymi reperkusjami obecnej sytuacji bilateralnej.

Trudne relacje handlowe chińsko-amerykańskie, to nie jedyny problem, przed którymi stanęli przywódcy podczas szczytu G20. Podobne problemy ma Ameryka z Indiami, Niemcami i Japonią. Tym samym, takie szczyty są dla wszystkich trudne.

25.06.2019 Ranni studenci po starciach z żandarmerią w Hondurasie



Źródło: Prezydent Juan Orlando Hernández,
https:// commons. wikimedia. org/ wiki/ File: Juan_ Orlando_ Hernandez Enrique_ Pe%C3%B1a_( cropped).jpg, [dostęp dn. 25.06.2019]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution 2.0 Generic license.

Co najmniej czterech studentów zostało rannych po tym, jak starli się z żandarmerią wojskową. Służby porządkowe miały użyć broń, by stłumić antyprezydenckie protesty, które zostało zorganizowane przez Żaków.

Do zdarzenia miało dojść na terenie kampusu w stolicy kraju, Tegucigalpa. Żandarmeria miała otworzyć ogień do studentów. Władze potwierdzają ranienie czterech osób. Dzisiejsze wydarzenia to kolejna odsłona pogłębiającego się kryzysu w tym latynoamerykańskim państwie.

Studenci zorganizowali protest, który wpisuje się w całą serię antyprezydenckich wystąpień w ostatnich miesiącach. Żacy, jak i wielu obywateli wychodzących na ulice miast i miasteczek, domagali się ustąpienia obecnego przywódcy, prezydenta Juana Orlando Hernándeza. Natomiast głowa państwa i rząd podjęły decyzję o rozlokowaniu dodatkowych sił wojskowych w całym kraju po tym, jak zeszłotygodniowe wystąpienia pochłonęły trzy ofiary śmiertelne.

Antyprezydenckie wystąpienia było spowodowane zapowiedziami reformy służby zdrowia i systemu edukacji. Istnieje obawa, że to ruch w kierunku prywatyzacji tychże ważnych dla obywateli sektorów. Co ważne, konserwatywny Juan Orlando Hernández ma duże poparcie ze strony najważniejszego gracza w regionie, jakim są Stany Zjednoczone – i to pomimo faktu, że honduraska administracja oskarżana jest o coraz bardzie autorytarne zapędy. Juan Orlando Hernández w taki sposób zmienił konstytucję kraju, że mógł ubiegać się o kolejną czteroletnią kadencję, wystartować w 2017 r. i wygrać. Zarówno polityczni przeciwnicy, jak i społeczność międzynarodowa, skrytykowali ten ruch.

Polityczna i gospodarcza niestabilność, oraz przemoc ze strony państwa i grup przestępczych skutkowało tym, że z Hondurasu, ale także Gwatemali i Salwadoru, uciekło tysiące obywateli. W większości do Stanów Zjednoczonych. Dla Waszyngtonu to olbrzymi problem. Z jednej strony, zmagają się z masową nielegalną migracją, a z drugiej próbują utrzymać wpływy na południe od własnych granic.

Jak podaje agencja AFP, około 40 żandarmów wkroczyło na teren uniwersytetu i użyło gazu łzawiącego przeciwko studentom, którzy korzystali z kamieni. Następnie miało zacząć się polowanie na protestujących, a niektórzy mundurowi mieli strzelać z karabinów. Zdaniem przedstawicieli szpitala, wszyscy przywiezieni byli w stanie ciężkim, bezpośrednio zagrażającym życiu. Zdaniem władz, ogień został otworzony w wyniku sytuacji, która zagrażała życiu samych funkcjonariuszy. Studenci mieli używać zmodyfikowanych koktajli Mołotowa, niebezpiecznych dla interweniujących żandarmów.

25.06.2018 Niespokojnie w Etiopii

Władze etiopskie ogłosiły stan żałoby narodowej. Jest to pokłosie śmierci jednego z ważnych generałów. Zginął z rąk rebeliantów, podczas rzekomego zamachu stanu, który miał miejsce w regionie o nazwie Amhara. W tym afrykańskim państwie robi się coraz niebezpieczniej.

Zabitym był szef sztabu generalnego, gen. Seare Mekonnen. Według władz, który wystawiły mu pamiątkowy pomnik, miał on zostać zastrzelony trzy dni temu podczas nieudanego zamachu stanu. Do końca jednak nie wiadomo, czy to co miało miejsce w Amharze, było zamachem na państwo, czy tylko na generała.

Etiopskie media dużo miejsca poświęcają ostatnim wydarzeniom. Premier Abiy Ahmed jest pokazywany we łzach. Gen. Seare Mekonnen był bliskim przyjacielem i politycznym sojusznikiem etiopskiego szefa rządu.

Zdaniem władz, zabójstwo szefa sztabu było elementem szerszej akcji, czyli zamachu stanu w regionie amharskim. Śmiertelny strzał został oddany przez samego ochroniarza generała, który wbrew wcześniejszym informacjom o samobójczej śmierci, jest obecnie w szpitalu, gdzie podlega leczeniu w związku z odniesionymi ranami – nie jest jasne, czy rany zadał sobie sam, czy też w wyniku postrzału innej osoby. Policja o zamach oskarżyła innego wojskowego, gen. Asaminewa Tsige, który wczoraj miał zostać zastrzelony, podczas ucieczki ze stolicy regionu Amhara, Bahir Dar.

Dzisiaj odbyło się oficjalne nabożeństwo żałobne oraz pogrzeb w etiopskiej stolicy, pod ścisłą kontrolą służb bezpieczeństwa. Na widok publiczny, w towarzystwie oficjalnie wniesionych państwowych flag, wystawiono dwie trumny: gen. Seare Mekonnena oraz gen. Gezai Abera. Obaj mieli zginąć w tym samym czasie, podczas tego samego rzekomego zamachu stanu.
Tuż po tych wydarzeniach, Internet w całym kraju jest obecnie niedostępny. W poprzednim tygodniu, niemal cała Etiopia była zaciemniona z powodu niewystarczających dostaw prądu.
Atak i zabójstwo dwóch generałów nastąpił kilka godzin po tym, jak zamordowano gubernatora regionu Amhara, którym był Ambachew Mekonnen wraz z dwoma innymi wysokiej rangi lokalnymi urzędnikami. Zdaniem rządu centralnego to dowód na skoordynowanie działań i próbę zamachu, polegającą na przejęciu kontroli nad Amharą. Przy zabójstwie Mekonnena miał być obecny Tsige i stąd podejrzenia, że to on stał za rzekomym zamachem.

Obecny kryzys jest największym od czasu przejęcia steru władzy przez premiera Abiy’a Ahmeda. Ostatnio przeprowadzał gruntowną reformę aparatu bezpieczeństwa, co wielu generałom miało się nie spodobać. W samej generalicji powstały mocne podziały. Jedni chcą reform, inni utrzymania status quo.

Jak podaje BBC, rzekomy inicjator zamachu, gen. Asaminewa Tsige należał do ludu Amharów, drugiego co do wielkości w Etiopii. Był zwolennikiem etnicznego nacjonalizmu i separatyzmu. Dążył do większej autonomii Amharów. Niespodziewanie w czerwcu 2019 r. wezwał pobratymców do zbrojenia się, a miał duży posłuch zwłaszcza wśród młodych. Przez ponad 9 lat przebywał w więzieniu, za rzekome spiskowanie przeciwko władzy centralnej. Zabici generałowie wywodzili się natomiast z ludu Tigrajczyków, co może budzić obawy odnośnie ponownego otwarcia etnicznych animozji i otwartego konfliktu.

22.06.2018 Niemcy po śmierci jednego z polityków

Republika Federalna Niemiec, jak sama wskazała szefowa rządu, Kanclerz Angela Merkel, musi uporać się z bardzo poważnym zjawiskiem, jakim ma być „prawicowy ekstremizm”. Słowa te padły po tym, jak opinię publiczną zelektryzowała informacja o zamordowaniu jednego z bardzo znanych polityków.

Merkel poszła jednak dalej, aniżeli krytyka jednej z radykalnych stron politycznego sporu. Zasugerowała, że to samo państwo musi walczyć z „prawicowym ekstremizmem”, lecz nie do końca wiadomo, jak sama to rozumie i z kim do końca chce się zmagać.

Opinia publiczna została zszokowana faktem zastrzelenia polityka, Waltera Luebcke. Oprócz tego, że był znany ze swoich pro imigranckich poglądów, oraz polityki „otwartych drzwi”. był też klasyfikowany jako sojusznik obecnej Kanclerz. Po tym fakcie, wielu żądało, by rząd centralny o wiele ostrzej reagował na wszelkie symptomy radykalizmu po prawej stronie sceny politycznej. Po zastrzelenia Luebcke, media donosiły o fakcie aresztowania jednego podejrzanego, którego kojarzono z jedną z prawicowych formacji.

Angela Merkel w Dortmundzie, podczas corocznego spotkania kościołów protestanckich zakomunikowała, że prawicowy ekstremizm musi znaleźć odpór bez „żadnych tabu”. W innym przypadku państwo może stracić jakąkolwiek wiarygodność w gwarantowaniu społecznego bezpieczeństwa. W podobnym tonie wcześniej wypowiedział się minister spraw wewnętrznych, Horst Seehofer.

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji BfV, który stanowi niemiecki kontrwywiad podał, że tylko w RFN może być ponad 12 tysięcy ekstremistów, mogących w sposób skrajnie radykalny prezentować własne poglądy polityczne. Natomiast w innym badaniu opinii publicznej możemy przeczytać, że około 60% obywateli uważa, że rząd centralny robi za mało, by chronić mieszkańców przed zagrożeniem ze strony tych właśnie grup.

Zmarły Walter Luebcke stał na czele władz w Kassel, w landzie Hesja. Został postrzelony w głowę, niedaleko miejsca zamieszkania. Zdaniem władz, podejrzany, który został już aresztowany, był znany ze swego prawicowego radykalizmu, w latach 80. i 90. XX w.

22.06.2018 Szczyt państw ASEAN w Bangkoku

Jednym z największych problemów dla państw położonych w regionie Azji Południowo-Wschodniej jest dość agresywna polityka Chińskiej Republiki Ludowej ChRL. Dla Pekinu, Morze Południowochińskie jest częścią jej interioru. Pozostałe państwa, wobec chińskich działań, muszą wypracować Kodeks Postępowania, i temu właśnie poświęcony jest obecny szczyt państw grupy o nazwie ASEAN.

W oficjalnym komunikacie ze szczytu, który odbywa się teraz w Bangkoku, możemy przeczytać, że zainteresowane państwa czynią olbrzymie postępy w przygotowaniu Kodeksu Postępowań wobec terytoriów spornych. Chodzi zwłaszcza o spór dotyczący akwenu Morza Południowochińskiego, do którego wiele państw rości pretensje. Najbardziej aktywna jest ChRL. Pekin, głównie polityką faktów dokonanych, poprzez militaryzowanie sztucznych wysp, zajmuje coraz to nowe obszary, w tym bardzo zatłoczone morskie drogi wykorzystywane przez kontenerowce i inne statki handlowe.

Tajlandia, jako gospodarz szczytu ASEAN podała, że do końca 2019 r. być może zakończy się pierwsze czytanie nad Kodeksem, a tym samym zostanie wypracowana wspólna strategia wobec spornych obszarów. Najwięcej obaw budzą jednak ostatnie działania chińskiej marynarki, które prywatne statki wpływające na sporne obszary zaczynają kontrolować, tym samym utrudniając swobodną żeglugę.

Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej ASEAN powstało w 1967 r. i składa się z 10 członków, tj.: Filipiny, Indonezja, Malezja, Singapur, Tajlandia, Brunei, Wietnam, Laos, Mjanma, Kambodża. Cechą charakterystyczną jest to, że wszelkie poczynania na arenie międzynarodowej są możliwe tylko po uzyskaniu jednomyślności, zaś sprawy wewnętrzne samych członków są poza zainteresowaniem organizacji.

Rzeczniczka ministerstwa spraw zagranicznych Tajlandii, Busadee Santipitaks podała, że szefowie dyplomacji państw członkowskich spotkali się dziś, by przedyskutować najbardziej żywotne kwestie będące w zainteresowaniu, a dotyczące m. in.: sytuacji na spornym akwenie. Stroną do negocjacji jest również ChRL. Chodzi o taki kodeks, który ureguluje najbardziej sporne kwestie między Pekinem, a członkami ASEAN.

Pojawiają się jednak pewne obawy, co do chińskich intencji. Część komentatorów zwraca uwagę, że długo negocjowany Kodeks zaczyna nie nadążać za chińską aktywnością na Morzu Południowochińskim, a przez to będzie dokumentem nieaktualnym wobec polityki faktów dokonanych Pekinu.

Innym poważnym problemem, przed którym członkowie Stowarzyszenia muszą się pochylić, jest kwestia repatriacji członków muzułmańskiego ludu Rohingja, którzy uciekli przed prześladowaniami, ze strony rządu centralnego w Mjanmie. Organizacje chroniące prawa człowieka podkreślają, że sytuacja nie uległa radykalnej zmianie, wspomniany lud wciąż spotyka się z polityką dyskryminacji i nie ma możliwości ich bezpiecznego powrotu. Według agencji ONZ, około 700 tysięcy Rohingja uciekło w 2017 r. z Mjanmy, tylko do sąsiedniego Bangladeszu. Komentatorzy podkreślają, że jest mało prawdopodobne, by członkowie ASEAN skrytykowali Mjanmę za ich politykę wewnętrzną, a przez to trudno będzie osiągnąć kompromis względem kryzysu ludu Rohingja.

Dziennikarze podkreślają, że jedynym konkretem, który zostanie dzisiaj ogłoszony, będzie prawdopodobnie deklaracja w sprawie zwalczania zanieczyszczeń na różnych akwenach wodnych. Państwa ASEAN leżą na najbardziej zanieczyszczonym obszarze na ziemi, co jest zapewne spowodowane mnogością ciężkich okrętów transportowych przepływających w tejże okolicy.

20.06.2019 Protesty w Malawi



Źródło: Prezydent Peter Mutharika,
https://commons. wikimedia. org/ wiki/ File:B ingu_ Wa_ Mutharika _-_ World_ Economic_ Forum_o n_ Africa_ 2008-1. jpg, [dostęp dn. 20.06.2019]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license.

Kolejny dzień odbywają się w Malawi protesty. Wielu obywateli niezadowolonych jest z wyników wyborów prezydenckich i w ten sposób ujawniają swój gniew. Ich zdaniem doszło do manipulacji na olbrzymią skalę.

Dnia 21 maja 2019 r. miały miejsce wybory powszechne w Republice Malawi. Obywatele wybierali prezydenta, członków jednoizbowego ciała ustawodawczego o nazwie Zgromadzenie Narodowe oraz władze lokalne.

Najbardziej emocjonujące były oczywiście wybory prezydenckie. Wystartowało w sumie siedmiu kandydatów. O reelekcję walczył prezydent Peter Mutharika. Zgodnie z ordynacją, zwycięzca tego głosowania zostaje wybrany na najważniejszy urząd w państwie. Na ponad 6,8 miliona zarejestrowanych wyborców, do urn poszło mniej więcej 5,1 miliona uprawnionych, co dało frekwencję na poziomie 74,44%. Peter Mutharika zwyciężył uzyskując 38,57% poparcia, czyli nieco ponad 1,9 miliona głosów. Drugi z kolei, tuż za obecną głową państwa, był przedstawiciel opozycyjnej Malawi Congress Party, Lazarus Chakwera z wynikiem 35,41% (blisko 1,8 miliona głosów), a trzecim Saulos Chilima (United Transformation Movement) z poparciem rzędu 20,24% (nieco ponad milion ważnie oddanych głosów).

Już 4 czerwca 2019 r. krajem wstrząsnęły olbrzymie protesty przeciwko rzekomo sfałszowanym wynikom wyborczym, zdaniem protestujących. Dziś kolejne odsłona politycznego konfliktu. Tysiące osób popierających opozycję wyraziło w ten sposób niezadowolenie z wyników i reelekcji Muthariki. W takich miastach jak Lilongwe, Blantyre oraz w Zomba wzywali przewodniczącą komisji wyborczej, Jane Ansah do ustąpienia z zajmowanego stanowiska. Stała się ona niejako symbolem manipulacji, które rzekomo miały mieć miejsce. Również w stolicy, Lilongwe doszło do masowych wystąpień.

W związku z rzekomymi licznymi nieprawidłowościami i brakiem transparentności w procesie wyborczym, dwie opozycyjne formacje polityczne: Malawi Congress Party i United Transformation Movement, wniosły do sądu odwołanie od ogłoszonych wyników. W ciągu najbliższych kilku dni mamy usłyszeć wyrok w tej sprawie.

18.06.2018 Rosja wzywa Stany Zjednoczone do nieprowokowania Iranu

Bliski Wschód staje się coraz bardziej areną walki o wpływy dla światowych mocarstw. Dotychczasowy najsilniejszy gracz w tym regionie, Stany Zjednoczone, mają potężnego przeciwnika. Staje się nim Federacja Rosyjska, która na dobre wróciła do geopolitycznych rozgrywek.

Właśnie dziś Federacja Rosyjska wezwała Stany Zjednoczone, by te porzuciły swój militarny plan, polegający na rozmieszczeniu dodatkowych sił zbrojnych na bliskowschodnim obszarze, oraz aby Waszyngton swoimi poczynaniami przestał prowokować Islamską Republikę Iranu. Relacje amerykańsko-irańskie nie należą do najlepszych, a po ostatnich incydentach z atakami na prywatne tankowce, są jeszcze gorsze.

Zdaniem Moskwy, zwiększenie militarnej obecności, oraz werbalne ataki na Iran, to nic więcej, jak tylko celowe prowokowanie Teheranu. Rosja w swoich oskarżeniach poszła dalej i zasugerowała, że obecna sytuacja wygląda tak, jakby USA chciały wręcz sprowokować wybuch lokalnej wojny z Iranem.

Zdaniem komentatorów, moment wezwania ze strony Rosji, adresowany do Stanów Zjednoczonych, nie jest przypadkowy. Dzisiejsze komentarze autorstwa wiceministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej, Sergei’a Ryabkova padają zaledwie dzień po tym, jak amerykański sekretarz obrony Patrick Shanahan zapowiedział wysłanie dodatkowego tysiąca żołnierzy na Bliski Wschód, oficjalnie w celach obronnych.

W odpowiedzi Kreml wezwał o powściągliwość, a irański prezydent Hassan Rouhani zapewnił, że nie chce prowadzić wojny z żadnym narodem.

Obecną sytuację na Bliskim Wschodzie, w kontekście amerykańskiej aktywności, Ryabkov nazwał „bezmyślnym i lekkomyślnym pompowaniem napięć w regionie”. Natomiast politykę presji wobec Iranu określił jako „świadomy kurs sprowokowania wojny”. Tym samym, Waszyngton powinien z tego kolizyjnego kursu się cofnąć, poprzez wycofanie decyzji o zwiększeniu militarnej obecności na bliskowschodnim obszarze.

Nie ma jeszcze odpowiedzi ze strony Stanów Zjednoczonych, ale jest ona raczej przewidywalna.

18.06.2019 Zmarł Mohamed Mursi



Źródło: Mohamed Mursi,
zdjęcie z 2013 r., https://pl.wikipedia.org /wiki/ Muhammad_ Mursi#/ media/ Plik: Mohamed_ Morsi- 05- 2013. jpg, [dostęp dn. 18.06.2019]; CC BY 3.0 br.

Nie żyje były prezydent Egiptu, Mohamed Mursi. Stał na czele tego północnoafrykańskiego państwa od 30 czerwca 2012 r., do 3 lipca 2013 r. Śmierć nastąpiła 17 czerwca 2019 r. na Sali sądowej. Prawdopodobnie był to atak serca. Pogrzeb odbył się we wczesnych godzinach rannych dnia następnego. Uroczystość była mała i zarezerwowana tylko dla rodziny.

Mursi był pierwszym demokratycznie wybranym przywódcą w nowoczesnych dziejach Egiptu. Został obalony przez armię po zaledwie roku pełnienia tego najwyższego państwowego urzędu. Mursi związany był z obecnie zakazanym Bractwem Muzułmańskim i spoczął obok innych liderów tego islamskiego ruchu politycznego. O śmierci poinformowali synowie byłego przywódcy: Abdullah Mohamed Mursi i Ahmed Mursi. Ciało zostało ceremonialnie obmyte i przygotowane do pochówku w więziennym szpitalu Tora.

Bractwo Muzułmańskie już określiło śmierć Mursi’ego jako: „uprawomocnione morderstwo” przez samo państwo. Władze zaprzeczają jakimkolwiek zarzutom o przyczynienie się do śmierci byłego prezydenta, bądź zaniedbania odnośnie zdrowia zatrzymanego. Bractwo już wezwało obywateli do masowych protestów.

Komentatorzy podkreślają, że w dużych miastach egipskich nie odczuwa się napięcia. Jest to zapewne skutek rozprawienia się z Bractwem i innymi przeciwnikami obecnej władzy. Poza tym, media są w całości kontrolowane przez reżim, i za wyjątkiem jednego prywatnego periodyku, nie odnotowano faktu śmierci Mursi’ego jako coś godnego uwagi w środkach przekazu.
Bractwo Muzułmańskie w samym Egipcie jest obecnie słabe, ale udało się im zaaktywizować zwolenników z Turcji i wielu wyszło dziś na ulice Stambułu, by oskarżyć władze w Kairze o zlecenie morderstwa byłego prezydenta. Przeciwnicy byłego szefa armii i obecnego prezydenta, którym jest Abdel Fattah al-Sisi, podkreślali w jak fatalnych warunkach Mursi był przetrzymywany, a przez to władze mają mieć po części wpływ, na przedwczesną śmierć byłego przywódcy.

Mursi, który w chwili śmierci miał 67 lat, w trakcie rozprawy miał nagle upaść. Przebywał w odosobnieniu od czasu obalenia w 2013 r. Oskarżony był w tym procesie m. in.: o szpiegostwo, ale w kilku innych już zakończonych sprawach usłyszał wyroki, za które skazano go na ponad 40 lat więzienia. Miał być winny m. in.: kierowania grupą przestępczą, działaniem na korzyść innych państw oraz terroryzmowi. Zdaniem wielu oskarżonych i skazanych z Bractwa Muzułmańskiego, procesy te były motywowane tylko kwestiami politycznymi i być na zamówienie obecnie w Egipcie rządzących.
15.06.2019 Słowacja ma nawą przywódczynię



Źródło: Prezydent Zuzana Caputova,
https://www.piestanskydennik. sk/ 2019/ 03/ 31/ novou- prezidentkou- slovenska- je- zuzana- caputova/, [dostęp dn. 15.06.2019]; Autor: Ivodo, CC BY-SA 4.0

Dnia 15 czerwca 2019 r. miało miejsce zaprzysiężenie Zuzany Caputovej na Panią Prezydent Słowacji. Jest to pierwsza kobieta na tak prestiżowym stanowisku. Swoją pozycję polityczną zbudowała na akcjach przeciwko korupcji w kraju.

Obiecała walczyć o sprawiedliwość. W zeszłym roku Słowacją wstrząsnęła historia dziennikarza, zamordowanego prawdopodobnie na polityczne zlecenie.

Historię Jana Kuciaka zna zapewne każdy Słowak. Ten dziennikarz znany był z tego, że tropił przypadki łapówkarstwa na najwyższym szczeblu. Kuciak zginął wraz z narzeczoną we własnym domu.

Do zdarzenia doszło w lutym 2018 r., a skutkiem były olbrzymie społeczne protesty. Uderzyły one głównie w rządzącą partię o nazwie Kierunek-Socjalne Demokracja SMER.

SMER nadal pozostaje najpopularniejszą partią polityczną, według cyklicznie prowadzonych sondaży, lecz marcowe wybory prezydenckie pokazały, że ostatnie słowo i tak należy do wyborców. Tym samym pozycja liberalnej partii Postępowa Słowacja, przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 2020 r., jest dużo lepsza, zwłaszcza w kontekście budowania szerokiej koalicji przeciwko obecnej ekipie rządzącej.

Z drugiej strony, partie proeuropejskie, majowe wybory do Parlamentu Europejskiego, przegrały.

Zgodnie ze słowacką konstytucją, rola prezydenta jest ograniczona do funkcji ceremonialnych. Jednakże takie prerogatywy jak mianowanie premiera, czy wyższych rangą prokuratorów i sędziów, może stanowić element wpływu na polityczną sytuację w kraju.

15.06.2018 Hiszpania lewicowa, a Madryt w rękach konserwatystów

Obecnie rząd w Królestwie Hiszpanii tworzą politycy klasyfikowani jako lewa strona sceny partyjnej. Ostatnie wybory samorządowe jednak zmieniły częściowo partyjne oblicze hiszpańskiego państwa. Nowym prezydentem Madrytu został przedstawiciel partii konserwatywnej, Partido Popular PP.

Taka wolta była możliwa dzięki sojuszowi prawicowej Partii Ludowej PP, ze skrajną formacją, antyimigrancką, o nazwie Vox. Ostatnie wybory wykazały, że scena partyjna w Hiszpanii jest bardzo rozdrobniona. Zwycięzcy często nie uzyskali najbardziej prestiżowych stanowisk, gdyż nie mieli koalicyjnych zdolności. Tylko koalicje, często wręcz orientalne, dawały możliwość na rozstrzygnięcia, jak będzie wyglądała wyborcza mapa.

Tak było w przypadku stolicy, Madrytu. Zwyciężył kandydat lewicowy, lecz ostatecznie urząd objął przedstawiciel Partii Ludowej, Jose Luis Martinez-Almeida. Było to możliwe dzięki szerokie koalicji, od centroprawicy, przez prawicę, do skrajnej prawicy, w składzie PP, Vox, oraz Ciudadanos. W samym Ciudadanos już pojawiły się rysy, w związku z pogłębieniem współpracy w Madrycie i południowowschodniej części regionu Murcja.

Poza tym, niezadowolenie z sojuszu Ciudadanos z Vox, wyraził sam przywódca Francji. Prezydent Emmanuel Macron ostrzegł Ciudadanos, sojusznika w ramach Parlamentu Europejskiego, przed negatywnymi skutkami regionalnych paktów ze skrajnymi politykami spod znaku Vox.

Zgodnie z hiszpańskim systemem wyborczym, stosowanym podczas wyborów samorządowych, to lokalne ciała prawodawcze wybierają burmistrzów i prezydentów, jeśli żaden z kandydatów nie zyska wymaganej większości. W ostatnich wyborach socjaliści zdobyli 29,3% głosów, a konserwatyści z PP około 22.2%.

W Madrycie formalnie pierwsze miejsce zajęła lewicowa polityk, Manuela Carmena, ale jej formacja w radzie miała tylko 19 przedstawicieli, w 57-osobowym składzie. Na drugim miejscu było PP, które wprowadziło 15 przedstawicieli, Ciudadanos 11, a Vox 4. Tym samym PP i dwie kolejne formacje razem, miały wystarczającą większość. Carmena rządziła Madrytem przez ostatnie cztery lata.

14.06.2018 Islamska Republika Iranu przychylniej spogląda w kierunku Federacji Rosyjskiej

Pogarszające się relacje na linii Iran-Stany Zjednoczone spowodowały, że obie strony przedłużającego się konfliktu zaczynają szukać przyjaciół i sojuszników. Nie dziwić może zatem „mruganie okiem” do innych znaczących graczy, mających coś do powiedzenia w regionie bliskowschodnim.

Wydaje się, że dla Iranu będzie to zwrot w kierunku Federacji Rosyjskiej. Podczas szczytu bezpieczeństwa w Chińskiej Republice Ludowej ChRL, głowa irańskiego państwa, Hassan Rouhani nie ukrywał, że pogarszająca się sytuacja w regionie bliskowschodnim wymaga realnego zbliżenia Teheranu do Moskwy.

Fakt, że Rouhani wypowiedział te słowa podczas szczytu w Chinach nie jest bez znaczenia. Z jednej strony, Rosja szuka sposobu, by zaakcentować swoją wielkomocarstwową pozycję. Dowodem na to jest zaangażowanie chociażby w konflikt syryjski, po stronie rządu centralnego, zupełnie inaczej niż czynią to Amerykanie. Z drugiej strony, pozycja Chin na świecie jest bardzo duża, a w ostatnim czasie rośnie. Ewentualne zbliżenie Iranu do obu mocarstw, mogłoby stanowić zaczątek złamania monopolu USA na Bliskim Wschodzie.

Dla Irańczyków to właśnie Stany Zjednoczone mają być największym destabilizatorem. Wspieranie tylko Izraela, oraz polityka izolowania Iranu ma być niekorzystnie odbierana przez wielu.
Prezydent Donald Trump zerwał umowę nuklearną podpisaną przez poprzednika w 2015 r. Jako argument podawał fakt, że zniesienie uciążliwych sankcji nie daje żadnych gwarancji zaprzestania wzbogacania uranu mogącego posłużyć do produkcji broni masowego rażenia, oraz testów rakiet zdolnych takie głowice wystrzelić. Trump chce mieć pewność, że Iran do grupy nuklearnych potęg nie przystąpi. Od tego czasu relacje amerykańsko-irańskie tylko się pogarszają, a atmosfera jest jeszcze bardziej podsycana przez ostatnie incydenty z atakami na tankowce należące do prywatnych firm i pływające pod obcymi banderami.

14.06.2018 Wojna domowa w Jemenie trwa

Na chwilę obecną nie ma żadnych oznak, by konflikt jemeński miał ulegać wygaszaniu. Co więcej, międzynarodowe zaangażowanie w ten tylko teoretycznie „wewnętrzny” spór gwarantuje, że szybko zakończenia nie zobaczymy.

Jak podaje agencja Reutera, rebelianci Huti przeprowadzili serię ataków z użyciem bezzałogowych dronów przeciwko centralnemu rządowi, wspieranemu przez międzynarodową saudyjską koalicję. Był to skutek wcześniejszych lotniczych nalotów przeprowadzonych przez Arabię Saudyjską. Celem były obiekty położone w stolicy, Sanie. Co ciekawe, jemeńska stolica jest zamieszkiwana przez wiele osób, oraz jest zajęta zarówno przez Huti, jak i częściowo przez rząd centralny.

Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że Huti mają szerokie poparcie ze strony Iranu, który walczy o hegemonię w świecie arabskim. Sami rebelianci poinformowali, że zorganizowali kilka ataków z użyciem dronu, zaś za cel wzięli port lotniczy Abha, który położony jest na południu Arabii Saudyjskiej. Dwa dni temu na to samo lotnisko spadły rakiety wystrzelone przez jemeńskich rebeliantów.

Saudyjczycy natomiast, którzy od czterech lat angażują się po stronie rządu centralnego, kierowanego przez prezydenta Abd Rabbu Mansoura Hadi’ego, potwierdzili tenże fakt, lecz dodali, że udało się im przechwycić pięć bezzałogowych maszyn lotniczych, kierujących się na lotniska Abha oraz Chamis Mushait.

Saudyjska koalicja ma poparcie ze strony Zachodu – szeroko pojętego. Już poinformowała, że zamierzają dać odwet, a elementem tego miał być dzisiejszy atak na magazyny rebeliantów, położone na południowych obrzeżach jemeńskiej stolicy. Nie ma informacji o ofiarach. Saudyjczycy wzięli na siebie główny cel, jaki jest odcięcie Huti od zagranicznej pomocy, w domyśle irańskiej.

Międzynarodowa koalicja kierowana przez Arabię Saudyjską oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie oskarża irańskich Strażników Rewolucji oraz wspierany przez Iran libański Hezbollah o wspieranie rebelii Huti. Oskarżani temu zaprzeczają. Faktem jest, że jemeńscy rebelianci zintensyfikowali ostatnio działania, co jest pokłosiem pogarszających się relacji w regionie. Jest to po części skutek ochładzających się relacji amerykańsko-irańskich, a przez to sojusznicy Teheranu i Waszyngtonu również zaostrzają własną politykę.

13.06.2018 Torysi wybierają nowego lidera

Jak powszechnie wiadomo, członków brytyjskiej Partii Konserwatywnej nazywa się potocznie: Torysami. Obecnie ta formacja polityczna rządzi w Wielkiej Brytanii. Właśnie teraz trwają przymiarki do wyboru jej nowego lidera.

Jak podaje BBC, w pierwszej turze tajnego głosowania bezkonkurencyjny okazał się Boris Johnson – były minister spraw zagranicznych w latach 2016-2018, zwolennik Brexitu. W samym głosowaniu uczestniczyli wszyscy konserwatywni posłowie zasiadający w Izbie Gmin, czyli 313. Obecny lider głosowania, jeśli zwycięży, zostanie nie tylko szefem Partii Konserwatywnej, ale także następnym premierem Wielkiej Brytanii.

Johnson zdobył więcej głosów, niż trzej następni kandydaci razem wzięci - Mark Harper, Andrea Leadsom i Esther McVey się nie liczyli, mieli mniej niż 17 głosów i z dalszej walki zostali wyeliminowani. Boris Johnson zdobył 114 głosów, drugi Jeremy Hunt 43, a trzeci Michael Gove 37 głosów.

Zgodnie z procedurą, siedmiu kandydatów przechodzi do kolejnej fazy głosowania. Ta będzie mieć miejsce już w przyszłym tygodniu. Dwóch, z najwyższym poparciem, zostanie poddanych próbie pod koniec czerwca 2019 r., poprzez ogólnopartyjne głosowanie. Zwycięzca zostanie ogłoszony około 22 lipca, jednocześnie jako następca Theresy May, i nowy premier.

Zwycięzca pierwszej rundy nie ukrywał zachwytu z wyników głosowania, lecz dodał, że jeszcze długa przed nim droga. Obecny szef brytyjskiej dyplomacji, czyli drugi Jeremy Hunt, również był zadowolony z wyniku dodając, że kraj wymaga właśnie teraz poważnego przywódcy. Zwłaszcza w kontekście niedokończonych negocjacji nad umową z Unią Europejską, odnośnie wyjścia Wielkiej Brytanii z unijnych struktur („Brexit”). Wielu wierzy, że wszystko się może zmienić po debatach telewizyjnych w przyszłym tygodniu i wciąż każdy może wygrać.

13.06.2018 Kolejny incydent na Bliskim Wschodzie

Relacje amerykańsko-irańskie nie należą do ciepłych, a schładzają je coraz to kolejne incydenty na Bliskim Wschodzie. Właśnie dziś doszło do kolejnego. Dwa tankowce należące do prywatnych firm „eksplodowały” i płoną. Szczegółów na razie nie znamy.

Do zdarzenia doszło w Zatoce Omańskiej. Dwa tankowce prawdopodobnie wpłynęły na miny, co spowodowało eksplozję i konieczność ewakuowania marynarzy. Sam Iran podał, że udało mu się uratować 21 członków załogi japońskiego tankowca należącego do Kokuka Courageous oraz 23 z Front Altair, płynącego pod norweską flagą. Stany Zjednoczone podały natomiast, że to ich okręty uratowały część członków załogi.

Nie jest do końca jasne, co spowodowało eksplozje, ale wszyscy podkreślają, że to wydarzenie, w kontekście chłodnych relacji na linii Waszyngton-Teheran, raczej nie poprawi klimatu. Irańczycy już zakomunikowali, że nie mają nic wspólnego z tym incydentem. Jednakże dodają, że to wydarzenie miało charakter celowy – zdestabilizować sytuację w regionie i uniemożliwić ocieplenie relacji z Ameryką. Waszyngton już oskarżył Iran. Nikt nie przyznał się do ataku, który na szczęście nie spowodował żadnych ofiar śmiertelnych.

Dzisiejszy incydent ma miejsce miesiąc po tym, jak cztery tankowce należące do Zjednoczonych Emiratów Arabskich zostały zaatakowane. Ze względu na transport ropy naftowej, Zatoka Omańska to jedna z najbardziej zatłoczonych tras morskich na świecie.

Co ważne, po dzisiejszym incydencie światowe ceny ropy naftowej wzrosły o około 4%.

11.06.2018 Japoński premier negocjatorem (?)

W ostatnich dniach śmiały ruch na arenie międzynarodowej stał się dziełem japońskiego szefa rządu, którym jest Shinzo Abe. Jeszcze w tym tygodniu ma się on udać do stolicy Iranu, do Teheranu, po to, aby rozmawiać z prezydentem Hassanem Rouhanim, oraz duchowym przywódcą Ajatollahem Ali Khamenei’em. Ma to być sposób na złagodzenie relacji amerykańsko-irańskich, które są bardzo napięte.

Jak powszechnie wiadomo, relacje amerykańsko-irańskie uległy pogorszeniu po tym, jak przywódca USA, Donald Trump wycofał się z porozumienia nuklearnego, podpisanego przez jego poprzednika w 2015 r. W zamian za zniesienie sankcji, Iran miał zrezygnować z marzeń bycia nuklearną potęgą. Dla administracji Trumpa takie podejście nie gwarantowało realnej skuteczności, czyli zaprzestania testów balistycznych oraz wzbogacaniu uranu wykorzystywanego w broni masowego rażenia.

Relacje irańsko-japońskie oficjalnie są dobre. Właśnie w 2019 r. obchodzona jest 90. rocznica nawiązania oficjalnych stosunków dyplomatycznych. Jednakże, rozpoczynająca się jutro wizyta Abe, będzie pierwszą jaką złożył japoński premier od 41 lat. Oficjalne spotkanie z Rouhanim zaplanowano na dzień jutrzejszy, a następnego dnia, przed wylotem, z Khamenei’em.
Japonia nie ukrywa, że jej celem jest złagodzenie napięcia między Stanami Zjednoczonymi, globalną potęgą, a Iranem, regionalną potęgą, aspiratorem do bycia przywódcą w świecie arabskim. Potwierdzono, że przed wylotem Abe rozmawiałem z Trumpem o planowanej wizycie i celach jej przyświecających. Miesiąc wcześniej japoński premier był u amerykańskiego przywódcy, i ten miał z zadowoleniem przyjąć inicjatywę Abe odnośnie próby łagodzenia obecnie napiętego klimatu dwustronnego.

Abe jest w dość dobrej sytuacji, gdyż utrzymuje dobre relacje zarówno z Waszyngtonem, jak i Teheranem. Co więcej, Japonii zależy na stabilności na Bliskim Wschodzie, skąd właściwie importuje całą ropę, którą potrzebuje na własny użytek. Ostatnio zaprzestała jednak z Iranu, co jest pokłosiem sankcji nałożonych przez innego sojusznika, Stany Zjednoczone.

11.06.2018 Gra rosyjsko-turecko-amerykańska (?)

Jeszcze do niedawna wydawało się wielu komentatorom, że relacje amerykańsko-tureckie są niezagrożone, a sojusz obu państw w ramach Paktu Północnoatlantyckiego NATO, gwarantem bezpieczeństwa w samej organizacji – dwie najpotężniejsze armie w ramach Paktu. Ostatnie wydarzenia pokazały, że wcale tak być nie musi, a do powiedzenia ma coś Rosja.
Właśnie z ostrą notą wystąpiła Turcja. Bardzo ją zdenerwowała rezolucja niższej izby amerykańskiego Kongresu, Izby Reprezentantów, w którym znalazły się słowa potępienia wobec Ankary. Chodzi o decyzję Turcji dotyczącą zakupu rosyjskiego systemu obronnego. Izba Reprezentantów nie tylko potępiła to, lecz wezwała do konkretnych sankcji za tenże polityczno-militarno-ekonomiczny akt. Turcja odpowiedziała, ze rezolucja była „niedopuszczalną groźbą”. Dla USA jest nie do pomyślenia, by Turcja kupowała S-400 od jednej strony, oraz myśliwce F-35 od drugiej – mają wybrać, a nie łączyć dwie technologie…

Zakup rosyjskiego systemu obrony powietrznej S-400, to nie jedyna rysa w relacjach amerykańsko-tureckich. Wcześniej dużym echem odbiła się decyzja o zatrzymaniu amerykańskiego personelu, jednej z konsularnych placówek w Turcji. Poza tym, odnośnie toczących się konfliktów wewnętrznych w Syrii i Iraku, oba państwa mają odmienne strategie. Zwłaszcza w kwestii ewentualnych enklaw dla społeczności kurdyjskiej.

Jeśli rezolucja amerykańskiej Izby Reprezentantów zostanie przełożona na realne działania administracji prezydenta Donalda Trumpa, realnie skutkowałoby to kryzysem w samym NATO. Nie mówiąc o gospodarczym zastoju, które tureckie państwo teraz odczuwa. Ewentualne sankcje tylko pogłębiłyby ten stan rzeczy i pod dużym znakiem zapytania postawiłoby kwestię ewentualnego tkwienia w nieprzyjaznym środowisku, jakim stałoby się NATO współcześnie.

Turcja w odpowiedzi stwierdziła, że rezolucja oparta jest na kłamliwych pogłoskach, które są bezpodstawne, a decyzja Amerykanów niesprawiedliwa. Turecki przywódca, prezydent Recep Tayyip Erdogan obecnie w swojej polityce zagranicznej balansuje między Rosją, a USA. Z jednej strony, Ankarze w kwestii kryzysu syryjskiego bliżej jest do rozwiązań proponowanych przez Moskwę. Z drugiej zaś, Turcja nie jest tak bezkompromisowa w relacjach z Iranem jak Ameryka i niezbyt przychylnie patrzy na żądania Waszyngtonu, o blokowanie eksportu ropy z Iranu do innych państw.

10.06.2019 Niespokojnie w Albanii



Źródło: Ilir Meta, https://www. wikiwand. com/pl/ G%C5%82 owy_p a%C5%84stwa _Albanii , [dostęp dn. 10.06.2019]; License: Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0.

Już od kilku miesięcy, sytuacja polityczna w Albanii jest bardzo trudna. Wielu obywateli protestuje przeciwko rządowi i domaga się jego dymisji. Ostatni akord tego kryzysu jest autorstwa prezydenta, którym jest Ilir Meta.

Głowa albańskiego państwa, Ilir Meta podjął decyzję o anulowaniu wyborów samorządowych, które były zaplanowane na dzień 30 czerwca 2019 r. Zdaniem głowy państwa, w obecnej sytuacji nie ma żadnej sposobności zapewnienia uczciwych i transparentnych wyborów na poziomie lokalnym.

Decyzja Mety zapadła po kilkutygodniowych protestach, w których demonstranci domagali się ustąpienia niepopularnego szefa rządu, Edi Ramy. Uważany jest on za socjalistę i był zwolennikiem nieodkładania w czasie wyborów samorządowych. Jednakże, do niedawna sojusznik obecnej koalicji rządowej, prezydent Meta zmienił swoje polityczne preferencje, co skutkowało decyzją o odwołaniu wyborów.

Oficjalne obwieszczenie albańskiej głowy państwa miało miejsce tuż po tym jak policja, używając gazu łzawiącego, rozpędziła kolejną antyrządową demonstrację. Uczestnicy wiecu używali zaś petard i bomb dymnych.

Opozycja uważa, że Edi Rama musi odejść, gdyż miał dopuścić się w przeszłości wyborczych oszustw, a poza tym mają rzekomo ciążyć na nim niejasności o charakterze korupcyjnym.



Źródło: Edi Rama, https://zendari. miraheze.org/ wiki/Edi _Rama, [dostęp dn. 10.06.2019]; Content is available under Creative Commons Attribution-ShareAlike 4.0 International (CC BY-SA 4.0).

Tym samym, pojawiły się żądania przedterminowych wyborów. Opozycja ma również pomysł z rządem tymczasowym do czasu rozpisania wyborów, lecz możliwości negocjacji z samym premierem już nie widzą. Lider opozycyjnej Demokratycznej Partii Albanii, Lulzim Basha wezwał do kontynuowania protestów tak długo, dopóki Rama nie ustąpi ze stanowiska szefa rządu.

Sam Basha pozytywnie odniósł się do decyzji prezydenta odnośnie odwołania wyborów samorządowych. Wcześniej opozycja planowała zbojkotować właśnie te wybory, które zostały zaplanowane na 30 czerwca.

Edi Rama stoi na czele rządu od 2013 r. Inne państwa już zaapelowały o spokój, nieeskalowanie konfliktu politycznego i powstrzymanie przemocy. Sam Meta nie ukrywa, że poczynania niektórych polityków powstrzymują proeuropejskie aspiracje Albanii, która nadal pozostaje poza Unią Europejską. Dodał w oświadczeniu, że wszelkie protesty winny być pokojowe i zaapelował o unikanie jakichkolwiek ekstremalnych rozwiązań.

Unia Europejska ma wkrótce rozpocząć dialog z Albanią odnośnie ewentualnego akcesu do struktur organizacji.

10.06.2019 Kryzys polityczny w Republice Mołdawii



Źródło: Igor Dodon, https://pl.wikipedia.org/ wiki /Plik:I gor_ Dodon_ (2017-01-17) _02.jpg, [dostęp dn. 10.06.2019]; The Russian Presidential Press and Information Office, ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.

Tymczasowy prezydent Mołdawii, tuż po usunięciu przez Trybunał Konstytucyjny jego poprzednika, podjął decyzję o rozpisaniu przedterminowych wyborów. Nie jest jednak jasne, czy te posunięcia w jakikolwiek sposób uspokoją napiętą sytuację polityczną w tym państwie.

Dotychczasowy prezydent Republiki Mołdawii, Igor Dodon został usunięty ze stanowiska decyzją Trybunału Konstytucyjnego w niedzielę, 9 czerwca 2019 r. Był on uznawany za polityka prorosyjskiego, co powodowało trudne relacje z formacjami zaliczającymi się do proeuropejskimi (za zbliżeniem do Unii Europejskiej).

Ta sytuacja i tak skomplikowała sytuację, po kryzysie jaki nastąpił w wyniku nierozstrzygniętych wyborów powszechnych – żadna z formacji politycznych nie ma monopolu na scenie partyjnej.

Usunięcie Dodona miało miejsce po tym, jak jego własna partia porozumiała się z proeuropejskimi liderami w kwestii utworzenia rządu koalicyjnego – jak podaje BBC, sama UE przyjęła to wydarzenie jako coś pozytywnego. Co ważne, umowę koalicyjną zakwestionował premier Pavel Filip, którego Trybunał obwołał tymczasowym prezydentem w miejsca Dodona. Ten niemal natychmiast rozwiązał parlament i rozpisał przedterminowe wybory.

To tylko pogorszyło sytuację, gdyż z taką decyzją nie zgodził się parlament uznając, że trwa dalej, a główne urzędy państwowe, są już obstawione przez koalicję.

Zdaniem komentatorów, ten ustrojowy chaos, z którym obecnie mamy do czynienia, może doprowadzić do gwałtownych starć na ulicach miast w państwie.



Źródło: Pavel Filip po lewej i Federica Mogherini (Wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa) po prawej, https://financialobserver.eu /daily/ moldova- to- return- to -the- normal- state- of-r elations- with- the-eu/, [dostęp dn. 10.06.2019]; European External Action Service, CC BY-NC

Z tego powodu Trybunał Konstytucyjny dnia 9 czerwca 2019 r. odwołał go z zajmowanego stanowiska.

Ostatnie wybory parlamentarne, które miały miejsce 24 lutego 2019 r., nie dały wyraźnego zwycięstwa.

W zasadzie scena partyjna w Mołdawii jest podzielona na osi: prounijne – prorosyjskie. Impas spowodował, że zdaniem wielu tylko rozwiązanie parlamentu i kolejne wybory to jedyna opcja, lecz na to nie chciał się zgodzić prezydent Igor Dodon.

Zaledwie dzień wcześniej prounijny „Blok wyborczy Teraz” oraz socjaldemokratyczna prorosyjska „Demokratyczna Partia Mołdowy”, do której przynależy Dodon, zawarły układ o koalicyjnym rządzie. Tym samym, decyzja Trybunału zdaniem niektórych jest podyktowana polityką.

Kryzys trwa i trudno powiedzieć kiedy się skończy.

09.06.2018 Iran grozi Europie (?)

Władze irańskie, z związku z pogarszającymi się relacjami ze Stanami Zjednoczonymi, wyraziły dziś zdanie, iż Europa nie ma żadnego powodu, by krytykować irańskie plany odnośnie arsenału militarnego, a w związku z tym Stary Kontynent powinien znormalizować relacje handlowe z Teheranem, pomimo amerykańskich sankcji. W innym przypadku, mogą nastąpić przykre konsekwencje.
Sytuacja wokół Islamskiej Republiki Iranu uległa pogorszenia w 2018 r. Wtedy to, amerykański przywódca Donald Trump podjął decyzję o zerwaniu umowy nuklearnej z 2015 r. – umowa dotyczyła ograniczenia aspiracji Teheranu do bycia nuklearną potęgą, w zamian za zniesienie uciążliwych dla niej sankcji. Umowę podpisywał poprzednik Trumpa, Barack Obama. Zdaniem obecnego prezydenta, sama umowa jest mało precyzyjna, w żaden sposób nie gwarantuje ograniczenia zbrojeń, testów rakiet balistycznych, a zwłaszcza wpływu Iranu na konflikty w regionie bliskowschodnim, których jest bardzo dużo.

Inni sygnatariusze umowy nuklearnej, jak Wielka Brytania, Francja i Niemcy, również krytykowali agresywne posunięcia Teheranu, lecz uważali, że sama umowa winna zostać zachowana, jako odnośnik dla kolejnych faz negocjacji.

Minister spraw zagranicznych Iranu, Mohammad Javad Zarif, w wywiadzie dla państwowej telewizji stwierdził, że Europejczycy nie mają, za co krytykować Iranu, zwłaszcza za sprawy, które wykraczają poza samo porozumienie Nuklearne (Joint Comprehensive Plan of Action JCPOA).

Co więcej, już miesiąc temu Iran groził, że zacznie ponownie wzbogacać uran, co jest sprzeczne z porozumieniem, jeśli nie nastąpi normalizacja stosunków gospodarczych Starego Kontynentu z Iranem, i jeśli Europa nie uchroni Teheranu od negatywnych skutków sankcji nakładanych przez Waszyngton. Europa ma na to 60 dni, co już zostało skomentowane jako szantaż.

Co ważne, słowa te padły na krótko przed wizytą szefa niemieckiej dyplomacji, którym jest Heiko Maas, w samym Iranie. Celem tej podróży jest przedyskutowanie wszystkich kwestii mogących zachować w mocy porozumienie nuklearne z 2015 r.

Natomiast przewodniczący irańskiego parlamentu Ali Larijani, właśnie dziś skrytykował francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona za to, że ten w minionym tygodniu w rozmowie z Donaldem Trumpem rzekł, iż Francja i USA mają te same cele polityczne odnośnie Iranu. Macron poszedł jednak dalej i zapowiedział, że cele to: uniemożliwienie zdobycia broni masowego rażenia w pierwszej kolejności, a w dalszych ograniczenie zdolności balistycznych oraz roli w regionie. Teheran zareagował na te słowa bardzo negatywnie.

Irański minister obrony Amir Hatami już zapowiedział, że nic nie powstrzyma Teheranu przed sukcesywnym zwiększaniem zdolności bojowych, a w tej materii nie musi nikogo prosić o zgodę.

09.06.2018 Antychińskie protesty w Hongkongu

Według agencji Reutera, co najmniej kilkaset tysięcy mieszkańców Hongkongu wyszło dziś na ulicę, by protestować przeciwko zmianie w ustawie ekstradycyjnej forsowanej przez władze Chińskiej Republiki Ludowej ChRL. Zgodnie z nią, Pekin mógłby odsyłać podejrzanych, by ci stanęli przed sądem na terenie ChRL, a nie przed wymiarem sprawiedliwości autonomicznego Hongkongu. Przyjmuje się, że dzisiejsze masowe demonstracje są największymi od 15 lat.

Organizatorzy dzisiejszej demonstracji szacują, że nawet pół miliona mieszkańców Hongkongu może w ten sposób wyrazić niezadowolenie z ostatnich poczynać Pekinu. Media zależne od ChRL apelują o powściągliwość, zaś policja podała, że zmobilizowała dodatkowe 2 tysiące funkcjonariuszy, by zapewnić bezpieczeństwo.

Jeśli szacunki okażą się prawdziwe, dzisiejsza demonstracja byłaby największą od 2003 r., kiedy to uliczne protesty zmusiły Chińską Republikę Ludową do zniesienia restrykcyjnych przepisów o bezpieczeństwie narodowym. Na chwilę obecną protest trwa, wiele ulic jest zatłoczonych, a co ważne, pod budynek Rady Legislacyjnej, gdzie ma się wszystko rozpocząć, jeszcze wiele grup nie dotarło. Bez względu na ostateczny wynik, dzisiejszy protest jest szeroko komentowany i będzie zapewne dużym wydarzeniem.

Społeczne niezadowolenie wybuchło cztery dni temu, gdy do publicznej wiadomości dotarły doniesienia o rzekomych zmianach w ustawie o nieletnich przestępcach. Jeszcze w tym miesiącu miano przeforsować zapis o obowiązkowej ekstradycji tej grupy osób, mających problemy z prawem. Z tego powodu, wśród demonstrantów jest tak wielu rodziców z małymi dziećmi w wózkach. Obok żądań zaniechania dalszych zmian nad nowelizacją prawa, pojawiły się też takie, które domagają się ustąpienia Carrie Lam, szefowej administracji Hongkongu, z zajmowanego stanowiska.

Dla wielu mieszkańców autonomicznego Hongkongu istnieje obawa, że nowe prawo może doprowadzić do sytuacji, gdy niespodziewanie pojawi się oskarżenie, taka osoba zostanie wydana do Chin kontynentalnych, a tam już o żadnej sprawiedliwości mówić nie można – takie opinie w wypowiedziach dla zagranicznej prasy dominują.

06.06.2018 Zmiana władzy w Danii

Dnia 5 czerwca 2019 r. w Królestwie Danii miały miejsce wybory powszechne. Obywatele wybierali 179 przedstawicieli do jednoizbowego parlamentu o nazwie Folketing (Folketinget). Wygląda na to, że liberałowie stracą władzę na rzecz socjaldemokratów.

Obecny premier i lider duńskiej Partii Liberalnej, Lars Lokke Rasmussen już stwierdził, że pomimo „dobrego wyniku” jego formacji, nastąpi zmiana na szczytach. Dał jednocześnie do zrozumienia, że to socjaldemokraci będą odpowiedzialni za stworzenie nowego rządu, a premierem ma zostać liderka tegoż obozu, Mette Frederiksen. Jeśli tak się stanie, będzie ona najmłodszym szefem rządu w historii Danii – ma obecnie tylko 41 lat.

Duńscy liberałowie tworzyli rządy przez 14, z ostatnich 18 lat. Socjaldemokraci we wczorajszych wyborach zdobyli 91 z 179 miejsc w unikameralnym parlamencie. Obawy budziła skrajna prawica – Duńska Partia Ludowa – lecz w porównaniu z wyborami sprzed czterech lat, jej stan posiadania miejsc w izbie zmniejszył się o połowę.

Głównymi tematami właśnie zakończonej kampanii były: sprawy klimatyczne, cięcia wydatków socjalnych ora polityka migracyjna. Partia Ludowa w ostatnich latach wspierała każdy prawicowy rząd, pod warunkiem złożenia obietnicy zaostrzenia polityki migracyjnej. Wydaje się, że podczas ostatniej kampanii, ten temat zszedł na dalszy plan.

Co ważne, wielu komentatorów zwraca uwagę na fakt, że nordyckie kraje idą ostatnio w kierunku „lewej” strony sceny, jeśli chodzi o klasyfikację ideologiczną wygrywających partii politycznych. Wcześniej podobnie się stało w Szwecji i Finlandii.

System partyjny w Danii jest tradycyjnie podzielony na dwa bloki. Z jednej strony, lewica tworzy „czerwony blok”, a z drugiej prawica tzw.: „niebieski blok”. W skład pierwszego wchodzi pięć partii politycznych, a do najważniejszych zalicza się Socjaldemokracja Danii (Socialdemokratiet i Danmark). Przez ostatnie cztery lata tworzyli oni główną opozycję. Kampanię skupili na kwestiach sprawiedliwości: zwiększenie obciążeń podatkowych dla przedsiębiorstw i osób zamożnych, a w zamian większa pomoc dla osób niezamożnych. Natomiast „niebieski blok” tworzy osiem prawicowych formacji, z czego trzy powstały stosunkowo niedawno. Na czele stoi Partia Liberalna (Venstre), która od 2015 r. rządziła Danią, wraz z dwiema innymi formacjami.

05.06.2018 Tajlandia wybiera nowego szefa rządu

Właśnie dziś zebrały się obie izby parlamentu Tajlandii. Po raz pierwszy, od 2014 r., czyli od puczu wojskowego, który przejął pełnię władzy. Celem jest obranie nowego premiera. Co ciekawe, wybór jest prosty: lider junty wojskowej, bądź nowa gwiazda opozycji.

Nowy parlament ma oficjalnie przywrócić cywilne rządy w kraju. Przez ostatnie pięć lat Tajlandii przewodził Prayuth Chan-ocha. Jedna z kluczowych partii politycznych, założona w 2018 r., klasyfikowana jako pro wojskowa i konserwatywna, o nazwie „Palang Pracharat Party”, nominowała Chan-ocha na szefa rządu. Komentatorzy podkreślają, że ten emerytowany generał ma duże szanse na pozostanie u steru władzy.

Po przeciwnej stronie politycznej barykady stoi Thanathorn Juangroongruangkit. Ma on za sobą koalicję siedmiu partii politycznych zrzeszonych w Demokratyczny Front, dla których spoiwem jest chęć odsunięcia wojska od jakiegokolwiek wpływu na politykę i dzieje Tajlandii. Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych, koalicja zarzucała juncie wojskowej zdominowanie sceny politycznej, zwłaszcza poprzez kontrolę mediów masowych.

Nominowany na premiera polityk będzie miał za zadanie skonstruowanie jeszcze w tym miesiącu nowego rządu. Jednak Juangroongruangkit może mieć poważne problemy, by przeforsować swoją kandydaturę.  Miesiąc temu wybuchł skandal związany z rzekomym posiadaniem przez lidera opozycji udziałów w spółce medialnej. Uniemożliwiono mu objęcie stanowiska w izbie niższej, i do czasu rozpatrzenia sprawy przez Sąd Konstytucyjny, jego mandat jest zawieszony. Zdaniem Juangroongruangkita jest to zagrywka polityczna, która ma uniemożliwić objęcia urzędu premiera.
Zgodnie z prawem, aby doszło do utworzenia rządu potrzeba zgromadzić ponad połowę głosów parlamentarzystów. Izba niższa liczy 500 członków, zaś wyższa 250. Bez względu na to, kto uzyska zadanie stworzenia rządu, kandydat na premiera musi uzyskać 376 głosów „za”. Żadna z formacji politycznych nie ma dostatecznej większości, zaś mniejsze formacje oficjalnie nie opowiedziały się po żadnej ze stron. Wkrótce poznamy wynik tych politycznych tarć w Tajlandii.

03.06.2018 Problemy „Wielkiej Koalicji” w Republice Federalnej Niemiec

Jak powszechnie wiadomo, obecny rząd tworzą trzy partie polityczne w ramach „Wielkiej Koalicji”: Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna Niemiec CDU, Unia Chrześcijańsko-Społeczna w Bawarii CSU oraz Socjaldemokratyczna Partia Niemiec SPD. Na czele tego trudnego do skonstruowania i utrzymania koalicyjnego rządu stoi Angela Merkel. Ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, że nie jest łatwo.

Kanclerz Niemiec, Angela Merkel w jednym z ostatnich wywiadów stwierdziła, że będzie dalej stać na czele „Wielkiej Koalicji”, pomimo rezygnacji Andrei Nahles z bycia szefową SPD. Jest to skutek słabego wyniku socjaldemokratów w ostatnich eurowyborach. Merkel stwierdziła, że rozumie „dalekowzroczną” decyzję Nahles, lecz skutki mogą być głębsze. W majowych wyborach SPD zajęła dopiero trzecie miejsce. Pierwsi byli chadecy, zaś drugą siłą okazali się niemieccy Zieloni (Sojusz90/Zieloni). Socjaldemokraci z SPD – klasyfikowani jako niemiecka centrolewica – nie są też ostatnio jednolici. O ile część, chce dalszego funkcjonowania w ramach „Wielkiej Koalicji”, to inni podkreślają, że trwanie w tym rządzie może pogrążyć partię i doprowadzić do jej upadku. Pojawiają się głosy o wyjściu z rządu i zajęciu opozycyjnych ław.

Andrea Nahles stanęła na czele SPD w kwietniu 2018 r. po poprzednich wyborach, które nie były łaskawe dla Socjaldemokratów. Wtedy to ze stanowiska ustąpił Martin Schulz. Obecne odejście Nahles może sugerować tarcia wewnątrzpartyjne. „Wielka Koalicja” powinna przewodzić Republice Federalnej Niemiec do wyborów w 2021 r., jednak teraz nie jest to takie oczywiste. Głownie na skutek dołowania w sondażach politycznej popularności przez SPD.

Co ważne, również Kanclerz A. Merkel planuje wycofać się z polityki. Już zapowiedziała, że obecna kadencja będzie jej ostatnią, a rok temu zrezygnowała z przewodzenia CDU. Ewentualne odejście SPD z „Wielkiej Koalicji” zakończyłoby się przedterminowymi wyborami.

Nahles ma oficjalnie ustąpić z kierowania partią dziś, a frakcją parlamentarną SPD jutro. Wicekanclerz Niemiec z SPD, Olaf Scholz stwierdził, że nie ma możliwości odejścia z rządu. Nie wiadomo, czy pokusi się o partyjne przywództwo. Co ciekawe, również między Kanclerz Angelą Merkel, a nową liderką CDU, Annegret Kramp-Karrenbauer nie ma dobrych relacji i wyczuwane są tarcia.

03.06.2018 Pogarsza się sytuacja w Sudanie

Od kwietnia 2019 r., kiedy to obalono wieloletniego przywódcę Omara al-Bashira, Republiką Sudanu rządzi Tymczasowa Rada Wojskowa TMC. Nie ma ona żadnego demokratycznego umocowania, co wielu obywatelom się nie podoba. Tak jak w kwietniu, tak i teraz, Sudańczycy protestują. Żądają teraz oddania władzy przez wojskowych w ręce cywilnego rządu. Jednak dziś sytuacja wymknęła się spod kontroli. Kolejny demokratyczny protest zakończył się po ostrej kontrakcji ze strony sił bezpieczeństwa. Zdaniem świadków miano użyć ostrej amunicji i mają być ofiary śmiertelne.

Z tego co wiemy, we wczesnych godzinach porannych siły bezpieczeństwa przystąpiły do pacyfikacji pokojowej demonstracji przeciwko wojskowym przywódcom kraju. W Chartumie widziano dym wznoszący się w okolicy kwatery głównej wojska oraz słyszano ciężki ostrzał. Pojawiają się informacje, o co najmniej pięciu ofiarach śmiertelnych oraz nieznanej liczbie osób rannych.

W oficjalnym komunikacie „Sudanese Professionals Association”, głównego organizatora prodemokratycznych protestów, można przeczytać, że obecnie trwa proces rozpędzania demonstrantów. W odpowiedzi, obecni mieli palić opony i wznosić barykady. Stowarzyszenie wezwało do zbiorowego nieposłuszeństwa, którego celem jest obalenie nielegalnych władz wojskowych. Sudańscy wojskowi do chwili obecnej nie skomentowali ostatnich wydarzeń.

Od 6 kwietnia 2019 r. demonstranci okupują plac przed kwaterą główną wojsk Sudanu. Początkowo chodziło o zmuszenie do odejścia Omara al-Bashira. Gdy ten w końcu ustąpił 11 kwietnia br., władzę przejęło wojsko, a to dla Sudańczyków nie był akceptowalny scenariusz. Z tego powodu kontynuowali okupację placu, żądając cywilnych rządów. W odpowiedzi wojsko zaproponowało utworzenie rady, przy czym nie wiadomo jak wyglądałby podział miejsc, w tym organie między wojskowymi, a cywilami, a taki stan rzeczy miałby trwać nawet trzy lata. Dla Sudańczyków protestujących takie rozwiązanie zostało odrzucono, stąd kontynuacja protestu. Jak widać wojsko uznało, że nie może dłużej tolerować takiego stanu rzeczy i dziś wykonało ruch, którego celem ma być stłamszenie społecznego niezadowolenia.
02.06.2019 Nowy prezydent Salwadoru



Źródło: Nayib Bukele – zdjęcie z 2015 r.,
https://pl.m.wikipedia.org/ wiki/ Plik: Nayib_ Bukele_ (cropped).jpg, [dostęp dn. 02.06.2019]; domena publiczna.

W dniu wczorajszym urząd objął nowy prezydent Republiki Salwadoru, Nayib Bukele. Już w pierwszych słowach po zaprzysiężeniu stwierdził, że jego kraj jest niczym „chore dziecko” na tle innych, w regionie Ameryki Środkowej. Ostatnie lata zapisały się w historii Salwadoru pod znakiem przemocy i masowych migracji. Ten ostatni element natomiast mocno nadszarpnął relacje ze Stanami Zjednoczonymi.

Nayib Bukele ma obecnie 37 lat, jest przedsiębiorcą i byłym burmistrzem stolicy, San Salwador. W ostatnich wyborach, które miały miejsce 3 lutego 2019 r. znokautował rywali. Zdobył ponad 53% głosów – uprawnionych do głosowania było nieco ponad 5,2 miliona obywateli, a frekwencja wyniosła 51,88%. Bukele zdobył więcej głosów niż trzech pozostałych kandydatów razem. Tym samym przełamał monopol dwóch partii, które od ponad trzech dekad rządziły tym państwem: Narodowy Sojusz Republikański ARENA i  Front Wyzwolenia Narodowego im. Farabunda Martíego FMLN.
Nowy prezydent, zgromadzony na uroczystości zaprzysiężenia powiedział, że „Nasz kraj jest jak chore dziecko, teraz wszystko zależy od nas”. Jego kadencja będzie trwać pięć lat i nie ukrywał, że dla dobra wszystkich, będzie musiał podjąć wiele gorzkich i zapewne niepopularnych decyzji.

Komentatorzy zwracają uwagę, że przed Bukele naprawdę trudne zadanie. Będzie musiał zrównoważyć interesy Stanów Zjednoczonych i Chińskiej Republiki Ludowej w taki sposób, by każdy z tych graczy nie poczuł się gorszy. W sierpniu 2018 r., Salwador zaraz po Dominikanie i Panamie, zerwał stosunki z Republiką Chińską na Tajwanie. Uczynione to było w nadziei na to, że Pekin przychylniej spojrzy na te kraje i zainteresuje się nimi w kontekście ewentualnych inwestycji, które są im bardzo potrzebne. Również Amerykanie chcieliby „poprawić klimat inwestycyjny”, lecz w tle jest migracyjny kryzys – tysiące obywateli próbowało dostać się do USA w związku z gospodarczym kryzysem. Dla Waszyngtonu kluczowe są działania San Salwadoru w celu powstrzymania fali nielegalnych migracji.

Co ważne, Nicolas Maduro z Wenezueli, Daniel Ortega z Nikaragui oraz Juan Orlando Hernandez z Hondurasu, na ceremonię zaprzysiężenia zaproszenia nie otrzymali. Zdaniem Bukele, ci przywódcy kierują niedemokratycznymi rządami.

02.06.2018 Chińska Republika Ludowa ostrzega Stany Zjednoczone

Światowe agencje prasowe rozpisują się w ostatnich godzinach nad tym, co minister obrony Chińskiej Republiki Ludowej miał na myśli i jakie będą tego konsekwencje. Wei Fenghe właśnie dzisiaj ostrzegł Stany Zjednoczone, że jakakolwiek wojna między tymi państwami będzie katastrofą dla całego świata, a Waszyngton w żadnym stopniu nie powinien się mieszać w spory, jakie obecnie toczą się na Morzu Południowochińskim i wokół Tajwanu.

Dla Pekinu obecność Amerykanów w regionie jest nie do pomyślenia. Zwłaszcza zdenerwowanie wywołała ostatnia decyzja prezydenta Donalda Trumpa o zwiększeniu amerykańskiej obecności i pomocy wobec samorządnej Republiki Chińskiej, która znajduje się na wyspie Tajwan. Poza tym, amerykański przywódca zapowiedział, że Biały Dom uczyni wszystko, by zapewnić swobodną żeglugę w Cieśninie Tajwańskie. Cieśnina ta oddziela nieuznawaną przez Pekin, Republikę Chińską od Chin kontynentalnych.

Podczas najważniejszego azjatyckiego szczytu obronnego w Singapurze, chiński minister obrony dodał, że Pekin „będzie walczyć do końca”, gdy tylko ktoś będzie mieszał się w relacje z Tajwanem, które dla Chińskiej Republiki Ludowej są wyjątkowe. Dodał, że wszelkie posunięcia Pekinu maja charakter defensywny, lecz zdecydowanie odpowiedzą na jakikolwiek atak w ich interesy.

Zdaniem Wei Fenghe’a, wojna lub konflikt między Chinami i Ameryką zakończyłaby się katastrofą dla obu państw, oraz zapewne i dla całego świata.

Większość państw świata, w tym Stany Zjednoczone, nie utrzymują oficjalnych kontaktów z Republiką Chińską na Tajwanie, lecz nie zmienia to faktu, że Tajpej pozostaje ważnym sojusznikiem dla USA, a te wspierają w różny sposób tenże kraj. Dla Chin podział chińskiego kraju na dwa niezależne twory jest nie do pomyślenia.

Niejako w odpowiedzi na słowa ministra obrony Chin, jego amerykański odpowiednik, Patrick Shanahan na tymże samym szczycie stwierdził, że Stany Zjednoczone zaprzestają „chodzenia na palcach” w kontekście chińskich poczynań w Azji. Jednakże komentatorzy zwracają uwagę, że o ile ton Shanahana był pojednawczy, to Fenghe’a już nie. Za symboliczne uznano, że chiński minister obrony przybył na szczyt w mundurze Ludowej Armii Wyzwolenia, ze stopniem generalskim.



2019

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2018

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2017

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2016

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU




facebook