SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ






BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA
LIPIEC 2019

26.07.2019 Pedro Sánchez wygrał wybory powszechne, ale nie może głosowanie w parlamencie



Źródło: Pedro Sánchez,
https://www. euractiv.pl/ section/ polityka- wewnetrzna/ news/ hiszpania- pedro- sanchez- przegral- pierwsze- glosowanie- nad-wotum- zaufania/, [dostęp dn. 26.07.2019]; Flickr/PES Communications (CC BY-NC-SA 2.0).

Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (Partido Socialista Obrero Español – PSOE) w kwietniu 2019 r. zdobyła najwięcej głosów w wyborach parlamentarnych, a przez to wprowadziła najwięcej parlamentarzystów. Nie dość jednak, by samodzielnie rządzić, stąd konieczność rozmów koalicyjnych, a na tym już wielu poległo.

Liderem PSOE jest Pedro Sánchez. Co oczywiste, na potencjalnego koalicjanta wybrał inną lewicową formację polityczną o nazwie Podemos. Ciekawe jest to, że właśni ministrowie Sáncheza odrzucili możliwość koalicji, nazywając umowne warunki „niedopuszczalnymi”. W oficjalnym głosowaniu wstrzymali się od głosu, co skutkowało brakiem odpowiedniej większości. Poza tym, sami członkowie Podemos odrzucali kolejne koalicyjne propozycje i warunki.

Teraz Pedro Sánchez musi znaleźć jakieś alternatywne rozwiązanie, a ma na to dwa miesiące. W przeciwnym wypadku będą musiały zostać rozpisane kolejne wybory powszechnie, a byłyby to już czwarte w przeciągu tylko czterech lat. W samym głosowaniu w parlamencie przeciw było 155 parlamentarzystów, 124 za, a 67 się wstrzymało.

Podemos i lider tejże formacji, Pablo Iglesias, podkreślali, że PSOE miało proponować takie role w przyszłym rządzie, które nie mają większego znaczenia, lub wręcz nie istnieją. W ten sposób miano okazać im brak szacunku.

26.07.2019 Al-Badżi Ka’id as-Sibsi nie żyje



Źródło: Al-Badżi Ka’id as-Sibsi,
https://pl. wikipedia. org/wiki/ Plik: Beji_ Caid_ el_ Sebsi _at_th e_37th_ G8_ mmit_ in_D eauville_ 006.jpg, [dostęp dn. 26.07.2019]; Autor Guillaume Paumier, Uznanie autorstwa 3.0 Unported (CC BY 3.0).

Zmarł Al-Badżi Ka’id as-Sibsi, który od 31 grudnia 2014 r. był prezydentem Tunezji. Miał 92 lata i był najstarszą urzędującą głową państwa na świecie oraz pierwszym, wybranym na tak prestiżowe stanowisko w Afryce Północnej, w drodze wolnych wyborów.

Od ponad pół wieku działał na scenie politycznie. Przeżył dwa niedemokratyczne reżimy, aż w 2014 r. został jako pierwszy w tej części świata, przez ogół obywateli, wybrany na lidera Tunezji w wyborach powszechnych. Pomimo islamskiego charakteru państwa, któremu przewodził, opowiadał się za utrzymaniem jego świeckiego charakteru. Przez swoje talenty polityczne potrafił utrzymać równowagę między światem polityki, a religii. Między innymi dzięki tej postawie udało mu się przeforsować zakaz noszenia przez kobiety nikabu, czyli tej części hidżabu, która zasłaniała całą twarz; na razie tylko w budynkach rządowych. Przepis wszedł w życie w tym miesiącu, a uargumentowano go kwestiami bezpieczeństwa.

Dziennikarze podkreślają, że gdy startował w wieku 88 lat w wyborach prezydenckich, wielu zaskoczyła energia „emeryta”. Cechował się dużą doza uprzejmości, był miły w każdych okolicznościach.

Przeciwnicy natomiast podkreślali, że Al-Badżi Ka’id as-Sibsi po części wywodzi się z poprzednich niedemokratycznych reżimów. Jego kariera polityczna rozwinęła się za czasów tych rządów, gdy prezydentem był Zajn al-Abidin ibn Ali – rządził Tunezją od 7 listopada 1987 r. do 14 stycznia 2011 r., kiedy to na skutek protestów społecznych został obalony i musiał uciekać do Arabii Saudyjskiej. Al-Badżi Ka’id as-Sibsi był przez opozycję traktowany jako przedstawiciel „starej gwardii”, która może zniweczyć osiągnięcia rewolucji z 2010-11 r.

Al-Badżi Ka’id as-Sibsi był tym, który z pierwszym prezydentem, Habibą Burgibą, tworzył niepodległą Tunezję, gdy Francja zrzekała się kolonialnej protekcji. Wtedy objął urząd ministra spraw wewnętrznych. Przeprowadził szerokie reformy gospodarcze i społeczne, ale miał też ugruntować rządy jednej partii, Zgromadzenia Demokratyczno-Konstytucyjnego, która przewodziła Tunezji do 2011 r. Zdaniem krytyków, to as-Sibsi miał stworzyć system opresyjny, państwo policyjne, gdzie miały miejsce takie czyny jak tortury. Zwolennicy zauważają, że był liberałem, któremu nie udało się przekonać Burgiby do w pełni demokratycznej formy rządów. Już jako prezydentowi, as-Sibsiemu udało się jednak zachować w państwie spokój i stabilizację.

25.07.2018 Kolejna rezolucja ONZ ws. Izraela zablokowana

Stany Zjednoczone, bliski sojusznik państwa Izrael oraz stały członek Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ, skorzystały z prawa weta wobec projektu rezolucji potępiającej izraelskie władze za zburzenie kolejnego domu na przedmieściach Jerozolimy, który to należał do Palestyńczyków. Autorami rezolucji były takie państwa jak Kuwejt, Indonezja oraz Republika Południowej Afryki RPA.

Izrael swoje poczynania argumentuje kwestiami bezpieczeństwa. W ostatnim czasie zburzono 10 budynków mieszkalnych, a niektóre z nich były w trakcie budowy. Według izraelskich władz, budynki miały zostać postawione nielegalnie, a ponadto mają stanowić zagrożenie bezpieczeństwa dla sił zbrojnych, które działają wzdłuż biegnącej przez okupowany Zachodni Brzeg Jordanu specjalnej bariery bezpieczeństwa.

Stanowisko ONZ skupiło się na losie samych Palestyńczyków. W sumie 17 osób miało spotkać się z kontrowersyjnym procederem przymusowego wysiedlenia.

Dnia 23 lipca 2019 r., trzy państwa: Kuwejt, Indonezja i Republika Południowej Afryki, rozesłały do członków Rady Bezpieczeństwa ONZ (których razem jest 15), pięciopunktowy projekt rezolucji w tej sprawie. W projekcie mowa jest o zaniepokojeniu najnowszymi poczynaniami Izraela, mogącymi zniweczyć plan rozwiązania dwupaństwowego i wprowadzenie stałego pokoju na tym obszarze bliskowschodnim. Kiedy Stany Zjednoczone odrzuciły projekt argumentując, że takie kwestie należy wcześniej omówić na drodze konsensusu, wnioskodawcy przygotowali trzypunktową rezolucję, ale i ta została zawetowana.

Polityka Stanów Zjednoczonych jest powszechnie znana: traktują Izrael jako sojusznika. Nieraz Waszyngton oskarżał ONZ o uprzedzenia skierowane przeciwko państwu izraelskiemu, a przez to stosowały ochronę przed jakimikolwiek rezolucjami skierowanymi przeciwko Tel-Awiwowi.

Jerozolima jest bardzo drażliwym punktem sporu izraelsko-palestyńskiego. Oba narody chcą, by to święte miasto było ich stolicą. Obecnie mieszka w nim pół miliona Żydów i 300 tysięcy Palestyńczyków.

25.07.2018 Korea Północna wystrzeliła dwa pociski krótkiego zasięgu

Pomimo nadziei na ocieplenie relacji na Półwyspie Koreańskim, wystrzelenie dwóch pocisków krótkiego zasięgu może zniweczyć wszelkie plany. Według Republiki Korei, zwanej potocznie Koreą Południową, jej północny, komunistyczny sąsiad miał wystrzelić dwa pociski krótkiego zasięgu ze swego wschodniego wybrzeża.

Jak powszechnie wiadomo, przywódca Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej KRL-D, zwanej potocznie Koreą Północną, Kim Dzong Un spotkał się niedawno z przywódcą Stanów Zjednoczonych, Donaldem Trumpem. Podczas tego, kolejnego spotkania na szczycie, obaj liderzy swych państw zadeklarowali chęć kontynuowania działań w celu całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Kim Dzong Un marzy o tym, by stanąć obok tych przywódców, którzy przewodzą nuklearnymi potęgami. Teraz wszystko jest niepewne.
Z tego, co udało się ustalić, oba pociski wystrzelono z nadmorskiego miasta Wonsan. Pierwszy przeleciał 430 km, zanim wpadł do wody, zaś drugi 690 km. Wysokość jaką pociski osiągnęły to 50 km. Rzecznik ministerstwa obrony Korei Południowej dodał, że obawy budzi drugi pocisk, który jest prawdopodobnie technologiczną nowinką wymagającą szybkiego zbadania.

Pod koniec czerwca 2019 r., Kim Dzong Un i Donald Trump spotkali się w zdemilitaryzowanej strefie przygranicznej, dwóch nieuznających się nawzajem państw koreańskich. Tematem była szybka denuklearyzacji całego Półwyspu Koreańskiego. Po dzisiejszym incydencie, Biały Dom jeszcze nie zareagował, lecz należy spodziewać się usztywnienia podejścia do tematu.

W oficjalnym stanowisku ministerstwa obrony Korei Południowej czytamy, że Korea Północna powinna unikać działań mogących eskalować konflikt oraz uniemożliwiających łagodzenie zaognionych relacji, z którymi mamy do czynienia teraz, a trwa od końca wojny koreańskiej.

Premier Japonii, Shinzo Abe powiedział tylko, że zaistniała sytuacja nie miała wpływu na bezpieczeństwo jego kraju, ale będzie ściśle współpracował ze Stanami Zjednoczonymi i Koreą Południową, by przeciwdziałać wszelkim uwarunkowaniom mającym wpływ na bezpieczeństwo w regionie Azji Południowo-Wschodniej.

Eksperci zastanawiają się nad nowym typem broni – niewielkiej rakiety o dużym zasięgu, którą łatwo ukryć przed radarami. To może mieć wpływ na dalsze rozmowy w przyszłości.

23.07.2019 Rosja narusza przestrzeń powietrzną Republiki Korei



Źródło: Strefy identyfikacji obrony powietrznej ADIZ poszczególnych państw w Azji Południowo-Wschodniej,
https://en.wikipedia. org/wiki /File: JADIZ_ and_ CADIZ_ and_ ADIZ_ in_ East_ China_ Sea.jpg, [dostęp dn. 23.07.2019]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license.

Republika Korei, zwana potocznie Koreą Południową, oskarżyła Federację Rosyjską o to, że ta naruszyła przestrzeń powietrzną ich kraju. W konsekwencji miano wystrzelić kilkaset strzałów ostrzegawczych. Moskwa odrzuciła te oskarżenia dodając, że do naruszenia przestrzeni powietrznej Korei Południowej nie doszło, zaś południowokoreańscy piloci mieli zachować się w sposób „lekkomyślny”.

Jak zaznaczają przedstawiciele ministerstwa obrony Republiki Korei, miał to być pierwszy przypadek naruszenia przestrzeni powietrznej przez Rosję. Nieoficjalnie traktuje się ten incydent jako poważny, zwłaszcza w kontekście faktu, że dotyczył on zarówno Chińskiej Republiki Ludowej ChRL, jak i Cesarstwa Japonii.

Sytuacja w całym regionie jest skomplikowana, a takie incydenty tylko podgrzewają atmosferę. Głównym czynnikiem destabilizującym jest narastająca nieufność pomiędzy Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną KRL-D, zwaną potocznie Koreą Północną, a Stanami Zjednoczonymi. W ostatnim czasie spór między tymi państwami miał również wpływ na innych graczy w regionie.

Południowokoreańskie ministerstwo obrony podało, jak podkreśla agencja Reutera, że dwa rosyjskie bombowce Tu-95, oraz dwa chińskie bombowce H-6, miały współdziałać i razem przekroczyć dziś przestrzeń powietrzną, do której pretensje rości Korea Południowa – chodzi o koreańską strefę identyfikacji obrony powietrznej KADIZ, którą Rosja nie uznaje. W innym miejscu rosyjski samolot wczesnego ostrzegania A-50 miał naruszyć przestrzeń nad wyspą Dokdo zajętą przez Seul, a do której roszczenia ma również Japonia, nazywając ją Takeshima.

Rosja potwierdziła, że miał miejsce zaplanowany lot, lecz do naruszenia przestrzeni powietrznej nie doszło – brak uznania KADIZ powoduje, że zdaniem Moskwy do incydentu dojść nie mogło. Dodano, że strzałów ostrzegawczych nie było, a dwa południowokoreańskie myśliwce miały wykonać bardzo „nieprofesjonalne manewry”, bez próby jakiejkolwiek komunikacji.

23.07.2018 A jednak Boris Johnson…?

Zdaniem większości komentatorów brytyjskiej sceny politycznej, liderem obecnie rządzącej Partii Konserwatywnej oraz kolejnym premierem kraju zostanie Boris Johnson. Wkrótce ma to zostać ogłoszone chyba, że wydarzy się coś nieoczekiwanego, co w polityce jest możliwe.

Prawie wszyscy podkreślają, że do głównych zadań Borisa Johnsona będzie zrealizowanie obietnicy „zrób lub zgiń”, która dotyczy wynegocjowania „umowy rozwodowej” między Wielką Brytanią, a Unią Europejską. Obecny polityczny kryzys toczy się od referendum nad wystąpieniem Zjednoczonego Królestwa ze struktur unijnych, co zostało nazwane jako „Brexit”.

W walce o przywództwo brytyjskich konserwatystów, ostało się dwóch kandydatów, Boris Johnson oraz Jeremy Hunt. Głosowanie członków partii rządzącej zakończyło się wczoraj o godzinie 16:00 czasu lokalnego. Obaj kandydaci przemierzyli kraj, by przekonać do siebie głosujących. Jeszcze dziś poznać mamy ostateczne wyniki.

Jeremy Hunt to obecny szef brytyjskiej dyplomacji, zaś Boris Johnson to były burmistrz Londynu, który w 2018 r. zrezygnował z funkcji ministra spraw zagranicznych, w związku ze sporem między nim, a szefową rządu Theresą May, o kształt „umowy rozwodowej” z UE. Według sondaży Johnson może liczyć na poparcie rzędu 70%. Theresa May zrezygnowała z pełnionych funkcji po tym, jak któryś raz z rzędu przegrała w Izbie Gmin głosowanie nad umową ws. Brexitu. Co ważne, sami konserwatyści wtedy głosowali przeciwko projektowi ich liderki.

Jeśli wszystko się potwierdzi i Boris Johnson stanie na czele zarówno konserwatystów, jak i rządu, będzie miała przed sobą nie lada wyzwanie. Wielka Brytania obecnie jest w politycznym kryzysie. Formalnie do 31 października 2019 r. musi zostać wypracowane porozumienie dotyczące relacji Londynu z resztą jednoczącej się Europy pod flagą Unii Europejskiej. Poza tym, Johnson będzie musiał też przekonać partnerów z UE, która ma obecnie nowych liderów, co jest skutkiem eurowyborów z maja 2019 r. W przeciwnym wypadku Wielka Brytania narazi się na niekontrolowane skutki wyjścia z UE bez porozumienia, co może odbić się na ekonomii. Na chwilę obecną, wycofanie się z samego Brexitu nie wchodzi w rachubę.

19.07.2018 Holenderscy żołnierze częściowo odpowiedzialni za masakrę w Srebrenicy

Sąd Najwyższy Holandii podtrzymał w mocy wyrok, zgodnie z którym Holandia jest częściowo odpowiedzialna za śmierć 350 cywili podczas wojny w Bośni i Hercegowinie, a dokładniej w mieście Srebrenica. Zdaniem sędziów, poziom odpowiedzialności wynosi dokładnie 10%, gdyż żołnierze służący w misji pokojowej mieli możliwość przeciwdziałania planowanej masakrze.

Siły zbrojne bośniackich Serbów są odpowiedzialne w sumie za zamordowanie ponad 8 tysięcy niewinnych cywili i to tylko w miejscowości Srebrenica. W większości byli to muzułmanie. Do zdarzenia, które na stałe wpisało się do europejskiej historii, doszło w 1995 r.

W tym właśnie roku, do zadań holenderskich żołnierzy należało strzeżenie bezpiecznej strefy, zagwarantowanej przez Organizację Narodów Zjednoczonych ONZ. Ta strefa została przez bośniackich Serbów wielokrotnie naruszona.

Komentatorzy już zauważyli, że wyrok jest bez precedensu. Po raz pierwszy uznano, że to samo państwo ponosi odpowiedzialność za niepowodzenie misji pokojowej ONZ.

Kiedy podobny raport, krytyczny wobec holenderskich żołnierzy, został opublikowany w 2002 r., wtedy to cały rząd podał się do dymisji, na skutek skandalu, który później wybuchł.
Zdaniem sądu, siły holenderskie są odpowiedzialne za to, że próbowały w sposób zorganizowany przenieść muzułmańskich mężczyzn. Niejako zgromadzili ich w jednym miejscu, a przez to ustanowili cel dla tych serbskich sił, które polowały na inne etniczne wspólnoty. Zatem odpowiedzialność wynosi 10%. Sam wyrok daje krewnym ofiar, zrzeszonym w organizacji „Matki Srebrenicy”, szansę na roszczenia od państwa holenderskiego.

Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego w związku z toczącym się sporem. „Matki Srebrenicy” chciały, by Holandia była uznana za odpowiedzialną, zaś druga strona dążyła do całkowitego oczyszczenia z zarzutów. W poprzedniej instancji poziom odpowiedzialności najpierw był całkowity, a w odwołaniu został ustalony na poziomie 30%.

Podczas bośniackiego konfliktu w latach 1992-1995, serbskie siły zaangażowały się w przeprowadzanie czystki etnicznej. Tysiące osób wyznania muzułmańskiego szukało schronienia w Srebrenicy, które decyzją ONZ było miastem bezpiecznym, wolnym od walk i chronionym przez Holendrów. Słabo uzbrojeni Holendrzy szybko ulegli sile wroga i próbowali zorganizować ewakuację mężczyzn, co skończyło się masakrą.

18.07.2018 ECO

Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej ECOWAS, to organizacja regionalna, która zrzesza 15 państw położonych na terytorium zachodnioafrykańskim. Jej celem jest wsparcie gospodarczej integracji tego obszaru. Właśnie podjęto decyzję, że w obliczu załamania kursu walut i systemu monetarnego, członkowie ECOWAS przyjmą wspólną walutę o nazwie: ECO.

Wejście w życie postanowienia o ECO ma nastąpić już w 2020 r. Decyzja zapadła podczas szczytu państw członkowskich ECOWAS w Abudży, co miało miejsce dnia 13 lipca 2019 r. Co ciekawe, ECO może być remedium na obecne problemy, lecz także spektakularnym fiaskiem, jak zapowiada wielu komentatorów – wg AFP.

Od ponad 30 lat trwały rozmowy „piętnastki” o przyjęciu wspólnej waluty. Co ważne, osiem państw ma wspólną walutę: Frank CFA; waluta powiązana z EUR według stałego parytetu gwarantowanego przez V Republikę Francuską, która przez lata kolonizowała znaczny obszar Afryki Zachodniej.

Część komentatorów podkreśla, że politycznie ECO byłoby symbolem jedności, ale nowej walucie może być brak gospodarczego przebicia, zwłaszcza w kontekście aktywnej polityki Paryża, która chciałaby zachować swoje wpływy.

Media w Afryce Zachodniej dość optymistycznie jednak do ECO podchodzą. Widzą w tym symbol politycznej jedności wokół spraw gospodarczych. Czas pokaże na ile uda się zrealizować ambitny plan wspólnej waluty na obszarze Afryki Zachodniej.

Podczas szczytu w Abudży, nigeryjski prezydent, Muhammadu Buhari przekazał przewodnictwo w ECOWAS, głowie państwa o nazwie Niger, którym jest teraz Mahamadou Issoufou.

18.07.2018 Światowa Organizacja Zdrowia ogłasza wirusa Eboli „zagrożeniem dla globalnego zdrowia publicznego”

Właśnie dziś Światowa Organizacja Zdrowia WHO opublikowała bardzo niepokojące oświadczenie. Już od dłuższego czasu trwała walka z epidemią, wynikającą z wirusa Ebola, które nie ustępowała na terytorium Demokratycznej Republiki Konga DRK. Sytuacja musi być na tyle trudna, że WHO postanowiło ogłosić stan globalnego zagrożenia dla zdrowia publicznego.

W oświadczeniu czytamy, że epidemia Eboli w DRK to obecnie „poważna niemoc publicznej opieki zdrowotnej w Demokratycznej Republice Konga, która ma zasięg międzynarodowy”. Do tej pory miała miejsce walka, by epidemia się nie rozprzestrzeniała poza obszar miasta Goma – zwłaszcza w kierunku sąsiedniej Ugandy.

Okazało się to jednak niewykonalne, a tym samym wzrasta zagrożenie jeszcze większego rozprzestrzenienie zasięgu czynnika chorobowego, co ma związek z mobilnością potencjalnie zarażonych osób.

Dotychczasowe działania skupiały się na działaniach miejscowych. Wszystkie ograniczenia w przemieszczaniu się osób, czy też w handlu, dotyczyły miejsc bezpośrednio ogarniętych epidemią. Zarówno rządy poszczególnych państw, jak i eksperci sugerowali, by nie ograniczać transgranicznego ruchu osób, bądź handlu, w portach, czy miastach przygranicznych. Było to niejako sprzeczne ze stanowiskiem WHO.

Lekarze pracujący w terenie, z ramienia WHO, apelują o zajęcie się problemem Eboli i wspólną walkę, z wciąż nie opanowanym wirusem.

16.07.2019 Problemy Ursuli von der Leyen



Źródło: Ursula von der Leyen,
https://commons. wikimedia. org/ iki/File: Ursula_v on_ der_L eyen_ CDU_P arteitag_ 2014_ y_Olaf_ Kosinsky- 2.jpg, [dostęp dn. 16.07.2019]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany license.

Od samego rana Ursula von der Leyen walczy o poparcie poszczególnych frakcji w Parlamencie Europejskim, by zostać wybraną na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej. Po trudnych negocjacjach w innym organie Unii Europejskiej, Radzie Europejskiej, to właśnie Ursula von der Leyen zyskała poparcie państw członkowskich. Wydaje się, że to jednak nie koniec walki tej niemieckiej polityk. Sytuacja w Parlamencie Europejskim jest skomplikowana i każdy głos jest na wagę złota.

Ursula von der Leyen musi przekonać kilka eurofrakcji do poparcia jej kandydatury na szefową Komisji Europejskiej. Wydaje się, że chadecy i liberałowie są skłonni ją poprzeć, lecz sceptyczni są europejscy socjaliści. Kandydatka zatem stawia na ambitną politykę społeczną, klimatyczną i migracyjną. Już niedługo kluczowe głosowanie, które pokaże, czy Unia Europejska wychodzi z kryzysu, w którym tkwi.

W przypadku odrzucenia kandydatury Ursuli von der Leyen przez Parlament Europejski, Unia Europejska pogrążyłaby się w kolejnym kryzysie po Brexicie, strefy euro i instytucjonalnym, wynikającym z nadmiernych ambicji Komisji Europejskiej do kontrolowania niektórych państw członkowskich.

Jednocześnie, w przypadku braku poparcia dla kandydatki, państwa członkowskie musiałyby ponownie się zebrać i w ciągu miesiąca wypracować kompromis, którego elementem byłby nowy kandydat. Ursula von der Leyen do niedawna była ministrem obrony Republiki Federalnej Niemiec RFN. Musi uzyskać poparcie 374 członków Parlamentu Europejskiego. Głosowanie jeszcze dziś, około godziny 16:00.

Inaczej sytuacja będzie wyglądała w przypadku pozytywnie zakończonego głosowania. Wtedy pierwszy raz w historii kobieta stanęłaby na czele Komisji Europejskiej. Jednak okoliczności wyboru von der Leyen nie było optymalne. Już w 2014 r. wypracowano mechanizm, by liderzy poszczególnych eurofrakcji wystawiali swoich liderów, spośród których szefowie państw i rządów mogliby wybierać na stanowisko szefa Komisji. W 2019 r. żaden szef eurofrakcji nie zyskał dostatecznego uznania. Tym samym Rada Europejska wypracowała własny kompromis, który części eurodeputowanych się nie podoba.

Chadecy wzywają o jedność w kontrze do brytyjskiej partii probrexitowej, która jest najsilniejszą – jeśli chodzi o formacje polityczne z jednego państwa. Również Ursula von der Leyen wzywała do jedności, a w niej widziała miejsce także dla Brytyjczyków. Płynnie przechodziła między niemieckim, angielskim i francuskim.

Wśród obietnic kandydatki była między innymi możliwość ferowania prawnych propozycji przez Parlament Europejski, co ma być ukłonem w kierunku izby, jak i odstępstwem – inicjatywa była domeną Komisji Europejskiej. W kwestii polityki klimatycznej zaproponowała dodatkowe opodatkowanie dużych firm energetycznej oraz większą walkę z emisją dwutlenku węgla, której likwidację przewidziała na 2050 r. Co ważne, zapowiedziała zmianę unijnej politykę migracyjnej w taki sposób, aby uwzględnić obiekcje państw, które nie chciały zgodzić się na oficjalnie ferowaną linię.
Największe zastrzeżenia mają jednak europejscy socjaliści, którzy są wewnętrznie podzieleni i liczą na większe i konkretniejsze zobowiązania.

16.07.2018 Bułgarzy na celowniku rosyjskich hakerów

Jak podaje agencja Reutera, dane osobowe kilku tysięcy obywateli Bułgarii, w tym drażliwe informacje finansowe, zostały skradzione. W celu wydobycia tych informacji, posłużono się mailem, którego źródła znaleziono na terytorium Federacji Rosyjskiej. Pojawiły się już komentarze, że jest to zemsta Kremla za decyzję bułgarskie rządu o zakupie amerykańskich myśliwców F-16 do obrony przestrzeni powietrznej.

Minister spraw wewnętrznych Bułgarii, Mladen Marinov powiedział w dzisiejszym komentarzu, że hakerzy uzyskali dostęp do danych Narodowej Agencji Skarbowej podszywając się pod serwer Ministerstwa Finansów. Zdaniem Marinova sytuacja jest bez precedensu – po raz pierwszy w historii Bułgarii doszło do cyberataku, który zakończył się pełnym sukcesem.

Szef bułgarskiego resortu obrony dodał, że prawdopodobnie motywem do ataku, właśnie teraz, jest upublicznienie decyzji rządu w Sofii o zakupie ośmiu myśliwców Lockheed Martin F-16 za kwotę 1,256 miliarda dolarów amerykańskich. Tym samym jest to największy jednorazowy zakup sprzętu wojskowego w historii Bułgarii, od czasu transformacji ustrojowej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX w. Dodał, że cyberatak nastąpił dzień po upublicznieniu tej decyzji, a strona internetowa, która posłużyła do tego wrogiego aktu jest bez wątpienia rosyjska.

Do momentu transformacji ustrojowej, Bułgaria była częścią bloku wschodniego kierowanego przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich ZSRR – dzisiaj Federacja Rosyjska. Sofia zdecydowała się na zastąpienie przestarzałych sowieckich Mig-29, nowoczesnymi F-16.

Według niepotwierdzonych informacji, przesłany link autorstwa prawdopodobnie rosyjskich hakerów skutkował wykradzeniem informacji o sytuacji dochodowej, społecznej i zdrowotnej około 1,1 miliona obywateli Bułgarii. Pojawiają się informację, że link został przesłany przez pocztę Yandex, która ma siedzibę w Rosji.

xx1507.2019 Problemy Jacoba Zumy



Źródło: Były prezydent Jacob Zuma,
https://www.obserwatorfinansowy. pl/wp- content/ uploads/ 2017/ 03/ Jacob- Zuma- CC-BY- ND- 2.0- GovernmentZ A.jpg, [dostęp dn. 15.07.2019]; CC BY-ND 2.0 GovernmentZA.

Jacob Zuma był prezydentem Republiki Południowej Afryki RPA od 9 maja 2009 r. do 14 lutego 2018 r. Jego prezydentura ściśle wiązała sią z kolejnymi skandalami, które podkopywały autorytet głowy państwa. Korupcja to tylko jeden z zarzutów.

Były prezydent Jacob Zuma powiedział dziś, w kontekście zarzutów korupcyjnych związanych z bogatą i wpływową rodziną Gupta, że nigdy nie złamał prawa. Natomiast kontakty z Gupta miały charakter czysto przyjacielski. Dodał, że on sam padł ofiarą spisku politycznych przeciwników, którzy przez dwie dekady chcieli usunąć go z politycznej sceny.

Przyjmuje się, że pojawianie się nazwiska Zumy w śledztwie dotyczącym korupcji, było początkiem końca jego wpływów i rządów. Rodzina Gupta oskarżana jest o to, że nielegalnie wykorzystywała zasoby będące w domenie budżetu i skarbu państwa. Poza tym, miała mieć realny wpływ na polityczne nominacje, odnośnie bardzo ważnych stanowisk państwowych.

Zuma dodał dziś, że trzej bracia Gupta to tylko jego przyjaciele, którzy bardzo dobrze znają się na biznesie, w przeciwieństwie do niego. On sam zna się natomiast na polityce i tylko w tej kwestii coś powiedzieć może.

Przez ponad 9 lat Zuma konsekwentnie zaprzeczał jakimkolwiek zarzutom korupcyjnym. Jednak gęstniejąca atmosfera wokół głowy państwa skutkowała tym, że Zuma stracił poparcie rządzącego nieprzerwanie w RPA od obalenia apartheidu, Afrykańskiego Kongresu Narodowego ANC. Skutkiem tego w lutym 2018 r. Zuma został zastąpiony przez Cyrila Ramaphosę, który do chwili obecnej jest prezydentem RPA.

Śledztwo wokół oskarżeń korupcyjnych nie przebiega w dość szybkim tempie. Komentatorzy podkreślają, że zbyt wnikliwe dochodzenie może pogrążyć rządzący Afrykański Kongres Narodowy ANC. Stąd zapewne nadzieja, że odsunięcie Zumy może uspokoić sytuację. Rodzina Gupta konsekwentnie odrzuca wszelkie oskarżenia. Obecnie, zamieszani w aferę bracia, przebywają poza Republiką Południowej Afryki.

15.07.2019 Rośnie napięcie w Hongkongu



Źródło: Szefowa administracji Hongkongu, Carrie Lam,
https://pl.wikipedia.org/wiki/Carrie_Lam#.jpg, [dostęp dn. 15.07.2019]; domena publiczna.

Ostatni weekend upłynął w Hongkongu pod znakiem starć protestujących z funkcjonariuszami sił bezpieczeństwa. Osoba stojąca na czele tego autonomicznego miasta w ramach Chińskiej Republiki Ludowej ChRL, Carrie Lam stwierdziła dziś, że demonstranci byli uczestnikami zamieszek, co jest ścigane z urzędu. Ona zaś stoi na straży prawa i po stronie policji, to zaś ma skutkować koniecznością pociągnięcia do odpowiedzialności wszystkich prowodyrów.

Wypowiedź Lam padła dziś, podczas jej wizyty w szpitalu, gdzie spotkała się z trzema rannymi funkcjonariuszami, w czasie wczorajszych starć. Wielu mieszkańców Hongkongu już od dłuższego czasu wychodzi na ulicę, by zaprotestować przeciwko ekstradycyjnej ustawie i próbie jej nowelizacji. Wielu obawia się, że po tym jak miasto w 1997 r. zostało przez Wielką Brytanię przekazane ChRL, mogą do końca utracić niezależność i wolność, zaś niewygodni mieszkańcy będą podlegać „ekstradycji” do kontynentalnych Chin, gdzie ich zdaniem, o wolnym i uczciwym procesie nie ma mowy.

Podczas konferencji Lam stwierdziła, że ci demonstranci, którzy atakowali funkcjonariuszy, mogą zostać spokojnie nazwani buntownikami. Przyjmuje się, że takie komentarze mogą tylko podgrzać atmosferę przed zapowiadanymi kolejnymi demonstracjami. Liderzy protestów wzywają Pekin, by ten nie mówił o „zamieszkach” – za takie przestępstwo grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Wczorajsze demonstracje zgromadziły kilkadziesiąt tysięcy osób. Bardzo szybko doszło do starć z policją, która przeciwko rzucanymi parasolami, kapeluszami i plastikowymi butelkami, użyła gaz pieprzowy i pałki. Zdaniem Lam 10 policjantów zostało rannych, a 6 musiano hospitalizować. W sumie rannych miało zostać 28 osób, a 40 demonstrantów aresztowano pod zarzutami nielegalnego zgromadzenia i atakowania policji. Zdaniem policji, protestujący mieli też używać cegły i metalowe kraty, co jest zabronione.

14.07.2019 Niepokojące doniesienia z Burundi



Źródło: Pierre Nkurunziza,
https://nai.uu.se/ news/ articles/ 2018/ 06/14/ 143607/ index.xml, [dostęp dn. 14.07.2019]; Photo: DOC, creative commons.

Zdaniem jednej z organizacji chroniących prawa człowieka, do skandalicznej sytuacji doszło w Burundi. Oto szef lokalnej milicji, miał stanąć na czele państwowego konsorcjum medialnego: RTNB. Władze odrzucają oskarżenia o łamanie praw człowieka.

Organizacja „Human Rights Watch” w specjalnym komunikacie stwierdziła, że Eric Nshimirimana został właśnie nominowany na szefa nadawcy mediów państwowych, RTNB. Wcześniej stał on na czele niesławnej milicji oskarżanej o łamanie praw człowieka, w tym wolności pracy, o nazwie Imbonerakure.

To właśnie na Imbonerakure stawiane są zarzuty o mordowanie, gwałty i ataki na działaczy opozycji. Jak powszechnie wiadomo, Imbonerakure stanowi młodzieżowe skrzydło obecnie rządzącej partii: Krajowa Rada Obrony Demokracji – Siły Obrony Demokracji CNDD-FDD. Do aktów przemocy, w tym rzekomego łamania praw człowieka, miało dojść w 2015 r., kiedy to przy kontrowersjach trzecią kadencję w wyborach prezydenckich zwyciężył Pierre Nkurunziza, oraz w okresie późniejszym. Cztery lata temu doszło też do nieudanego zamachu stanu, którego konsekwencją były późniejsze represje na działaczach opozycji.

Zdaniem Lewisa Mudge, dyrektora Human Rights Watch na obszar Afryki Centralnej, wszelkie nadużycia i przypadki łamania praw człowieka, których początek można zaobserwować w 2015 r., trwają do dziś i niewiele się w tej materii zmieniło. Tysiące obywateli od tego czasu miało uciec z kraju. Według Mudge’a, Eric Nshimirimana powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności, a nie zostać nagrodzony stanowiskiem, które będzie odpowiadać za jedno z ostatnich w Burundi dostępnym medium.

Zdaniem obecnych władz Burundi, Imbonerakure nie jest milicją, jak określa formację Organizacja Narodów Zjednoczonych ONZ, ani „gangiem gwałcicieli” – według słów rzecznika prezydenta Willy’ego Nyamitwe. Wszelkie zarzuty o nadużycia i łamanie praw człowieka są odrzucane.

Kolejne wybory powszechne zostały zaplanowane na 2020 r. Pomimo zmian w ustawie zasadniczej z 2018 r., które dopuszczają ubieganie się o kolejną reelekcję przez obecną głowę państwa, Pierre Nkurunziza już zapowiedział, że nie będzie walczył o kolejną kadencję.

14.07.2018 Problemy z libijskimi ośrodkami dla uchodźców

Organizacja Narodów Zjednoczonych ONZ wezwała do natychmiastowego zamknięcia wszystkich ośrodków dla uchodźców położonych na terytorium Libii. Zdaniem najważniejszej międzynarodowej organizacji, obiekty te nie nadają się do przyjmowania uciekinierów z różnych państw ogarniętych konfliktami na kontynencie afrykańskim.

Najnowsze wezwanie ma miejsce dwa tygodnie po tym, jak jeden z obozów, położony niedaleko Trypolisu, został zbombardowany. Zginęło wtedy ponad 50 osób, w większości Afrykańczyków.
Tysiące mieszkańców Afryki opuściło swoje domy, w konsekwencji konfliktów przetaczających się przez kontynent, w celu udania się na północ, przekroczenia/przepłynięcia Morza Śródziemnego i osiedlenia w „mitycznej Europie”, która ma im przynieść rzekomy dobrobyt. Wielu z nich przebywa obecnie w państwowych ośrodkach dla uchodźców w Libii – jednym z najbardziej kruchych państw na świecie – które zdaniem ONZ są „okropnymi”.

Sama Libia przeżywa obecnie poważne wewnętrzne perturbacje. Ostatni nalot na jeden z obozów pokazał, że te obiekty też są niebezpieczne. Zdaniem ONZ obozy winny być zamknięte, zaś uchodźcy rozlokowani w okolicznych miejscowościach – Organizacja zapewniła pomoc i środki na ten cel. Przy okazji ONZ skrytykowała europejskie kraje za ich politykę „wyławiania” migrantów z Morza Śródziemnego i odsyłania do Libii – do kraju, który jest równie niebezpieczny, jak ich własna ojczyzna, z której uchodźcy uciekli.

Atak sprzed dwóch tygodni polegał na tym, że zbombardowano hangar na terenie Aresztu Śledczego w Tajoura. Było tam przetrzymywanych 120 uchodźców. Zginęło ponad 50 osób, w tym kobiety i dzieci. Do zdarzenia doszło 3 lipca 2019 r.

Sama Libia podzielona jest de facto na dwa zwalczające się obszary, roszczące sobie prawo do nazywania reprezentantem libijskiego narodu. Rząd Fayeza al-Sarraja, który posiada poparcie społeczności międzynarodowej, oskarżył Libijską Armię Narodową LNA o celowy atak na obóz. Natomiast zdaniem LNA, celem był położony niedaleko obóz sił wiernych Fayezowi al-Sarrajowi, zaś rakieta odpalona w odpowiedzi miała trafić w miejsce przytrzymywania uchodźców. Zdaniem ONZ akt miał znamiona zbrodni wojennej. Libia rozdarta jest wewnętrznymi konfliktami od obalenia Muammara Kaddafiego, czyli od 2011 r.

13.07.2019 Ofiary zamachu terrorystycznego w Somalii



Źródło: Mapa Somalii – położenie Jubbalandu,
https://pl.wikipedia.org/ wiki/ Jubaland# /media/ Plik: Location_j ubaland. png, [dostęp dn. 13.07.2019]; domena publiczna.

Co najmniej 26 osób zginęło w wyniku zamachu terrorystycznego w portowym mieście Kismayo, na terytorium Somalii. Wśród ofiar są Kenijczycy, Amerykanie, Brytyjczycy oraz Tanzańczycy.
Z tego co wiemy, najpierw eksplodowała bomba ukryta w samochodzie, niedaleko hotelu, który jest często wybierany przez obcokrajowców. Moment ataku nie był przypadkowy, miało miejsce właśnie spotkanie urzędników i członków lokalnego samorządu. Tuż po eksplozji, do budynku hotelu miało wpaść trzech napastników. Lokalne siły bezpieczeństwa opanowały sytuację dopiero po 11 godzinach działań rozpoznawczych i zabezpieczających.

Prezydent somalijskiego stanu Jubbaland, gdzie doszło do ataku terrorystycznego, Ahmed Mohamed Madobe potwierdził w specjalnym oświadczeniu, że wśród ofiar jest jeden z kandydatów na prezydenta stanu, w wyborach zaplanowanych na przyszły miesiąc. Śmierć poniosło też dwóch dziennikarzy oraz jeden z członków misji specjalnej Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ.
Islamska organizacja ekstremistyczna al-Shabaab już przyznała się do ataku. Formacja ta jest znana z tego, że stanowi przybudówkę do niesławnej Al-Ka’idy. Jak wiadomo również, al-Shabaab dąży do obalenia słabego rządu centralnego, który posiada poparcie ze strony społeczności międzynarodowej.

Prezydent Ahmed Mohamed Madobe potwierdził również, że jeden zamachowiec zginął w eksplozji, dwóch zostało zastrzelonych w trakcie operacji sił bezpieczeństwa, zaś jednego schwytano żywcem. Wcześniej policja podała, że wszyscy zamachowcy nie żyją. W sumie rannych zostało 56 osób, w tym dwóch obywateli Chińskiej Republiki Ludowej ChRL. Co ważne, wśród ofiar jest wiele prominentnych polityków stanu Jubbaland.

Organizacja al-Shabaab, w wyniku międzynarodowej operacji, straciła większość wpływów w Somalii w 2011 r. Z Kismayo zostali wyrzuceni w 2012 r. – to portowe miasto, będące stolicą stanu Jubbaland, było oknem na świat al-Shabaab, przez które robiono interesy i sprowadzano przykładowo broń. Do dziś pewna część stanu, zwłaszcza prowincja, jest w ręku ekstremistów. Wspomniana organizacja terrorystyczna stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa nie tylko w Somalii, ale chociażby w sąsiedniej Kenii, czy Tanzanii. Unia Afrykańska w związku z tym zagrożeniem prowadzi międzynarodową misję stabilizacyjną na terenie słabego wewnętrznie somalijskiego państwa.

13.07.2018 Relacje rosyjsko-tureckie wpływają na stosunki wewnątrz NATO

W ramach Paktu Północnoatlantyckiego NATO, za najważniejsze państwa uważa się Stany Zjednoczone i Turcję – posiadają one największe i najnowocześniejsze armie. Jednakże po nieudanym wojskowym zamachu stanu w państwie tureckim w 2016 r., Ankara zdecydowanie zbliżyła się w celach politycznych do Moskwy, co wzbudza zdenerwowanie w Waszyngtonie.

Jak podaje agencja Reutera, Federacja Rosyjska przysłała dziś kolejny transport z nowo zakupionym przez Turcję, najnowocześniejszym sprzętem, mającym być wykorzystanym do obrony powietrznej. Takie oświadczenie wystosowało tureckie ministerstwo obrony, co zapewne będzie skutkowało pogorszeniem relacji z Ameryką, a być może krokami o charakterze sankcji/nieprzyjaznym.

Z tego samego oświadczenia możemy wyczytać, że to już czwarty z kolei rosyjski samolot transportowy, który wylądował dziś na lotnisku Murted, położonym niedaleko stolicy tego państwa, Ankary. Wczoraj natomiast wylądowały trzy jednostki typu AN-124.

Stany Zjednoczone od początku nie ukrywały, że porozumienie turecko-rosyjskie, o zakupieniu instalacji do obrony przeciwlotniczej, to ruch nieprzemyślany i niebezpieczny. Według Pentagonu, rosyjski system S-400 ma być niezgodny z tymi, które funkcjonują w państwa członkowskich Paktu Północnoatlantyckiego NATO.

Poza tym, zakupione przez Turcję amerykańskie myśliwce F-35 mogą przez system rosyjski zostać rozpracowane, co może znacząco ograniczyć ich zdolności bojowe. Stany Zjednoczone nie ukrywają, że zakup przez Ankarę systemu S-400 może skutkować zerwaniem umowy o zakup amerykańskich myśliwców, a także nałożeniem sankcji – chodzi o program sankcji nakładany na kraje kupujące sprzęt wojskowy od Rosji, co jest pokłosiem agresywnej polityki Moskwy na obszarze, ogarniętej konfliktem zbrojnym, Ukrainy.

Turcja argumentuje swoją politykę obronną faktem, że musi się skutecznie zabezpieczyć przed zagrożeniami wynikającymi z obecnej sytuacji w Syrii i Iraku – głównie ze strony tendencji niepodległościowych Kurdów, które posiadają enklawy na pograniczu. Poza tym, ani Ameryka, ani Europa nie przedstawiły żadnej alternatywy dla S-400.

Rysa w Pakcie Północnoatlantyckim NATO staje się coraz wyraźniejsza, czego dowodem jest zbliżenie Turcji i Rosji.

10.07.2019 Makabryczne odkrycie na Papui-Nowej Gwinei



Źródło: Premier James Marape,
https://asiapacificreport.nz/ 2019/ 05/31/ scott- waide -my- message- to- pngs-p rime-m inister- james- marape/, [dostęp dn. 10.07.2019]; Attribution-NonCommercial-ShareAlike 4.0 International (CC BY-NC-SA 4.0).

Do makabrycznego odkrycia doszło w Papui-Nowej Gwinei. Co najmniej 24 osoby zginęły w wyniku między etnicznych waśni, które ostatnio tam wybuchły. Niektóre źródła podają, że ofiar może być znacznie więcej.

Jak podaje BBC, wśród zamordowanych są dzieci oraz kobiety w ciąży. Do zdarzenia miało dojść w prowincji Hela. Premier kraju, James Marape stwierdził, że to „jeden z najsmutniejszych dni mojego życia”. Obiecał przeprowadzić gruntowne śledztwo w tej bulwersującej sprawie.

Komentatorzy już podkreślają, że tak brutalnej przemocy na Papui-Nowej Gwinei nie było od wielu lat, pomimo faktu, że pomiędzy wspólnotami etnicznymi trwa nieustający konflikt. Co jakiś czas dochodziło w przeszłości do aktów przemocy, lecz nie na taką skalę, jak ostatnio. Głównym powodem między etnicznych waśni są nieporozumienia odnośnie własności ziemi oraz dystrybucji zysków z wydobycia i sprzedaży bogactw naturalnych, które są znaczne.

Z tego co dziennikarzom udało się ustalić, już od kilku dni akty przemocy miały miejsce. Dotyczyło to ciągłych ataków i kontrataków poszczególnych wspólnot etnicznych, skierowane przeciwko sąsiadom. Administrator prowincji Hela, William Bando powiedział dla agencji AFP, że znaleziono 24 ciała, ale władze liczą się z możliwością odnalezienia kolejnych.

Natomiast lokalna agencja prasowa EMTV podała, że do incydentów miało dojść na obszarze dwóch wiosek w dystrykcie Tari-Pori. Dnia 7 lipca 2019 r. w wiosce Munima miało zginąć siedem osób: czterech mężczyzn i trzy kobiety. Natomiast dnia następnego miano zasztyletować 16 kobiet i dzieci – dwie kobiety miały być w zaawansowanej ciąży. Wydarzenia z 8 lipca 2019 r. miały być odwetem za masakrę w Munima.

Władze dość szczegółowo informują społeczeństwo o wydarzeniach. Pokazywane są ciała owinięte w płótna oraz podawane drastyczne szczegóły o ćwiartowaniu niektórych ciał.
Zdaniem premiera kraju winnymi są prawdopodobnie „bandyci” z ludów: Hagui, Okiru i Liwi. Dodał, że czas tego typu aktów przemocy się skończył.

Innym problemem mają być niedostatki kadrowe w siłach porządkowych. Na 400 tysięcy mieszkańców prowincji przypada zaledwie 60 policjantów. Pojawiają się żądania zmiany tego stanu rzeczy.

Etniczne konflikty nie są nowością na Papui-Nowej Gwinei. Im dalej od centrum, w kierunku górskich prowincji, tym jest to zjawisko częstsze. Poza tym, liczba ludności w ciągu ostatnich 50 lat się podwoiła, co wzmogło spory o grunty oraz o zasoby.

Zdaniem AFP, ostatnie przypadki przemocy etnicznej mogą być związane z Mount Kare, które to prawdopodobnie jest bogate w złoża kruszcu złota. Czerwony Krzyż zaś podaje, że podobne przypadki konfliktów między etnicznych mogą każdego roku kosztować życie nawet kilka tysięcy obywateli. Oficjalnych statystyk się nie prowadzi, gdyż jest to utrudnione tak geografią obszarów objętych konfliktami, jak i ukrywaniem przez lokalnych wodzów podobnych czynów

07.07.2018 Islamska Republika Iranu nie rezygnuje z ambicji nuklearnych

Wydaje się, że cierpliwość reżimu w Teheranie się skończyła. Problemy z umową nuklearną z 2015 r., po jednostronnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych w zeszłym roku, skutkują coraz gorszymi relacjami między samymi sygnatariuszami. W konsekwencji Iran ogłosił właśnie, że rozpoczyna proces wzbogacaniu uranu, czym zasugerował, że nie rezygnuje z ambicji bycia potęga nuklearną.

Decyzja o wzbogacaniu uranu powyżej skali dopuszczalnej dla efektowni jądrowych, z możliwością wykorzystania w broni masowego rażenia, jest de facto złamaniem umowy z 2015 r. Wtedy to Iran, Stany Zjednoczone oraz niektóre państwa europejskie porozumiały się: w zamian za zniesienie uciążliwych sankcji dla irańskiej gospodarki, Teheran deklarował zaniechanie działań zmierzających do posiadania broni masowego rażenia. Ponowne wzbogacanie uranu sugeruje, że wracamy do punktu wyjścia.

W oficjalnym komunikacie irański wiceminister spraw zagranicznych Abbas Araghchi stwierdził, że Iran dalej wierzy w możliwość realizacji umowy sprzed czterech lat, lecz po jednostronnej decyzji Waszyngtonu, to Europa winna jest obecnej sytuacji, gdyż nie wywiązuje się z własnych zobowiązań.

Co ciekawe, jednocześnie Iran zaprzecza, że celem wzbogacania uranu (powyżej dopuszczalnych przez umowę norm) i gromadzenia tego surowca (więcej niż umowa na to pozwala) jest budowanie broni masowego rażenia. Jednak przekaz jest jasny: porozumienie z 2015 r. jest martwe i Teheran ostatnimi posunięciami tylko to potwierdza.

Dnia 8 maja 2018 r. amerykański prezydent Donald Trump ogłosił, że wycofuje się z porozumienia nuklearnego. Rok później Iran wyznaczył 60-dniowe ultimatum innym sygnatariuszom porozumienia: Chińskiej Republice Ludowej, Francji, Niemcom, Federacji Rosyjskiej i Wielkiej Brytanii, by chronili Teheran przed bardzo dotkliwymi amerykańskimi sankcjami. Na dzień przed upływem ultimatum Abbas Araghchi stwierdził, że Iran zamierza wzbogacać uran powyżej stężenia 3,67% i w ciągu kilku godzin dostarczyć materiał do elektrowni w Bushehr. To wciąż za mało, by zbudować broń masowego rażenia, lecz Araghchi zapewnił, że co 60 dni normy w z porozumienia będą podwyższane. Na chwilę obecną uran ma być wykorzystywany tylko na wewnętrzne potrzeby.

06.07.2018 Zamach bombowy w Afganistanie

Pomimo utraty inicjatywy przez Państwo Islamskie, bojownicy tej fundamentalistycznej i terrorystycznej organizacji nie spoczęli na laurach i zorganizowali kolejny zamach bombowy w Afganistanie.

Tym razem za cel wzięli meczet, który położony jest w afgańskiej centralnej prowincji o nazwie Ghazni. Jak podaje agencja Reutera, co najmniej dwie osoby poniosły śmierć, a 20 wymagało udzielenia natychmiastowej pomocy medycznej. Meczet nosi nazwę Mohammadiya i był wykorzystywany przez szyitów.

Państwo Islamskie nie pierwszy raz na celownik bierze szyicką mniejszość w Afganistanie – stanowią około 10-15% ludności kraju. Dla islamskich fundamentalistów szyizm jest formą odszczepieństwa od prawowiernego islamu, czyli sunnizmu. Samo Państwo Islamskie podało, że ma pewność, iż 40 osób zostało ciężko rannych w wyniku eksplozji ładunku wybuchowego.
Lokalny rząd podał, że materiał wybuchowy został umieszczony w meczecie i zdetonowany późnym wieczorem, w piątek 5 lipca 2019 r., tuż przed modłami rytualnie odprawianymi o tej porze dnia.

Ghazni to obecnie obszar bardzo niespokojny. Jeszcze niedawno dochodziło tu do regularnych potyczek między afgańskimi Talibami, a regularnymi siłami prorządowymi. Wojna domowa w Afganistanie toczy się głównie między sunnitami, lecz ostatnio coraz częściej to szyici stają się celami ekstremistami spod znaku chociażby takiej niesławnej organizacji jak Państwo Islamskie.
Co ciekawe, Państwo Islamskie coraz częściej przeprowadza ataki na cywili, co nierzadko sprzęga się z rozmowami pokojowymi między rządem centralnymi, Stanami Zjednoczonymi wspierającymi reżim w Kabulu, a Talibami (sunnickie ugrupowanie islamskie).

06.07.2019 Japonia przed wyborami parlamentarnymi



Źródło: Premier Shinzo Abe,
https://www. obserwatorfinansowy.pl/ tematyka/ makroekonomia/ trzy- strzaly- abenomiki- spadaja- na- ziemie/, [dostęp dn. 06.07.2019]; CC BY-NC-SA world economic forum

W Cesarstwie Japonii już 21 lipca 2019 r. obywatele wybiorą przedstawicieli do izby wyższej bikameralnego Kokkai, czyli Zgromadzenia Narodowego: Izba Reprezentantów i Izba Radców. Jeśli dzisiejsze sondaże się potwierdzą, to obecny premier nie na powodu do obaw.

Właśnie dziś zostały opublikowane najnowsze przedwyborcze sondaże. Jeśli się sprawdzą, to koalicja rządowa, na czele której stoi obecny premier Shinzo Abe, nie dość, że wygra, to zdobędzie spokojną konstytucyjną większość, co pozwoli na ewentualną rewizję ustawy zasadniczej, a ta obowiązujące od lat czterdziestych XX w.

Co ciekawe, marzeniem premiera Shinzo Abe jest taka zmiana konstytucji, by pacyfistyczne zapisy albo zostały usunięte, albo tak zdekonstruowane, by Japonia mogła prowadzić swobodną politykę militarną – posiadać własną armię zdolną do działań poza granicami kraju.

Zgodnie z opublikowanym dziś przedwyborczym sondażem autorstwa agencji informacyjnej Kyodo, Partia Liberalno-Demokratyczna premiera Abe, wraz z koalicyjnym centroprawicowym partnerem o nazwie Komeito, mogą zdobyć 63 mandaty ze 124 do zdobycia w Izbie Radców, która sama liczy 245 osób. Jeśli dodamy do tego mniejszych partnerów wchodzących w skład koalicji, lub ją wspierających, ten wynik może wzrosnąć do 77 miejsc.

Również takie czasopisma jak Asahi, czy Sankei, dają Abe spokojne zwycięstwo i pewność rządów po wyborach. Co ważne, liczba wyborców niezdecydowanych jest znaczna i ostateczny wynik może być zaskoczeniem, jeśli przed samym głosowaniem coś niespodziewanego się wydarzy. Jak wiadomo, ci wyborcy podatni są na przedwyborcze emocje.

Wybory do izby wyższej parlamentu japońskiego odbywają się co trzy lata, zaś kadencja parlamentarzysty trwa sześć lat. W 2013 r. partia Abe wygrała zdecydowanie, lecz trzy lata później wynik był znacznie słabszy. W 2018 r. dokonano reformy składu Izby Radców, która wzrosła z 242 do 245 osób.   

      
Uwaga wielu skupia się na tym, czy partia Abe wraz z koalicjantami rządowymi i naturalnymi sojusznikami zachowa „super-większość”, czyli 2/3 składu. Tylko w ten sposób premier będzie mógł pozwolić sobie na zmianę ustawy zasadniczej, o czym tak marzy. Dla Abe celem jest przekształcenie Japońskich Sił Samoobrony w regularne wojsko, a przez to prowadzenie samodzielnej polityki w regionie Azji Południowo-Wschodniej. Ewentualne zmiana konstytucji będzie możliwa po akceptacji zmian przez obie izby większością 2/3 oraz po zwycięstwie zwolenników zmian w referendum ogólnopaństwowym.

05.07.2018 Jest porozumienie w Sudanie, które może zakończyć polityczny spór

Jak podają światowe agencje prasowe, wojsko oraz koalicja ugrupowań opozycyjnych osiągnęły porozumienie w sprawie podziału władzy, które obowiązywałoby do czasu rozpisania wyborów. Tym samym pojawiła się nadzieja na zakończenie sporu i chaosu, w którym trwał Sudan już od kilku miesięcy.

Kluczowe okazać się miało ustalenie rotacyjnej kontroli nad radą, która na co najmniej trzy lata, byłaby najważniejszym organem ustrojowym w państwie. Poza tym, miałby powstać techniczny i niezależny rząd, którego głównym zadaniem byłoby zbadanie przypadków przemocy, mające miejsce podczas protestów w ostatnich miesiącach. Źródłem tych doniesień są mediatorzy wysłani z ramienia Unii Afrykańskiej, najważniejszej kontynentalnej organizacji zrzeszającej wszystkie państwa Afryki.

Doniesienia o osiągnięciu porozumienia przez wojsko i cywilną opozycję wywołały społeczne zadowolenie, okazywane poprzez uliczne demonstracje. Sudan przeżywał wewnętrzny kryzys od czasu obalenia wieloletniego przywódcy tegoż kraju, w kwietniu 2019 r., a był nim Omar al-Bashir. Doszedł on do władzy na skutek zamachu stanu w 1989 r., a został obalony przez wojsko po serii demonstracji określanych mianem ludowego powstania.

Jeszcze kilka dni temu o porozumieniu niewielu marzyło. Olbrzymie demonstracje domagające się oddania przez wojsko władzy w ręce cywilne, skończyły się śmiercią siedmiu osób i koniecznością udzielenia pomocy medycznej kolejnym 181 obywatelom. Na początku lipca 2019 r. zwaśnione strony ponownie usiadły przy stole negocjacyjnym, gdzie role mediatorów przypadły premierowi Etiopii oraz delegatom Unii Afrykańskiej.

Właśnie dziś jeden z mediatorów Unii Afrykańskiej, Mohamed Hassan Lebatt stwierdził, że doszło do uzgodnienia najważniejszych szczegółów porozumienia. Obie strony miały zgodzić się na utworzenie wspólnej rady, jako najważniejszego organu, gdzie prezydencja przypadałaby rotacyjnie: raz wojskowym, raz cywilnej opozycji. Taki stan rzeczy miałby trwać minimum trzy lata. Przez pierwsze 18 miesięcy to wojsko miałoby wpływ na rządy, a przez następne 18 miesięcy powstałby tymczasowy rząd cywilny.

Obie skłócone strony zgodziły się na takie warunki.

Niewątpliwie opozycji będzie trudno teraz uspokoić sytuację. Przez najbliższe półtora roku to wojsko dalej będzie de facto rządzić. Taki stan rzeczy niektórym obywatelom, którzy wychodzili na ulice przez ostatnie miesiące, może się nie spodobać. Teraz przed wszystkimi trudne zadanie uspokojenia sytuacji i scalenia narodu.

05.07.2019 Chińskie projekty społeczne



Źródło: Ujgurzy w Chińskiej Republice Ludowej – zdjęcie z 2010 r.,
https://commons. wikimedia. org/ wiki/File: Uyghur_ Meshrep.jpg, [dostęp dn. 05.07.2019]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license.

Niepokojące doniesienia docierają do nas z komunistycznej Chińskiej Republiki Ludowej ChRL. Zdaniem części komentatorów, władze mają celowo oddzielać muzułmańskie dzieci od ich korzeni – w tym od rodzin, wiary i języka – w regionie położonym na zachodzie kraju, o nazwie Xinjiang.

Z tych samych badań wynika, że kiedy dorośli muzułmanie są przetrzymywani w obozach odosobnienia, dla najmłodszych budowane są specjalne szkoły z internatem. Raport specjalny został przygotowany na zlecenie BBC.

Z zebranych informacji – co jest trudne, biorąc pod uwagę charakter chińskiego komunistycznego państwa, gdzie dostęp do informacji jest ograniczony – można wywnioskować, że tylko w jednym małym miasteczku ponad 400 dzieci nie ma kontaktu z jednym, lub obojgiem rodziców. Głównie w wyniku internowania lub umieszczenia w więzieniach. W ten sposób też władze centralne argumentują powód „scentralizowania” opieki nad najmłodszymi. Są doniesienia, że w całym regionie młodzi obywatele są wykorzeniani ze źródeł ich kultury i wiary.

Cały region Xinjiang jest pod specjalnym nadzorem władz centralnych. Dziennikarze mają utrudniony dostęp i są kontrolowani bez przerwy. Dużo świadectw zebrano w Turcji, gdzie schronili się uciekinierzy ChRL. Wielu, gdy usłyszało o tym, że będzie robiony medialny materiał, przybyło na dworzec w Stambule, by opowiedzieć i pokazać zdjęcia członków rodziny, z którymi stracili kontakt. W sumie zebrano 60 świadectw rodziców, którzy stracili kontakt z około 100 dzieci.

Grupą etniczną, która zmaga się z polityką chińską, są Ujgurzy – największa muzułmańska wspólnota etniczna w Xinjiang. Ze względów językowych i religijnych są oni związani z Turcją i przez to rzesza z nich ucieka właśnie w tym kierunku. Już wcześniej wielu podróżowało do Turcji, by pracować, bądź studiować, ale po wprowadzeniu nowej polityki Pekinu, większość zdecydowała się nie wracać do ChRL.

Pekin podaje, że Ujgurzy są kształceni w specjalnych „ośrodkach szkolenia zawodowego” w celu ograniczenia religijnego ekstremizmu, który miał rzekomo w ostatnich latach się rozprzestrzeniać. Pojawiają się doniesienia, że samo wyznawanie muzułmańskiej wiary, bądź niejasne zdaniem władz kontakty z Turcją, mogą być powodem zatrzymania.

04.07.2018 Etiopia na skraju rozpadu?

Niepokojące doniesienia dochodzą z Etiopii. Kraj coraz bardziej pogrąża się w etnicznych animozjach, konfliktach i separatyzmach. Kolejna wspólnota etniczna grozi, że już wkrótce ogłosi jednostronną deklarację utworzenia półautonomicznego regionu. Chodzi o niezbyt liczną, jak na Etiopię, grupę Sidama. Ten krok, wbrew woli federalnego rządu centralnego, może skłonić innych do podobnych czynów, grożąc wewnętrznej stabilności państwa.

Lud Sidama liczy około 5%, spośród ponad 105 milionów obywateli Etiopii, ale jest największym spośród 12 grup, które zamieszkują jeden z regionów administracyjnych o nazwie: Region Narodów, Narodowości i Ludów Południa, ze stolicą w Auasa. Zgodnie z właśnie ogłoszoną deklaracją, w przypadku nierozpisania referendum nad przyszłością ludu i regionu, dnia 18 lipca 2019 r. ogłoszą jednostronną deklarację o utworzeniu półautonomicznego regionu.

Już teraz Etiopia przeszła proces federalizacji, co skutkowało utworzeniem 9 regionów – quasi państw regionalnych – których granice oparte są na etnicznych przynależnościach. Sidama żądają własnego regionu i autonomii z tego wynikającej.

Zdaniem komentatorów, przyczyną tego, że Sidama stali się tak odważni w żądaniach jest fakt, że zelżał polityczny klimat w rządzie federalnym, nowy premier Abiy Ahmed, który objął urząd w kwietniu 2018 r., nie trzyma kraju żelazną pięścią, jak czynili to jego poprzednicy. Jednocześnie uaktywniły się międzyetniczne animozje, a w samej Etiopii żyje ponad 80 wspólnot. Ostatnio, coraz częściej dochodziło do wystąpień jednych przeciwko drugim. Już zginęło wielu mieszkańców, a ponad 2,4 miliona osób musiało opuścić swoje domy.

Zdaniem części specjalistów, obecna retoryka Sidama, może zachęcić innych do wystosowania podobnych żądań. To zaś może w Etiopii spowodować totalny chaos. Z drugiej strony, zignorowanie lub spacyfikowanie Sidama może skutkować otwartym konfliktem. Nie ma prostego rozwiązania.

Zaledwie miesiąc temu, w regionie Amhara doszło do nieudanego zamachu stanu, który spowodował śmierć 5 wysokich rangą urzędników. Problemy w regionach natomiast skutkowały tym, że obecna koalicja rządowa na czele z Ahmedem chwieje się w posadach.

Zgodnie z konstytucją, każdy lud ma prawo zażądać rozpisania referendum nad utworzeniem własnego regionu, co daje dodatkowe uprawnienia chociażby w zakresie edukacji, języka i podatków. Do tego właśnie Sidama się odwołali. Oprócz Sidama, jeszcze osiem wspólnot rozważa podobny ruch.

04.07.2018 Incydent w okolicach Gibraltaru

Jak podają światowe agencje prasowe, do poważnego incydentu doszło na wodach w okolicach Gibraltaru. Wydarzenie to może poważnie zaszkodzić w relacjach między Islamską Republiką Iranu, a starym kontynentem i szeroko rozumianym „Zachodem”.

Z tego co wiemy, brytyjski okręt wojenny miał zając dziś irański tankowiec, który miał przewozić ropę naftową do Syrii. Formalnie, Iran w ten sposób miał złamać sankcje, które nałożyła Unia Europejska. Iran zareagował na ten incydent bardzo nerwowo. Tym samym, ewentualne porozumienie i złagodzenie retoryki może zostać opóźnione.

Irański tankowiec Grace 1 został zatrzymany na brytyjskim terytorium po tym, jak wypłynął z Bliskiego Wschodu, i opłynął Afrykę. Celem było wpłynięcie na akwen Morza Śródziemnego. Niemal natychmiast po zajęciu statku, brytyjski ambasador został wezwany do budynku irańskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Co ciekawe, sam tankowiec, mimo bycia własnością irańskiej firmy z siedzibą w Singapurze, pływa pod flagą Panamy. Ponadto, dziennikarze podają, że sama ropa była załadowana w samym Iranie, choć w dokumentach widnieje, że w sąsiednim Iraku. Władze w Gibraltarze do tych faktów nie odniosły się wcale.

Unia Europejska nałożyła na Syrię sankcje w 2011 r., lecz nigdy nie dokonała zajęcia płynącego statku z ropą, do tego ogarniętego wojną państwa. Sama UE nie stosuje szerokich sankcji, w przeciwieństwie do bardziej zdecydowanych działań Stanów Zjednoczonych. Fakt, że Unia zdecydowała się na taki krok, zdaniem niektórych komentatorów może być formą skoordynowania działań z Ameryką, w kontekście coraz bardziej agresywnych w regionie bliskowschodnim aktów politycznych i militarnych Teheranu. W ten sposób, daje się sygnał Iranowi i Syrii, ale także do USA, że „stary kontynent” poważnie traktuje sankcje i dąży do wyegzekwowania umowy nuklearnej sprzed czterech lat.

W oficjalnym komunikacie władze Gibraltaru poinformowały, że miały uzasadnione podstawy, by podejrzewać, iż przewożona ropa mogła trafić do syryjskiej rafinerii Baniyas, co miało być formą złamania unijnych sankcji. Sama rafineria znajduje się na unijnej liście obiektów objętych sankcjami, skierowanymi przeciwko reżimowi w Damaszku.

Rzecznik rządu Theresy May w Wielkiej Brytanii pozytywnie skomentował ruch Gibraltaru. Bardziej krytyczne były hiszpańskie władze, które roszczą pretensje do Gibraltaru i uważają, że do incydentu doszło na ich wodach terytorialnych.



2019

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2018

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2017

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2016

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU




facebook