SIEĆ REGIONALNYCH OŚRODKÓW DEBATY MIĘDZYNARODOWEJ






BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA
PAŹDZIERNIK 2019

22.10.2019 Naruhito cesarzem



Źródło: Naruhito i Masako, https://www.wfmt.com/2019/05/07/japans-new-emperor-is-a-violist/, [dostęp dn. 22.10.2019]; Photo: 江戸村のとくぞう, CC-BY-SA 4.0, cropped from original.

Właśnie dziś odbyła się ceremonia, która liczy wiele wieków. Zgodnie z nią cesarzem Japonii został Naruhito. Złożył przysięgę na konstytucję, że będzie symbolem jedności narodu i państwa. W uroczystości udział wzięli przedstawiciele 180 państw.

Formalnie Naruhito został cesarzem, a jego żona Masako cesarzową, podczas politycznej ceremonii 1 maja 2019 r. Jednakże tradycja mówi, że musi dojść do rytualnego obrzędu „Sokui no Rei”, co odbyło się właśnie dziś. Obecny cesarz ma 59 lat.

Naruhito to pierwszy cesarz urodzony po II wojnie światowej, czyli już w nowych okoliczności konstytucyjno-politycznych. Zastąpił swego ojca Akihito, który abdykował ze względu na stan zdrowia – ten akt był pierwszym od ponad dwustu lat.

Premier Japonii, Shinzo Abe wygłosił oficjalne przemówienie i poprowadził tradycyjny okrzyk „banzai”, który oznacza „Niech żyje!”. Następnie oddano 21 strzałów z armat.

Naruhito ma tylko jedno dziecko, córkę Aiko, która ma 17 lat. Zgodnie z prawem, nie może ona dziedziczyć tronu. Zatem królewski księciem jest Akishino, lecz większość znawców tematu uważa, że tron może przypaść raczej jego synowi i siostrzeńcowi Naruhito, 13-letniemu Hisahito.

Po II wojnie światowej, Japonia przyjęła konstytucję i zniosła boski status cesarza. Obecnie monarcha nie ma żadnego politycznego znaczenia w japońskim systemie politycznym.

22.10.2019 Trudne zwycięstwo Justina Trudeau



Źródło: Premier Justin Trudeau, https://www.open.edu/openlearn/people-politics-law/politics-policy-people/politics/who-justin-trudeau-and-how-did-he-become-canadas-new-prime-minister, [dostęp dn. 22.10.2019]; Alex Gulbord under CC-BY-ND licence under Creative-Commons license

Dnia 21 października 2019 r. miały miejsce wybory parlamentarne w Kanadzie. Wyniki są tak diametralnie różnie oceniane, że do końca nie wiadomo, komu przypadło zwycięstwo. Obecny premier Justin Trudeau prawdopodobnie utrzyma się u władzy, lecz sam rząd będzie mniejszościowy, a on musi teraz porozumieć się z kanadyjską lewicą.

Justin Trudeau jest przez media uwielbiany. Często przedstawiany jako wzór nowoczesnego polityka. Jednakże jego rząd już tak dobrej opinii nie miał. Co chwila wybuchały skandale, które kosztowały premiera utratę społecznego poparcia. Zwłaszcza zabolały oskarżenia korupcyjne względem niektórych ministrów.

Bez względu jednak na utratę swobodnej większości, Trudeau nie traci animuszu i chce po raz kolejny stanąć na czele kanadyjskiego rządu. Większość wymaganą ma mu zagwarantować koalicja z socjaldemokratyczną formacją o nazwie: Nowa Partia Demokratyczna, która wprowadziła 24 przedstawicieli.

Liberalna Partia Kanady, na czele której stoi Justin Trudeau, bez wątpienia wygrała wczorajsze wybory, lecz w porównaniu z poprzednimi, stracili ponad 20 miejsc w Parlamencie i nie mają większości w Izbie. Najbardziej musi boleć to, że liberałom nie udało się wprowadzić swoich przedstawicieli w tych prowincjach, które są uważane za najbogatsze.

Nowi Demokraci również stracili poparcie, lecz mariaż z liberałami jest najbardziej naturalny. Zdaniem komentatorów, Trudeau będzie musiał zatem zmagać się z żądaniami socjaldemokratów w zakresie takich kwestii jak zwiększenia wydatków socjalnych, czy działaniami w sprawie zmian klimatycznych.

Rządy mniejszościowe i koalicyjne w Kanadzie to nie nowość. Jednak ich żywotność to 2 – 2,5 roku, kiedy to rozpisywane są przedterminowe wybory. Izba Gmin liczy 338 przedstawicieli. Większość to 180 miejsc – wtedy możliwe jest utworzenie rządu większościowego
20.10.2019 Wybory powszechne w Boliwii



Źródło: Prezydent Boliwii, Evo Morales, https://www.timesofisrael.com/jews-call-for-government-action-in-bolivia-after-attacks/, [dostęp dn. 20.10.2019]; Photo credit: CC BY/Sebastian Baryli via Flickr.com.

Właśnie dziś odbywają się wybory powszechne w Boliwii. Obywatele wybierają swojego prezydenta oraz przedstawicieli w ciele ustawodawczym, czyli bikameralnym parlamencie: Kongres Narodowy oraz Senat.

Nieprzerwanie od 2006 r., na czele państwa stoi Evo Morales. Bez wątpienia to właśnie prezydencki wyścig elektryzuje obywateli najbardziej. Morales ubiega się o czwartą z kolei kadencję. Jeśli wygra, będzie kierował państwem do 2025 r.

Wielu analityków zwraca uwagę na fakt, że Boliwia posiada bardzo młode społeczeństwo. Wielu młodych wiekiem wyborców nie zna innego świata poza ten, który jest autorstwa właśnie Moralesa, skąd to on cieszy się dużą wśród nich popularnością.

Co ciekawe, niedawno odbyło się okołokonstytucyjne referendum, w którym obywatele opowiedzieli się za zmianami ograniczającymi liczbę kadencji głowy państwa do dwóch. Jednakże wydaje się, że Morales ten głos obywali zignorował, w czym pomógł mu trybunał konstytucyjny. Zresztą miał ku temu polityczne podstawy: wśród obywateli cieszy się olbrzymim wsparciem.

Evo Morales startuje w tych wyborach z ramienia własnej partii założonej w 1995 r., o nazwie: Ruch na rzecz Socjalizmu (MAS). Przewodzi krajem od ponad 13 lat i 9 miesięcy. W 2005 r. wygrał z poparciem rzędu 54%, po czterech latach popierało go już 64% głosujących, a w ostatnich wyborach z 2014 r., uzyskał wynik 61%.

Za głównego rywala dla Moralesa uważa się Carlosa Mesę, który stoi na czele opozycyjnej koalicji o nazwie Wspólnota Obywatelska (Comunidad Ciudadana). Mesa był prezydentem Boliwii w latach 2003-2005, kiedy to zrezygnował z pełnionego stanowiska.

W sondażach przedwyborczych, na trzecim miejscu klasyfikowany był senator Óscar Ortiz, stojący na czele koalicji o nazwie „Bolivia dice no” („Boliwia mówi nie”). Ortiz od ośmiu lat reprezentuje w Senacie, Santa Cruz. Z tej trójki to właśnie on jest najmłodszy i reprezentuje boliwijskie środowiska konserwatywne. Swój przekaz kieruje do młodszych wyborców, z hasłem, że wszystko co złe to skutek ciągnącego się politycznego sporu na linii Morales-Mesa.

W Boliwii głosowanie jest obowiązkiem, za wyjątkiem osób, które ukończyły 70 lat. Uprawnionych do oddania głosu jest ponad 7,3 miliona obywateli. Boliwijczycy wybiorą prezydenta, wiceprezydenta oraz 130 członków izby niższej i 36 Senatorów.

Kandydat na prezydenta, aby wygrać musi uzyskać minimalne poparcie rzędu 50%, lub 40% z przewagą 10 punktów procentowych nad drugim w kolejności kandydatem. Jeśli żaden polityk nie zdobędzie wymaganej liczby głosów poparcia, dnia 15 grudnia 2019 r. odbędzie się druga tura, w której uczestniczyć będą dwaj najlepsi kandydaci.

Dziennikarze z BBC zwracają uwagę na fakt, że wielu wyborców, którzy w tygodniach poprzedzających wybory protestowało, jest niezadowolonych z polityki Moralesa w dwóch sferach.
Po pierwsze, prezydent całkowicie zignorował wyniki referendum okołokonstytucyjnego z lutego 2016 r.

Po drugie, Morales zwiększył areał gruntów rolnych kosztem lasów, co wielu się podobało, a jednocześnie odmówił ogłoszenia stanu wyjątkowego w czasie olbrzymich pożarów, co skutkowało spaleniem czterech milionów hektarów ziemi. W Boliwii istnieje „głód ziemi”, lecz pożary zniwelowały pozytyw wynikający z polityki rozdawnictwa.

Pomimo tych mankamentów, Morales mocno wspierał politykę państwa opiekuńczego, co skutkowało wyjściem z biedy wielu obywateli. Jednak kosztem długu, a deficyt budżetowy już jest rzędu 7,8% PKB. Tym samym hasła kontrkandydatów o ograniczaniu wydatków publicznych nie są popularne wśród biedniejszej części społeczeństwa.

20.10.2019 Niespokojnie w Chile



Źródło: Prezydent Chile, Sebastián Piñera, https://es.wikipedia.org/ wiki/Archivo: Presidente_Sebasti%C3%A1n_ Pi%C3%B1era_ 11_de_Marzo_de_ 2018.png, [dostęp dn. 20.10.2019]; Este archivo se encuentra bajo la licencia Creative Commons Atribución 3.0 Chile.

Jak podała burmistrz miasta Santiago w Chile, Karla Rubilar, trzy osoby zginęły w pożarze supermarketu – dwie na miejscu, a jedna po przewiezieniu do szpitala. Jest to pokłosie trwających protestów, w tym południowoamerykańskim państwie.

Społeczne niezadowolenie wylało się na ulice miasta po tym, jak prezydent Sebastián Piñera podał do publicznej wiadomości, że planowana jest podwyżka cen biletów za metro. Jednak na skutek presji opinii publicznej, wycofał się on z tej decyzji. To jednak nie skutkowało obniżeniem temperatury wśród samych protestujących.

W celu uspokojenia sytuacji władze nakazały rozmieszczenie wojska w kluczowych miejscach oraz ogłosiły godzinę policyjną. Ogłoszony został również stan wyjątkowy.

Co oczywiste, podwyżka cen biletów na metro była tylko iskrą zapalną. Generalnie, obywatele są niezadowoleni z wysokich kosztów życia jakie są obecnie w samym Chile. Państwo to, w kontekście licznych kryzysów na południowoamerykańskim kontynencie, zaliczane jest do stabilniejszych i spokojniejszych. Chile i tak ma status jednego z bogatszych w regionie, lecz jednocześnie zmaga się z dużymi dysproporcjami. Obecne protesty to jednocześnie wyzwanie dla rządu, który powinien zdać sobie sprawę z konieczności przeprowadzenia niezbędnych reform na wielu płaszczyznach.

Wielu dziennikarzy zwraca uwagę na fakt, że na ulicach miasta Santiago widać żołnierzy, po raz pierwszy od 1990 r., kiedy to skończyła się dyktatura Augusto Pinocheta, a sam kraj wszedł na drogę prodemokratycznych reform.

Demonstranci blokowali ulice i podpalali barykady. Policja użyła gazu łzawiącego oraz armatek wodnych. Aresztowano ponad 300 osób, a rannych zostać miało 156 policjantów oraz 11 uczestników zamieszek.

Początkowo Piñera dążył do spacyfikowania protestów, za co był krytykowany, lecz ostatnio w mediach sugeruje, że wsłuchał się w „głos obywateli” i dążyć będzie do przeprowadzenia niezbędnych reform. Stan wyjątkowy ma się utrzymać przez najbliższe 15 dni. W jego trakcie mają zostać odbudowane 41 stacji metra ze 136 istniejących. Protesty w Santiago skutkowały również wystąpieniami w innych miastach, takich jak: Concepción, Rancagua, Punta Arenas, Valparaíso, Iquique, Antofagasta, Quillota i Talca.

16.10.2019 Ofiary śmiertelne protestów w Gwinei



Źródło: Prezydent Alpha Conde, https://www.cath.ch/ newsf/guinee-president- conde-interpelle-chefs-religieux/, [dostęp dn. 16.10.2019]; World Bank/Flickr/CC BY-NC-ND 2.0).

Jak podaje agencja Reutera, powołując się na dane jednego ze stołecznych szpitalu w stolicy, Konakry, co najmniej siedem osób mogło zginąć w wyniku starć między protestującymi, a siłami bezpieczeństwa.

Demonstranci zebrali się na ulicach, by wyrazić sprzeciw wobec planowanych zmian w ustawie zasadniczej. Jeśli rządzącym uda się przeprowadzić konstytucyjne korekty, obecny prezydent Alpha Conde, będzie mógł ubiegać się o trzecią kadencję. Wielu tego nie chce.

Do tragicznych zdarzeń miało dojść przedwczoraj. Protestujący wpierw splądrowali posterunki wojskowe oraz zablokowali drogi dojazdowe w stolicy kraju. Wtedy to policja miała otworzyć ogień z broni palnej. Do równie ostrych starć miało dojść w mieście Mamou, na północy kraju.

Od poniedziałku, nieprzerwanie trwają protesty, lecz ich intensywność ma maleć. Dane o ofiarach śmiertelnych pochodzą z jednego szpitala, które zebrał dane z innych placówek. Ciała miały być zabierane bezpośrednio z ulicy. Rząd również potwierdził powyższą liczbę, lecz bez dodatkowych szczegółów. Zapowiedział przeprowadzenie śledztwa.

Protesty są popierane przez koalicję ugrupowań opozycyjnych. Ich zdaniem zginąć miało dziesięć osób, w tym jeden nastolatek, zaś 70 osób zostało rannych od kul. Ponad 200 demonstrantów miano aresztować.

Druga kadencja 81-letniego prezydenta kończy się w 2020 r. Alpha Conde niespodziewanie w zeszłym miesiącu zwrócił się do rządu o opracowanie nowej ustawy zasadniczej. Wielu się obawia, że dzięki temu zresetuje swoją liczbę kadencji i będzie mógł dalej dzierżyć ster władzy. Sam Conde uważany był za demokratę i przeciwnika autorytarnych reżimów. Teraz może się to zmienić.
Conde został wybrany na głowę państwa w 2010 r., po dwóch latach władzy wojskowych i wieloletnich rządach Lansana Conte, który był prezydentem w okresie 1984-2008. Co ciekawe, podobne manewry z poprawkami do ustawy zasadniczej zostały przeprowadzone z powodzeniem w Togo, Czadzie, Rwandzie oraz w Republice Konga.

16.10.2019 Turecka operacja wojskowa w Syrii



Źródło: Prezydent Recep Tayyip Erdogan, https://www.henning-uhle.eu/wirtschaft-soziales/der-pate-erdogan, [dostęp dn. 16.10.2019]; Gobierno de Chile [CC BY 3.0 cl (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/cl/deed.en) oder CC BY 3.0 cl via Wikimedia Commons.

Analizując przekazy medialne poświęcone tureckiemu zaangażowaniu w toczący się syryjski konflikt, możemy zauważyć pewną językową nieścisłość. Z jednej strony, media w Wielkiej Brytanii, czy też we Francji podają, że mamy do czynienia z inwazją wojsk Turcji na terytorium Syrii. Natomiast w tureckich mediach obecne wydarzenia analizuje się w kontekście operacji wojskowej o nazwie „Wiosenny Pokój”. W tle tych aktów militarnych jest kwestia kurdyjska oraz obietnica Erdogana, że zrobi wszystko, by stworzyć „bezpieczną strefę” przygraniczną.

Turecki prezydent, Recep Tayyip Erdogan poprzysiągł dziś w specjalnym oświadczeniu, że będzie prowadził działania w Syrii tak długo, aż bezpieczna strefa nie zostanie ukończona. Wojska tureckie ściśle współpracują z syryjską opozycją walczącą z reżimem w Damaszku. Celem ma być oczyszczenie pogranicza Syrii z Turcją, głównie z milicji kurdyjskiej, którą Ankara traktuje jak organizację terrorystyczną. Co ciekawe, początek tych działań zbiegł się z wycofaniem wojsk amerykańskich, które współpracowały z Kurdami, dopóki zagrożenie ze strony Państwa Islamskiego było poważne.

W tle coraz bardzie pogmatwanej „syryjskiej wojny domowej” są starania delegacji amerykańskiej, o jak najszybsze zakończenie tego konfliktu. Erdogan zapowiedział, że spotka się tylko z prezydentem Donaldem Trumpem.

Na północy Syrii, przy granicy z Turcją operowały jednostki milicyjne o nazwie: Powszechne Jednostki Samoobrony YPG, stworzone przez przedstawicieli społeczności kurdyjskiej. Tydzień temu armia Turcji wkroczyła na te ziemie, w celu stworzenia „bezpiecznej strefy” o głębokości 32 kilometrów w odległości od granicy. Ta strefa ma posłużyć do tego, by jak najszybciej przesiedlić 2 miliony Syryjczyków, którzy uciekli właśnie do Turcji przez skutkami toczącej się wojny.

YPG są jednostką dominującą w koalicji kurdyjsko-arabskiej o nazwie Demokratyczne Siły Syryjskie SDF, a dążące do utworzenia niezależnego państwa na północy Syrii. Przez ostatnie cztery lata, to właśnie Ci żołnierze, przy wsparciu amerykańskiego lotnictwa, walczyły z Państwem Islamskim. W konsekwencji udało się im odzyskać kontrolę nad ¼ terytorium Syrii, którą obecnie tracą na rzecz nacierających wojsk tureckich.

10.10.2018 Nabil Karoui wolny

Kandydat na prezydenta, magnat medialny, który już za kilka dni ma wystartować w drugiej turze wyborów, odzyskał wolność. Nabil Karoui ubiega się o najwyższy urząd w Tunezji. Został zatrzymany w zeszłym miesiącu pod zarzutem oszustw podatkowych i prania pieniędzy.

Sąd uznał, że nakaz zatrzymania nie ma dalszej racji bytu. Pomimo aresztowania, Nabil Karoui miał prawo ubiegać się o prezydencki fotel. W pierwszej turze wyborów zajął drugie miejsce. Tym samym dalej jest w grze.

Zdaniem części komentatorów samo aresztowanie kandydata na krótko przed wyborami stawia pod znakiem zapytania transparentność samych wyborów. Trudno jednak stwierdzić na ile zarzuty są wiarygodne, które wciąż obciążają kandydata. Co ciekawe, nawet komisja wyborcza stwierdziła, że w przypadku przegranej Karoui może się odwołać, gdyż nie miał możliwości prowadzenia wolnej kampanii.

Obecne wybory prezydenckie są drugimi wolnymi w historii Tunezji od 2011 r., czyli od wydarzeń zapoczątkowujących Arabską Wiosnę. Osiem lat temu od władzy został  odsunięty ówczesny przywódca, Zajn al-Abidin ibn Ali.

Karoui nie przyznaje się do winy. Na znak protestu przeciwko jego zatrzymaniu, we wrześniu prowadził strajk głodowy. Nigdy nie pełnił żadnej funkcji publicznej. Znany jest z tego, że założył fundację charytatywną, walczącą z ubóstwem. Jego głównym tematem kampanijnym była właśnie bieda. Dla niektórych jednak taka tematyka była krytykowana.

W pierwszej turze wyborów prezydenckich wystartowało 24 kandydatów. Niespodziewanie do drugiej tury weszli dwaj polityczni nowicjusze: Karoui z wynikiem 15,6%, oraz profesor prawa bez politycznej przynależności, Kais Saied z poparciem 18,4%. Przyjmuje się, że wynik to cios dla obecnej elity rządzącej. Ani premier Youssef Chahed, ani były tymczasowy prezydent Moncef Marzouki, nie uzyskali zadowalających wyników.

Prezydent Tunezji jest wybierany na pięcioletnią kadencję i odpowiada za politykę zagraniczną, bezpieczeństwa oraz obronność.

10.10.2019 Rzekomi zamachowcy stanęli przed sądem w Ghanie



Źródło: Prezydent Ghany, Nana Akufo-Addo, https://en.wikipedia.org/wiki/Nana_Akufo-Addo#/media/File:Nana_Akufo-Addo_at_European_Development_Days_2017.jpg, [dostęp dn. 10.10.2019]; CC BY 2.0.

Jak podaje BBC, dziewięć osób usłyszało właśnie zarzuty zorganizowania zamachu stanu. Chodzić ma o ich rzekomy spisek w próbie obalenia rządu Ghany. Wszyscy zostali zatrzymani miesiąc temu.

Według władz zamachowcy planowali przejęcie najważniejszych instalacji w państwie.

Celem miało być odsunięcie od władzy urzędującego prezydenta, którym jest Nana Akufo-Addo.

Prokurator krajowy podał, że obok działań typowych dla zamachu stanu, oskarżeni mieli w planach destabilizować sytuację poprzez organizację protestów. Wszyscy mieli należeć do organizacji „Take Action Ghana”.

Zdaniem władz oskarżeni mieli współpracować z lokalnymi rzemieślnikami, w celu produkcji na szerszą skalę broni oraz materiałów wybuchowych.

Początkowo to właśnie produkcja, nielegalne posiadanie i handel bronią zarzucono sześciu zatrzymanym, lecz w późniejszym czasie zmieniono kwalifikację czynu. Za zdradę obecnie grozi wszystkim kara śmierci.

Zdaniem obrony oskarżenia są bezpodstawne.

09.10.2018 Nowy rozdział w „syryjskiej wojnie domowej”

Świat z pewnym niepokojem spogląda na ostatnie ruchy wojsk tureckich w pobliżu Syrii. Tak zwana „syryjska wojna domowa” już dawno przestała być tylko konfliktem wewnętrznym, a stała się areną rywalizacji regionalnych i światowych mocarstw.

Zaniepokojenie światowej opinii publicznych wywołują doniesienia,, pochodzące ze źródeł ulokowanych w tureckiej armii. Zgodnie z nimi, Turcja wraz z syryjskimi rebeliantami mają na dobre współpracować. To by znaczyło, że turecka armia całkowicie zaangażuje się w tenże konflikt i prawdopodobnie wkroczy na obszar sąsiada. To może oznaczać zupełnie nowy rozdział dla Syrii, od lat nękanej wojną.

Komentatorzy przyjmują, że takie głosy z Turcji są pokłosiem zmiany polityki ferowanej przez administrację obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Donald Trump jest krytykowany za to, że po zaangażowaniu się w syryjski konflikt, teraz wojska amerykańskie opuszczają tenże obszar działań, niejako porzucając dotychczasowych sojuszników, czyli głownie Kurdów. Dla Turcji, Kurdowie stanowią zagrożenie dla ich własnej terytorialnej suwerenności. Wycofanie się Ameryki może być dla Ankary asumptem do wkroczenia na północno-wschodni obszar Syrii, gdzie znajdują się kurdyjskie enklawy.

Właśnie dziś anonimowe tureckie źródła podały, że doszło do zmasowanych ataków lotniczych oraz przy użyciu innych typów jednostek bojowych, na pogranicze syryjsko-irackie, skąd Kurdowie mieli sięgać po rezerwy i zapasy. Turcja chciała w ten sposób przeciąć kierunki dostaw dla milicji kurdyjskiej, chociaż szczegóły nie są zbyt znane. Minister obrony Hulusi Akar powiedział jedynie, że trwają przygotowania, a siły są rozmieszczane.

Media podają, że prezydent Turcji, Tayyip Erdogan w rozmowie telefonicznej ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, Władimirem Putinem, miał zapewniać, że jedynym celem jest stworzenie bezpiecznej strefy i umożliwienie Syryjczykom powrót na ich ziemie. Jednak niektórzy zastanawiają się, na ile jest to polityka zmierzająca do wyeliminowania Kurdów z gry i rozszerzenia strefy wpływów na znaczną część obszaru syryjskiego nie kontrolowanego przez Damaszek.

Zarówno syryjski reżim, jak i Kurdowie, ogłosili mobilizację przeciwko, ich zdaniem, planowanej inwazji wojsk tureckich. Niektórzy zastanawiają się, na ile Damaszek jest skłonny nawiązać współpracę z kurdyjską milicją.

06.10.2018 Wybory w Kosowie

Właśnie dziś odbywają się wybory parlamentarne w Kosowie. Jednakże od wyborczego wyniku, niejako w tle, są ważniejsze takie aspekty jak walka z korupcją, czy normalizacja relacji z Serbią. Bez tego, członkostwo chociażby w Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ może być utrudnione.

Dzisiejsze wybory są czwartymi z kolei, od czasu ogłoszenia kosowskiej niepodległości w 2008 r. Zostały one rozpisane po tym, jak premier kraju, Ramush Haradinaj zrezygnował z zajmowanego stanowiska, w związku z koniecznością stawienia się przed sądem badającym zbrodnie wojenne. Podczas wojny o kosowską niepodległość przeciwko Serbii, w latach 1998-1999, był on jednym z przywódców Armii Wyzwolenia Kosowa UÇK.

W tych wyborach nie ma wyraźnego lidera, co też przełożyło się na frekwencję. Na godzinę 15 podano, że wyniosła zaledwie 30%. Brak reform oraz perspektyw dla kraju skutkowało, że trzypartyjna koalicja Haradinaja traciła w sondażach, a zyskiwały formacje opozycyjne. Jednakże ostatnie badania przedwyborcze, właśnie na podium widziały te trzy rządzące partie.
Obecna główna formacja będąca w koalicji rządowej, Demokratyczna Partia Kosowa PDK powinna zająć trzecie miejsce. Na czele sondaży jest współrządząca Demokratyczna Liga Kosowa LDK o charakterze prawicowym. Na drugim miejscu powinna znaleźć się centrolewicowa formacja o nazwie Samookreślenie (Vetevendosje).

Relacje między Prisztiną a Belgradem nie należą do najlepszych. Serbia, wraz z sojuszniczą Rosją, odmawia uznania Kosowa jako niepodległego państwa. To zaś ma swoje międzynarodowe implikacje. Bez uregulowania tej kwestii, Kosowo nie może zostać przyjęte do Organizacji Narodów Zjednoczonych, czy Unii Europejskiej.

Obecnie w Kosowie nie ma sił politycznych, które dążyłyby do porozumienia z Serbią, kosztem pewnych ustępstw. Innym wielkim problemem jest korupcja. Zdaniem międzynarodowych organizacji, Kosowo należy do czołówki najbardziej skorumpowanych państw na świecie.

06.10.2018 Wybory parlamentarne w Tunezji

Zakończyły się wybory parlamentarne w Tunezji. Okazuje się, że żaden z faworytów przedwyborczych sondaży, nie uzyska wymaganej większości do utworzenia samodzielnego rządu. Tym samym, przed nami kolejna faza: powyborcze negocjacje koalicyjne.

Mija osiem lat od przemian wewnętrznych, które były inspiracją dla „Arabskiej Wiosny”. Jednak ten okres eksperymentowania z demokracją, nie był najlepszy. Obywatele wydają się zmęczeni ciągłymi perturbacjami na szczytach władzy i niekończącą się historią z szukaniem współkoalicjanta do stworzenia rządu większościowego. Poziom rozczarowania łatwo wykazać, chociażby niską wyborczą frekwencją.

Tuż po zamknięciu lokali wyborczych, wiadomo dwie rzeczy. Po pierwsze, poziom społecznej partycypacji w tym wydarzeniu był niski. Po drugie, sondaże powyborcze nie wskazują bezapelacyjnego zwycięzcy.

Bez względu na ostateczny wynik, oraz możliwe scenariusze koalicyjne, nowy rząd będzie borykał się z tymi samymi problemami, co poprzedni. W pierwszej kolejności: wysokie bezrobocie, które łącznie z długiem publicznym oraz inflacją, wzmaga poczucie bezsilności. W dalszej, dwie siły, które wyrażają sprzeczne interesy: wpływowe związki zawodowe hamujące reformy oraz pożyczkodawcy je żądające.

Zdaniem specjalistów fakt, że trzy tygodnie temu, podczas pierwszej tury wyborów prezydenckich, żaden kandydat wystawiony przez główne partie polityczne nie uzyskał zadowalającego wyniku, nie należy spodziewać się wyraźnego zwycięzcy dziś.

O władzę w Tunezji walczą de facto dwie siły. Z jednej strony jest to stary establishment, który po rewolucji musiał znaleźć się w nowej sytuacji. Z drugiej zaś, do gry weszła umiarkowana islamska Partia Odrodzenia (Ennahda Movement), przez poprzedni reżim zwalczana. Walka polityczna skutkowała tym, że personalne rozgrywki przesłoniły konieczność reformowania państwa, co zdaniem części było przespaniem szansy na wprowadzenie zmian.

To co najbardziej boli Tunezyjczyków to fakt, że bezrobocie jest teraz wyższe, niż w czasach rządów wieloletniego przywódcy, prezydenta w latach 1987-2011, Zajna al-Abidina ibn Alego, który zmarł w Arabii Saudyjskiej niespełna miesiąc temu, 19 września 2019 r.

04.10.2019 Portugalia przed wyborami



Źródło: Premier Antonio Costa, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:António_Costa_12.ª_ Cimeira_ Brasil-Portugal_ 2016-11-01.png, [dostęp dn. 04.10.2019]; This file is licensed under the Creative Commons Attribution 3.0 Unported license.

Już w najbliższą niedziele wybory parlamentarne w Portugalii. Ostatnie cztery lata upłynęły spokojnie i pod znakiem gospodarczego wzrostu. Teoretycznie socjaliści pod przywództwem obecnego premiera, którym jest Antonio Costa, nie powinni mieć powodów do zmartwień. Jednakże, ostatnie sondaże dające im zwycięstwo pokazują, że przewaga nad pozostałymi graczami wcale nie musi być olbrzymia.

Wszystko wskazuje na to, że konieczna będzie rządowa koalicja, a możliwości jest całkiem dużo. Oczywiście nie można wykluczać, że centrolewicowa Partia Socjalistyczna Costy zdobędzie większość. Jeszcze kilka tygodni temu miała poparcie rzędu 40%, a druga w kolejności formacja traciła do niej aż 15 punktów. W tej sytuacji pewnie dalej prowadzono by politykę kontroli wydatków, doprowadzono by do nadwyżki budżetowej w przyszłym roku, i przez odpowiednią politykę podatkową zachęcano by ewentualnych inwestorów.

Jeśli jednak socjalistom zabraknie kilku głosów do zdobycia większości w 230-osobowym parlamencie, mogą porozumieć się, z którąś z mniejszych formacji. Prawdopodobnie kilka mandatów wprowadzi lewicowa partia o nazwie: Ludzie-Zwierzęta-Przyroda PAN. PAN nie odrzuca możliwości sojuszu, pod warunkiem poparcia niektórych proekologicznych rozwiązań. Zdaniem ekonomistów, koszt takiego sojuszu rządowego byłby niewielki.

Możliwy jest tez alians z Blokiem Lewicy albo Portugalską Partią Komunistyczną, lecz relacje socjalistów z tymi formacjami ostatnio nie były zbyt dobre. Koszt ewentualnej koalicji, zwłaszcza w kontekście żądań socjalnych, czy nacjonalizacji przemysłu energetycznego, byłby wtedy bardzo duży.

Najgorsze rozwiązanie to rząd mniejszościowy pod przywództwem Costy. Tenże musiałby za każdym razem szukać partnerów w parlamencie, by przegłosować własne propozycje. Istnieje obawa, że powtórzy się scenariusz z Hiszpanii, gdzie jest rząd mniejszościowy, niewiele on może, i już wkrótce kolejne wybory parlamentarne.

Co ciekawe, żądzą socjaliści, a do głównej partii opozycyjnej należy portugalska Partia Socjaldemokratyczna, która w przeszłości wygrywała wybory. Obecnie nie ma ona większych szans i notuje najgorsze wyniki sondażowe w historii swego istnienia.

04.10.2018 Nadzwyczajna sytuacja w Hong Kongu

Do niespotykanej sytuacji doszło dziś w Hong Kongu. Miasto to, które było brytyjską kolonią, a obecnie jest zarządzane przez Chińską Republikę Ludową ChRL, od tygodni przeżywa trudne chwile. Tysiące mieszkańców protestuje przeciwko chińskim planom zmiany prawa, co uważane jest za groźbę utraty suwerenności.

W tej sytuacji, przewodnicząca miejskiej administracji, Carrie Lam sięgnęła po nadzwyczajne środki. By uspokoić sytuacje i przerwać spiralę przemocy, zastosowała przepisy, które były wprowadzone jeszcze w czasach kolonialnych.

Podczas konferencji prasowej Lam argumentowała, dlaczego zarządza o zakazie noszenia masek przez protestujących. Jednak, by to uczynić, musiała odwołać się do kolonialnego zapisu dającego prawo wprowadzania takich rozporządzeń, które są rzekomo w interesie publicznym. Protestujący zaś twierdza, ze muszą nosić maski z obawy, by nie byli pociągani do odpowiedzialności, na pracodawców nie była czyniona presja przeciwko nim, lub by rodziny były bezpieczne.

Lam jednak twierdzi, ze maski chroniące tożsamość powodują, że demonstranci są nieumiarkowani i pozwalają dzięki temu sobie na więcej, niż dopuszcza prawo. Z tego powodu, nadzwyczajne środki mające na celu zahamowanie przemocy. Nie podjęto jednak decyzji o ogłoszeniu stanu wyjątkowego. Analitycy zastanawiają się, jak zostanie nowy przepis wprowadzony w życie, zwłaszcza w ponad siedmiomilionowym mieście, gdzie maski są powszechne, zwłaszcza po wybuchu epidemii SARS w 2003 r.

Hong Kong został przez Wielką Brytanię oddany Pekinowi w 1997 r., zgodnie z zasadą: „jeden kraj, dwa systemu”. Dzięki temu, miasto cieszy się szeroką autonomią. Obecne protesty, trwające już cztery miesiące, są największym kryzysem w Chinach od 22 lat. Początkowo niezadowolenie budziły propozycje zmian w prawie ekstradycyjnym, pozwalającym na sądzenie mieszkańców Hong Kongu w Chinach kontynentalnych. Następnie przekształciły się protesty w prodemokratyczny ruch i wyzwanie dla samego Xi Jinpinga, który pełnie najważniejsze funkcje państwowe.

03.10.2019 Stan wyjątkowy w Ekwadorze



Źródło: Prezydent Lenin Moreno, https://colombiareports.com/ecuador-withdraws-support-for-colombias-peace-talks-with-eln/, [dostęp dn. 03.10.2019]; By Agencia de Noticias ANDES (LENIN MORENO) [CC BY-SA 2.0], via Wikimedia Commons.

Ekwadorski przywódca, Lenin Moreno, ogłosił dziś stan wyjątkowy na terenie całego kraju. Jest to pokłosie ostrych protestów, które się przez państwo przetaczają. Poziom społecznego niezadowolenia jest tak wysoki, gdyż prezydent zapowiedział pakiet reform budżetowych ograniczających dopłaty do paliw. Te istniejące od dziesięcioleci przywileje kosztowały budżet narodowy krocie, a oblicza się, że oszczędności mogą dać 2 miliardy dolarów amerykańskich oszczędności.

Jak podaje agencja Reutera, protestujący wykrzykiwali takie hasła jak: „Precz z pakietem!”. W ten sposób wyrażali sprzeciw wobec projektu zmian autorstwa Moreno. Prezydent jest znany ze swego politycznego centrowego kursu, co w kraju przez dekady rządzonym przez lewicowe rządy, preferujące model państwa opiekuńczego, oznaczało to olbrzymie zmiany.

Dzisiejszy protest miał wieloraki charakter. Najpierw kierowcy taksówek, autobusów i ciężarówek zablokowali główne drogi w stolicy, Quito, oraz w Guayaguil, na pacyficznym wybrzeżu. Dworce autobusowe w całym kraju były zamknięte. Studenci, związki zawodowe oraz autochtoni przyłączyli się do protestu, blokując drogi kamieniami oraz podpalając opony. Doszło do ostrych starć z policją.

Liderzy protestu zapowiadają, że nie ustąpią dopóki rząd nie przywróci dopłat do paliw. Władze zaś odpowiadają, że musiano przeprowadzić dotkliwe reformy, by ożywić gospodarkę oraz powstrzymać przemyt.

Lenin Moreno objął najwyższy urząd w państwie w 2017 r., zastępując Rafaela Correę. Stwierdził, że dotacja sparaliżowała gospodarkę, a on nie pozwoli, by doszło do całkowitego paraliżu państwa. Z tego powodu ogłosił stan wyjątkowy, który ogranicza niektóre prawa i upoważnia wojsko do zapewnienia porządku na ulicach. Do chwili obecnej miano aresztować 19 osób, w związku z nielegalną blokadą dróg.

Ekwador liczy 17 milionów mieszkańców i nie należy do stabilnych państw. Ma długą tradycję niepokoi i brutalnych zmian na szczytach władzy. Dwa dni temu kraj ten wystąpił z Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową OPEC, zapowiadając zwiększenie wydobycia tego cennego surowca i jednocześnie zysków z tego faktu.

02.10.2019 Projekt konstytucyjnej reformy w Zambii



Źródło: Prezydent Zambii, Edgar Lungu, https://www.catholicnewsagency.com/news/christian-leaders-in-zambia-warn-against-government-abuses-48354?platform=hootsuite, [dostęp dn. 02.10.2019]; Sept. 29, 2015. Credit: UN Photo/Cia Pak (CC BY-NC-ND 2.0).

Wielkie obawy budzi projekt konstytucyjnej reformy autorstwa obecnego prezydenta, którym jest Edgar Lungu. Dla jego zwolenników, jest to forma urealnienia i usprawnienia systemu politycznego, dla przeciwników zaś, cios dla demokracji.

Zambia jest obecnie rozdarta na zwolenników i przeciwników reformy konstytucyjnej. Wielu komentatorów podkreśla, że na dwa lata przed wyborami powszechnymi, zmiany poważnie wzmocnią ustrojową pozycję głowy państwa.

Bez wątpienia czeka nas wkrótce gorąca debata w Zgromadzeniu Narodowym, czyli jednoizbowym parlamencie zambijskim. W tejże izbie zdecydowaną większość ma partia Lungu o nazwie Front Patriotyczny PF. Formacja ta nie powinna mieć problemów z przegłosowanie poprawek do ustawy zasadniczej. Jeśli tak się stanie, to prezydent będzie mógł mianować sędziów i ministrów bez jakichkolwiek konsultacji, czy ograniczeń, majstrować w geografii wyborczej (jednostronnie kreować wyborcze okręgi), natomiast polityką pieniężną zajmować się ma rząd, a nie jak dotąd Bank Centralny.

Część komentatorów zwraca uwagę, że zmiany zaproponowane mają na celu umocnienie pozycji PF oraz uniemożliwienie odebrania władzy prezydenckiej, leżącej teraz w rękach Lungu.
Już ostatnie wybory z 2016 r. były kontrowersyjne. Zdaniem opozycji miało dojść do wyborczego oszustwa na niespotykaną skalę. Oskarżano wtedy Lungu o autorytarne zapędy i opozycja nie uznała wyników. Lider głównej formacji opozycyjnej: Zjednoczonej Partii na rzecz Rozwoju Narodowego UPND, Hakainde Hichilema wprost określał obecnego przywódcę mianem oszusta. W 2017 r. zapłacił za to czteromiesięcznym pobytem w areszcie. Kiedy próbował zatrzymać prezydencki konwój, został oskarżony o zdradę, za co grozi kara śmierci. Oskarżenie ostatecznie umorzono.

Najwięcej jednak zastrzeżeń budzi chęć kandydowania przez Lungu w kolejnych wyborach prezydenckich zaplanowanych na 2021 r. Zgodnie z prawem, jedna osoba może obejmować najwyższy urząd w państwie przez dwie pięcioletnie kadencje. Lungu został wybrany najpierw w 2015 r., po śmierci prezydenta Michela Saty, w celu ukończenia jego kadencji. Następnie w 2016 r. już na pełną kadencję. Opozycja uważała, że Lungu nie może zatem ubiegać się o trzecią kadencję. Jednak zdaniem trybunału konstytucyjnego, pierwsza kadencja była Saty, a Lungu ją tylko kończył. Tym samym nic nie stoi na przeszkodzie, by startował za dwa lata. Jednak okoliczności wydania wyroku były kontrowersyjne. Lungu wprost naciskał na sędziów, by ci nie pogrążali kraju w chaosie.

Ostatnia propozycja poprawek do ustawy zasadniczej mocno zatem rozsierdziła opozycję, do której dołączyli celebryci oraz prodemokratyczni aktywiści. Ich zdaniem, reformy Lungu prowadzą kraj w kierunku autorytarnego reżimu.

02.10.2018 Krwawe protesty w Iraku

Już drugi dzień trwają antyrządowe protesty w Iraku. Skutki starć ze służbami porządkowymi są niestety bardzo krwawe. Śmierć mogło ponieść już pięciu demonstrantów. Liczbę rannych szacuje się na kilkaset.

Nie jest do końca wiadomym, ile osób wzięło udział w antyrządowych protestach. Bez wątpienia można pisać o tysiącach niezadowolonych Irakijczykach. Do demonstracji dochodziło w Bagdadzie, Nasiriji i kilku innych większych miastach. Powodem wybuchu tego społecznego niezadowolenia była wszechobecna korupcja, bezrobocie oraz niska jakość świadczonych usług przez administrację państwową.

Jak podaje BBC, dostęp do portali społecznościowych oraz Internetu, w stolicy, oraz najbardziej rozognionych częściach kraju, został zablokowany. Władze centralne obiecały przedsięwziąć środki mające złagodzić negatywne aspekty, przeciwko którym trwają właśnie demonstracje. W miastach Nasirija, Amara i Hilla ogłoszono godzinę policyjną.

Społeczność międzynarodowa z niepokojem spogląda na rozwijającą się spiralę przemocy w Iraku. Organizacja Narodów Zjednoczonych ONZ wezwała zaś rząd centralny do powściągnięcia stosowanych środków w celu spacyfikowania protestujących.

Obecne protesty są największymi od czasu przejęcia stanowiska premiera przez Adela Abdula Mahdiego, co miało miejsce rok temu. Tylko dziś śmierć od odniesionych ran poniosły trzy osoby. Wydaje się, że same protesty nie mają określonych liderów. W stolicy kraju policja użyła ostrej amunicji oraz gazu łzawiącego, by spacyfikować protestujących.

01.10.2018 Saudyjscy oprawcy dziennikarza Jamala Khashoggi’ego

Agencja Reutera, powołując się na śledczych z ramienia Organizacji Narodów Zjednoczonych ONZ, zastanawia się nad prawdziwymi winnymi śmierci znanego dziennikarza, Jamala Khashoggi’ego. Zauważają, że książę korony Arabii Saudyjskiej czyni gros działań, by nie wiązać go z oprawcami dziennikarza, a ci są powiązani z saudyjskimi służbami specjalnymi.

Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud to książę i następca tronu Arabii Saudyjskiej. Ostatnimi czasy w mediach, głównie amerykańskich, brał on na siebie polityczną odpowiedzialność za śmierć Khashoggi’ego, lecz odmawiał przyznania się do zlecenia i jakiegokolwiek udziału w tym, już międzynarodowym skandalu, który poruszył tak wielu.
Bez wątpienia rzesze osób, zwłaszcza z dziennikarskiego świata, były oburzonych faktem zamordowania dziennikarza przez saudyjskie służby specjalne. Książe saudyjski nie zaprzeczył, by służby miały coś z tym wspólnego, ale w mediach próbuje się wybielić argumentując, że nikt nie jest w stanie kontrolować 3 milionów osób pracujących dla rządu. Zdaniem Agencji Reutera, to próba oczyszczenia się z oskarżeń i zrzucenia odpowiedzialności.

Jamal Khashoggi w chwili śmierci był pracownikiem „the Washington Post”. Został zamordowany 2 października 2018 r. w saudyjskim konsulacie w Stambule. Przyjmuje się, że ciało zostało poćwiartowane i wywiezione z konsulatu. Nigdy nie zostało odnalezione.

Świat się oburzył, a na saudyjską rodzinę królewską nałożono sankcje. Zabity był znany ze swego krytycznego stanowiska wobec poczynań władz. Uznano, że to następca tronu musiał maczać palce w tym mordzie. W samej Arabii Saudyjskiej również przeprowadzono śledztwo i w tej chwili toczy się proces 11 podejrzanych o wspomniany czyn.
To, co społeczność międzynarodowa uznała za saudyjski głos rozsądku, to fakt, że sam następca tronu przyznał, iż doszło do zabójstwa o charakterze państwowym. Nie idzie jednak za tym odpowiedzialność karna samych mocodawców, ktokolwiek by nim był.



Źródło: Jamal Khashoggi, https://en.wikipedia.org/ wiki/ Assassination_ of_Jamal_Khashoggi# /media/File:Jamal_ Khashoggi_in_March _2018 _(cropped).jpg, [dostęp dn. 01.10.2019]; Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0).


Źródło: Następca tronu Arabii Saudyjskiej, książę Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud, http://jewish-voice-from-germany.de/cms/qatar-conflict/, [dostęp dn. 01.10.2019]; Wikimedia / Attribution-ShareAlike 3.0 Unported (CC BY-SA 3.0).

01.10.2018 Śmierć protestanta w Hong Kongu

Już od 4 miesięcy trwają niepokoje w Hong Kongu – autonomicznym mieście zarządzonym przez władze chińskie w Pekinie. Do tej pory jednak udawało się uniknąć rozlewu krwi. Dziś jednak doszło do przypadku zastrzelenia nastolatka, biorącego udział w proteście. Sama demonstracja odbywała się w drażliwym czasie, gdyż mija 70 rocznica założenia Chińskiej Republiki Ludowej ChRL.

Dzisiejsze wydarzenia bardzo szybko rozprzestrzeniły się na całe miasto. Policji było bardzo trudno zapanować nad sytuacją i rozgorączkowanymi demonstrantami. Służby porządkowe używały gazu łzawiącego oraz armatek wodnych, zaś protestujący domowej roboty bomby oparte na benzynie.

Kiedy sytuacja zaczęła graniczyć z chaosem, policja potwierdziła, że zaczęła używać amunicji gumowej, oraz specjalne nieśmiercionośne kule służące do pojmania podejrzanych („Bean bag round”). Szef policji Stephen Lo oświadczył, że w trzech miejscach, zgodnie z prawem, policjanci strzelali w powietrze używając ostrej amunicji. Podczas tych działań, w ramię miał zostać trafiony 18-latek.

Lo jest zdania, że to życie policjantów było zagrożone i mieli prawo się bronić. Ranny miał zostać natychmiast przewieziony do szpitala, a w chwili umieszczania w karetce rzekomo był przytomny. Śmierć nastąpiła dopiero w szpitalu.

Dostępne nagrania ukazują, że w krytycznej chwili panował totalny chaos. Policja nie radziła sobie z tłumem. Zdaniem niektórych, miała strzelać do protestujących z bliskiej odległości. Dzisiejsze wydarzenia są najkrwawszymi i najbardziej chaotycznymi w swym przebiegu od wybuchu społecznego niezadowolenia w czerwcu 2019 r., kiedy to rozsierdziła ich propozycja zmian w przepisach ekstradycyjnych.

Hong Kong to była kolonia brytyjska, którą oddano pod zarząd Chińskiej Republiki Ludowej. Obecne wydarzenia to bez wątpienia największy kryzys za czasów administracji Xi Jinpinga. Dzisiejszy protest nie jest przypadkowy i wykorzystuje Narodowy Dzień Chin do ukazaniu światu, o co toczy się walka.



2019

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2018

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2017

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU



2016

BIULETYN INFORMACYJNY RODM TORUŃ
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA W MIESIĄCU




facebook